Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Niezwyciężony [Invincible - pl]
Niezwyciężony [Invincible - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niezwyciężony [Invincible - pl]

Электронная книга - «Niezwyciężony [Invincible - pl]». Краткое содержание книги:

Admirał John Black Jack Geary został wybudzony z hibernacji, by poprowadzić flotę Sojuszu do walki ze Światami Syndykatu. Jego przełożeni zaczęli jednak kwestionować lojalność admirała wobec rządu. Zlecono mu więc, jako głównodowodzącemu Pierwszą Flotą, wyprawę poza granice syndyckiej przestrzeni, wysłano na misję, z której ani on, ani tym bardziej służący pod nim ludzie nie powinni wrócić…
Spotkanie z Obcymi, zwanymi enigmami, potwierdziło obawy Geary’ego. Zaatakowany bez ostrzeżenia rozkazał swoim okrętom skoczenie do kolejnego systemu, gdzie trafił na celownik armady należącej do innej, równie wrogiej rasy. Istoty te, ignorując wezwania pokojowo nastawionych ludzi, wysłały z niewyobrażalnie potężnej fortecy strzegącej punktu skoku setki samobójców. Po ich pokonaniu Geary staje przed kolejnym, jeszcze poważniejszym problemem. Jak opuścić ten system, nie ponosząc przy tym gigantycznych strat. Musi jednak stąd odlecieć, choć za kolejną studnią grawitacyjną mogą na niego czekać enigmowie…
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 102
Перейти на страницу:

— Co się dzieje? — zapytała Desjani.

— Będą wysadzać wewnętrzne grodzie, żeby dostać się dalej — wyjaśnił Geary.

— To dlatego czopowali wszystkie otwory wybite w poszyciu i zakładali w nich awaryjne śluzy? Trafili już na jakichś zeków?

— Nie. — Geary obserwował setki zminiaturyzowanych przekazów, gdy komandosi zaczęli się przebijać przez grodzie do sąsiednich pomieszczeń i korytarzy. — Pusto.

Na razie komandosi nie natrafili na ślad załogi superpancernika. Szli więc grupkami w głąb korytarzy, które choć znacznie niższe i węższe od tych, jakie znajdowały się na okrętach budowanych przez ludzi, pozwalały stanąć dwóm żołnierzom ramię w ramię. Mniejsze boczne odnogi krzyżowały się z ciągami głównymi, tworząc siatkę, także bardzo podobną do tej, którą stosowali ludzie. Wszędzie znajdowały się zawieszone pod sklepieniem przewody i rury, którymi transportowano powietrze. Teraz służyły komandosom jako dodatkowe uchwyty, dzięki którym mogli poruszać się szybciej przy zerowej grawitacji. W miarę upływu czasu oddziały korpusu docierały do kolejnych pomieszczeń, rozdzielając się coraz bardziej, by sprawdzić teren we wszystkich kierunkach, także na niższych i wyższych pokładach.

— Wypatrujcie czegoś, co wygląda jak sterownia, pomieszczenia reaktora albo mostek — napominał swoich ludzi major.

— Wszystko tu wygląda tak samo — odparł sfrustrowany kapitan. — Wszędzie widać jakieś symbole, ale w niczym nie przypominają one naszego albo syndyckiego oznakowania.

— Brak wentylacji — zameldował kolejny oficer korpusu — choć powietrze jest w porządku. Zdatne do oddychania, mimo że ciśnienie jest nieco za niskie jak na nasze standardy. Niestety zekowie wyłączyli systemy wentylacyjne.

— Na pokładzie wraku powinno ich być kilka tysięcy — wymamrotał któryś z żołnierzy, przeczesując bronią kolejny pusty korytarz. — Gdzie się, u licha, podziali?

Na zminiaturyzowanych okienkach przed Gearym zapanował nagle totalny chaos. Komandosi w wielu miejscach naraz znaleźli odpowiedź na to pytanie.

