Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]

Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:

Kryminalna zagadka w świecie Dysku.
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 77
Перейти на страницу:

— A co z magami? — zapytał Boggis.

— Nigdy się nie mieszają w sprawy publiczne. Wystarczy zapewnić im cztery mięsne posiłki dziennie i uchylać przed nimi kapelusza, a są zadowoleni. Nie znają się na polityce.

Milczenie, jakie nastąpiło, przerwała królowa Molly z Gildii Żebraków.

— A co z Vimesem?

Downey wzruszył ramionami.

— Jest sługą miasta.

— O to mi właśnie chodzi.

— Przecież to my reprezentujemy miasto.

— Ha! On nie widzi tego w ten sposób. I wiecie też, co myśli o królach. To przecież Vimes ściął głowę ostatniemu. To właśnie linia, która uważa, że cios toporem rozwiąże wszystkie problemy.

— Dobrze wiesz, Molly, że Vimes chętnie odrąbałby tym toporem głowę Vetinariemu, gdyby sądził, że mu to ujdzie. Myślę, że nie będzie rozpaczał.

— To mu się nie spodoba. Tylko tyle chciałam powiedzieć. Vetinari pilnuje, żeby Vimes chodził naładowany. Nie wiadomo, co będzie, kiedy wyładuje się w jednej chwili…

— Jest urzędnikiem publicznym! — burknął Downey.

Królowa Molly zrobiła złośliwą minę, co nie było trudne dla kogoś tak bogato wyposażonego przez naturę, i odsunęła się od stołu.

— Więc tak wygląda nowy ład? — mruknęła. — Grupa zwyczajnych ludzi siada przy stole i nagle świat staje się zupełnie inny? Owce odwracają się i atakują pasterza?

— Dziś wieczorem planowane jest soirée w domu lady Selachii — oznajmił Downey, nie zwracając już na nią uwagi. — O ile wiem, Nobbs otrzymał zaproszenie. Może tam moglibyśmy… go poznać.

Vimes tłumaczył sobie, że tak naprawdę chce sprawdzić postępy prac przy nowym komisariacie na Flaku. Kogudziobna leżała zaraz za rogiem. Zajrzy tam nieoficjalnie. Nie warto posyłać kogoś specjalnie, i tak wszyscy mają dość roboty z tymi morderstwami, Vetinarim i antyslabową krucjatą Detrytusa.

Skręcił na rogu i zatrzymał się.

Niewiele się zmieniło. To go zaszokowało. Po… och, po zbyt wielu latach rzeczy nie miały prawa pozostawać niezmienione.

Ale sznury z praniem wciąż krzyżowały się nad ulicą pomiędzy starymi, szarymi budynkami. Farba wciąż się łuszczyła, tak jak zawsze łuszczy się tania farba, położona na drewnie zbyt starym i zmurszałym, by je malować. Ludzie z Kogudziobnej byli za biedni, żeby stać ich było na porządną farbę, ale też zbyt dumni, by po prostu bielić ściany wapnem.

No i ulica była trochę węższa, niż ją zapamiętał. To wszystko.

W przeciwieństwie do Mroków, ulica Kogudziobna była czysta tą przerażającą, pustą czystością, która powstaje, kiedy ludzie nie mogą sobie pozwolić na marnowanie śmieci. Ponieważ mieszkańcy Kogudziobnej byli gorzej niż biedni — oni nie zdawali sobie nawet sprawy, jak bardzo są biedni. Gdyby ich zapytać, powiedzieliby pewnie coś w rodzaju „nie mogę narzekać” albo „inni mają o wiele gorzej niż my”, czy też „zawsze jakoś trzymaliśmy się na powierzchni i nikomu nic nie jesteśmy winni”.

Słyszał niemal głos swojej babci: „Nikt nie jest za biedny, żeby kupić mydło”. Oczywiście, wielu było. Ale na Kogudziobnej i tak kupowali mydło. Na stole mogło nie być nic do jedzenia, ale na bogów, zawsze był dobrze wyszorowany. Taka jest Kogudziobna, gdzie człowiek żywi się głównie swoją dumą.

Świat znalazł się w chaosie, pomyślał Vimes. Funkcjonariusz Wizytuj powiedział mu kiedyś, że cisi posiądą go na własność — a co ci biedacy narobili, żeby zasłużyć na coś takiego?

