Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:

Bohaterka bestselleru DZIENNIK BRIDGET JONES nadal zmaga się z problemami w życiu uczuciowym i zawodowym. Związana w końcu z Markiem Darcym, teraz odkrywa uroki wspólnego życia z mężczyzną marzeń. Bridget, niesłusznie posądzona o przemyt narkotyków, trafia do tajlandzkiego więzienia…
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 76
Перейти на страницу:

20.15.

Jasna cholera. To był Tom, który zaczął jęczeć, że zgubił komórkę, i pomyślał, że może zostawił ją u mnie. Zmusił mnie, żebym jej poszukała, chociaż było już strasznie późno, ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć i w końcu przyszło mi do głowy, że pewnie ją wyrzuciłam razem z poradnikami i gazetami.

– Możesz po nią pójść? – spytał namolnie.

– Już późno. Mogę to zrobić jutro?

– A jak opróżnią kubły na śmieci? Kiedy zwykle przyjeżdżają?

– Jutro rano – odparłam z goryczą. – Ale problem polega na tym, że to wielkie, miejskie kontenery, a nie wiem, w którym ona się znalazła.

W końcu zarzuciłam na stanik i majtki długą skórzaną kurtkę i wyszłam na ulicę, gdzie miałam poczekać, aż Tom zadzwoni na swoją komórkę, żebym mogła się zorientować, gdzie ją wyrzuciłam. Właśnie stałam na murku, gapiąc się na kontenery, kiedy usłyszałam znajomy głos:

– Cześć. Odwróciłam się i zobaczyłam Marka Darcy’ego. Spojrzał w dół i wtedy uświadomiłam sobie, że stoję w bieliźnie – na szczęście do kompletu – na widoku.

– Co robisz? – spytał.

– Czekam, aż zadzwoni w kontenerze – odparłam z godnością, otulając się kurtką.

– Rozumiem. – Nastąpiła chwila ciszy. – Długo… czekasz?

– Nie – powiedziałam ostrożnie. – Normalnie. W tej chwili zaczął dzwonić jeden z kontenerów.

– O, to do mnie – powiedziałam i zaczęłam pakować do niego rękę.

– Pozwól, proszę. – Mark odstawił teczkę, dość zwinnie wskoczył na murek, włożył rękę do kontenera i wyjął z niego telefon. – Tu numer Bridget Jones – powiedział. – Tak, oczywiście, daję ją. – Podał mi telefon. – To do ciebie.

– Kto to? – syknął Tom głosem rozhisteryzowanym z podniecenia. – Seksowny głos, kto to taki? Zasłoniłam słuchawkę dłonią.

– Bardzo ci dziękuję – powiedziałam do Marka Darcy’ego, który wyjął z kontenera stertę poradników i oglądał je zaintrygowany.

– Nie ma za co – odparł, odkładając książki. – Eee… – Urwał, patrząc na moją skórzaną kurtkę.

– Co? – spytałam z mocno bijącym sercem.

– Nic takiego, yyy, no, miło cię było widzieć. – Zawahał się. – Miło było się znowu spotkać. – Spróbował się uśmiechnąć, odwrócił się i odszedł.

– Tom, oddzwonię do ciebie – powiedziałam do protestującej słuchawki. Serce waliło mi jak oszalałe. Zgodnie ze wszystkimi zasadami etykiety chodzenia na randki powinnam pozwolić Markowi odejść, ale przypomniała mi się rozmowa podsłuchana zza żywopłotu. – Mark?

Odwrócił się z ożywieniem. Przez chwilę po prostu patrzyliśmy na siebie.

– Hej! Bridge! Idziesz na kolację bez spódnicy?

To był Daniel, który przyszedł za wcześnie i stanął za moimi plecami. Mark go zauważył. Rzucił mi przeciągłe, pełne bólu spojrzenie, po czym odwrócił się na pięcie i poszedł sobie.

23.00.

Daniel nie dojrzał Marka Darcy’ego – na szczęście i niestety, bo z jednej strony nie musiałam się tłumaczyć, co Mark tam robił, ale z drugiej – nie mogłam wyjaśnić, dlaczego jestem taka roztrzęsiona. Gdy tylko znaleźliśmy się w mieszkaniu, Daniel wziął się do całowania. Bardzo dziwne, ale teraz wcale go nie pragnęłam, chociaż cały ubiegły rok rozpaczliwie za nim tęskniłam i zastanawiałam się, dlaczego on nie tęskni za mną.

– OK, OK – powiedział, wyciągając ręce z dłońmi zwróconymi w moją stronę. – Nie ma sprawy. – Nalał nam po kieliszku wina, po czym usiadł na kanapie, wyciągając długie, szczupłe, seksowne nogi w dżinsach. – Słuchaj. Wiem, że cię zraniłem, i bardzo mi przykro. Wiem, że masz opory, ale ja się zmieniłem, naprawdę. Chodź, usiądź koło mnie.

