Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 458 459 460 461 462 463 464 465 466 ... 508
Перейти на страницу:

pierwszy i których mogła już nigdy więcej nie zobaczyć. Widziała malujący się na

nich niepokój, trwogę i grozę tego, co miało nadejść.

Co ich tam czekało? A jeżeli to wszystko na nic? Jeżeli Harry już dawno nie żyje?

Jeżeli przybędą za późno?

Jej palce mocniej zacisnęły się wokół trzymanej w dłoni różdżki. Czuła, jak rozpacz

ponownie próbuje wpełznąć do jej serca. Ta sama rozpacz, która zakleszczyła ją w

uścisku, kiedy znalazła list, nie pozwalając jej złapać tchu i obarczając winą za to, co się stało, siebie i własną ignorancję.

Jak mogła być tak głupia? Jak mogła do tego dopuścić? Dlaczego nie zareagowała

wcześniej? Dlaczego pozwoliła, by Harry cierpiał w samotności? Jak mogła nie

dostrzec tego, co się z nim działo? W jak wielkiej desperacji musiał być, skoro

zdecydował się na taki krok? Co musiało się dziać w jego głowie? Dlaczego poszedł

tam sam? Przecież wiedział, że wystarczyłoby słowo, a poszliby z nim. Przez tyle lat

walczyli ramię w ramię, zawsze razem, zawsze... Była jego przyjaciółką... powinna

była mu pomóc! Nawet, jeśli nie rozumiała do końca, co się z nim dzieje, powinna mu

pokazać, że nie jest sam. Że ma kogoś, komu może zaufać. A teraz... a teraz go nie

ma. I może go już nigdy więcej nie zobaczyć...

W ostatniej chwili zakryła dłonią usta, powstrzymując napływający do gardła szloch.

- Snape idzie - usłyszała nagły szept Rona.

Odwróciła głowę. Ujrzała zmierzającą w ich stronę ciemną sylwetkę. Peleryna

powiewała za nim przy każdym zdecydowanym kroku, przywodząc na myśl

szykującego się do ataku drapieżnego ptaka o czarnych, łopocących skrzydłach. A

kiedy znalazł się bliżej i ujrzała jego twarz... musiała jeszcze głębiej wtulić się w

ramię Rona, aby uchronić się przed przeszywającym ją dreszczem.

Jeszcze nigdy nie widziała na twarzy jakiegokolwiek człowieka tak zimnej, wręcz

lodowatej, wykutej ze stali zaciętości. Twarz Snape'a przypominała kamienną maskę,

zza której widoczne były jedynie czarne niczym otchłanie, demoniczne oczy, które

obrzuciły wszystkich zgromadzonych takim spojrzeniem, jakby jedynym miejscem, do

którego chciały ich zaprowadzić, było piekło.

I w tej jednej chwili Hermiona zrozumiała, że stojący przed nią mężczyzna jest w

stanie zrobić wszystko, aby wyrwać Harry'ego z rąk Voldemorta.

Nie wiedziała tylko, dlaczego zamiast nadziei, do jej serca wkradł się jedynie dziwny

niepokój...

- Dumbledore! - wyszeptał jej do ucha Ron i nagle wszyscy ucichli, wpatrując się w

zbliżającą się, odzianą w jasnobłękitną szatę sylwetkę. Ale nawet kiedy dyrektor

zatrzymał się na samym środku polany i zaczął przemawiać do zebranych swym

donośnym głosem, Hermiona zupełnie nie potrafiła skupić się na jego słowach, wciąż

przyglądając się stojącemu nieopodal Snape'owi, który wydawał się być zupełnie

nieobecny, jakby wykorzystywał każdą sekundę, każde uderzenie serca na

zaplanowanie strategi .

Ocknęła się dopiero, kiedy poczuła dłoń Rona wsuwającą się w jej dłoń i zaciskającą

bardzo mocno. Spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem.

- Gotowa? - zapytał cicho. Wyczuła strach w jego głosie. Pomimo tak wielu potyczek i

walk, które stoczyli, żadne z nich nie było gotowe na to, co miało nadejść.

Ale musieli spróbować.

Dla Harry'ego.

Skinęła głową.

Słyszała wokół siebie trzaski aportacji. W jej drugą dłoń wsunęła się drobna,

pomarszczona rączka. Spojrzała w ogromne oczy Zgredka, a później na otaczające

ją twarze. Neville, Luna, Ginny, Greg, Cho, Fred i George. Byli tu wszyscy razem.

