Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 456 457 458 459 460 461 462 463 464 ... 508
Перейти на страницу:

Potter już nigdy nie odważył się doprowadzić go do takiego... stanu.

Nogi samoczynnie poniosły go wprost w kierunku Granger.

- Posłuchaj mnie, dziewczyno - warknął, łapiąc ją za ramię i szarpiąc z taką siłą, że

natychmiast się opanowała. - Potter nie poradzi sobie sam. Wyruszysz natychmiast z

Weasleyem i zbierzesz jak największą ilość osób, które są gotowe stanąć do walki

przeciwko Czarnemu Panu. Nie obchodzi mnie, z którego będą roku i czy potrafią

rzucać jakiekolwiek ofensywne zaklęcia. Im więcej różdżek, tym większe szanse.

Rozumiesz, że stawką jest życie Pottera?

Granger przez chwilę po prostu wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami,

po czym kiwnęła głową.

- Rozumiem, profesorze - odparła cicho, ocierając łzy wierzchem dłoni. Kiedy

podniosła wzrok, by na niego spojrzeć, w jej oczach lśniło zdecydowanie. - Pomogę

panu go uratować.

Severus wzdrygnął się. Puścił jej ramię i wyprostował się.

- Chodź, Ron - powiedziała do stojącego obok Weasleya, łapiąc go za rękę i

wybiegając z gabinetu.

- Severusie, nie możesz ich zabrać! - zaprotestowała McGonagall, kiedy tylko oboje

zniknęli na schodach. - Przecież to są dzieci! Rozumiem, że aby uratować Pottera

potrzebujemy jak najwięcej osób zdolnych władać różdżką, ale nie możemy

wystawiać na niebezpieczeństwo uczniów! Ich rodzice umieścili ich tutaj, aby

zapewnić im bezpieczeństwo, a nie po to, żebyś...

- Jeżeli jeszcze nie zauważyłaś, to właśnie trwa wojna - przerwał jej ostro Severus. -

Prędzej czy później Czarny Pan i tak zapukałby do ich domów, a teraz przynajmniej

mogą zrobić coś pożytecznego i przyczynić się do zwycięstwa. Każda różdżka da

nam przewagę.

Wiedział, że posyła ich na pewną śmierć. Wiedział, że będzie miał ich krew na

rękach, ale nie obchodziło go to. Może się nawet wykąpać w tej krwi, byle tylko

dotrzeć do Pottera.

- Albusie! - McGonagal zwróciła się do Dumbledore'a. - Powstrzymaj do szaleństwo.

- Minerwo, nie mamy teraz czasu na kłótnie. Harry także jest zaledwie

niewykwalifikowanym uczniem, a teraz znalazł się sam wśród setek wyszkolonych

zabójców i potrzebuje naszej pomocy. Jeżeli część uczniów z własnej woli będzie

chciała wziąć udział w bitwie, to nie mogę im tego zabronić. Proszę cię, byś

natychmiast zawiadomiła wszystkich nauczycieli. Zostało naprawdę niewiele czasu.

Spotkamy się w punkcie aportacyjnym.

McGonagal zacisnęła drżące usta.

- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz, Albusie - odpowiedziała roztrzęsionym głosem,

po czym odwróciła się i rzucając Snape'owi potępiające spojrzenie, wybiegła z

gabinetu.

- Zgredku - Dumbledore pochylił się nad wciąż ukrywającym się za jego szatą

skrzatem - będziesz mi potrzebny. Wskażesz nam dokładne miejsce, w które

aportowałeś się z Harrym. I postaraj się porozmawiać ze skrzatami. Może któryś

będzie chciał się do nas przyłączyć. Wiesz, gdzie znajduje się punkt aportacyjny? -

Zgredek niepewnie pokiwał głową. - Doskonale. Poczekasz tam na nas. A teraz

ruszaj.

Rozległ się głośny trzask i skrzat rozpłynął się w powietrzu.

Cisza, która nagle zapadła, wydawała się niemal iskrzyć.

Severus spojrzał na Dumbledore'a. Dyrektor stał odwrócony do niego tyłem, z rękami

założonymi za plecami. Wydawał się być pogrążony w myślach.

Wszystko było gotowe. Wystarczyło jedynie się tam udać i... wkroczyć w otchłań.

Na co więc czekali?

