Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 489 490 491 492 493 494 495 496 497 ... 508
Перейти на страницу:

I said the past is dead, the life I had is gone

Said I'm not afraid, that I am brave enough

I will not give up

Until I see the sun

Hold me now

'Til the fear is leaving

I am barely breathing

Crying out

These tired wings are falling

I need you to catch me*

Twarz Severusa zmieniła się w kredowobiałą maskę przerażenia, kiedy osłupiały ze

zgrozy, wpatrywał się w gęstą chmurę Dementorów, którzy niczym zwabione krwią

rekiny, otoczyły dwie przyciśnięte do siebie sylwetki. Widok przypominał stado hien,

walczących o padlinę i próbujących jednocześnie wyszarpnąć dla siebie jak

największy kawałek mięsa. Ich przegniłe usta otwierały się, wchłaniając niekończący

się strumień pożywienia, jakby instynkt kazał im wyssać wszystko, aż do ostatniej

kropli, ponieważ na kolejną taką ucztę mogłyby czekać i kilkaset lat. Ich głód był

wiecznie nienasycony. Rozrywały duszę na kawałki, dopóki nie pozostało nic, poza

opuszczona skorupą ciała. A tutaj były ich setki. I każdy z nich pragnął nakarmić się

do syta.

Bariera utrzymująca Severusa w tym samym miejscu zadrżała nagle i rozsypała się,

pozbawiając go oparcia. Mężczyzna upadł na kolana i ręce, ale niemal natychmiast

poderwał głowę i wypełnionymi lękiem oczami dostrzegł osuwające się na ziemię

dwa ciała.

Zerwał się do biegu, przyciskając rękę do wijącego się po skórze, blednącego

Mrocznego Znaku. Ból był równie silny, jak w momencie, w którym znak powstawał,

jakby wypalano mu go rozżarzonym żelazem.

Wiedział, co to oznacza.

Ale to nie było teraz ważne. Nic nie było.

Zatrzymał się gwałtownie, wbijając pociemniałe od gęstych emocji spojrzenie w dwie

leżące na ziemi sylwetki, przysłonięte otaczającą je, gęstą chmurą pożywiających się

Dementorów i wyciągnął różdżkę, którą zabrał Malfoyowi. Jego dłoń drżała

niekontrolowanie, ale oczy pozostały nieporuszone, skupione tak silnie, iż

przypominały dwa, wypalone w temperaturze kilku tysięcy stopni, twarde niczym

diament węgle. Wypełnione wciąż tlącym się w ich wnętrzu, niegasnącym blaskiem:

na ułamek sekundy pojawiła się w nich spocona, promieniująca spełnieniem twarz o

zielonych, pełnych uwielbienia oczach, wypowiadająca dwa słowa... słowa, których

zawsze się obawiał, ale kiedy w końcu je usłyszał...

- Expecto Patronum!

Rozbłysk był tak silny, że Severus musiał przysłonić oczy drugą ręką. Lecz kiedy

tylko ją opuścił, ujrzał jak blask wylewający się z jego różdżki formuje się w...

złocistego lwa. Promieniującego tak wielką mocą, iż zanim jeszcze zbliżył się do

hordy Dementorów, część z nich pierzchła, wydając z siebie skrzeczące, donośne

dźwięki. Patronus wpadł pomiędzy stworzenia, rozpędzając je na boki, ale było ich

zbyt wiele, aby sam jeden był w stanie przepędzić je wszystkie. Położył się więc obok

drobnego, leżącego bez ruchu ciała, osłaniając je przed krążącymi wokół

Dementorami i rycząc na nich wściekle.

Ściskająca różdżkę dłoń Severusa zaczęła drżeć jeszcze bardziej, kiedy usiłował

postrzępioną resztką swojej mocy utrzymać Patronusa. Po jego wykrzywionej

wysiłkiem twarzy spływał pot, kiedy szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w

nieruchomą sylwetkę, jakby wyczekiwał jakiegokolwiek gestu, drobnego poruszenia

dłonią, czegokolwiek, co dałoby mu nadzieję, że wciąż żyje, że nie zdążyli odebrać

mu duszy, że nie zgasili jego światła, pogrążając go w nieprzeniknionych

ciemnościach już na zawsze.

