Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
Jak tolki dabraŭsia da słupoŭ, užo pa kostački ŭ vadzie, jon skinuŭ z siabie ciažki, nabryniały ad vady talif, zastaŭsia ŭ adnoj kašuli i prypaŭ da noh Iiešua. Jon pierarezaŭ viaroŭki na nahach, uzlez na nižniuju papiaročku, abniaŭ Iiešua i vyzvaliŭ jaho ruki ad vierchnich viarovak. Hołaje mokraje cieła Iiešua ŭpała na Levija i pavaliła jaho na ziamlu. Levij chacieŭ adrazu ŭskinuć jaho na plečy, ale niejkaja dumka zatrymała jaho. Jon pakinuŭ na ziamli ŭ vadzie cieła niabožčyka z adkinutaj hałavoj i raskinutymi ŭ baki rukami i pabieh da astatnich słupoŭ. Nohi ŭ jaho razjazdžalisia na mokraj hlinie. Jon pierarezaŭ viaroŭki i na astatiaich słupach, i dva cieły ŭpali na ziamlu.
Praz niekalki chvilin na viaršyni ŭzhorka zastalisia tolki hetyja dva cieły i try pustyja słupy. Vada hnała i pieravaročvała niabožčykaŭ.
Ni Levija, ni cieła Iiešua na viaršyni ŭzhorka ŭ hety čas užo nie było.
Razdziel 17
TURBOTNY DZIEŃ
Ranicaj u piatnicu, heta značyć nazaŭtra pasla praklataha sieansa, uvieś štat słužačych Varjete — buchhałtar Vasil Sciapanavič Łastačkin, dva rachunkavody, try mašynistki, abiedzvie kasiršy, kurjery, kapieldyniery i prybiralščycy, — adnym słovam usie, chto byŭ tut, nie zajmalisia spravaju kožny na svaim miescy, a ŭsie siadzieli na padakonnikach voknaŭ, jakija vychodzili na Sadovuju, i hladzieli na toje, što rabiłasia pad scianoju Varjete. Pad hetaju scianoju ŭ dva rady lapiłasia šmattysiačnaja čarha, chvost jakoj byŭ ažno na Kudrynskaj płoščy. U pačatku hetaje čarhi stajali dziesiatki dva dobra viadomych usioj teatralnaj Maskvie pierakupščykaŭ.
Čarha pavodziła siabie ŭschvalavana, pryciahvała da siabie ŭvahu hramadzian, jakija ciakli paŭz jaje, i abmiarkoŭvała spakuslivyja raskazy pra ŭčarašni niebyvały sieans čornaje mahii. Hetyja raskazy ŭščent zbiantežyli buchhałtara Vasila Sciapanaviča, jaki na spiektakli nie byŭ. Kapieldyniery raskazvali čortviedama što, a taksama i pra toje, jak pasla sieansa niekatoryja hramadzianie ŭ nieprystojnym vyhladzie biehali pa vulicy, i jašče, i jašče… Scipły i cichi Vasil Sciapanavič tolki vačyma łypaŭ, słuchajučy hetyja raskazy pra ŭsie tyja dzivosy, i kančatkova nie viedaŭ, što jamu rabić, a rabić niešta treba było, i rabić jamu, bo ciapier jon byŭ sama staršy z usiaje kamandy ŭ Varjete.
Pad dziesiać hadzin ranicy čarha hetak razbryniała, što pra jaje dajšli čutki da milicyi, i nadziva chutka byli prysłany nie tolki piešyja, ale i konnyja narady, jakija hetuju čarhu krychu daviali da ładu. Adnak i hetaja ŭparadkavanaja vužaka, daŭžynioju z dobry kiłamietr, sama pa sabie była spakuslivaja i zdziŭlała hramadzian na Sadovaj.
Heta zvonku, a ŭ samim Varjere taksama nie było ładu. Z samaha ranku pačali zvanić biespierastanku telefony ŭ kabiniecie ŭ Lichadziejeva, u kabiniecie ŭ Rymskaha, u buchhałteryi, u kasie i ŭ kabiniecie ŭ Varenuchi. Vasil Sciapanavič spačatku niešta sprabavaŭ adkazvać, adkazvała i kasirka, marmytali niešta ŭ słuchaŭku kapieldyniery, a potym i jany pierastali adkazvać, tamu što na pytanni, dzie Lichadziejeŭ, Varenucha, Rymski, adkazać było niemahčyma. Spačatku pasprabavali adhavarycca „Lichadziejeŭ doma”, a z horada adkazvali, što telefanavali dadomu i što tam adkazvajuć, što Lichadziejeŭ u Varjete. Patelefanavała ŭschvalavanaja pani, pačała patrabavać Rymskaha, joj paraili patelefanavać žoncy, u adkaz słuchaŭka zapłakała i adkazała, što jana i josć jaho žonka i što Rymskaha niama nidzie. Usčałosia čortviedama što. Prybiralščyca ŭžo raskazała ŭsim, što kali zajšła ŭ kabiniet findyrektara, kab prybrać, ubačyła, što dzviery adčynieny nasciež, lampy harać, akno ŭ sad pabita, kresła valajecca na padłozie i niama nikoha.