Skrzaty nie były w stanie przenieść więcej osób przy jednej aportacji.

Zacisnęła powieki.

Nastąpiło nieprzyjemne szarpnięcie, ziemia uciekła spod jej stóp i wszystko zlało się

w jedną, bezkształtną masę. A kiedy wylądowała w błotnistej trawie i podniosła

rozbiegany wzrok, aby zobaczyć, gdzie jest, zrozumiała, że znalazła się... w samym

środku piekła.

65. Never let you go

The world I know can hate you

The world I know can break you

But as you go remember I'm by your side

The love within you can heal these tears that burn

And through it al remember I'm by your side

I will never let you go

As you go, I will never let you go*

Śmierciożercy mieli przewagę liczebną. Zrozumiała to natychmiast, kiedy tylko

ujrzała morze zakapturzonych postaci. Dumbledore nie powiedział im tego. Owszem,

zasugerował, że może ich być wielu, ale... coś takiego?

Z miejsca, w które się aportowała, widziała dokładnie całą dolinę. Widziała ścianę

ognia wyczarowaną przez dyrektora, która na chwilę powstrzymała oddziały

Śmierciożerców, aby pozostali mogli bezpiecznie się aportować. Widziała

pospiesznie nakładane przez McGonagal i kilku innych nauczycieli zaklęcia

ochronne, ale doskonale wiedziała, że nie wytrzymają one zbyt długo. Nie przy takiej

liczbie przeciwników...

- Do diabła, Tonks! Co z tobą?

Rozejrzała się i spojrzała prosto w popielatobrązowe oczy Dedalusa. Był jednym z

najlepszych aurorów, jakich znała. I najstarszych. Ocalił jej życie niezliczoną ilość

razy podczas różnego rodzaju akcji, w których brali udział. Nigdy jej nie zawiódł, a

ona zawsze robiła wszystko, by mu dorównać. Jako auror miała obowiązki do

wypełnienia, a teraz właśnie czekał ją najtrudniejszy sprawdzian ze wszystkich.

Ale...

- W które miejsce zostali aportowani uczniowie? - zapytała, przekrzykując huk

pierwszych klątw rozbijających się o prowizoryczną barierę ochronną.

Mężczyzna spojrzał na nią z zaskoczeniem.

- Skąd mam, do cholery, wiedzieć? Wiem tylko, że musimy się pospieszyć!

Dumbledore i pozostali nie wytrzymają już długo! Chodź!

Złapał ją za ramię, ale ona wyrwała je, cofając się. Zdumienie, które pojawiło się na

jego twarzy, było niczym cios prosto w żołądek.

- Co ty wyprawiasz, dziewczyno?

- Przepraszam - wyszeptała, odwracając się i rzucając biegiem wzdłuż linii drzew.

Musi ją znaleźć. Musi ją znaleźć i zabrać stąd! Najdalej jak to możliwe! Nie powinna

była w ogóle pozwolić... nigdy... ale wokół było zbyt wielu świadków. Co miała

zrobić?

Kilka razy o mało nie zderzyła się z aportującymi się aurorami i czarodziejami, którzy

nagle pojawiali się na jej drodze. Było ich coraz więcej. Powietrze wypełniło się

świstem zaklęć i okrzykami. Kotara ognia opadła i dwie wrogie armie zmieszały się

ze sobą, rozświetlając niebo rozbłyskami i nasączając powietrze łuną śmierci.

Przebiegając przez wzniesienie, ujrzała Dumbledore'a, który stał samotnie z

uniesioną różdżką, kontrolując ogromny ognisty wir, coraz bardziej rozrastający się

na boki i niczym bicz dosięgający wszystkich Śmierciożerców, którzy otoczyli go

szczelnym kordonem, próbując przebić się przez tę Szatańską Pożogę.

Nagle tuż przed nią aportowało się dwóch Śmierciożerców. Wiedziała, że ma tylko

sekundę, zanim odzyskają zmysły po aportacji, więc nie czekając na nic, cisnęła w

pierwszego z nich zaklęciem odcinającym dopływ powietrza, a kiedy mężczyzna

upadł w trawę, trzymając się za szyję i dusząc, błyskawicznie skoczyła pomiędzy

drzewa, umykając przed klątwą drugiego ze Śmierciożerców.

- Dopadnę cię, ty suko! - usłyszała za sobą tubalny ryk i drzewo przed nią niemal

eksplodowało, kiedy uderzyło w nie zaklęcie. Zatrzymała się gwałtownie, prawie

1 ... 458 459 460 461 462 463 464 465 466 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)