Blask zaczął przygasać pod naporem mroku emanującego od krążących w górze,

rozwścieczonych Dementorów. Severus osunął się na kolana, obiema dłońmi łapiąc

swoją różdżkę, by za wszelką cenę utrzymać ochronę i wtedy dostrzegł słaby blask,

wypływający z różdżek, które wciąż znajdowały się w leżącej nieruchomo na

zamarzniętej ziemi dłoni Harry'ego. Blask, który wijąc się i pełznąc po ziemi, zaczął

formować się w... srebrzystobiałego węża.

Severus z oszołomieniem przyglądał się, jak wąż owija się wokół leżącego na ziemi

lwa, oplatając go całym sobą, jakby pragnął ochronić go przed napierającą zewsząd

ciemnością i w tej samej chwili przestał widzieć cokolwiek, ponieważ przestrzeń

wypełniła się oślepiającą powodzią ciepłego światła, która płynęła od złączonych w

uścisku Patronusów i gorącymi falami rozchodziła się na wszystkie strony,

przepędzając unoszący się w powietrzu mrok. Severus słyszał oddalające się strzępy

wydawanych przez Dementorów skrzeczących odgłosów.

Nastała cisza.

Blask przygasł i splecione ze sobą Patronusy zaczęły się powoli rozwiewać.

Severus podniósł się z ziemi i podszedł do leżących na ziemi sylwetek. Krótkim

spojrzeniem omiótł ciało leżącego obok Voldemorta. Jego czerwone oczy powlekły

się czernią i wpatrywały się w pustkę. Przypominały rozbity fragment wazy, przez

który można zajrzeć do środka i przekonać się, że to, co wcześniej ją wypełniało,

całkowicie zniknęło. Była pusta. Jego dusza została rozerwana na setki maleńkich

kawałków, a wraz z nią zniknęła także jego moc.

Czarny Pan został pokonany.

Severus oderwał spojrzenie od zapadającej się powoli, gadziej twarzy i przeniósł je

na drobną sylwetkę, leżącą u jego stóp niczym zniszczona zabawka, potargana i

ubrudzona, z rozrzuconymi bezwładnie kończynami. W jego dłoni wciąż tkwiły dwie

różdżki. Po przykrytym czarnymi kosmykami czole spływała kropla krwi. Jego okulary

leżały tuż obok, a oczy... szeroko otwarte, zielone oczy wpatrywały się tępo w

przestrzeń.

Świat pogrążył się w mroku, zalewając oczy Severusa ciemnością gęstszą i

zimniejszą niż najgłębsze czeluście. Osunął się na kolana, jakby nagle stracił

wszystkie siły i wpółotwartymi ustami próbował złapać haust powietrza, jakby na jego

szyi nagle zacisnęła się pętla, nie pozwalając mu złapać tchu.

Desperacko pochwycił w ramiona bezwładne ciało Harry'ego, podrywając go z ziemi i

zanurzył spojrzenie w jego nieruchomych oczach... w tych oczach, które zawsze

wypełniały się blaskiem, kiedy tylko w nie spoglądał... które zawsze patrzyły na niego

z mieszaniną lęku i zachwytu jednocześnie... które zawsze rozpalały się tak

niewiarygodnie potężnym płomieniem, niezależnie od tego, czy był to płomień

pragnienia czy nienawiści...

Ale teraz nie było w nich niczego. Jedynie pusta, czekająca na wypełnienie

przestrzeń, w której odbijały się przepływające nad ich głowami chmury.

- Nawet się nie waż mnie zostawiać - wycharczał ciężkim głosem, brzmiącym tak,

jakby wydobywał się z otchłani. - Spójrz na mnie! - Potrząsnął ciałem, ale kiedy nie

nadeszła żadna odpowiedź, wysunął jedną rękę spod pleców Harry'ego i położył dłoń

na jego zimnym policzku. - Jak mam na imię? - Nic. Żadnej reakcji. - Do cholery,

masz powiedzieć, jak mam na imię! - niemal wykrzyczał, tonąc w milczących oczach i

sprawiając wrażenie, jakby w każdej chwili był gotów rzucić się w nie, niczym w

bezkresny, przepastny ocean, w poszukiwaniu... choćby najsłabszej oznaki

obecności.

Nie mógł znaleźć jednak niczego. Nawet najcichszego, najodleglejszego szmeru

umysłu.

- Dokonałeś tego - wyszeptał, niemal chorobliwie wpatrując się w pokrytą

zadrapaniami i śladami krwi, bladą twarz, po której tak wiele razy błądził palcami i

1 ... 489 490 491 492 493 494 495 496 497 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)