W Pogoni Za Rozumem
- Автор: Филдинг Хелен
- Серия: Bridget Jones (pl) #2
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:
8.30.
Mieszkanie zostało wyczyszczone ze wszystkich poradników. Czuję się pusta i duchowo zagubiona. Ale chyba jakieś informacje zostały mi w głowie? Duchowe wartości, jakie zebrałam ze studiów nad poradnikami (na podstawie zasady niechodzenia na randki): 1. Znaczenie pozytywnego myślenia, zob. Inteligencja emocjonalna, Emocjonalna pewność siebie. Droga rzadziej uczęszczana, Jak w 30 dni pozbyć się cellulitis z ud. Ewangelia według św. Łukasza, rozdz. 13. 2. Znaczenie wybaczania. 3. Znaczenie kierowania się instynktami, zamiast zmieniać wszystko pod własnym kątem i wszystko organizować. 4. Znaczenie wiary w samą siebie. 5. Znaczenie uczciwości. 6. Znaczenie cieszenia się chwilą obecną, zamiast fantazjować albo żałować. 7. Znaczenie niepopadania w obsesyjne czytanie poradników. Tak więc rozwiązaniem jest: 1. Pomyśleć, jak to fajnie spisywać listy problemów i duchowych rozwiązań, zamiast planować przyszłość i… Aaa! Aaa! Jest za piętnaście dziewiąta! Spóźnię się na poranne zebranie i nie zdążę wypić cappuccino.
10.00.
W pracy. Dzięki Bogu kupiłam sobie cappuccino, żeby pomóc sobie w przejściu przez piekło następstw picia cappuccino, kiedy jestem spóźniona. Niesamowite, jak kolejki po cappuccino nadają całym dzielnicom Londynu wygląd społeczeństwa nękanego wojną lub komunizmem, gdzie ludzie cierpliwie całymi godzinami stoją w ogromnych kolejkach, jakby czekali na chleb w Sarajewie, podczas gdy inni w tym czasie pocą się, mieląc i parząc kawę, i szczękając metalowymi naczyniami, a wszędzie syczy para. To dziwne w czasach, kiedy ludzie generalnie coraz rzadziej są skłonni wytrwale czekać na jedną jedyną rzecz, jakby w tym okrutnym, nowoczesnym świecie tylko na niej naprawdę można było polegać… Aaa!
10.30.
Toaleta, w pracy. To był Richard Finch, który ryknął na mnie:
– No, Bridget! Śmiało! – Ta bryła tłuszczu wydarła się przy wszystkich, krzywiąc się i żując gumę w oczywistej postkokainowej manii. – Kiedy jedziesz?
– Eee… – sieknęłam z nadzieją, że później dowiem się od Patchouli dokąd.
– Nie masz zielonego pojęcia, o czym mówię, co? Coś niesamowitego. Kiedy jedziesz na wakacje? Jeżeli teraz nie wypełnisz swojego planu urlopowego, to w ogóle nie pojedziesz.
– O, hmm, taa – rzuciłam lekko.
– Nie zaplanujesz, nie urlopujesz.
– Jasne, jasne, taa, muszę tylko sprawdzić terminy – powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Zaraz po zebraniu popędziłam do toalety na pocieszającego papieroska. To nie ma żadnego znaczenia, że jestem jedyną osobą w całym biurze, która nigdzie nie jedzie na wakacje. Najmniejszego. Nie znaczy to, że jestem społecznym wyrzutkiem. Absolutnie. W moim świecie wszystko układa się wspaniale. Nawet jeżeli znowu będę musiała kogoś zastąpić.
18.00.
Przez cały koszmarny dzień próbowałam zwerbować kobiety do gadki o przyprawiającej o mdłości przemianie, jaka się dokonuje podczas wysiadywania jajka. Nie mogę się pogodzić z myślą, że wracam prosto do domu, czyli na rozbabrany plac budowy. Jest cudowny, pogodny wieczór. Może przejdę się na spacer do Hampstead Heath.
21.00.
