Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Świat finansjery [Making Money - pl]
Świat finansjery [Making Money - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Świat finansjery [Making Money - pl]

Электронная книга - «Świat finansjery [Making Money - pl]». Краткое содержание книги:

Była to propozycja nie do odrzucenia... Kto by nie chciał zarządzać Królewską Mennicą w Ankh-Morpork i sąsiadującym z nią bankiem? To posada na całe życie. Ale były oszust, Most von Lipwig, odkrywa, że niekoniecznie znaczy to: na długo.
Główny kasjer jest prawie na pewno wampirem. W piwnicy kryje się coś bezimiennego (a i sama piwnica jest raczej bezimienna). Okazuje się też, że Królewska Mennica przynosi straty. Trzystuletni mag zaczepia jego dziewczynę, a jemu samemu grozi ujawnienie mrocznej przeszłości, choć Gildia Skrytobójców może załatwić go wcześniej. Prawdę mówiąc, bardzo wielu ludzi chciałoby widzieć go martwym. Aha... I codziennie musi wyprowadzać prezesa na spacer. Gdzie nie spojrzy, pojawiają się nowi wrogowie.
Czy znajdzie swoje miejsce w tym nowym ŚWIECIE FINASJERY?
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 90
Перейти на страницу:

Tak wiele myśli rzuciło się pędem do awaryjnego wyjścia z mózgu Moista, że pozostała tylko jedna.

Potrzebne będą większe banknoty.

* * *

Moist biegiem wrócił do banku i od razu skierował się do małych drzwiczek pod schodami. Lubił atmosferę w krypcie. Było tu chłodno i spokojnie, jeśli nie liczyć bulgotania Chlupera i wrzasków.

Tego ostatniego nie powinno tu być, prawda?

Różowe trucizny wymuszonej bezsenności przelewały się w jego głowie, kiedy znowu poderwał się do biegu.

Były Owlswick siedział na krześle, najwyraźniej gładko ogolony, poza szpiczastą bródką. Na głowie miał umocowane coś w rodzaju metalowego hełmu, z którego druty biegły do jarzącego się i stukającego aparatu, jaki tylko Igor chciałby zrozumieć. Powietrze pachniało burzą.

— Co robisz temu biedakowi?!!! — wrzasnął Moist.

— Zmieniam mu umyfł, fir — odparł Igor i przerzucił wielki nożowy wyłącznik.

Hełm zabrzęczał. Clamp zamrugał.

— Łaskocze — oświadczył. — I nie wiem czemu, ale smakuje truskawkami.

— Przepuszczasz mu błyskawice przez głowę! — rzekł Moist. — To barbarzyństwo!

— Nie, fir. Barbarzyńcy nie mają tych umiejętnofci — odparł Igor spokojnie. — Robię tyle, fir, że zabieram mu wfyftkie złe wfpomnienia i fkładuję je… — tu ściągnął ściereczkę, odsłaniając wielki słój pełen zielonej cieczy, w której pływało coś zaokrąglonego i połączonego z kolejnymi drutami — …w tym!

— Chcesz przenieść jego umysł… do pasternaku?

— To rzepa — poprawił go Igor.

— Zadziwiające, czego potrafią dokonać, prawda? — usłyszał Moist z okolic swego łokcia.

Spojrzał w dół.

Pan Clamp, już bez hełmu, uśmiechnął się do niego promiennie. Wydawał się rozjaśniony i pełen energii, jak lepszej klasy akwizytor obuwia. Igor przeprowadził też transplantację garnituru.

— Dobrze się pan czuje? — spytał Moist.

— Świetnie.

— I jakie… jakie to było uczucie?

— Trudno wyjaśnić — odparł Clamp. — Ale brzmiało jak zapach smaku malin.

— Naprawdę? Hm… No to chyba wszystko w porządku. Naprawdę dobrze się pan czuje? W sobie?

Moist sondował, szukając przerażających skutków ubocznych. Musiały gdzieś być. Ale Owls… Horrendal wyglądał na całkiem zadowolonego, pewnego siebie i rześkiego, jak człowiek gotów przyjąć wszystko, czym ciśnie w niego życie, i zepchnąć je z kortu.

Igor zwijał kable z pełnym satysfakcji wyrazem tego, co pod wszystkimi bliznami było prawdopodobnie jego twarzą.

Moist poczuł wyrzuty sumienia. Był chłopakiem z Überwaldu i jak wszyscy zszedł tutaj przełęczą Vilinus, szukając szczęścia i fortuny — to znaczy własnego szczęścia i fortuny kogoś innego. Nie miał prawa do modnej na nizinach niechęci wobec Igorów. W końcu po prostu realizowali w praktyce to, co tak wielu kapłanów wyznawało jako artykuł wiary: że ciało jest tylko dość ciężką powłoką z tanich materiałów, skrywającą niewidzialną i wieczną duszę. A zatem wymiana różnych kawałków i fragmentów jak części zamiennych nie jest chyba niczym gorszym niż prowadzenie sklepu z używaną odzieżą. Ludzie ciągle nie chcieli zrozumieć, że jest to postępowanie rozsądne i zapobiegliwe, co dla Igorów stanowiło źródło urażonego zdziwienia. Niezrozumienie trwało zwykle do czasu, kiedy ześliznęła się siekiera i człowiek szybko potrzebował pomocnej dłoni. W takich chwilach nawet Igory dobrze wyglądały.

