Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
- Автор: Пратчетт Теренс Дэвид Джон
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 978-83-7337-719-6
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
— Pip? — zapytała.
Mroczny Piskacz skinął łebkiem.
PIP.
Chwilę później Ciut Szalony Artur wyszedł na światło dnia, ciągnąc za sobą szczura. Miał już pięćdziesiąt siedem, równo ułożonych pod ścianą. Mimo swego imienia Ciut Szalony Artur nigdy nie zabijał ciężarnych samic ani młodych. Zawsze dobrze jest zadbać o to, by jutro też mieć pracę.
Jego szyld wciąż był przypięty nad otworem. Ciut Szalony Artur, jako jedyny eksterminator owadów i gryzoni potrafiący rzucić wrogowi wyzwanie na jego warunkach, przekonał się, że reklama jest opłacalna.
„CIUT SZALONY” ARTUR Na te małe stworzonka, które cię wkurzają. Szczury DARMO Mysze: 1 p za 10 ogonów Krety: 1/2 p za każdego Osy: 50 p za gniazdo. Szerżenie 20 p extra Karaluchy i podobne wg umowy. Niskie chonoraria • Wysoka wydajność
Artur wyjął najmniejszy na świecie notes i kawałek grafitu z ołówka. Zaczął liczyć… Pięćdziesiąt osiem skór po dwie za pensa, nagroda od miasta za ogony, pens za dziesiątkę, a tusze do Świdry, dwa pensy za trzy, twardo się targuje ten krasnoludzi szczurzynsyn…
Na moment okrył go cień, a potem ktoś go przydepnął.
— No tak — odezwał się właściciel buta. — Nadal łapiesz szczury bez karty członka gildii, co? Patrz, Sid, to najłatwiejsze dziesięć dolarów, jakie nam się udało zarobić. No to bierzmy…
Mężczyzna uniósł się w górę o kilka cali, zakręcił się i poleciał na mur. Jego towarzysz widział smużkę pyłu mknącą po swoim bucie, ale nie zdążył zareagować.
— Wlazł mi do spodni! Wlazł mi do… auuu!
Coś trzasnęło.
— Moje kolano! Moje kolano! Złamał mi kolano!
Człowiek, który poleciał w bok, próbował wstać, ale coś przebiegło mu po piersi i wylądowało okrakiem na nosie.
— Cześć, koleś! — zawołał Ciut Szalony Artur. — Twoja matka umie szyć, koleś? No to niech cię pozszywa!
Złapał rękami obie powieki ofiary i z pełną precyzją uderzył głową. Znowu trzasnęło, kiedy zetknęły się dwie czaszki.
Człowiek ze złamanym kolanem usiłował odczołgać się na bok, ale Ciut Szalony Artur zeskoczył z jego ogłuszonego towarzysza i wziął się za kopanie. Kopnięcie wymierzone przez kogoś mającego sześć cali wzrostu nie powinno być bolesne, ale zdawało się, że Ciut Szalony Artur ma o wiele większą masę, niż wynikałaby z jego rozmiarów. Dostać czołem od Artura, to tak jakby dać się trafić z procy stalową kulką. Kopnięcie zdawało się równie silne co normalnego mężczyzny, ale ta siła bardzo boleśnie skupiała się na obszarze o wiele mniejszym.
— I możecie powiedzieć w Gildii Szczurołapów, że pracuję dla kogo zechcę i biorę za to, ile mi się podoba! — oznajmił między kolejnymi kopniakami. — I niech te pętaki przestaną utrudniać życie drobnym przedsiębiorcom!
Drugi porządkowy gildii dotarł już do wylotu uliczki. Artur kopnął Sida po raz ostatni i zostawił go w rynsztoku.
Potem wrócił do przerwanego zajęcia. Zniechęcony pokręcił głową. Pracował prawie za darmo i sprzedawał swoje szczury za połowę oficjalnej stawki — ohydna zbrodnia. A jednak Ciut Szalony Artur jakoś się na tym bogacił. Gildia swym zbiorowym rozumem nie pojęła jeszcze idei fiskalnej względności.
Artur brał za swoje usługi o wiele więcej niż oni. O wiele więcej, naturalnie, z bardzo szczególnego, a przede wszystkim niskiego punktu widzenia Ciut Szalonego Artura. Ankh-Morpork dopiero miało zrozumieć, że im ktoś jest mniejszy, tym więcej są warte jego pieniądze.
Człowiek za dolara mógł sobie kupić bochenek chleba, który zjadał w kilku kęsach. Za tego samego dolara Ciut Szalony Artur kupował taki sam bochenek, ale mógł się nim żywić przez tydzień, a to, co zostało, wydrążyć i używać jako sypialni.
