Świat finansjery [Making Money - pl]
- Автор: Пратчетт Теренс Дэвид Джон
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 978-83-7648-201-9
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Świat finansjery [Making Money - pl]». Краткое содержание книги:
Główny kasjer jest prawie na pewno wampirem. W piwnicy kryje się coś bezimiennego (a i sama piwnica jest raczej bezimienna). Okazuje się też, że Królewska Mennica przynosi straty. Trzystuletni mag zaczepia jego dziewczynę, a jemu samemu grozi ujawnienie mrocznej przeszłości, choć Gildia Skrytobójców może załatwić go wcześniej. Prawdę mówiąc, bardzo wielu ludzi chciałoby widzieć go martwym. Aha... I codziennie musi wyprowadzać prezesa na spacer. Gdzie nie spojrzy, pojawiają się nowi wrogowie.
Czy znajdzie swoje miejsce w tym nowym ŚWIECIE FINASJERY?
— Gdzie ją znaleźliście?
— Na strychu, wciśniętą za zbiór suszonych żab. Podejrzewamy, że ludzie już wiele lat temu zrezygnowali z prób jej uruchomienia. Oczywiście, działo się to jeszcze w epoce cieknących świec — wyjaśnił Myślak, wywołując niechętne prychnięcie kierownika studiów nieokreślonych. — Nowoczesna technomancja jest bardziej użyteczna.
— No dobrze — rzekł Moist. — A do czego ta gablota służy?
— Tego nie wiemy.
— A jak działa?
— Nie wiemy.
— Skąd się wzięła?
— Nie wiemy.
— No cóż, to już chyba wszystko — stwierdził sarkastycznie Moist. — A nie, jeszcze jedna sprawa: co to takiego? I muszę zapewnić, że w napięciu czekam na wyjaśnienie.
— Być może, zadaje pan niewłaściwy rodzaj pytania. — Myślak pokręcił głową. — Technicznie wydaje się, że to klasyczna Sakwa bez Dna, ale mająca n wylotów, gdzie n jest liczbą elementów w jedenastowymiarowym wszechświecie, które nie są obecnie żywe, nie są różowe i mieszczą się w sześciennej szufladzie o krawędzi 14,14 cala, podzielone przez P.
— Co to jest P?
— To chyba niewłaściwy rodzaj pytania.
— Kiedy byłam małą dziewczynką, to było zwykłe magiczne pudełko — wtrąciła z rozmarzeniem Adora Belle. — Stała w pokoju o wiele mniejszym i była w niej skrzynka ze stopą golema w środku.
— A tak, trzecia iteracja — stwierdził Myślak. — W tamtych czasach nie potrafili się posunąć o wiele dalej. Teraz oczywiście mamy rekursję kontrolowaną i docelowe zwinięcia, które skutecznie redukują boczne rozskrzynkowania do 0,13 procent, dwunastokrotna poprawa w stosunku tylko do zeszłego roku!
— To wspaniale! — zawołał Moist, czując, że przynajmniej tyle może zrobić.
— Czy panna Dearheart chciałaby znowu zobaczyć ten przedmiot? — spytał Myślak, zniżając głos.
Adora Belle nadal wpatrywała się przed siebie rozmarzonym wzrokiem.
— Chyba tak — odpowiedział Moist. — Ona uwielbia golemy.
— I tak mieliśmy już dzisiaj zwijać — wyjaśnił Myślak. — Nie zaszkodzi, jeśli po drodze zajrzymy do stopy.
Wziął z ławy wielki megafon i przyłożył go do ust.
— PANOWIE, GABLOTA ZAMYKA SIĘ ZA TRZY MINUTY! WSZYSTKICH BADACZY POPROSZĘ DO STREFY BEZPIECZEŃSTWA! BĄDŹCIE GOTOWI ALBO KWADRATOWI!
— Bądźcie gotowi albo kwadratowi? — zdziwił się Moist, gdy Myślak opuścił megafon.
— Och, parę lat temu ktoś zignorował ostrzeżenie i… no, kiedy gablota się zwinęła, czasowo stał się osobliwością.
— To znaczy skończył wewnątrz czternastocalowego sześcianu? — zapytał przerażony Moist.
— W większości. Słuchajcie, naprawdę będziemy bardzo zadowoleni, jeśli nikomu nie powiecie o gablocie. Dziękuję. Wiemy, jak jej używać, choć może nie jest to sposób, w jaki miała być używana. Nie wiemy, do czego służy, jak pan to ujął, ani kto ją zbudował, ani nawet czy to całkowicie niewłaściwe pytania. Nic wewnątrz nie jest większe niż czternaście na czternaście cali, ale nie mamy pojęcia, dlaczego tak jest, kto decyduje, co uznać za osobliwość i dlaczego. A już na pewno nie wiemy, czemu nie zawiera niczego różowego. Wszystko to jest bardzo krępujące. Potrafi pan chyba dochować tajemnicy, panie Lipwig?
