Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
Demony Leningradu [calibre 3.42.0] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony Leningradu [calibre 3.42.0]

Электронная книга - «Demony Leningradu [calibre 3.42.0]». Краткое содержание книги:

Demony Leningradu [calibre 3.42.0]
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 86
Перейти на страницу:

– Przechodząc do rzeczy...

– Nasz wspólny znajomy wprowadził mnie w detale. Rzecz jest trudna, choć możliwa do wykonania.

Odetchnąłem z ulgą – wreszcie miałem pewność, że nie marnuję czasu na darmo.

– Kiedy będę mógł odebrać papiery?

– Zajmie mi to nie mniej niż półtora miesiąca, może dwa.

– To za długo – zaprotestowałem. – Te dokumenty są mi potrzebne w ściśle określonym celu. Jeżeli nie będę ich miał, kiedy... – urwałem, zagryzając wargi. – Przydatność papierów jest związana z konkretną, a jeszcze mi nieznaną datą – kontynuowałem po chwili milczenia. – Jeśli otrzymam je choć o dzień później, cała robota pójdzie na marne!

Tym razem stary spojrzał na mnie, ale uparcie pokręcił głową.

– Nie da rady! – zapewnił. – Mam co prawda na miejscu cały sprzęt, ale potrzebne komponenty trzeba dopiero sprowadzić: czyste blankiety, wzory podpisów, pieczęcie...

– A gdybym dopłacił?

– Nie da rady! – powtórzył z naciskiem. – Trzeba czasu, żeby to wszystko zdobyć. A jedną trzecią całej kwoty i tak musi pan założyć z góry, żebym mógł opłacić... pomocników.

– W porządku – oznajmiłem po namyśle. – Dwa miesiące to dwa miesiące. Pieniądze przyniosę jutro. Tylko...

– Tak?

– To znaczna kwota. I w złocie, w sam raz na wojenne czasy. Dlatego ostrzegam: gdyby ktoś chciał mnie oszukać, będę bardzo, ale to bardzo niezadowolony. Rozumiemy się?

Podszedłem do lady, wbiłem wzrok w starego. Antykwariusz przełknął nerwowo ślinę, przytaknął energicznie.

– Nie ma obawy – zapewnił. – Ostatnie, czego bym sobie życzył, to narazić się komuś takiemu jak wy. Niewiele mi już życia zostało, chciałbym je spędzić w spokoju.

– To zdrowe podejście – pochwaliłem. – Pieniądze przyniosę przed południem. Może być?

Uzyskawszy zgodę mężczyzny, ruszyłem na Arbat. Miałem do pogadania z panną Turkuł. Kilka dni temu generał Panfiłow poinformował, że moja wycieczka odwlecze się w czasie. Ponieważ nie wiadomo, kiedy otrzymam sygnał wyjazdu, a musiałem pozostawać w stałej gotowości, nie można było przydzielić mi żadnych konkretnych obowiązków. W związku z tym wraz z całą grupą oddelegowano mnie do szkolenia narybku. Z Pietką i Timą nie było problemu – daj Panie Boże każdemu takich instruktorów. Nieco inaczej przedstawiała się sprawa Wiery. Dziewucha była co prawda utalentowana, tyle że brakowało jej praktyki. No ale w końcu uczestniczyła w dwóch operacjach bojowych, za ostatnią awansowano ją do stopnia sierżanta. Wreszcie: prikaz to prikaz. Ma uczyć? Znaczy będzie uczyć! Tak czy owak, musiałem z nią porozmawiać, być może sprawdzić kwalifikacje. Na co dzień trenowali z nią Drozd i Kotuszew, kontrolowałem ich ćwiczenia sporadycznie, wiedziałem, że panna Turkuł jest w dobrych rękach. Obaj wyłazili ze skóry, aby przekazać jej całą swoją wiedzę: po ostatniej akcji Wiera stała się pełnoprawnym członkiem grupy.

Przetarłem czoło, dzień był gorący, nic dziwnego – lato. Zjadłoby się lody... Niestety, na „Eskimo” przyjdzie jeszcze poczekać. Na razie priorytetem stała się broń i amunicja, jak trafiło się coś słodkiego, to jedynie z amerykańskich dostaw. Razumowski, Razumowski, we łbie ci się przewraca. W Leningradzie żrą teraz błokadnyj chlieb z dodatkiem słonecznikowych wytłoczyn i brzozowej kory. Wzdrygnąłem się, jakby sięgnął mnie lodowaty podmuch, wiedziałem, że w Leningradzie jedzą nie tylko chleb, bywa, że i ludzkie mięso... Miałem nadzieję, że teraz, w lecie, śmiertelność spadnie. Niestety, za kilka miesięcy nadejdzie kolejna zima. Niemcy nie zdobędą Leningradu, byłem tego pewien – zbyt silna obrona, ale i nasi nie dadzą rady odblokować miasta: Armia Czerwona walczyła o życie. Zanosiło się na obustronny długotrwały pat. Ilu mieszkańców przetrwa oblężenie? Ile dzieci w DietDomach? Ech, też mi się zebrało na rozmyślania.