Coś niesamowitego. Coś niesamowitego. Okazuje się, że jak tylko człowiek przestaje się szarpać, chcąc sobie ułożyć życie, i daje się ponieść pozytywnej fali zeń, rozwiązanie pojawia się samo. Właśnie szłam ścieżką na szczyt Hampstead Heath, myśląc o tym, jak fantastyczny jest Londyn latem, kiedy ludzie rozluźniają krawaty po pracy i rozwalają się leniwie na słońcu, kiedy moją uwagę przykuła jakaś szczęśliwa para: ona leży na plecach z głową na jego brzuchu, on z uśmiechem coś mówi i głaszcze ją po głowie. Wydali mi się znajomi. Kiedy się zbliżyłam, zobaczyłam, że to Jude i Podły Richard. Uświadomiłam sobie, że nigdy przedtem nie widziałam ich razem – oczywiście, nigdy razem by się nie pojawili w moim towarzystwie. Nagle Jude roześmiała się z czegoś, co powiedział Podły Richard. Wyglądała na bardzo szczęśliwą. Zawahałam się, rozważając, czy przejść koło nich, czy zawrócić, kiedy Podły Richard powiedział:
– Bridget?
Stanęłam jak wryta, a Jude podniosła głowę i nieestetycznie rozdziawiła usta. Podły Richard podniósł się i otrzepał z trawy.
– Hej, miło cię widzieć, Bridget – powiedział, szczerząc zęby. Przyszło mi do głowy, że do tej pory widywałam go jedynie na spotkaniach towarzyskich zorganizowanych przez Jude i zawsze wtedy ja miałam wsparcie w postaci Shazzer i Toma, a on był kokieteryjnie nadąsany.
– Właśnie wybieram się po wino, usiądź z Jude. Oj, daj spokój, przecież cię nie zje. Nie tknęłaby nabiału.
Kiedy poszedł, Jude uśmiechnęła się zarozumiale.
– Ja tam się nie cieszę, że cię widzę.
– Ja też się nie cieszę, że cię widzę – mruknęłam gburowato.
– To co, chcesz usiąść?
– Dobrze. – Przyklęknęłam na kocu, na co ona szturchnęła mnie niezdarnie w ramię, niemal mnie przewracając.
– Stęskniłam się za tobą – powiedziała.
– Zzzmknij się – wymamrotałam kącikiem ust. Przez chwilę miałam wrażenie, że się rozpłaczę. Jude przeprosiła za to, że zachowała się tak niedelikatnie w związku z Rebeccą. Powiedziała, że po prostu omamiło ją to, że ktoś się ucieszył z jej ślubu z Podłym Richardem. Okazuje się, że ona i Podły Richard nie jadą do Toskanii z Markiem i Rebecca, chociaż zostali zaproszeni, bo Podły Richard powiedział, że nie pozwoli się rozstawiać po kątach jakiejś pomylonej pani socjotechnik i że woli jechać we dwójkę. Nagle ogarnęła mnie niewytłumaczalna fala czułości do Podłego Richarda. Przeprosiłam za zerwanie z powodu tak głupiego jak cała ta sprawa z Rebeccą.
– To wcale nie było głupie. Naprawdę cierpiałaś – powiedziała Jude. Potem dodała, że przekładają ślub, bo wszystko się skomplikowało, ale nadal chce, żebyśmy z Shazzer zostały jej druhnami. – Jeżeli się zgodzicie – szepnęła nieśmiało. – Ale wiem, że go nie lubicie.
– Ty go naprawdę kochasz?
– Tak – odparła radośnie. Potem na jej twarzy pojawił się niepokój. – Ale nie wiem, czy dobrze robię. W Drodze rzadziej uczęszczanej jest napisane, że miłość to nie coś, co czujesz, tylko coś, co decydujesz się zrobić. A w Jak znaleźć miłość, której pragniesz – że jeżeli chodzisz z kimś, kto nie potrafi sam zarobić na życie i przyjmuje pomoc od rodziców, to znaczy, że nie przeciął pępowiny łączącej go z rodzicami i taki związek nigdy się nie uda.
A w mojej głowie kołatała się piosenka Nat King Cole’a, którą tata puścił sobie w szopie: „Najwspanialsza rzecz… jakiej się kiedykolwiek dowiesz…”