Na pačatku adzinaccataje hadziny ŭvarvałasia ŭ Varjete pani Rymskaja. Jana płakała i załomlivała ruki. Vasil Sciapanavič zusim razhubiŭsia i nie viedaŭ, što paraić. A pałovie adzinaccataje zjaviłasia milicyja. Pieršaje i zusim pravamiernaje pytannie było:
— Što tut u vas, hramadzianie, adbyvajecca? Što zdaryłasia?
Kamanda padałasia nazad, vystaviła napierad zbialełaha i ŭschvalavanaha Vasila Sciapanaviča. Daviałosia havaryć toje, što josć, pryznacca, što administracyja Varjete, jakuju ŭvasablali dyrektar, findyrektar i administratar, znikła i dzie znachodzicca — nieviadoma, što kanfieranśie pasla ŭčarašniaha sieansa zaviezli ŭ psichijatryčnuju balnicu i što, kali koratka skazać, učarašni sieans byŭ skandalny sieans.
Zapłakanuju pani Rymskuju jak mahli supakoili, adpravili dadomu i bolš za ŭsio zacikavilisia raskazam prybiralščycy pra toje, jaki byŭ kabiniet findyrektara, kali jana zajšła. Słužačych paprasili razyscisia na svaje miescy i pačać rabotu, i chutka ŭ pamiaškanni Varjete zjaviłasia sledstva z vastravuchim, muskulistym, pad koler papiarosnaha popiełu sabakam z nadzvyčaj razumnymi vačyma. Słužačyja Varjete adrazu pačali šušukacca, što sabaka toj samy znakamity Tuzbubien. Viadoma, heta byŭ jon. Jaho pavodziny zdzivili ŭsich. Jak tolki Tuzbubien ubieh u findyrektarski kabiniet, adrazu zahyrčaŭ, vyskaliŭ strašnyja žaŭtavatyja ikły, potym loh na žyvot, z niejkim sumam i lutasciu ŭ vačach papoŭz da vybitaha akna. Pieraadoleŭ strach, raptoŭna ŭskočyŭ na padakonnik, zadraŭ uhoru vostruju mordu, luta i złosna zavyŭ. Jon nie chacieŭ pakidać akno, hyrčaŭ i ŭzdryhvaŭ, paryvaŭsia saskočyć uniz.
Sabaku vyvieli z kabinieta i puscili ŭ viestybiuli, adtul jon vyjšaŭ praz hałoŭny ŭvachod na vulicu i pryvioŭ sledstva da taksamatornaha prypynku. Kala jaho jon sled, pa jakim išoŭ, zhubiŭ. Pasla hetaha Tuzabubiena adviezli.
Sledstva razmiasciłasia ŭ kabiniecie ŭ Varenuchi, kudy i pačało pa čarzie vyklikać tych słužačych u Varjete, jakija ŭčora byli sviedkami zdarenniaŭ na viačernim spiektakli. Varta adznačyć, što sledstvu na kožnym kroku davodziłasia pieraadolvać niepradbačanyja ciažkasci. Nitačka rvałasia i rvałasia ŭ rukach.
Afišy byli? Byli. Ale za noč ich pazaklejvali novymi, i ciapier niama nivodnaje, choć ty zabisia. Adkul uziaŭsia hety samy mah? Boh jaho viedaje. Atrymlivajecca, z im byŭ zaklučany dahavor?
— Pavinien, — adkazaŭ uschvalavany Vasil Sciapanavič.
— A kali byŭ dahavor, to jon pavinien prajsci praz buchhałteryju.
— Abaviazkova, — adkazaŭ uschvalavana Vasil Sciapanavič.
— Dyk dzie ž jon?
— Niama, — adkazaŭ buchhałtar, jašče bolš pabialeŭ i razvioŭ rukami.
I sapraŭdy, ni ŭ papkach u buchhałteryi, ni ŭ findyrektara, ni ŭ Lichadziejeva, ni ŭ Varenuchi i sledu dahavora niama.
Jakoje prozvišča ŭ hetaha maha? Vasil Sciapanavič nie viedaje, jon učora nie byŭ na sieansie. Kapieldyniery nie viedajuć, biletnaja kasirka morščyła łob, morščyła, dumała-dumała, narešcie skazała:
— Vo… Zdajecca, Vołand.
A mahčyma, i nie Vołand? Mahčyma, što i nie. Mahčyma, Fołand.
Vysvietliłasia, što ŭ zamiežnym biuro ni pra jakoha maha Vołanda, a taksama i pra Fołanda i čuć ničoha nie čuli.
Kurjer Karpaŭ paviedamiŭ, što nibyta hety samy mah spyniŭsia na kvatery ŭ Lichadziejeva. Na kvateru, viadoma ž, adrazu zjezdzili. Nijakaha maha tam nie akazałasia. Samoha Lichadziejeva taksama niama. Chatniaje rabotnicy Hruni niama, i nichto nie viedaje, dzie jana dziełasia. Staršyni praŭlennia Mikanora Ivanaviča niama, Proležnieva niama!