Wszedłem w bramę, odetchnąłem z ulgą w rzucanym przez mury cieniu. Od razu poczułem się lepiej: zrobię niespodziankę pannie Turkuł i staruszkom, może napiję się babcinego bimberku? Taaak, w Moskwie nawet podczas wojny można sobie zorganizować drobne przyjemności...

Najpierw usłyszałem męski, przepity bas. Jego właściciel wymyślał komuś od szczurów tyłowych. Później doszedł mnie głos Wiery. Sądząc po tonie, dziewczyna była naprawdę wściekła. No, no – czyżby jakieś problemy? Jeśli tak, to można powiedzieć, że zjawiłem się w samą porę.

– Nie chcesz płacić?! Znowu?!

Przez dobrą chwilę zastanawiałem się, o jaką zapłatę idzie – ach, ta moja zwyrodniała wyobraźnia! – wreszcie przypomniałem sobie, że przecież staruszki nie rozdają samogonu darmo. Któraś wspominała, że bywają klienci, którzy nie traktują serio swoich zobowiązań płatniczych. Widać panna Turkuł postanowiła uregulować tę kwestię.

Wiera nie zauważyła, że na scenie pojawił się nowy aktor, szerokie plecy awanturującego się mężczyzny zasłaniały mnie przed wzrokiem dziewczyny.

– Nie dostaniesz ani kropli, dopóki nie zapłacisz za ostatni raz!

– Ja ci, suko, zapłacę!

Chytrym, niemal niesygnalizowanym ciosem pijak walnął dziewczynę w twarz, po czym cisnął niczym workiem zboża. Wiera – jak na treningach – przyciągnęła brodę do piersi, uderzyła w ścianę plecami, starając się zamortyzować wstrząs, ale i tak aż zadudniło.

– Teraz zobaczysz...

Zaniepokojony postąpiłem krok naprzód, jeśli facet ją uszkodzi, będę miał problemy. Na szczęście panna Turkuł nie czekała na dalszy ciąg demonstracji. Trzasnęła gościa otwartymi dłońmi w uszy, poprawiła łokciem w gardło. Kiedy upadł, z mściwym warknięciem dołożyła kopa w jaja. Mężczyzna skulił się w pozycji embrionalnej, niemrawo zasłaniając rękoma. Wyglądało, że na dzisiaj zakończył swój występ, cóż: rozerwane bębenki to paskudna sprawa, a i jajca pewnie bolą...

Dziewczyna wyczekała, aż napastnik spróbuje się podnieść, i brutalnym podcięciem posłała go ponownie na posadzkę. No, no, rozhulała mi się panna Turkuł. Chyba już miałem koncepcję, do czego ją wykorzystać. Odchrząknąłem, kiedy uniosła pięść do kolejnego uderzenia. W sumie facet nic mnie nie obchodził, ale jeśli dziewczyna przesadzi, trzeba będzie coś zrobić z trupem, a tu gorąco, cholera... No i wypadałoby wziąć pod uwagę staruszki, pewnie nie byłyby zachwycone, gdyby ich podopieczna zatłukła jednego z klientów. Pomijając wszystko inne, mogłoby się to odbić na prowadzonym przez starsze panie handelku.

– Komandir!

– On ma chyba dosyć – zauważyłem.

– Nie zapłacił – poinformowała mnie ponuro. – I popchnął Marię Aleksandrownę.

– W najbliższym czasie nikogo nie popchnie – stwierdziłem sucho, przypatrując się mężczyźnie.

Gość popiskiwał jak skrzywdzony szczeniaczek, między palcami obejmujących głowę dłoni pojawiła się krew. Znaczy miałem rację: bębenki poszły w pizdu... Obszukałem go pobieżnie, wyjąłem portfel.

– Ile był winien?

– Sto dwadzieścia rubli.

Odliczyłem pieniądze, resztę wcisnąłem mu do kieszeni.

– To co? Zaprosisz mnie w gości?

– A potrzebujecie specjalnego zaproszenia? Wy, komandir, macie zaproszenie – zastanowiła się – permanentne.

– Staruszki dały ci jakąś szemraną literaturę? – Zmarszczyłem brwi.

– Nie. – Zaczerwieniła się. – Tylko słownik.

Przestępując przez leżącego, nadepnąłem mu na prawą dłoń, okręciłem się na pięcie. Chrupnęło. Zmiażdżone palce to nic wielkiego, zagoją się raz-dwa. Tyle że później trudno wymachiwać czymkolwiek cięższym od ołówka. No i na pewno nasz pijaczek nikogo nie będzie w stanie uderzyć tą ręką. Cóż, jak to mówią: nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka...

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)