Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl]
Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl]

Электронная книга - «Wydziedziczeni [The Dispossessed - pl]». Краткое содержание книги:

Mieszkaniec planety Anarres, fizyk imieniem Szevek, nigdy nie potrafi zrezygnować z prawa do odrębności, do osobistej wolności, dlatego czuł się nieszczęśliwy będąc członkiem społeczeństwa ludzi całkowicie równych. Idealnym wyjściem w tej sytuacji wydaje się emigracja na sąsiednią, wrogą planetę Urras. Szevek otrzymuje zaproszenie i opuszcza ojczyznę, lecz już na pokładzie statku kosmicznego zdobywa pewne niepokojące informacje o Urras. Statek niebawem wyląduje…

Powieść otrzymała nagrodę Nebulę w 1974 i Hugo w 1975.
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 95
Перейти на страницу:

Pożycie płciowe po długiej wstrzemięźliwości i niespodziana radość zachwiały równowagę i Szeveka, i Takver. W okresie kilku pierwszych dekad on miotał się między uniesieniem a przygnębieniem; ona miewała napady złego humoru. Oboje byli przewrażliwieni i niedoświadczeni. Napięcie to ustępowało z wolna, w miarę jak się z sobą zżywali. Ich głód seksualny przetrwał w postaci namiętnego zauroczenia, ich pragnienie zespolenia odnawiało się co dzień, bo co dzień się spełniało.

Dla Szeveka było teraz jasne — i za głupotę uznałby sąd przeciwny — że wszystkie złe lata, które przeżył w tym mieście, stanowiły część jego obecnego, wielkiego szczęścia, bo do niego prowadziły, do niego go przygotowywały. Wszystko, co mu się przydarzyło, było częścią tego, co przeżywał teraz. Takver nie dopatrywała się w ich szczęściu podobnie niejasnej przyczynowo-skutkowej zbieżności, ale ostatecznie nie była chronofizykiem.

Postrzegała czas naiwnie, jako biegnącą przed siebie drogę. Szedłeś nią i dokądś dochodziłeś. Jeśli miałeś szczęście, dochodziłeś tam, dokąd było warto.

Gdy jednak Szevek, pozostając przy tej metaforze, ujął ją po swojemu, wyjaśniając, że jeśliby pamięć i zamysł nie czyniły przeszłości i przyszłości częścią teraźniejszości, nie istniałaby — wedle ludzkich pojęć — żadna droga, nie byłoby też więc dokąd iść, przytaknęła mu, nim dobrnął do połowy swojego wywodu.

— Otóż to — powiedziała. — Tym się właśnie zajmowałam przez te ostatnie cztery lata. Nie wszystko to kwestia szczęścia. Jedynie część.

Miała dwadzieścia trzy lata, była o pół roku młodsza od Szeveka. Wychowała się w rolniczej wspólnocie w Dolinie Krążystej na Północnym Wschodzie. Był to region zabity deskami i zanim Takver przyjechała do Instytutu w Północoniżu, pracowała ciężej niż większość młodych Anarresyjczyków. W Dolinie Krążystej brakowało rąk do najpilniejszych prac, a ponieważ gmina nie była dość duża ani gospodarczo dostatecznie wydajna, nie mogła liczyć na przychylność komputerów Kompopracu. Była zdana sama na siebie. Takver, mając osiem lat, wybierała w młynie słomę i kamienie z ziaren holum, po trzy godziny dziennie, po trzech spędzonych w szkole. Niewiele w jej praktycznym wykształceniu nastawione było na rozwój jednostki: podporządkowane ono było walce o przetrwanie, którą toczyła jej wspólnota. W porze żniw i sadzenia wszyscy, od lat dziesięciu do sześćdziesięciu, od rana do wieczora pracowali w polu. Piętnastoletnia Takver zajmowała się koordynacją prac na czterystu uprawianych przez wspólnotę w Dolinie Krążystej poletkach i pomagała dietetyczce w miejskiej stołówce układać jadłospis. Nie było w tym nic nadzwyczajnego i Takver nie przywiązywała do tego wagi, ukształtowało to jednak niektóre cechy jej charakteru i odbiło się na poglądach. Szevek był rad, że odbębnił swój przydział kleggich, jego partnerka odnosiła się bowiem z pogardą do ludzi, którzy unikali pracy fizycznej.

„Spójrz na Tinana — mówiła na przykład — skamle i labiedzi, bo dostał skierowanie na cztery dekady na wykopki holum, delikatniś, myślałby kto, że jest z rybiej ikry! Czy on w ogóle ubrudził sobie kiedy ręce?” Nie była zbyt wyrozumiała i miała porywczy temperament.

Studiowała biologię w Instytucie Okręgowym w Północoniżu, z tak dobrymi efektami, że postanowiła kontynuować studia w Instytucie Centralnym. Po roku zaproszono ją do nowo powstałego syndykatu, który zakładał laboratorium badawcze technik zwiększania ilości i udoskonalania odmian ryb jadalnych w trzech oceanach na Anarres. Gdy ją pytano, czym się zajmuje, odpowiadała:

„Jestem genetykiem ryb”. Lubiła swoją prace; łączyła ona w sobie dwie cechy, które wysoko ceniła: ścisłą, opartą na faktach pracę badawczą oraz cel, nastawiony na wzrost i poprawę. Nie wykonując takiej pracy, nie osiągnęłaby satysfakcji. Ale praca jej nie wystarczała. Większość tego, co działo się w głowie i duszy Takver, niewiele miało wspólnego z genetyką ryb.

Miała miewymowny pociąg do krajobrazów i żywych stworzeń. Pociąg ów, nazywany nieudolnie „miłością natury”, wydawał się Szevekowi czymś znacznie pojemniejszym od miłości. Istnieją dusze — rozmyślał — których pępowina nigdy nie została przecięta. Które nigdy nie zostały odstawione od piersi wszechświata.

