Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]

Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:

Kryminalna zagadka w świecie Dysku.
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 77
Перейти на страницу:

— Ile to będzie nas kosztować? — zapytał Sock.

— Stabilność — oznajmił pan Slant — równa się monarchii.

— Proszę nam nie wmawiać…

— Spójrzmy na Klatch — nie ustępował pan Slant. — Pokolenia szeryfów. Rezultat: stabilność polityczna. Weźmy Pseudopolis. Albo Sto Lat. Czy nawet Imperium Agatejskie…

— Niechże pan da spokój — zaprotestował doktor Downey. — Wszyscy wiedzą, że królowie…

— Oczywiście, monarchowie przychodzą i odchodzą, detronizują się nawzajem i tak dalej. Ale instytucja trwa. Poza tym przekonacie się zapewne, iż możliwe jest… dostosowanie.

Zrozumiał, że panuje nad słuchaczami. Palcami odruchowo musnął szew w miejscu, gdzie przyszyto mu głowę do szyi. Wiele lat temu pan Slant nie zgodził się umrzeć, dopóki nie otrzyma należnego honorarium za prowadzenie własnej obrony.

— Co pan chce przez to powiedzieć? — zapytał Potts.

— Jak rozumiem, kwestia wskrzeszenia sukcesji tronu Ankh-Morpork była ostatnio podnoszona kilkakrotnie.

— Tak. Przez szaleńców — stwierdził Boggis. — To jeden z objawów. Włożyć na głowę kalesony, rozmawiać z drzewami, ślinić się, głosić, że Ankh-Morpork potrzebuje króla…

— Otóż to. Przypuśćmy zatem, że rozważą ten pomysł ludzie zdrowi na umyśle?

— Niech pan mówi — zachęcił doktor Downey.

— Były już precedensy — tłumaczył pan Slant. — Monarchie, które okazywały się pozbawione odpowiedniego monarchy, potrafiły takiego… uzyskać. Jakiś właściwie urodzony członek innej królewskiej linii… W końcu potrzebny jest tylko ktoś, kto, hm, zna się na rzeczy, jak chyba mówi popularne określenie.

— Przepraszam, ale czy pan sugeruje, że mamy posłać po króla? — zdziwił się Boggis. — Damy takie jakby ogłoszenie? „Tron wolny, chętni powinni zjawić się z własną koroną”?

— Prawdę mówiąc — ciągnął pan Slant, nie zwracając uwagi na tę ironię — przypominam sobie, że w czasach pierwszego imperium Genoa przysłała do Ankh-Morpork pismo z prośbą o wysłanie jednego z naszych generałów, by został ich władcą; ich królewski ród wygasł z powodu wewnętrznego krzyżowania się tak intensywnego, że ostatni monarcha próbował skrzyżować się sam ze sobą. Księgi historyczne notują, że posłaliśmy tam lojalnego generała Tacticusa, którego pierwszym aktem po otrzymaniu korony było wypowiedzenie wojny Ankh-Morpork. Królowie są… wymienni.

— Wspomniał pan coś o dostosowaniu — przypomniał Boggis. — Chodzi o to, że to my byśmy królowi mówili, co ma robić?

— Podoba mi się brzmienie tej tezy — przyznała pani Palm.

— Mnie się podobają jej echa — poparł ją doktor Downey.

— Nie mówić — sprzeciwił się pan Slant. — Raczej… zgadzać się. To chyba jasne, że jako król, koncentrowałby się na sprawach tradycyjnie kojarzonych z królowaniem…

— Machanie do tłumów — powiedział Sock.

— Okazywanie łaski — dodała pani Palm.

— Witanie ambasadorów z obcych krajów — dorzucił Potts.

— Podawanie ręki.

— Ścinanie głów…

— Nie! Nie. Nie, to nie będzie należało do jego obowiązków. Natomiast drobne sprawy państwowe będą rozwiązywane…

— Przez doradców? — odgadł doktor Downey. Oparł się wygodnie. — Widzę już, do czego pan zmierza, panie Slant. Ale królów, kiedy już się znajdą, wyjątkowo trudno się pozbyć. W sposób akceptowalny.

— Co do tego również istnieją precedensy.

Skrytobójca zmrużył oczy.

— Intryguje mnie pan. Gdy tylko lord Vetinari wydaje się poważnie chory, pan natychmiast zgłasza tego rodzaju sugestie. Wygląda to na… niezwykły zbieg okoliczności.

— Zapewniam pana, że nie ma w tym żadnej tajemnicy. Wypełnia się przeznaczenie. Nie wątpię, iż wielu z was słyszało pogłoski, że jest w tym mieście ktoś, kogo pochodzenie da się prześledzić wstecz aż do ostatniej rodziny królewskiej. Ktoś, kto pracuje tu na stosunkowo niskim stanowisku. Jest wręcz prostym strażnikiem.

