Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Świat finansjery [Making Money - pl]
Świat finansjery [Making Money - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Świat finansjery [Making Money - pl]

Электронная книга - «Świat finansjery [Making Money - pl]». Краткое содержание книги:

Była to propozycja nie do odrzucenia... Kto by nie chciał zarządzać Królewską Mennicą w Ankh-Morpork i sąsiadującym z nią bankiem? To posada na całe życie. Ale były oszust, Most von Lipwig, odkrywa, że niekoniecznie znaczy to: na długo.
Główny kasjer jest prawie na pewno wampirem. W piwnicy kryje się coś bezimiennego (a i sama piwnica jest raczej bezimienna). Okazuje się też, że Królewska Mennica przynosi straty. Trzystuletni mag zaczepia jego dziewczynę, a jemu samemu grozi ujawnienie mrocznej przeszłości, choć Gildia Skrytobójców może załatwić go wcześniej. Prawdę mówiąc, bardzo wielu ludzi chciałoby widzieć go martwym. Aha... I codziennie musi wyprowadzać prezesa na spacer. Gdzie nie spojrzy, pojawiają się nowi wrogowie.
Czy znajdzie swoje miejsce w tym nowym ŚWIECIE FINASJERY?
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 90
Перейти на страницу:

— Naprawdę? A czemu nie?

— Nie wiem, fir. Nie pytałem.

Zaprowadził Moista do niewielkich drzwi otwierających się na brudną i zaśmieconą klatkę schodową, na wpół zalaną przez nieustający deszcz. Moist zatrzymał się w progu, czując, jak woda wsiąka w jego tani garnitur.

— Jeszcze jedna sprawa, Igorze.

— Fłucham, fir.

— Kiedy przed chwilą przechodziłem obok Chlupera, była w nim woda.

— Oczywifcie, fir. Czy to kłopot?

— Poruszała się, Igorze. Czy to powinno się dziać o tej porze nocy?

— To? Och, to tylko zmienne fyfoniczne, fir. Zdarza fię przez cały czaf.

— Ach, zwykłe syfoniki, tak? Uff, co za ulga…

— Kiedy pan będzie wracał, fir, profę zaftukać fryzjerfko-cyrulicznie.

— Jak się…

Drzwi się zamknęły.

Wewnątrz Igor wrócił do warsztatu i znowu zapalił gaz.

Niektóre szklane rurki, leżące obok niego na zielonym filcu, wyglądały… dziwacznie. I odbijały światło na niepokojące sposoby.

Z Igorami jest tak… U Igorów chodzi o to… No, ludzie na ogół nie patrzą poza zakurzony garnitur, przylizane włosy, kosmetyczne blizny i szwy klanowe oraz seplenienie. Może dlatego, że — poza seplenieniem — tyle właśnie można zobaczyć.

Ludzie zapominali więc, że większość tych, którzy zatrudniali Igory, nie była konwencjonalnie zdrowa psychicznie. Gdyby ich poprosić, żeby zbudowali atraktor burzowy i zestaw słojów magazynujących błyskawice, tylko by wybuchnęli śmiechem[5]. Potrzebowali, och, jak bardzo potrzebowali kogoś posiadającego funkcjonujący mózg, a każdy Igor gwarantował, że ma przynajmniej jeden. Igory były w rzeczywistości inteligentne i właśnie dlatego były też gdzie indziej, kiedy na wiatrak spadały płonące pochodnie.

Były też perfekcjonistami. Jeśli ktoś kazał im zbudować jakąś aparaturę, dostawał nie to, o co prosił. Dostawał to, czego chciał.

W swej sieci odbić Chluper chlupał. Woda podnosiła się w wąskiej szklanej rurze i kapała do małych szklanych kubełków, które wychylały małą dźwignię, co powodowało otwarcie malutkiego zaworu.

* * *

Ostatnim miejscem zamieszkania Owlswicka Jenkinsa, według „Pulsu”, był Krótki Zaułek. Nie podawano numeru, gdyż Krótki Zaułek miał miejsce tylko na jedne drzwi frontowe. Rzeczone drzwi były zamknięte, ale wisiały na jednym zawiasie. Strzęp czarno-żółtego sznura wskazywał tym, którzy nie zrozumieli sugestii drzwi, że miejsce to stało się ostatnio obiektem zainteresowania Straży Miejskiej.

Drzwi spadły z zawiasu, kiedy Moist je popchnął, i wylądowały w potoku spływającej zaułkiem wody.

Poszukiwanie nie było trudne, ponieważ Owlswick nie próbował się ukrywać. Siedział w pokoju na piętrze, otoczony lustrami i świecami. Miał rozmarzoną minę i spokojnie malował.

Upuścił pędzel, kiedy zobaczył Moista. Chwycił leżącą na blacie tubę farby i uniósł ją do ust, gotów połknąć.

— Nie zmuszaj mnie, żebym tego użył! Nie zmuszaj mnie, żebym tego użył! — zapiszczał nerwowo. Drżał cały.

— To jakaś pasta do zębów? — Moist pociągnął nosem, czując zapach bardzo już używanego powietrza w pracowni, i dodał: — Wiesz, mogłaby pomóc.

