Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 111
Перейти на страницу:

- Jakby się tu zbliżyli jacyś dalsi bandyci, krzyknij na mnie, dobra? - poinstruował chłopaka, który siedział kawałek dalej, schowany za kołem od wozu.

- Rozumiem.

Bakly skinął głową i wybierając jak najkrótszą drogę, ruszył pod górę. Nikt nie zwracał na niego uwagi, wszyscy mieli pod dostatkiem własnych problemów. Dwaj Jeźdźcy byli tak zajęci swoją robotą, że w ogóle jego nadejścia nie zauważyli. Ciało zabitego położyli nieco wyżej na kamieniu, a w jego brzuch wbili połyskującą srebrzyście igłę. Z igły coś ciekło i obaj pochylili się, to pijąc łapczywie, to chwytając, co wyciekło, do owego wora, który okazał się po prostu dużym bukłakiem.

Dopiero z bliska do Baklego dotarło, co tak naprawdę się tam działo.

- Coś mi się wydaje, młodzieńcy, że ta woda nam będzie bardziej potrzebna - powiedział tylko.

Koharow czuł, jak po lewym przedramieniu ścieka mu krew. Mnóstwo krwi. Mięśnie ręki w dalszym ciągu go jeszcze słuchały, ale wiedział, że nie potrwa to już długo. Na ziemi przed nim leżał trup, drugi napastnik odkuśtykał właśnie z głęboką raną uda. Pierwszy atak zdołali odeprzeć.

- Osiem - wycedził Sierżant. - Powiedziałbym, że takich trzech, jak nas dwóch…

- Już długo nie wytrzymam - wszedł mu w słowo Koharow.

- No to zakończmy to przedstawienie w wielkim stylu. - Sierżant pokiwał głową.

Błyskawicznie odskoczył od solidnych rozmiarów głazu, który chronił im plecy, naparł tarczą na jednego z przeciwników, a równocześnie z zaskoczenia bódł mieczem w jego towarzysza. Koharow dostrzegł ten manewr i zanim jeszcze śmiercionośny cios sięgnął celu, skoczył, wykorzystując zasłonę, jaką dał mu umierający Jeździec, i sam dźgnął, raniąc kolejnego w ramię. Po czym obaj z Sierżantem znów stali plecami do skały. Bandyci, widząc, jak błyskawicznie przerzedziła się ich linia, stracili nieco na animuszu.

- Dziewięć - skonstatował Sierżant. W jego głosie słychać było, że pogodził się z faktem, iż nic już nie mają do stracenia.

Koharow zaatakował niskim, długim wypadem. Nie zawracał sobie głowy fintą, po prostu ranił przeciwnika w udo, dopadł go i dokończył dzieła sztyletem. Sam byłby martwy chwilę później, ale zanim najbliższy towarzysz zabitego zdołał wyprowadzić cios, już mu stał na drodze nadludzko szybki Sierżant.

- Dziesięć.

- Jedenaście - powiedzieli prawie równocześnie, wracając do swej obronnej pozycji wyjściowej.

- Kirg, Banes! - warknął ostro Trimitri. - Skończcie z nimi. Reszta do tyłu.

- Dociągniemy do trzynastu? - zapytał Sierżant.

Ten chłop jest ze stali, pomyślał Koharow z uznaniem. O sobie samym nie mógł tego powiedzieć. Czuł, że sił wystarczy mu najwyżej jeszcze na jakieś dwie minuty.

- To będzie przedwczesny finał, biorąc pod uwagę, że reszta dała nogę - wycharczał.

- No, szkoda.

Ich krótka wymiana zdań nieoczekiwanie zrobiła wrażenie na Trimitrim. Krótkim gestem powstrzymał swoich ludzi.

- Nie podoba mi się, że mówią o tobie więcej niż o mnie - powiedział zgrzytliwie, patrząc przy tym na Koharowa. - Dlatego postaram się, aby po dzisiejszym dniu we wszystkich gospodach mówiło się już tylko o tym, jak skamlałeś o śmierć.

- Jak to jest, że każdy kundel zawsze tak strasznie dba o to, co o nim mówią? Tobie też już nic innego nie zostało? - szydził Koharow w odpowiedzi, nie spuszczając oka z przeciwnika. Wszystko, o czym myślał, to lekko zakrzywione ostrze z obustronnym piórem.