Nie traktują one śmierci jak wroga; z radością oczekują gnicia i obracania się w próchnicę. Niezwykły był widok Takver biorącej do ręki liść albo choćby kamień. Stawała się jakby jego przedłużeniem — on zaś jej.

Pokazała Szevekowi w laboratorium zbiorniki z wodą morską mieszczące pięćdziesiąt, jeśli nie więcej, gatunków ryb — dużych i małych, szarych i pstrych, szykownych i groteskowych. Był tym widokiem zafascynowany i z lekka przerażony.

Trzy oceany Anarres obfitowały w zwierzęta w tym samym stopniu, w jakim lądy były ich pozbawione. Morza od kilku milionów lat nie miały ze sobą łączności, toteż ewolucja istot żywych przebiegała w nich jak na oddzielnych wyspach. Rozmaitość ich form była oszałamiająca. Szevekowi nie przyszłoby nawet do głowy, że życie może się mnożyć tak dziko, tak bujnie, jakby to właśnie bujność stanowiła samą jego esencję.

Na lądzie nieźle radziły sobie rośliny — na swój ubogi i kolczasty sposób — te jednak zwierzęta, które spróbowały oddychać powietrzem, przeważnie porzuciły ten zamiar, kiedy klimat planety wszedł w tysiącletnią erę kurzu i suszy. Przetrwały bakterie — wiele z nich jako litofagi — oraz kilkaset gatunków robaków i skorupiaków.

Człowiek podjął ostrożną i ryzykowną próbę wciśnięcia się w tę wąską niszę ekologiczną. Mógł się w niej zmieścić, jeśli łowił bez zbytniej chciwości i stosował nawożenie, wykorzystując w tym celu głównie odpadki organiczne. Nie mógł już jednakże ulokować w niej nikogo więcej. Dla trawożernych brakowało trawy. Dla mięsożernych brakowało trawożernych. Nie było owadów do zapładniania kwitnących roślin; wszystkie importowane drzewa owocowe zapylano ręcznie. Nie sprowadzono z Urras żadnych zwierząt, żeby nie zachwiać delikatnej równowagi biologicznej.

Na Księżyc przybyli wyłącznie osadnicy, tak dokładnie wyszorowani z zewnątrz i od wewnątrz, że przywieźli ze sobą minimalną tylko ilość osobistej fauny i flory. Nawet pchła nie przedostała się na Anarres.

— Lubię biologię morza — wyznała Takver Szevekowi przed pełnymi ryb zbiornikami — bo jest taka skomplikowana, istna pajęczyna, splot wzajemnych powiązań. Ta ryba zjada tamtą, drobiazg zjada orzęski, te znów bakterie i tak koło się zamyka. Na lądzie masz tylko trzy typy, same niestrunowce — jeśli nie liczyć człowieka — To nader dziwna — z biologicznego punktu widzenia — sytuacja.

My, Anarresyjczycy, jesteśmy nienaturalnie izolowani. W Starym Świecie masz osiemnaście typów zwierząt lądowych; istnieją gromady takie jak owady, składające się z tylu gatunków, że nigdy nie byli w stanie ich zliczyć, niektóre z tych gatunków liczą miliardy osobników. Pomyśl tylko: gdzie nie spojrzysz — zwierzęta, inne stworzenia dzielące z tobą ziemię i powietrze. Człowiek czułby się o tyle bardziej częścią…

Pobiegła spojrzeniem za małą niebieską rybką, która łukiem przecięła mroczny zbiornik. Szevek śledził w skupieniu tor rybki, podążając zarazem za biegiem myśli swej partnerki. Długo włóczył się między zbiornikami, a później często przychodził z Takver do laboratorium i akwariów, rezygnując ze swej arogancji fizyka wobec tych małych, dziwnych żyjątek, wobec istnień, dla których teraźniejszość trwa wiecznie, istotek, które z niczego się nie tłumaczą i nie potrzebują usprawiedliwiać się przed człowiekiem ze swego zachowania.

Większość Anarresyjczyków pracowała od pięciu do siedmiu godzin dziennie i miała od dwóch do czterech dni wolnych w dekadzie. Szczegóły tyczące częstotliwości, punktualności, dni wolnych i tak dalej były uzgadniane między daną jednostką a jej zespołem, brygadą, syndykatem, federacją koordynującą — a więc na tym poziomie, na którym najłatwiej o osiągnięcie najlepszej współpracy i wydajności. Takver prowadziła badania według własnego programu, praca ta jednak oraz ryby stawiały własne, kategoryczne wymagania; spędzała w laboratorium od dwóch do dziesięciu godzin dziennie, nie miała dni wolnych. Szevek miał teraz dwie posady nauczycielskie: prowadził kurs z matematyki dla zaawansowanych w ośrodku kształceniowym i drugi taki sam w Instytucie. Oba kursy prowadził rano, toteż wracał do pokoju przed południem. Takver jeszcze zwykle nie było. W budynku panowała względna cisza. Słońce nie dobiegło jeszcze w swojej wędrówce do wychodzącego na południowy zachód podwójnego okna, z którego rozciągał się widok na miasto i równiny; w zacienionym pokoju panował chłód. Wiszące w górze na różnej wysokości delikatne, koncentryczne mobile poruszały się z introwertyczną precyzją, ciche i tajemnicze niczym organy ciała lub procesy zachodzące w myślącym mózgu. Szevek siadał przy stole pod oknem i brał się do pracy — czytał, robił notatki, obliczenia. Do pokoju, napełniając go blaskiem, zaglądało powoli słońce, padając na rozłożone na stole papiery i na dłonie Szeveka. A on pracował.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 95
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)