— Zdumiałby się pan.
— Tak? A czemu?
— To niewłaściwy rodzaj pytania.
— Ale wiecie o gablocie coś bardzo ważnego — stwierdziła Adora Belle, jakby nagle się obudziła. — Wiecie, że nie była zbudowana przez ani dla dziewczynki w wieku od czterech do powiedzmy jedenastu lat.
— A skąd to wiemy?
— Nic różowego. Możecie mi wierzyć. Żadna dziewczynka z tej grupy wiekowej nie odpuściłaby różowego.
— Jest pani pewna? To cudowne! — Myślak zapisał coś w notatniku. — Na pewno warto to wiedzieć. No to może chodźmy po stopę, dobrze?
Dosiadający mioteł magowie zaczęli już lądować. Myślak odchrząknął i sięgnął po megafon.
— WSZYSCY NA ZIEMI? ŚWIETNIE! HEX, BĄDŹ TAK DOBRY I ZACZNIJ ZWIJAĆ, PROSZĘ!
Przez chwilę panowała cisza, a potem w pobliżu sklepienia zaczął narastać stłumiony grzechot. Brzmiał tak, jakby bogowie tasowali drewniane karty, mające przypadkiem milę wysokości.
— HEX to nasza maszyna myśląca — wyjaśnił Myślak. — Bez niego w ogóle trudno byłoby nam badać pudło.
Grzechot stawał się coraz głośniejszy i szybszy.
— Mogą was zaboleć uszy. — Myślak podniósł głowę. — HEX stara się kontrolować prędkość, ale wentylatory potrzebują skończonego czasu, żeby wpompować do pokoju powietrze. WIDZICIE, OBJĘTOŚĆ GABLOTY ZMIENIA SIĘ BARDZO SZYBKO!
Ostatnie słowa wykrzyczał na tle łoskotu kolapsujących szuflad. Trzaskały o siebie o wiele za prędko, by oko mogło prześledzić, jak cała struktura kurczy się, zsuwa i zapada do rozmiarów domu, szopy, a w końcu, pośrodku rozległej przestrzeni — chyba że był to jakiś rodzaj czasu — stała się niedużą lśniącą szafką głębokości mniej więcej półtorej stopy. Stała na czterech przepięknie rzeźbionych nogach.
Drzwiczki gabloty się zatrzasnęły.
— Powoli rozwiń do eksponatu 1109 — polecił Myślak wśród dzwoniącej ciszy.
Drzwiczki się otworzyły. Wysunęła się szuflada.
I wysuwała się dalej.
— Proszę za mną — zaprosił ich Myślak, zmierzając w jej stronę. — To stosunkowo bezpieczne.
— Eee… Szuflada długości pięćdziesięciu sążni wysunęła się z szafki czternaście na czternaście cali — powiedział Moist, na wypadek gdyby tylko on to zauważył.
— Tak. To właśnie się dzieje — przyznał Myślak, kiedy szuflada cofnęła się mniej więcej o połowę. Jej boczna ścianka była rzędem szuflad. Czyli szuflady otwierały się… w szufladach. Oczywiście, myślał Moist, w jedenastowymiarowym wszechświecie jest to może niewłaściwy rodzaj myśli.
— To taka łamigłówka jak piętnastka — uznała Adora Belle. — Ale ma o wiele więcej kierunków przesuwania.
Zmrużyła oczy. Od dziesięciu minut nie zapaliła papierosa.
Długa szuflada wysunęła kolejną szufladę, pod kątem prostym. A wzdłuż niej tkwiły — tak jest — następne szuflady. Jedna z nich wydłużała się powoli.
Moist zaryzykował i postukał w coś, co wydawało się całkiem normalnym drewnem. I wydało z siebie całkiem normalny odgłos.
— Czy powinienem się martwić tym, że właśnie widziałem, jak szuflada przesuwa się przez inną szufladę? — zapytał.
— Nie — uspokoił go Myślak. — Gablota stara się nadać czterowymiarowy sens czemuś, co dzieje się w jedenastu, a może w dziesięciu wymiarach.
— Próbuje? Myśli pan, że jest żywa?
— Aha! Oto właściwy rodzaj pytania.
— Ale założę się, że odpowiedzi nie znacie.
— Ma pan rację. Jednak musi pan przyznać, że ciekawe jest pytanie, na które nie znamy odpowiedzi. Aha, tutaj mamy stopę. HEX, zatrzymaj i skolapsuj.
Szuflady złożyły się w siebie w serii trzasków o wiele krótszych i mniej dramatycznych niż poprzednio, pozostawiając gablotę skromną, antyczną i trochę krzywonogą. Stała na łapach z pazurkami — stolarska moda, która zawsze Moista irytowała. Czy naprawdę myśleli, że takie szafki biegają sobie po nocy? Chociaż ta może i biegała.
Drzwiczki gabloty były otwarte. Wewnątrz, ledwie się mieszcząc, tkwiła stopa golema, a przynajmniej większa jej część.