Zaskrzypiały kamienie. Zabrzmiało to, jakby się zbliżał cały oddział ludzi. Trimitri instynktownie uskoczył w bok, chroniący jego plecy mężczyźni obrócili się. Szybkość reakcji nie zdała im się na nic, oto nagle wyrósł nad nimi żelazny kolos wysokości dwóch dorosłych ludzi. Trzymane przez niego niezwykle długie ostrze świsnęło z nieprawdopodobną szybkością i na ziemię padły trzy martwe ciała. Jedno bez nóg, drugie przecięte w połowie, a trzecie pozbawione głowy. Koharow uświadomił sobie, że owo monstrum wywijało jak słomką mieczem, którego normalny człowiek pewnie nawet nie dałby rady unieść. Czarni Jeźdźcy rzucili się do ucieczki, jednak zanim zdążyli się rozpierzchnąć, jeden z nich skończył przebity wielkim ostrzem na wylot, a kolejnego żelazny wojownik dogonił w dwóch długich krokach i roztrzaskał mu głowę pięścią. Potem zatrzymał się i zaczął rozglądać za kolejnym celem. Zrezygnował z gonitwy za tymi, którzy zdołali się już nieco oddalić, i zamiast tego skierował się w stronę grupy ludzi otaczającej Trimitriego.

- Kurwa, jaki szybki! - zaklął ktoś. Koharow ruszył w lewo, starając się obejść żelaznego kolosa z drugiej strony. Sierżant podążył za nim. Przeciwko wspólnemu wrogowi było ich teraz pięciu.

Przez chwilę nie działo się nic. Mając nieprzyjaciół z każdej strony, olbrzym jakby się nie mógł zdecydować, na kogo uderzyć w pierwszej kolejności. Nieprawdopodobnie długi miecz nagle świsnął w powietrzu i Koharow uświadomił sobie w mgnieniu oka, że zasłaniać się nie ma najmniejszego sensu, więc zamiast tego rzucił się w tył, padł na plecy i przetoczył. Trimitri wykorzystał okazję i zaatakował, ostrze szabli zadzwoniło o pancerz kolosa. Przywódca Czarnych Jeźdźców ciął na kolano, ale równie dobrze mógłby próbować rąbać zamkowe wrota.

Kolejny zamach olbrzymiego miecza i Koharow spróbował się wcisnąć w niewielką rozpadlinkę. Owionęło go zmącone powietrze, cios odezwał się rozwibrowanym brzęczeniem. W tym samym czasie Sierżant, Trimitri i jeszcze jeden człowiek zaatakowali. Gdyby nie groza sytuacji, przez fakt, że sięgali przeciwnikowi ledwie do pasa, wyglądałoby to nieomal śmiesznie. Ostatni z Jeźdźców leżał na ziemi. Ostrze dosięgło go i pozbawiło obu nóg. Tryskająca fontanna krwi słabła już, aż wreszcie zanikła całkiem i cicho wsiąkała w piach.

- Musimy ostrzec Baklego! - krzyknął Sierżant i w ostatniej chwili zasłonił się tarczą przed uderzeniem z góry. Olbrzymia pięść posłała go jednak na kolana i tylko dzięki błyskawicznemu atakowi pozostałych dwóch bandytów zyskał wystarczająco dużo czasu, aby odturlać się na bezpieczniejszy dystans.

Koharow zdołał wreszcie stanąć na nogi. Słyszał jedynie swój chrapliwy oddech i ciężkie walenie serca. Trimitri spojrzał na swego kompana, ledwo dostrzegalnie skinął głową i wyskoczył, jednak Sierżant był szybszy i zaatakował pierwszy. Zasłonił się tarczą, ale cios był tak silny, że znów posłał go na ziemię, miecz wyfrunął z ręki. Koharow i Trimitri uderzyli równocześnie, żelazny kolos postanowił zająć się w pierwszej kolejności Jeźdźcem. Trimitri nie zawahał się jednak, jadąc ostrzem po ostrzu, próbował sięgnąć głębiej, ale przeciwnik zbił jego atak, posyłając mężczyznę w piach. Koharow zdołał sięgnąć kolosa, lecz uderzenie ostrza jedynie zadźwięczało o pancerz, nie wyrządzając żadnej szkody. Zabójcze ostrze błyskawicznie zmieniło kierunek i niby jedynie mimochodem sięgnęło stojącego niezdecydowanie bandyty. Koharow zdołał wycofać się poza zasięg niosącej zniszczenie broni, a Trimitri w ostatniej chwili przetoczył się i uchronił przed miażdżącym tupnięciem pancernej stopy.

Nigdy go nie pokonamy, pomyślał Koharow. Co jednak nie znaczy, że nie warto próbować. Dopiero teraz uświadomił sobie, że podczas całego starcia z żelaznym kolosem od strony obozu dobiegały ich wrzaski, jęki i trzask drewna. Nagle jednak wszystko ucichło jak nożem uciął.

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)