Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]

Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:

Kryminalna zagadka w świecie Dysku.
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 77
Перейти на страницу:

— Klatchiańskia ostra z anchois. — Vimes zajrzał pod pokrywkę. — Zamówiliśmy w Pizzowej Budzie Rona za rogiem. Uznałem, że nikt nie może zatruć całej żywności w mieście. A sztućce sprowadziłem od siebie.

— Masz umysł prawdziwego policjanta, Vimes — stwierdził Vetinari.

— Dziękuję, sir.

— Doprawdy? Czyżby to był komplement? — Patrycjusz pogrzebał widelcem w talerzu z miną odkrywcy w obcej krainie. — Czy ktoś to już jadł, Vimes?

— Nie, sir. Oni po prostu w taki sposób siekają jedzenie.

— Ach, rozumiem. Myślałem, że może moi kosztujący potraw przesadzili w entuzjazmie. Coś podobnego! Jakież rozkosze podniebienia muszą mnie czekać…

— Widzę, że czujesz się lepiej, panie — oznajmił chłodno Vimes.

— Dziękuję, Vimes.

Kiedy Vimes wyszedł, Vetinari zjadł pizzę, a przynajmniej te kawałki, które zdawało mu się, że rozpoznaje. Potem odstawił tacę i zdmuchnął świecę przy łóżku. Przez chwilę siedział w ciemności, po czym sięgnął pod poduszkę i wymacał ostry nożyk i pudełko zapałek.

Bogom niech będą dzięki za Vimesa. Było coś ujmującego w jego desperackiej, gorącej, a przede wszystkim niewłaściwie skierowanej kompetencji. Jeśli ten biedak nadal będzie się męczył, trzeba będzie zacząć zostawiać mu wskazówki.

Na komendzie Marchewa siedział sam w pokoju i przyglądał się Dorflowi.

Golem stał w miejscu, gdzie go zostawili. Ktoś powiesił mu ścierkę na ramieniu. Czubek głowy nadal był otwarty.

Przez jakiś czas Marchewa patrzył tylko, opierając brodę na dłoni. Potem otworzył szufladę biurka i wyjął chem Dorfla. Obejrzał papier. Wstał. Podszedł do golema. Umieścił słowa w głowie.

Pomarańczowy blask pojawił się w oczach Dorfla. To, co było wypaloną gliną, przybrało najdelikatniejszą aurę, która wyznacza zmianę między martwym a żywym.

Marchewa znalazł ołówek i tabliczkę Dorfla. Wcisnął mu je w dłoń i odstąpił.

Płomienne spojrzenie śledziło go, kiedy zdejmował pas z mieczem, odpinał napierśnik, zrzucał kubrak i ściągał wełnianą kamizelkę przez głowę.

Jego mięśnie lśniły lekko w blasku świec.

— Nie mam broni — oznajmił. — Ani pancerza. Widzisz? A teraz posłuchaj…

Dorfl zrobił krok naprzód, wznosząc pięść.

Marchewa nie drgnął nawet.

Pięść zatrzymała się o włos od jego otwartych oczu.

— Tak myślałem, że nie możesz — powiedział, gdy golem znów się zamachnął, a jego dłoń wyhamowała o ułamek cala przed żołądkiem Marchewy. — Ale wcześniej czy później będziesz musiał ze mną porozmawiać. No, w każdym razie popisać.

Dorfl stanął bez ruchu. A potem sięgnął po tabliczkę.

ZABIERZ MOJE SŁOWA!

— Opowiedz mi o tym golemie, który zabija ludzi.

Ołówek ani drgnął.

— Pozostałe same się zabiły — powiedział Marchewa.

WIEM.

— Skąd wiesz?

Golem przyglądał mu się przez chwilę. Po czym napisał:

GLINA Z MOJEJ GLINY.

— Czujesz to, co czują inne golemy?

Dorfl skinął głową.

— W dodatku ludzie zabijają golemy — powiedział Marchewa. — Nie wiem, czy zdołam to powstrzymać. Ale mogę spróbować. Myślę, że wiem, co się dzieje, Dorfl. Przynajmniej część. Chyba wiem, kogo śledziłeś. Glina z twojej gliny. Hańba dla was wszystkich. Próbowałeś naprawić krzywdę. Myślę… Wszyscy mieliście nadzieję. Ale słowa w głowie pokonają cię za każdym razem.

Golem stał w bezruchu.

— Sprzedaliście go, prawda? — spytał cicho Marchewa. — Dlaczego?

