Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
Z kašlem i zadyškaju, trymajučysia rukoj za hrudzinu, jon ababieh vakol uzhorka, chacieŭ na paŭnočnym baku znajsci ščylinu ŭ łancuhu, kab možna było prasliznuć. Ale spazniŭsia. Koła zamknułasia, i čałaviek z bolem na tvary vymušany byŭ admovicca ad sprob prarvacca da pavozak, z jakich užo zniali słupy. Hetyja sproby ničoha nie davali, akramia taho, što jaho mahli schapić, a być zatrymanym u hety dzień jon nie zbiraŭsia.
I voś jon adyšoŭ ubok, da treščyny, dzie było spakojna i nichto jamu nie pieraškadžaŭ.
Ciapier hety čornabarody čałaviek z hnojem u vačach ad sonca i biassonnia sumna siadzieŭ na kamieni. Jon to ŭzdychaŭ, raschinaŭ svoj, zašmalcavany za čas badziannia, kaliści błakitny, a ciapier brudna-šery talif, ahalaŭ udaranuju kapjom hrudzinu, pa jakoj ciok brudny pot, to z niečałaviečaju pakutaju padymaŭ vočy ŭ nieba, sačyŭ za tryma karšunami, jakija daŭno ŭžo płavali ŭ vyšyni kruhami ŭ pradčuvanni blizkaha piru, potym apuskaŭ bieznadziejny pozirk na ziamlu i bačyŭ na joj amal zbucvieły sabačy čerap i jaščarak, jakija biehali vakol jaho.
Čałaviek hetak pakutavaŭ, što čas ad času pačynaŭ zahavorvać sam z saboj.
— Oj, durań ja! — marmytaŭ jon, pahojdvajučysia z boku ŭ bok na kamieni ad dušeŭnaha bolu i paznohciami drapajučy smuhłuju hrudzinu. — Durań, durnaja baba, bajazliviec! Padła ja, a nie čałaviek!
Ion zacichaŭ, apuskaŭ hałavu, potym piŭ ciopłuju vadu z draŭlanaje flahi, znoŭ ažyvaŭ, pačynaŭ chapacca to za nož, schavany pad talifam na hrudziach, to za kavałak pierhamientu, jaki lažaŭ pierad im na kamieni pobač z pałačkaju i butelečkaj z tuššu.
Na hetym pierhamiencie byli ŭžo nakresleny zapisy:
„Pralatajuć chviliny, i ja, Levij Maciej, znachodžusia na Łysaj Hary, a smierci ŭsio niama!”
Potym:
„Sonca na schile, a smierci ŭsio niama”.
Zaraz Levij Maciej bieznadziejna zapisaŭ vostraju pałačkaju voś takoje:
„Boža! Za što ty maješ kryŭdu na jaho? Pašli jamu smierć”.
Pasla zapisu ŭschlipnuŭ biez sloz i znoŭ paznohciami drapnuŭ hrudzinu.
Adčaj Levija byŭ z-za taje vialikaje niaŭdačy, jakaja spascihła jaho i Iiešua, u dadatak da ŭsiaho jašče i strašennaja pamyłka, jakuju jon, Levij, na jaho dumku, zrabiŭ. Pazaŭčora ŭdzień Iiešua i Levij znachodzilisia ŭ Vifanii pad Jeršałaimam, hasciavali ŭ adnaho aharodnika, jakomu nadzvyčaj spadabalisia propaviedzi Iiešua. Cełuju ranicu hosci pracavali na aharodzie, dapamahali, a pad viečar, chaładkom, sabralisia isci ŭ Jeršałaim. Ale Iiešua čamuści zaspiašaŭsia, skazaŭ, što ŭ jaho terminovy kłopat u horadzie, i apoŭdni pajšoŭ adzin. Voś heta i była pieršaja pamyłka Levija Macieja. Čamu, čamu jon adpusciŭ jaho adnaho!
Viečaram Macieju nie ŭdałosia pajsci ŭ Jeršałaim. Niejkaja niečakanaja i žachlivaja chvaroba raptoŭna navaliłasia na jaho. Jaho kałaciła, cieła hareła, zuby stukali, i jon biaskonca prasiŭ pić. Nikudy isci bolej nie moh. Jon zvaliŭsia na dziaružku ŭ budanie aharodnika i pravalaŭsia na joj da ranicy ŭ piatnicu, kali chvaroba hetak ža raptoŭna, jak i navaliłasia, adpusciła Levija. Chacia jon jašče byŭ słaby i nohi dryžali, jon razvitaŭsia z haspadarom i nakiravaŭsia ŭ Jeršałaim, bo mučyła niejkaje pradčuvannie biady. Tam jon daviedaŭsia, što pradčuvannie nie padmanuła. Niaščascie zdaryłasia. Levij byŭ u natoŭpie i čuŭ, jak prakuratar abjaviŭ prysud.
Kali asudžanych paviali na Łysuju Haru, Levij Maciej bieh pobač z łancuhom u natoŭpie ziavak, staraŭsia jak-niebudź nieprykmietna padać znak Iiešua chacia b pra toje, što jon, Levij, tut, z im, što jon nie pakinuŭ jaho na apošniaj darozie i što jon za jaho, kab smierć da Iiešua pryjšła jak maha chutčej. Ale Iiešua, jaki hladzieŭ udalečyniu, tudy, kudy jaho viezli, viadoma, Levija nie zaŭvažyŭ.
