Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]

Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:

Kryminalna zagadka w świecie Dysku.
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 77
Перейти на страницу:

— Całą spiżarnię.

— Całą? W tym możemy się mylić. Nie rozumiem, w jaki sposób, ale możemy. Są pewne dowody, leżące teraz na cmentarzu, które sugerują, że się mylimy. — Vimes niemal warczał. — Co jeszcze pozostało? Tyłeczek twierdzi, że na ciele nie ma żadnych śladów. Coś musiało pozostać. Dowiedzmy się jak, a jeśli będziemy mieli szczęście, odkryjemy również kto.

— Więcej niż ktokolwiek inny oddycha powietrzem w pokoju, sir…

— Przenieśliśmy go do innej sypialni! Nawet gdyby ktoś, sam nie wiem, gdyby pompował truciznę, to przecież nie mógłby przejść do innego pokoju, kiedy my patrzymy. To musi być coś w jedzeniu!

— Przyglądałem się, jak je kosztują, sir.

— W takim razie jest coś, czego nie widzimy, do licha! Ludzie umierają, kapitanie! Pani Easy umarła!

— Kto, sir?

— Nie słyszeliście o niej?

— Muszę przyznać, że nie, sir. A co takiego zrobiła?

— Zrobiła? Nic, jak przypuszczam. Tyle że wychowała dziewięcioro dzieci w dwóch pokojach, w których nie można się przeciągnąć, i szyła koszule po dwa pensy za godzinę, przez wszystkie godziny, jakie jej dali ci nieszczęśni bogowie, i tylko pracowała i nikomu nie wchodziła w drogę, a teraz nie żyje, kapitanie. Podobnie jej wnuk. W wieku czternastu miesięcy. Ponieważ jej wnuczka wyniosła im z pałacu trochę jedzenia! Żeby czasem zjedli coś dobrego. I wiecie co? Mildred sądziła, że chcę ją zaaresztować za kradzież! Na tym pogrzebie, na miłość bogów! — Vimes zaciskał i prostował palce; kostki mu pobielały. — Teraz to jest morderstwo. Nie skrytobójstwo, nie polityka, ale morderstwo! A my nie umiemy zadać odpowiednich pytań!

Otworzyły się drzwi.

— Witam, szefie. — Colon dotknął palcami hełmu. — Przepraszam, że przeszkadzam. Pewnie macie teraz mnóstwo pracy, ale muszę zapytać, choćby po to, żeby wyeliminować was z dalszego śledztwa, że tak powiem. Czy używacie tutaj arszeniku?

— Ehm… Nie trzymaj tak pana oficera za drzwiami, Fanley — zabrzmiał nerwowy głos i pracownik odsunął się na bok. — Dzień dobry, panie oficerze. W czym możemy pomóc?

— Sprawdzamy arszenik, proszę szanownego pana. Zdaje się, że trochę go się dostało tam, gdzie nie powinno.

— Ehm… Na bogów! Coś podobnego. Jestem przekonany, że nie używamy tu trucizny, ale proszę wejść i zaczekać, a sprawdzę u brygadzistów. Na pewno znajdzie się też imbryk gorącej herbaty.

Colon obejrzał się. Wstawała mgła. Niebo poszarzało.

— Nie odmówię, szanowny panie — zapewnił.

Drzwi zamknęły się za nim.

Po chwili usłyszał cichy zgrzyt zasuwanych rygli.

— No dobrze — powiedział Vimes. — Zacznijmy od początku.

Chwycił wyimaginowaną chochlę.

— Jestem kucharzem. Właśnie przygotowałem pożywną owsiankę, która smakuje jak psie siki. Napełniam trzy talerze. Wszyscy na mnie patrzą. Talerze były dobrze umyte, tak? W porządku. Kosztowacz bierze dwa talerze, jeden do skosztowania, a ostatnio drugi do sprawdzenia przez Tyłeczka. Potem służący, to ty, Marchewa, bierze trzeci i…

— Wkłada do windy, sir. Jest taka w każdym pokoju.

— Myślałem, że zanosi mu na górę.

— Sześć pięter? Wystygłoby zupełnie.

— No dobrze… moment. Zaszliśmy za daleko. Masz w ręku talerz. Stawiasz go na tacy?

— Tak, sir.

— No to postaw.

Marchewa posłusznie umieścił niewidzialny talerz na niewidzialnej tacy.

— Coś jeszcze? — spytał Vimes.

— Kromka chleba, sir. Sprawdzamy bochenek.

— Łyżka?

— Tak, sir.

— Nie stój tak. Weź je…

Marchewa oderwał jedną rękę od niewidzialnej tacy, żeby wziąć niewidzialną kromkę chleba i niedotykalną łyżkę.