Problem różnicy wymiarów był także przyczyną częstych pijaństw Artura. Mało który oberżysta skłonny był sprzedawać piwo na naparstki albo miał kufle dla gnomów. Ciut Szalony Artur chodził więc się napić w kostiumie pływackim.
Ale lubił swoją pracę. Nikt nie likwidował szczurów tak jak Ciut Szalony Artur. Szczury stare i chytre, wiedzące wszystko o pułapkach, zapadkach i truciznach, były bezsilne, stając z nim twarzą w twarz — zresztą twarz właśnie najczęściej atakował. Ostatnie, co czuły, to ręce łapiące je za uszy; ostatnie, co widziały, to jego zbliżająca się prędko głowa.
Pomrukując pod nosem, Artur wrócił do rachunków. Ale nie na długo.
Odwrócił się nagle, z czołem gotowym do ataku.
— To tylko my, Ciut Szalony Arturze — powitał go sierżant Colon i szybko odstąpił o krok.
— Dla ciebie to pan Ciut Szalony Artur, glino — rzucił groźnie Ciut Szalony Artur, ale uspokoił się trochę.
— Sierżant Colon i kapral Nobbs — przestawił się Colon.
— Tak. Pamiętasz nas chyba? — dodał przymilnie Nobby. — To my ci pomogliśmy, kiedy się biłeś z tymi trzema krasnoludami w zeszłym tygodniu.
— Odciągnęliście mnie od nich, jeśli już o tym mowa. Akurat kiedy wszystkich położyłem.
— Chcemy porozmawiać o szczurach — wyjaśnił Colon.
— Nie mogę przyjąć nowych klientów — odparł stanowczo Artur.
— O szczurach, które parę dni temu sprzedałeś delikatesom Świdry.
— A co was to obchodzi?
— On uważa, że były zatrute — odparł Nobby, który wcześniej rozsądnie schował się za Colona.
— Nigdy nie używam trucizny!
Colon uświadomił sobie, że cofa się przed człowiekiem wzrostu sześciu cali.
— No, niby… rozumiesz… znaczy się… Często się bijecie i w ogóle… Nie lubicie się z krasnoludami… I niektórzy mogliby uznać… znaczy… może to wyglądać, jakbyś miał do nich urazę.
Zrobił jeszcze krok w tył i niemal potknął się o Nobby’ego.
— Uraza? Jaka uraza, koleś? To nie ja łapię się na kopniaki — stwierdził Ciut Szalony Artur, idąc za nimi.
— Słuszna uwaga, słuszna uwaga — przyznał Colon. — Ale by nam pomogło, znaczy, jakbyś tak powiedział… skąd miałeś te szczury…
— Na przykład z pałacu Patrycjusza, może — dodał Nobby.
— Z pałacu? Nikt nie łapie szczurów w pałacu. To zabronione. Nie; pamiętam te szczury. Dobre, tłuste… Chciałem pensa za każdego, ale wytargował trójkę za cztery, liczykrupa jeden.
— Więc gdzie je upolowałeś?
Artur wzruszył ramionami.
— Koło targu bydła. Targ bydła załatwiam we wtorki. Ale nie powiem wam, skąd tam przyszły. Ich tunele sięgają wszędzie, nie?
— A mogły zjeść truciznę, zanim je upolowałeś?
Ciut Szalony Artur najeżył się.
— Nikt tu nie wykłada trucizny. Nie pozwalam na to, jasne? Mam wszystkie kontrakty przy Rzeźniczej, a nie będę robił interesów z żadnym pętakiem, który używa trucizny. Nic nie biorę za eksterminację, rozumiecie? Gildia tego nienawidzi. Ale sam sobie dobieram klientów. — Uśmiechnął się złośliwie. — Chodzę tylko tam, gdzie jest najlepsze żarcie dla szczurów, i pozbywam się ich tak, że je opycham ozdobom trawnikowym. I jak spotkam kogoś, kto na moim terenie używa trucizny, to niech płaci stawki gildii za robotę gildii. Zobaczymy, jak mu się to spodoba.
— Widzę, że będziesz wielkim człowiekiem w żywieniu zbiorowym — stwierdził Colon.
Ciut Szalony Artur przechylił głowę na bok.
— Wiesz, co się stało z ostatnim kolesiem, który rzucał takie dowcipy?
— Eee… nie.
— Ani nikt inny. Nigdy go nie znaleźli. Skończyliście? Bo zanim wrócę do domu, muszę jeszcze załatwić gniazdo os.
— Czyli łapałeś je pod Rzeźniczą? — nie ustępował Colon.