- Zawsze fascynowało mnie to, jak wielką potęgą jest miłość - powiedział nagle

dyrektor. Jego głos był zachrypnięty i zmęczony, ale tliła się w nim pewna doza...

niedowierzania. - Jak wiele potrafi pokonać, jak ogromną moc ofiarować, a

jednocześnie... jak bardzo osłabić, nawet najsilniejszego człowieka. - Severus

zmarszczył brwi. - Wkrada się niepostrzeżenie, niczym kropla do wnętrza skały i

kruszy najtwardsze serca. Roztapia nawet najgrubszą, najtrwalszą powłokę lodu. -

Dumbledore odwrócił się powoli, spoglądając na Snape'a swoimi iskrzącymi oczami.

- A twoja powłoka, Severusie, była jedną z najwytrzymalszych, jakie znałem.

Nawet wpadający wprost do gabinetu grom nie uderzyłby w Severusa z taką siłą, z

jaką zrobiło to tych kilka wypowiedzianych cicho słów.

- Wiedziałeś? - zapytał słabym głosem, patrząc wprost w te chłodne, błękitne oczy i

mając wrażenie, że cały gabinet pogrążył się w ciemności, pozostawiając jedynie ich

dwóch.

- Co wiedziałem? Jak wchodził do Wielkiej Sali, a ty przerywałeś posiłek i nie mogłeś

oderwać od niego wzroku? Czy może jak twoje oczy rozjaśniały się, kiedy tylko o nim

wspominałem? Czy jak bardzo byłeś rozbity za każdym razem, kiedy leżał w

szpitalu? - W spojrzeniu Dumbledore'a nie było już iskier. Jedynie chłodna, ostra

stanowczość. - Może i jestem starym głupcem, Severusie, ale nie jestem ślepym

ignorantem. A miłość to nie jest coś, co można ukryć równie łatwo jak nienawiść czy

chęć zem...

- Zamilcz! - Słowa same wyrwały mu się z ust. Nie mógł słuchać, jak Dumbledore w

tak spokojny sposób obnaża jego słabość. Słabość, której nienawidził, a

jednocześnie pielęgnował w sobie niczym najdoskonalsze zjawisko. - Nie mam

zamiaru tego wysłuchiwać! - powiedział z odrazą, odwracając się plecami do

mężczyzny.

- A jednak mnie wysłuchasz, Severusie. - Głos dyrektora stał się ostrzejszy. - Wiem,

że nie darzysz mnie sympatią. Nie zdziwiłbym się nawet, gdybyś pragnął mojej

śmierci...

Severus odwrócił się gwałtownie, wbijając w Dumbledore'a pociemniałe z gniewu

spojrzenie:

- Dlaczego na to pozwoliłeś? Jaki miałeś w tym cel? - zapytał tak zajadle, jakby

pragnął jedynie kąsać.

Dyrektor odetchnął głęboko, opadł na fotel i spojrzał znad swoich okularów połówek

na stojącego przed nim mężczyznę.

- Z początku podejrzewałem, że mamy szpiega. Nie zajęło mi jednak dużo czasu, by

odkryć, że to właśnie ty, Severusie, działałeś na naszą niekorzyść. Zrozumiałem, że

robiłeś wszystko, żeby przybliżyć się do Czarnego Pana. Nie rozumiałem tylko,

dlaczego tak ci na tym zależało, że byłeś nawet gotów nas zdradzić, aby to osiągnąć.

- Dyrektor przerwał na chwilę, pocierając skronie. - Kiedy jednak Harry został

zaatakowany przez Draco, zauważyłem pewną zmianę w twoim zachowaniu. Twoja

reakcja na całe zajście była, delikatnie mówiąc... zdumiewająca. Zacząłem cię więc

uważnie obserwować i bardzo szybko odkryłem naturę tej zmiany. - Oczy

Dumbledore'a rozjaśnił delikatny błysk, a jego spojrzenie musnęło twarz Severusa z

czymś na kształt... zaintrygowania. - Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby ktoś miał

na ciebie tak ogromny wpływ, Severusie. Tylko dlatego nie przeciąłem tego od razu,

pomimo, iż każdy na moim miejscu zrobiłby to bez wahania. A kiedy poprosiłeś, bym

zatrzymał Harry'ego na święta w Hogwarcie... wtedy już wiedziałem, że to coś tak

potężnego, że nie mogło się równać z żadnym zaklęciem, przysięgą czy

pragnieniem. Tam, gdzie ja poległem, zwyciężyło coś znacznie silniejszego ode

mnie. Jak mógłbym z tym walczyć? Jak mógłbym próbować to przerwać? To zaszło

już zbyt daleko, znacznie dalej niż byłem w stanie sięgnąć. Mogłem tylko przyglądać

się, jak bardzo zmieniasz się pod wpływem Harry'ego i mieć nadzieję, że to uczucie

1 ... 456 457 458 459 460 461 462 463 464 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)