— Co dalej… sól i pieprz?

— Chyba widziałem pojemniki z solą i pieprzem, sir.

— No to pakuj.

Vimes drapieżnym jak jastrząb wzrokiem patrzył na przestrzeń między dłońmi Marchewy.

— Nie — rzekł. — Tego byśmy nie przegapili. To znaczy… na pewno nie, prawda?

Sięgnął ręką i chwycił niewidoczny pojemnik.

— Powiedz mi, że sprawdzaliśmy sól…

— To pieprz, sir — odparł uprzejmie Marchewa.

— Ocet z pieprzem! Sól z musztardą! — zawołał Vimes. — Nie zbadaliśmy wszystkiego, a potem jego lordowska mość dosypywał sobie trucizny do smaku, tak? Arsen to metal. Czy można użyć… soli metalu? Powiedz, że zadaliśmy sobie to pytanie. Nie jesteśmy chyba aż tacy głupi, co?

— Natychmiast sprawdzę — obiecał Marchewa. Rozejrzał się szybko. — Odstawię tylko tacę…

— Jeszcze nie — zatrzymał go Vimes. — Już to przerabialiśmy. Nie wybiegamy z krzykiem „Dajcie mi ręcznik!” tylko dlatego, że mieliśmy jeden dobry pomysł. Szukajmy dalej. Łyżka… Z czego jest zrobiona?

— Dobra uwaga, sir. Sprawdzę sztućce.

— Teraz dosypaliśmy węgla drzewnego… Co on pije?

— Przegotowaną wodę, sir. Zbadaliśmy tę wodę. I sam sprawdzałem szklanki.

— Dobrze. Czyli… mamy już tacę, a teraz wstawiasz tę tacę do windy i co dalej?

— Ludzie w kuchni ciągną za liny i winda wjeżdża na szóste piętro.

— Bez żadnych przystanków?

Marchewa spojrzał zdziwiony.

— Wjeżdża sześć poziomów w górę — wyjaśnił Vimes. — To taki szyb, a w nim duża skrzynka, którą można przeciągać w górę albo opuszczać na dół. Tak? Założę się, że na każdym piętrze są drzwiczki do tego szybu.

— Niektóre piętra są praktycznie nieużywane, sir…

— Tym lepiej dla naszego truciciela, co? Stoi sobie tam, śmiało, trzeba przyznać, i czeka, aż taca przejedzie obok. Możliwe? Nie wiemy przecież, czy posiłek, który dociera na miejsce, jest tym samym, który wyruszył z kuchni.

— Genialne, sir.

— To ma miejsce nocą, mogę się założyć — mówił dalej Vimes. — Wieczorami jest bardziej rześki i ironiczny, a gaśnie jak świeca następnego ranka. O której posyłają mu kolację?

— Kiedy źle się czuje, o szóstej, sir — odparł Marchewa. — O tej porze już się robi ciemno. Potem siada do pisania.

— Dobrze. Mamy dużo roboty. Idziemy.

Kiedy wszedł Vimes, Patrycjusz siedział w łóżku i czytał.

— O, Vimes — powiedział.

— Twoja kolacja zjawi się wkrótce, panie — oznajmił Vimes. — I czy mógłbym raz jeszcze zaznaczyć, że nasza praca byłaby o wiele łatwiejsza, gdybyś pozwolił przenieść się gdzieś z pałacu?

— Jestem pewien, że by była.

W szybie zazgrzytało. Vimes podszedł i otworzył drzwiczki.

W pudle windy tkwił wciśnięty krasnolud. Trzymał nóż w zębach i po toporku w każdej ręce. Wytrzeszczał oczy w morderczym skupieniu.

— Wielkie nieba! — westchnął słabo Vetinari. — Mam nadzieję, że przysłali chociaż musztardę.

— Jakieś problemy, funkcjonariuszu? — zapytał Vimes.

— Żafnych, fir — odpowiedział krasnolud, rozwinął się i wyjął z zębów nóż. — Straszne nudy przez całą drogę. Były tam inne drzwiczki, wyglądały na całkiem nieużywane, ale i tak zabiłem je gwoździami, jak polecił kapitan Marchewa.

— Dobra robota. Możecie jechać na dół.

Vimes zamknął drzwiczki. Znowu załomotało, gdy krasnolud rozpoczął zjazd.

— Jak widzę, Vimes, dopilnowałeś każdego szczegółu.

— Mam taką nadzieję, panie.

Winda wróciła, tym razem z tacą. Vimes ją wyjął.

— Co to takiego?

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 77
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)