Nastąpiły przytaknięcia, ale niezbyt zdecydowane. Były wobec potwierdzenia tym, czym niewyraźne mruknięcie wobec wyraźnego „tak”. Wszystkie gildie zbierały informacje. Nikt nie chciał ujawniać, jak dużo, albo też jak mało wie, na wypadek gdyby jednak wiedział za mało, czy też — co gorsza — za dużo.

Jednakże Doc Pseudopolis z Gildii Hazardzistów, ze starannie nieruchomą twarzą pokerzysty, zabrał głos.

— Owszem, ale zbliża się trzystulecie. A za kilka lat będziemy już mieli Wiek Szczura. Jest coś takiego w mijaniu stuleci, co wywołuje u ludzi rodzaj gorączki.

— Niemniej jednak ta osoba istnieje — zapewnił pan Slant. — Dowody rzucają się wręcz w oczy, jeśli tylko człowiek popatrzy w odpowiednie miejsca.

— No dobrze — zniecierpliwił się Boggis. — Proszę nam zdradzić imię tego kapitana.

Boggis często przegrywał w pokera spore sumy.

— Kapitana? — zdziwił się pan Slant. — Przykro mi to mówić, ale jego naturalne talenty jak dotąd nie zapewniły mu takiego awansu. Jest kapralem. Kapral C. W. St J. Nobbs.

Wszyscy zamilkli.

I w tej ciszy rozległ się dziwny, mlaszczący dźwięk, jakby woda przeciskała się przez częściowo zablokowaną rurę.

Królowa Molly z Gildii Żebraków zachowywała dotychczas milczenie, jeśli nie liczyć cichego cmokania, kiedy starała się usunąć cząstki posiłku z obiektów, które — ponieważ znajdowały się w jej ustach i były najwyraźniej umocowane tam na stałe — formalnie należy uznać za zęby.

Teraz się śmiała, aż kołysały się jej włoski na każdej kurzajce.

— Nobby Nobbs? — upewniła się. — Mówicie o Nobbym Nobbsie?

— Jest ostatnim żyjącym potomkiem hrabiego Ankh, który z kolei wyprowadzał swój rodowód bezpośrednio od dalekiego kuzyna ostatniego króla — wyjaśnił pan Slant. — W całym mieście o tym mówią.

— Kojarzy mi się pewien wizerunek — odezwał się doktor Downey. — Nieduży, podobny do małpy człowieczek, stale pali bardzo krótkie papierosy. Pryszczaty. Wyciska te pryszcze publicznie.

— To Nobby! — zachichotała królowa Molly. — Gęba jak kciuk ślepego stolarza.

— On? Przecież to prymityw!

— I ciemny jak świeczka za pensa — dodał Boggis. — Nie rozumiem…

I nagle urwał, zarażając się nagle pełnym zadumy milczeniem, które opanowało już wszystkich pozostałych.

— Nie rozumiem, dlaczego nie warto… poważnie się zastanowić… nad tą sprawą — dokończył po chwili.

Zebrani przywódcy społeczności popatrzyli na stół. Potem spojrzeli w sufit. A następnie starannie unikali swojego wzroku.

— Krew zawsze się ujawni — stwierdził pan Carry.

— Czasem przyglądałam się, jak idzie ulicą, i zawsze myślałam wtedy: „Oto człowiek, który kroczy w aurze wielkości” — oświadczyła pani Palm.

— Ale muszę przyznać, że wyciska je po królewsku. Niezwykle godnie.

I znowu cisza zapadła wśród zebranych. Ale była to cisza zapracowana i ruchliwa, jak cisza w mrowisku.

— Muszę jednak przypomnieć, panie i panowie, że nieszczęsny lord Vetinari nadal żyje — rzekła po chwili pani Palm.

— Istotnie, istotnie — zgodził się pan Slant. — I oby żył jak najdłużej. Ja tylko przedłożyłem państwu jedną z możliwości na ów dzień, oby prędko nie nadszedł, kiedy trzeba będzie pomyśleć o… następcy.

— W każdym razie — wtrącił doktor Downey — nie ma wątpliwości, że Vetinari się przepracowywał. Jeśli przeżyje, a wszyscy mamy taką nadzieję, powinniśmy chyba zażądać, by zrezygnował z funkcji ze względu na stan zdrowia. Podziękować temu dobremu i wiernemu słudze miasta za wybitną działalność. Kupić mu ładny dom na wsi. Przyznać emeryturę. Dopilnować, żeby zawsze było dla niego miejsce na oficjalnych bankietach. To oczywiste, że skoro tak łatwo było go otruć, z radością powinien przyjąć uwolnienie z okowów stanowiska…

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 77
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)