A wyglądały… praktycznie. Dzięki swojej nieczułości na ból, znakomitym maściom gojącym oraz cudownej umiejętności przeprowadzania operacji chirurgicznych na sobie, z pomocą ręcznego lusterka, pewnie mogłyby wyglądać lepiej niż ktoś pozostawiony na miesiąc w deszczu. Igoriny wszystkie były oszałamiająco piękne, choć zawsze miały jakieś… coś — pięknie wygiętą bliznę pod jednym okiem czy bransoletę dekoracyjnych szwów na nadgarstku. Dla wyglądu. Było to odrobinę niepokojące, ale trzeba przyznać, że Igory miały serce we właściwym miejscu. Jakieś serce.

— Dobry… ehm, dobra robota, Igorze — wykrztusił Moist. — Czyli może pan przystąpić do pracy nad banknotem dolarowym, panie… Clamp?

Uśmiech pana Clampa jaśniał słonecznymi promykami.

— Już gotowy! Zrobiłem go dzisiaj rano.

— Niemożliwe!

— Ależ tak! Proszę spojrzeć.

Człowieczek poszedł do stołu i podniósł arkusz papieru.

Banknot lśnił purpurą i złotem. Promieniował. Wydawał się unosić nad papierem niczym maleńki latający dywan. Mówił o bogactwie, tajemniczości i tradycji…

— Zrobimy mnóstwo pieniędzy — obiecał Moist.

Oby się udało, dodał w myślach. Musimy wydrukować co najmniej 600 000 takich, chyba że wprowadzę wyższe nominały.

Ale oto leżał przed nim — tak piękny, że człowiek miał ochotę płakać, zrobić bardzo dużo takich i schować je do portfela.

— Jak się to panu udało tak szybko?

— Och, spora część to tylko geometria — odparł pan Clamp. — Obecny tu pan Igor był tak uprzejmy, że wykonał dla mnie mały aparacik, który okazał się bardzo pomocny. Rysunek nie jest jeszcze skończony, naturalnie, a drugiej strony nawet nie zacząłem. Myślę, że wezmę się za to od razu, póki wciąż jestem świeży.

— Myśli pan, że zrobi coś jeszcze lepszego? — spytał Moist, onieśmielony obecnością geniusza.

— Czuję się taki… pełen energii! — oświadczył pan Clamp.

— To pewnie ten płyn elektryczny… — domyślił się Moist.

— Nie, chodzi mi o to, że wyraźnie widzę, co należy zrobić! Przedtem wszystko to było jak jakiś wielki ciężar, który musiałem podnieść, ale teraz jest jasne i lekkie!

— Cieszę się, że to słyszę — zapewnił Moist, nie do końca pewny, czy naprawdę. — Przepraszam, bank czeka.

Przebiegł pod łukami sklepienia i przez niepozorne drzwiczki wrócił do głównej hali akurat na czas, by niemal się zderzyć z panem Bentem.

— Ach, pan Lipwig. Właśnie się zastanawiałem, gdzie pan jest.

— Czy to coś ważnego, panie Bent?

Główny kasjer zrobił urażoną minę — jakby kiedykolwiek zawracał Moistowi głowę czymś, co nie jest ważne.

— Przed mennicą czeka dużo ludzi — poinformował. — Z trollami i wozami. Twierdzą, że za pańską zgodą mają zainstalować… — tu się otrząsnął — …machinę drukarską!

— Zgadza się — przyznał Moist. — Są od Teemera i Spoolsa. Pieniądze musimy drukować tutaj. Będzie to wyglądało bardziej oficjalnie, no i zachowujemy kontrolę nad tym, co wychodzi za drzwi.

— Panie Lipwig! Pan robi z tego banku cyrk!

— No cóż, to ja mam cylinder, panie Bent, więc chyba to ja rządzę na arenie!

Powiedział to z uśmiechem, by trochę rozluźnić nastrój, ale twarz Benta zachmurzyła się nagle.

— Doprawdy, panie Lipwig? A kto panu powiedział, że ten, kto rządzi na arenie, kieruje cyrkiem? Głęboko się pan myli, sir. Dlaczego odcina pan innych akcjonariuszy?

— Bo nie wiedzą, o co chodzi w bankowości. Przejdźmy do mennicy, dobrze?

Moist ruszył przez halę krętą ścieżką, wymijając kolejki.

— A pan wie, o co chodzi w bankowości? — spytał Bent, idąc za nim swym szarpanym krokiem flaminga.

— Uczę się. Dlaczego przed każdym okienkiem mamy osobną kolejkę? — zapytał Moist. — To znaczy, że jeśli któryś klient zajmuje dużo czasu, reszta za nim musi czekać. Potem zaczną przeskakiwać na boki, z jednej kolejki do drugiej, i zanim się człowiek obejrzy, ktoś skończy z paskudnie rozbitą głową. Ustawcie wszystkich w jedną wielką kolejkę i niech każdy podchodzi do pierwszego wolnego stanowiska. Ludziom nie przeszkadzają długie kolejki, jeśli widzą, że się przesuwają… Przepraszam pana.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 90
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)