– Tylko się ubiorę.

– Nie, nie. Chodź tutaj. – Poklepał miejsce na kanapie koło siebie. – No, Bridge. Nie tknę cię palcem, przyrzekam.

Usiadłam ostrożnie, otulając się kurtką i kładąc ręce sztywno na kolanach.

– No, no. Napijmy się i zrelaksujmy – powiedział. Delikatnie mnie objął.

– Dręczy mnie to, jak cię potraktowałem. To było niewybaczalne. – Czułam się cudownie, znowu w objęciach mężczyzny. – Jones – szepnął czule. – Moja mała Jones.

Przyciągnął mnie do siebie i położył sobie na piersi moją głowę.

– Nie zasłużyłaś na to. – Owionął mnie jego znajomy zapach. – Tylko się trochę poprzytulamy. Już dobrze.

Głaskał mnie po włosach, po szyi, po plecach, a potem zaczął zsuwać ze mnie kurtkę, włożył rękę pod spód i jednym ruchem rozpiął mi stanik.

– Przestań! – powiedziałam, próbując z powrotem okryć się kurtką. – Daniel, słowo daję! – Prawie się roześmiałam. Nagle zobaczyłam jego twarz. On się nie śmiał.

– Dlaczego? – spytał, brutalnie znowu ściągając kurtkę z moich ramion. – Dlaczego nie chcesz? Daj spokój.

– Bo nie! – zawołałam. – Daniel, mieliśmy tylko iść na kolację. Nie chcę się z tobą całować.

Opuścił głowę, oddychając spazmatycznie, po czym wyprostował się, odchylił głowę i zamknął oczy. Wstałam, owinęłam się kurtką i podeszłam do stołu. Kiedy się odwróciłam. Daniel siedział z głową ukrytą w rękach. Uświadomiłam sobie, że szlocha.

– Przepraszam, Bridge. Zostałem zdegradowany. Perpetua dostała moje stanowisko. Czuję się niepotrzebny, a teraz i ty mnie nie chcesz. Żadna dziewczyna mnie nie zechce. Nikt nie chce faceta w moim wieku, który nie zrobił kariery.

Gapiłam się na niego ze zdumieniem.

– A jak ci się wydaje – jak ja się czułam w zeszłym roku? Kiedy w biurze mnie traktowano jak śmiecia, ty mną pomiatałeś i przez ciebie czułam się jak opóźniona?

– Opóźniona, Bridge? Już mu miałam wyjaśnić teorię opóźnienia, ale z jakiegoś powodu doszłam do wniosku, że nie ma sensu.

– Chyba będzie lepiej, jak już sobie pójdziesz – powiedziałam.

– Och, nie wygłupiaj się, Bridge.

– Idź już.

Hmm. No i dobrze. Zdystansuję się od całej tej sprawy. Fajnie, że wyjeżdżam. W Tajlandii uwolnię się od spraw damskomęskich i skoncentruję na sobie.

19 lipca, sobota

58,5 kg (dlaczego? Dlaczego właśnie w dniu, kiedy zamierzam kupić bikini?), niepokojące myśli o Danielu: zbyt wiele, majtki od bikini, w które się zmieściłam 1, staniki od bikini, które na mnie pasowały: połowa, niegrzeczne myśli o księciu Williamie 22, liczba razy, kiedy napisałam na magazynie „Hello!”: „Książę William i jego śliczna przyjaciółka, panna Bridget Jones w Ascot” 7.

18.30.

Cholera, cholera, jasna cholera. Cały dzień spędziłam w przymierzalniach na Oxford Street, próbując wcisnąć swoje piersi w staniki od bikini zaprojektowane dla kobiet, które albo mają piersi jedna na drugiej” pośrodku klatki piersiowej albo pod pachami, a przez jaskrawe oświetlenie wyglądałam jak frittata z River Cafe. Oczywistym rozwiązaniem jest kostium jednoczęściowy, ale po powrocie mój już płaściutki wówczas brzuszek będzie się odcinał swoją bladością od reszty ciała. Program pilnej diety bikini.

20 lipca 58,5 kg pon.

21 lipca 58 kg wt.

22 lipca 57,5 kg śr.

23 lipca 57 kg czw.

24 lipca 56,5 kg piąt.

25 lipca 56 kg sob.

26 lipca 55,5 kg

Hurra! Tak więc za tydzień osiągnę swą prawie idealną wagę, przystosuję masę ciała i będę musiała już tylko za pomocą ćwiczeń zmienić strukturę i układ tłuszczu. O kurwa. To nie wyjdzie. Dzielę pokój i prawdopodobnie łóżko z Shaz. Zamiast tego skoncentruję się na sprawach duchowych. Poza tym Jude i Shaz zaraz mają przyjść. Hurra!

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)