Słowa zostały wypisane błyskawicznie.

GOLEM MUSI MIEĆ WŁAŚCICIELA.

— Czemu? Bo słowa tak każą?

GOLEM MUSI MIEĆ WŁAŚCICIELA!

Marchewa westchnął. Ludzie muszą oddychać, ryby muszą pływać, a golemy muszą mieć właściciela.

— Nie wiem, czy jakoś to załatwię, ale wierz mi, nikt inny nawet nie będzie próbował.

Dorfl się nie poruszył.

Marchewa wrócił na swoje początkowe miejsce.

— Zastanawiam się, czy ten stary kapłan i pan Hopkinson zrobili coś… albo pomogli coś zrobić — rzekł, obserwując twarz golema. — Zastanawiam się, czy… potem… coś nie zwróciło się przeciwko nim, uznało, że świat jest zbyt…

Dorfl nie reagował.

Marchewa pokiwał głową.

— W każdym razie ty jesteś wolny. To, co się stanie teraz, zależy już od ciebie. Pomogę, jeśli zdołam. Jeżeli golem jest rzeczą, to nie może popełnić morderstwa, a ja wciąż usiłuję zrozumieć, dlaczego to wszystko się dzieje. Jeżeli zaś golem może popełnić morderstwo, to jesteście ludźmi, a to, co z wami robią, jest straszne i trzeba z tym skończyć. Tak czy owak, wygrywacie, Dorfl. — Odwrócił się tyłem i zaczął przekładać jakieś papiery na biurku. — Największy kłopot polega na tym — dodał — że każdy by chciał, by ktoś inny odczytał za niego jego własne myśli i potem sprawił, żeby świat zaczął działać jak należy. Może nawet golemy.

Znowu spojrzał na Dorfla.

— Wiem, że wszyscy macie pewien sekret. Ale patrząc, jak toczą się sprawy, myślę, że nikt z was nie zostanie, żeby go dotrzymywać.

Popatrzył z nadzieją.

NIE. GLINA Z MOJEJ GLINY. NIE ZDRADZĘ.

Marchewa westchnął.

— Cóż, nie będę cię zmuszał. — Uśmiechnął się. — Chociaż wiesz, że bym mógł. Wystarczy dopisać kilka dodatkowych słów na twoim chemie. Kazać ci stać się bardziej rozmownym.

Ognie zapłonęły w oczach Dorfla.

— Ale nie zrobię tego. Ponieważ byłoby to nieludzkie. Nikogo nie zamordowałeś. Nie mogę pozbawić cię wolności, ponieważ jej nie masz. Idź. Możesz iść. W końcu i tak wiem, gdzie mieszkasz.

PRACA TO ŻYCIE.

— Czego właściwie pragną golemy, Dorfl? Widziałem was, jak chodzicie tu i tam, i pracujecie bez przerwy. Ale co tak naprawdę chcielibyście osiągnąć?

WYTCHNIENIE.

Dorfl odwrócił się i wyszedł z budynku.

— Niech to l*cho! — rzucił Marchewa, co było trudnym wyczynem lingwistycznym. Zabębnił palcami na biurku, potem wstał gwałtownie, ubrał się i wyszedł na korytarz poszukać Angui.

Stała oparta o ścianę w pokoju kaprala Tyłeczka i rozmawiała z krasnoludem.

— Odesłałem Dorfla do domu — oznajmił.

— A ma dom? — zdziwiła się Angua.

— No, w każdym razie z powrotem do rzeźni. Ale to chyba nie jest najlepszy czas dla golema, żeby samemu chodzić po ulicy, więc przejdę się za nim i będę miał na oku… Dobrze się czujecie, kapralu?

— Tak, sir — odparła Cheri.

— Nosicie, no… — Umysł Marchewy zbuntował się na myśl o tym, co nosi krasnolud, i podsunął: — Kilt?

— Tak, sir. Spódnicę, sir. Skórzaną, sir.

Marchewa usiłował znaleźć odpowiednią frazę, ale musiał się ograniczyć do krótkiego:

— Aha.

— Pójdę z tobą — zaproponowała Angua. — Cheri przypilnuje wszystkiego tutaj.

— No… kilt — wymamrotał Marchewa. — No tak. No to… miejcie oko na wszystko. Niedługo wrócimy. I tego… lepiej siedźcie za biurkiem, dobrze?

— Chodź już — ponagliła Angua.

Po chwili maszerowali we mgle.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 77
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)