I voś kali pracesija prajšła amal paŭviarsty pa darozie, Macieju, jakoha šturchali ŭ natoŭpie paŭz samy łancuh, pryjšła prostaja i hienijalnaja dumka, i adrazu ž, u haračcy, jon praklaŭ siabie za toje, šho nie padumaŭ pra heta raniej. Sałdaty išli niaščylnym łancuhom. Pamiž imi byli pramiežki. Pry dobrym sprycie i dakładnym razliku možna było sahnucca, praskočyć pamiž dvuma lehijanierami, darvacca da pavozki i ŭskočyć na jaje. Tady Iiešua budzie vyratavany ad pakut.
Adnaho imhniennia dastatkova, kab udaryć Iiešua nažom u spinu, kryknuć jamu: „Iiešua! Ja ratuju ciabie i adychodžu razam z taboj! JA, Maciej, tvoj addany i adziny vučań!”
I kali b boh byŭ litascivy i daŭ jamu jašče adno imhniennie, možna było b zarezacca i samomu, pazbiehnuć smierci na słupie. Chacia apošniaje mała turbavała Levija, byłoha zborščyka padatkaŭ. Jamu było ŭsio roŭna, jak zahinuć. Jon chacieŭ tolki adnaho, kab Iiešua, jaki nie zrabiŭ nikomu ničoha drennaha ŭ žycci, pazbieh katavanniaŭ!
Płan byŭ vielmi dobry, ale sprava ŭ tym, što Levij nie mieŭ z saboj naža. Nie było ŭ jaho i nivodnaha hrošyka.
Złosny na samoha siabie Levij vybraŭsia z natoŭpu i pabieh nazad u horad. U haračaj jaho hałavie biłasia adna tolki lichamankavaja dumka: zdabyć u horadzie nož i paspieć dahnać pracesiju.
Ion dabieh da haradskich varot, prabirajučysia ŭ natoŭpie i taŭkatni karavanaŭ, jakija ŭciahvalisia ŭ horad, i zleva ŭbačyŭ adčynienyja dzviery kramki, u jakoj pradavali chleb. Ciažka zadychany pasla biehu pa spiakotnaj darozie, Levij avałodaŭ saboj, pavažna zajšoŭ u kramku, pryvitaŭ haspadyniu, jakaja stajała la pryłaŭka, paprasiŭ jaje zniać z palicy vierchni karavaj, jaki jamu čamuści spadabaŭsia bolej, i, jak tolki jana adviarnułasia, chutka i moŭčki schapiŭ z pryłaŭka toje, što lepšym i być nie moža, — navostrany, jak brytva, doŭhi chlebny nož, i adrazu kinuŭsia preč z kramy. Praz niekalki chvilin jon byŭ znoŭ na Jafskaj darozie. Ale pracesii ŭžo i nie było vidać. Jon pabieh. Čas ad času jon padaŭ prosta na pyl i lažaŭ nieruchoma, pakul addychvaŭsia. Hetym lažanniem jon zdziŭlaŭ tych, chto jechaŭ na mułach i išoŭ pieššu ŭ Jeršałaim. Jon lažaŭ i słuchaŭ, jak kałocicca jaho serca nie tolki ŭ hrudziach, ale ŭ hałavie i ŭ vušach. Addychaŭšysia krychu, jon uschoplivaŭsia i bieh dalej, ale ŭsio pavolniej i pavolniej. Kali jon narešcie ŭhledzieŭ zapylenuju ŭdalečyni pracesiju, jana była ŭžo la padnožža ŭzhorka.
— Moj boža… — prastahnaŭ Levij, bo razumieŭ, što spazniajecca. I jon spazniŭsia.
Pasla čatyroch hadzin pakarannia Levij nie moh bolej tryvać pakut i razlutavaŭsia. Ustaŭ z kamienia, kinuŭ na ziamlu niepatrebny ciapier užo, jak dumałasia jamu, nož, rastaptaŭ nahoju bikłahu z vadoj, skinuŭ z hałavy kiefi, uchapiŭsia za redzieńkija vałasy na hałavie i pačaŭ praklinać siabie samoha.
Ion praklinaŭ siabie, vykrykvaŭ niezrazumiełyja słovy, vyŭ i plavaŭsia, łajaŭ svajho baćku i maci za toje, što naradzili na sviet božy durnia.
Praklony i łajanka nie dziejničali, i ničoha pad spiakotnym soncam nie mianiałasia, jon bačyŭ heta, i tamu zapluščyŭ vočy, scisnuŭ maleńkija kułački, padniaŭ ich uhoru ŭ nieba, da sonca, jakoje apuskałasia ŭsio nižej i nižej, doŭžyła cieni i adychodziła, kab upasci ŭ Mižziemnaje mora, i zapatrabavaŭ u boha nieadkładnaha cudu. Jon patrabavaŭ, kab boh adrazu pasłaŭ Iiešua smierć.
Kali jon raspluščyŭ vočy, to pierakanaŭsia, što na ŭzhorku ničoha nie zmianiłasia, chiba tolki patuchli bliskučyja plamy na hrudziach u kienturyjona. Sonca piakło ŭ spiny pakaranym, jakija visieli tvarami da Jeršałaima. Tady Levij zakryčaŭ:
— Boža, ja praklinaju ciabie!
Asipłym hołasam jon kryčaŭ pra toje, što pierakanaŭsia ŭ božaj niespraviadlivasci i bolš nie budzie vieryć jamu.