— To Żółć Uba, najbardziej trująca farba na świecie! Cofnij się, bo umrę straszną śmiercią! — zagroził fałszerz. — Chociaż… Tak naprawdę to najbardziej trującą farbą jest Biel Agatejska, ale mi się skończyła, to bardzo irytujące. — Przyszło mu do głowy, że traci odpowiedni ton, więc natychmiast znowu podniósł głos. — Ale ta też jest całkiem trująca, jakby co!

Utalentowany amator zbiera wiele informacji, a trucizny zawsze Moista interesowały.

— Zawiera arszenik, tak? — domyślił się.

Wszyscy wiedzieli o Bieli Agatejskiej. O Żółci Uba nie słyszał, ale arszenik występuje w wielu zachęcających odcieniach. Nie należy oblizywać pędzla.

— To naprawdę straszna śmierć — mówił dalej. — Człowiek tak jakby rozpuszcza się w ciągu kilku dni.

— Nie wrócę tam! Nie wrócę! — pisnął Owlswick.

— Używali tego do wybielania skóry — poinformował Moist i podszedł trochę bliżej.

— Cofnij się! Użyję tego! Przysięgam, że użyję!

— Stąd wzięło się określenie „zabójcza piękność” — dodał Moist, zbliżając się jeszcze bardziej.

Złapał Owlswicka, który wbił sobie tubę do ust. Moist wyszarpnął ją, odpychając wilgotne dłonie fałszerza, a potem obejrzał.

— Zapomniałeś zdjąć nakrętkę — stwierdził. — To typowy błąd, jaki zawsze popełniają amatorzy.

Owlswick zawahał się i zapytał:

— Chcesz powiedzieć, że są ludzie, którzy popełniają samobójstwa zawodowo?

— Panie Jenkins — zaczął Moist bardziej formalnie. — Jestem tu, aby…

— Nie wrócę do więzienia! Nie wrócę! — Niski człowieczek cofnął się przerażony.

— Osobiście nie mam nic przeciw temu. Chcę panu zaproponować…

— Obserwują mnie, wiesz? — przerwał mu Owlswick. — Cały czas.

Aha. To lepsze niż samobójstwo farbą, ale tylko trochę.

— Znaczy, w więzieniu? — zapytał Moist dla pewności.

— Obserwują mnie wszędzie! Jeden z Nich jest zaraz za tobą!

Moist powstrzymał się przed obejrzeniem, ponieważ ta droga prowadziła w szaleństwo. Zresztą całkiem spora jego dawka stała już wprost przed nim.

— Przykro mi to słyszeć, Owlswick. Właśnie dlatego…

Zawahał się i pomyślał: Dlaczego nie? Na mnie to podziałało.

— Właśnie dlatego chcę ci opowiedzieć o aniołach…

* * *

Ludzie uważali, że odkąd w mieście żyją Igory, częściej zdarzają się burze z piorunami. Piorunów już teraz nie było, ale deszcz padał, jakby miał do dyspozycji całą noc.

Część jego przelewała się nad butami Moista, który stał przed dyskretnymi drzwiami do banku i usiłował sobie przypomnieć pukanie fryzjersko-cyruliczne.

A tak. To był stary motyw i szedł tak: ra-ta-tat ta-ta-rat TATAT.

Albo, inaczej to ujmując: Golenie, strzyżenie… bez nóg!

Drzwi otworzyły się natychmiast.

— Mufę przeprofić za brak fkrzypienia, fir, ale zawiafy jakof nie chcą…

— Pomóż mi tylko z tym bagażem — poprosił Moist, zgięty pod ciężarem dwóch ciężkich pudeł. — To jest pan Jenkins. Możesz przygotować mu jakieś posłanie na dole? I może udałoby się trochę zmienić jego wygląd?

— Bardziej niż pan fobie wyobraża, fir — zapewnił uradowany Igor.

— Myślałem raczej o… powiedzmy… goleniu i strzyżeniu. Dasz sobie z tym radę, prawda?

Igor spojrzał na niego z wyrzutem.

— Jeft prawdą, że technicznie chirurg może przeprowadzać operacje gardłowe i czafkowe…

— Ale nie dotykaj jego gardła!

— Chcę powiedzieć, że tak, mogę go oftrzyc, fir.

— Kiedy miałem dziesięć lat, wycięli mi migdałki — oznajmił Owlswick.

— A chciałbyf nowe? — spytał Igor, szukając jakichś jasnych stron sytuacji.

— To wspaniałe światło! — wykrzyknął Owlswick, ignorując propozycję. — Jak w dzień!

— No to świetnie — ucieszył się Moist. — Teraz trochę się prześpij, Owlswick. Pamiętaj, co ci mówiłem. Rano zaprojektujesz pierwszy prawdziwy banknot jednodolarowy. Rozumiesz?

Owlswick kiwnął głową, ale jego myśli błądziły już gdzie indziej.

— Dogadaliśmy się, prawda? — upewnił się Moist. — Banknot tak dobry, że nikt inny nie zdoła takiego wydrukować. Pokazałem ci moje próbki, prawda? Oczywiście wiem, że potrafisz zaprojektować o wiele lepsze.

вернуться

5

Zapewne wybuchnęliby też śmiechem, gdyby ktoś powiedział „po suszy jest sucho”. W ogóle często wybuchali śmiechem.

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 90
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)