Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
Demony Leningradu [calibre 3.42.0] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony Leningradu [calibre 3.42.0]

Электронная книга - «Demony Leningradu [calibre 3.42.0]». Краткое содержание книги:

Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 86
Перейти на страницу:

Zbiegłem pospiesznie po schodach, odpychając od siebie wszelkie myśli niezwiązane ze sprawą seryjnego mordercy. Bo nietrudno zgadnąć, że to właśnie nim zainteresowany jest Genkom.

Po półgodzinnej jeździe zatrzymaliśmy się przed siedzibą NKWD. Poliakow czekał już na mnie przed wejściem.

– Idziemy! – zakomenderował.

Pozwoliłem mu się porządzić – w końcu to on grał pierwsze skrzypce w tym przedstawieniu, no i do bicia, jakby co, także będzie pierwszy...

Oddaliśmy broń ochronie i pomaszerowaliśmy do gabinetu Berii. Generalny Komisarz wyglądał na zmęczonego, ogromne biurko, za którym siedział, zawalone było stertami papierów: mapy Moskwy, materiały operacyjne, teczki personalne... Nie wyglądało to najlepiej, świadczyło o wadze sprawy.

– Siadajcie! – warknął, ignorując nasze pozdrowienia.

Usiedliśmy.

– Co zdążyliście ustalić, towarzyszu pułkowniku? – Beria wbił spojrzenie zaczerwienionych z niewyspania oczu w Poliakowa.

– Obu zabójstw dokonała ta sama osoba. Prawdopodobnie szczupły mężczyzna wzrostu około metr siedemdziesiąt, noszący trzydziesty ósmy numer buta.

– Skąd wzięliście ten wzrost? – zapytał natychmiast Beria.

– Ustalono go na podstawie specjalistycznych badań związanych z umiejscowieniem i charakterem zadanych ran. To pewne – zameldował milicjant zwięźle.

– Czy sposób dokonania obu morderstw wskazuje na przeszkolenie wojskowe zabójcy?

No, no... W ten sposób dochodzimy do strefy odpowiedzialności kontrwywiadu, a może i wojennoj razwiedki.

– Nie – odparł bez namysłu Poliakow. – Nic nie wskazuje na to, że sprawca posiada jakieś specjalne umiejętności. Jednak z drugiej strony...

– Tak?

– Sam fakt dokonania tych przestępstw, zabicia takich, a nie innych osób, nonszalancja mordercy, wreszcie fakt, że pozostawił on za sobą masę sprzecznych tropów, zastanawiają. Bo on musiał wiedzieć, że rzuca wyzwanie nie tylko milicji, ale i organom bezpieczeństwa. A mimo to prowokował, zostawił swój podpis i myślę, że...

– Słucham! – ponaglił go niecierpliwie Beria.

– Myślę, że on nie ma zamiaru na tym poprzestać – dokończył Poliakow, przełykając nerwowo ślinę.

– Więc będzie chodził sobie po Moskwie i mordował prominentnych członków partii?! Kiedy schwytacie tego gnoja?! – ryknął Genkom. – Towarzysz Stalin nadał tej sprawie absolutny priorytet! Jeśli w najbliższym czasie nie powstrzymamy zabójcy, polecą głowy! Zgadnijcie, czyja będzie pierwsza?!

Zakląłem w duchu – że też zawsze muszę mieć takie kurewskie szczęście: jak nie kanibale w Leningradzie, to seryjny morderca w Moskwie... I jak zwykle rezultatów oczekuje się na przedwczoraj, bo jeśli sprawa nie zostanie rozwiązana raz‍-dwa, towarzysz Stalin będzie niezadowolony. A nikt, nawet Beria, nie ma ochoty tłumaczyć się Głównodowodzącemu.

Musiałem się poruszyć, bo Generalny Komisarz zaszczycił uwagą moją osobę.

– A wy? Co wy tu robicie, majorze? Wiecie, że towarzysz Poliakow zażyczył sobie waszego udziału w śledztwie?

– Tak jest!

– I co wy na to? Macie na pewno swoje obowiązki, generał Panfiłow pozostawił co prawda decyzję w mojej gestii, ale zaznaczył, że być może dla dobra aktualnej operacji będziecie musieli odmówić.

Głos Genkoma złagodniał, zdawało się, że rzeczywiście obchodzi go moje zdanie. Spojrzałem w załzawione, podbiegłe krwią oczy mojego rozmówcy. Błyszczały jak wilcze. Tak, już to widzę – towarzysz Stalin rozkazuje rozwiązać sprawę jak najszybciej i za wszelką cenę, zapewne motywując wszystkich zainteresowanych, nie wyłączając Generalnego Komisarza, na swój sposób, to znaczy grożąc, że nieudolni zostaną ukarani – a komisarz Beria troszczy się o majora Razumowskiego... Jak to mawiają nasi sojusznicy Amerykanie? Bullshit, ot co! Jeśli odmówię, moja głowa potoczy się pierwsza i tyle. Dla przykładu.