Ci z Kogudziobnej odsunęliby się na bok, żeby przepuścić cichych. Bo tym, co trzymało ich na tej ulicy, psychicznie i fizycznie, było niejasne przekonanie, że istnieją zasady. Szli przez życie pełni cichego, odruchowego strachu, że nie do końca ich przestrzegają.

Mówi się, że jest jedno prawo dla bogatych i drugie dla biedaków, ale to nieprawda. Nie ma żadnego prawa dla tych, którzy stanowią prawo, i żadnego dla niepoprawnych przestępców. Wszystkie prawa i zasady powstały dla ludzi tak głupich, by myśleć jak mieszkańcy Kogudziobnej.

Panowała dziwna cisza. Normalnie powinny wszędzie biegać chmary dzieciaków, wózki powinny jechać w stronę portu, ale dzisiaj ulica wyglądała jak wymarła.

Na środku drogi zauważył wykreślone kredą linie do gry w klasy.

Poczuł, że miękną mu kolana. Wciąż tu są… Kiedy ostatni raz je widział? Trzydzieści pięć lat temu? Czterdzieści? Musieli tysiące razy rysować i przerysowywać te kwadraty.

Kiedyś całkiem dobrze sobie radził. Oczywiście, grali w klasy według reguł Ankh-Morpork. Zamiast kopać kamień, kopali Williama Scugginsa. Była to kolejna z wielu pomysłowych zabaw, wymagających kopania, gonienia albo skakania na Williama Scugginsa, aż w końcu robił ten swój słynny numer z drgawkami, zaczynał toczyć pianę z ust i sam siebie bić z całej siły.

Vimes potrafił trafić Williamem w dowolnie wybrany kwadrat w dziewięciu próbach na dziesięć. Za dziesiątym razem William ugryzł go w nogę.

Za tamtych dni dręczenie Williama i szukanie jedzenia sprawiały, że życie wydawało się proste i nieskomplikowane. Nie było aż tak wielu pytań, na które człowiek nie znał odpowiedzi — może z wyjątkiem tego, co zrobić, żeby rana na nodze przestała się jątrzyć.

Sir Samuel rozejrzał się po pustej ulicy, po czym nogą wygarnął z rynsztoka kamień. Kopnął go dyskretnie na pierwszy kwadrat, poprawił płaszcz, skoczył, znów skoczył, odwrócił się, skoczył…

Co krzyczeli wtedy podczas gry? „Ene, due, ocet z pieprzem, sól z musztardą jeszcze lepsze”? Nie? A może tę wyliczankę, która zaczynała się od „William Scuggins jest pętakiem”? Teraz będzie go to męczyć przez cały dzień.

Po drugiej stronie ulicy otworzyły się drzwi. Vimes znieruchomiał z uniesioną nogą, gdy powoli i niezgrabnie wyszli dwaj czarno ubrani ludzie.

Niezgrabnie, bo nieśli trumnę.

Naturalna powaga sytuacji została nieco zredukowana przez fakt, że musieli się przeciskać i ciągnąć trumnę za sobą, by dwaj pozostali przeszli bokiem na ulicę.

Vimes opamiętał się na czas, by postawić stopę na ziemi. A po chwili opamiętał się bardziej i z szacunkiem zerwał z głowy hełm.

Pojawiła się druga trumna. O wiele mniejsza — niosło ją tylko dwóch ludzi, a i tak było o jednego za dużo.

Kiedy wysypywali się za nimi żałobnicy, Vimes nerwowo grzebał w kieszeni, szukając kartki, jaką dostał od Detrytusa. Sama scena była na swój sposób zabawna, jak ta cyrkowa sztuczka, kiedy zatrzymuje się powóz i ze środka wypada kilkunastu klaunów. Domy mieszkalne w tej okolicy równoważyły niewielką liczbę pokoi wielką liczbą zamieszkujących je osób.

Znalazł i rozwinął papier. Pierwsze piętro od tyłu, Kogudziobna 27.

To właśnie tutaj. Zjawił się akurat na pogrzeb. Na dwa pogrzeby.

— Wygląda na to, że niedobrze jest dzisiaj być golemem — stwierdziła Angua. W rynsztoku leżała gliniana dłoń. — To już trzeci, którego znajdujemy rozbitego.

Przed nimi coś trzasnęło głośno i przez okno wyleciał krasnolud — mniej więcej poziomo. Żelazny hełm skrzesał iskry na kamieniach, ale jego właściciel podniósł się szybko i wszedł z powrotem przez drzwi obok.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 77
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)