– Jestem żołnierzem – odpowiedziałem. – Idę tam, gdzie skierują mnie dowódcy i partia.

– Rozumiem, że zgłaszacie się na ochotnika, z entuzjazmem? – uniósł brwi Beria.

Mimo woli parsknąłem śmiechem. Na ochotnika, dobre sobie...

– Przepraszam najmocniej, towarzyszu Generalny Komisarzu – wymamrotałem. – To nerwy. Jestem zmęczony i, rzecz jasna, wolałbym odpocząć, ale jak trzeba, to trzeba. Mamy wojnę. I nie ja jeden przecież – wzruszyłem ramionami – mam pod górkę.

Komisarz spojrzał na rozbebeszone papiery, najwyraźniej wziął to do siebie. Myślałem, że oberwie mi się za spoufalanie, choć za jasną cholerę nie miałem takiego zamiaru, ale zamiast tego Genkom przytaknął mi ruchem głowy. Czyżby uznał to za komplement?

– Macie rację, towarzyszu – westchnął. – Wojna! Cieszę się, że będziecie z nami współdziałać w śledztwie – oznajmił niemal przyjacielskim tonem. – Co proponujecie?

– Trzeba za wszelką cenę i jak najszybciej ustalić tożsamość sprawcy lub sprawców.

– Sprawców?!

– Istnieje możliwość – odchrząknąłem niepewnie – że morderca miał pomocników.

– Niby z jakiej racji?

– Zapewne dom Sincewa był pod szczególnym nadzorem milicji... – zacząłem.

– Akurat! – wycedził Beria. – Gdyby tak było, towarzysz Sincew żyłby teraz!

– Nie jestem fachowcem w tej dziedzinie – powiedziałem ostrożnie. – Pułkownik Poliakow byłby tu bardziej kompetentny, jednak...

– Kontynuujcie – ponaglił mnie Genkom.

– Chodzi o to, że chociaż przed domem raczej nie było wartownika, jak przypuszczam, nie życzył sobie tego sam Sincew, okolicę na pewno patrolowano częściej niż inne rejony. Tak więc jedna osoba nie mogła dokonać zbrodni. Nawet jeśli zabójcą jest mężczyzna, o którym mówił pułkownik Poliakow, ktoś musiał mu pomagać, obserwować ulicę, zapewnić transport.

– Jaki transport?

– Sincew mieszkał w prominenckiej dzielnicy, wątpliwe, że zabił go ktoś z sąsiadów. Tak więc po dokonaniu zbrodni morderca musiał jak najszybciej zniknąć. Przypuszczam, że dysponował samochodem.

– Przypuszczacie, majorze? Tylko na to was stać? – burknął znowu niezadowolony Beria.

– To przypuszczenie, bo przecież nie znaleźliśmy jeszcze auta, którym poruszał się morderca, nie mamy nawet świadków, jednak graniczy ono z pewnością – wyjaśniłem. – W takich rejonach ulice są naprawdę sumiennie patrolowane, no i nic dziwnego, mieszkają tam przecież prominenci. Morderca musiał wiedzieć, że może natknąć się na patrol, a w takim razie na pewno zabezpieczył sobie jakiś środek transportu na wypadek konieczności ucieczki. Tak więc stawiałbym na to, że dysponował samochodem i nie był sam, co mocno ogranicza jego przewagę.

– A to w jaki sposób?

– Trudno znaleźć maniaka, który działa w pojedynkę. Dużo łatwiej wytropić grupę dysponującą samochodem. Przypuszczam też, że i ludzie łatwiej zapamiętają przejeżdżający wóz niż samotnego przechodnia.

– Kiedy dokonano morderstwa?

– W nocy – włączył się Poliakow. – Lekarz twierdzi, że pomiędzy północą a piątą rano.

– Dobry chociaż ten lekarz?

– Najlepszy – stwierdził z przekonaniem milicjant. – Jednak jest pewien problem, jeśli chodzi o jego dalszy udział w śledztwie...

– Przecież otrzymaliście prawo dołączenia do grupy śledczej wszelkich potrzebnych wam specjalistów! Jeżeli ten medyk jest wam niezbędny, to go po prostu weźcie!

– Problem polega na jego przeszłości – odparł z wahaniem Poliakow. – Śledztwo zostało określone jako tajne, a doktor Nikonow ma ograniczony dostęp do akt. Wolałbym mieć wasze zezwolenie, towarzyszu Generalny Komisarzu, na włączenie go do zespołu.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)