Dziewięć

Komandosi sprawdzili niemal trzecią część wraku, zanim pojawili się przed nimi niespodziewanie zekowie atakujący w dziesiątkach miejsc naraz. Dziwnie opustoszałe do niedawna korytarze wypełniły krzyki i huk wystrzałów, gdy komandosi odpowiedzieli ogniem masie prących na nich krodźwiedzi.

— Mają na sobie pancerze!

— Uwaga! Z prawej!

— Durien dostał!

— Strzelać dalej!

— Jest ich zbyt wielu!

— Włazy w sufitach. Strzelają do nas z góry!

— Skończyły mi się granaty!

— Niech ktoś zabierze stąd Sierrę! Ona jeszcze żyje!

— A macie, sukinsyny!

Choć szło to wolno, kaprale i sierżanci zapanowali w końcu nad dyscypliną łączności. Komandosi zatrzymali się w miejscach, gdzie zastawiono na nich pułapki, i ostrzeliwali się gęsto w głąb korytarzy pełnych atakujących krodźwiedzi, których broń przypominała skrzyżowanie karabinu szturmowego z prostokątną tarczą.

— Kończy nam się energia i amunicja.

— Wycofać się. Wszyscy do tyłu!

— Zekowie używają ciał poległych jako tarcz! — darł się jeden z komandosów. — Popychają ich przed sobą! Nasze pociski grzęzną w tych ciałach i nie docierają do żywych wrogów!

— Wycofać się! — padł powtórny rozkaz. — Nie osłaniajcie się wzajemnie, tylko wiejcie wszyscy ile sił w nogach. Gdy nadejdą posiłki, ustanowimy nową linię obrony bliżej zewnętrznego pancerza. Wiać mi stamtąd!

Geary przyglądał się toczonej walce. Na jednym z ujęć widział pchany korytarzem wał usypany z ciał poległych krodźwiedzi. Spomiędzy zwłok wystawały gęsto lufy karabinów niesionych przez żywych Obcych, którzy zasypywali gradem kul wycofujących się komandosów.

Admirał przeglądał kolejne transmisje, próbując ustalić, jaki plan realizuje teraz Carabali. Wirtualna mapa superpancernika, którą miał na jednym z wyświetlaczy, wypełniała się cały czas kolejnymi szczegółami, więc bez problemu mógł obserwować wycofywanie się zaznaczonych na niej ikonami jednostek.

Dlaczego Carabali nakazała tak szybki i daleki odwrót? Oddawała tym sposobem cenny teren, który będzie trudno odzyskać, jeśli tym razem krodźwiedzie stworzą kolejne pułapki i linie obrony.

Ręka Geary’ego zawisła nad klawiaturą komunikatora. Czyżby Carabali wpadła w panikę? Powinienem ją zapytać, dlaczego zareagowała w taki właśnie sposób, dlaczego…

Kątem oka zauważył zamieszanie na okienkach pokazujących sytuację w jednej sekcji superpancernika. Komandosi na tym odcinku wycofali się w kierunku stanowisk, na których montowano właśnie ciężką broń, poza nową linię obrony, która — po zmasowanym ostrzale skutkującym przebiciem osłon z ciał i masakrą wśród pierwszych szeregów krodźwiedzi — także poszła w rozsypkę. Podobne sceny admirał widział też na pozostałych frontach tej bitwy, ale skupił uwagę na jednym z korytarzy, gdzie wycofujące się oddziały zostały zaatakowane ze wszystkich stron przez masy krodźwiedzi wylewających się z dołu, góry, bocznych korytarzy i z każdej dziury, w której człowiek nie mógłby się zmieścić.

Minutę później cały pluton zostałby odcięty i wybity, ale ludzie zdołali się wycofać wystarczająco blisko nowych pozycji, zza których ich towarzysze broni zasypali atakujących gradem kul, umożliwiając uciekającym przedarcie się przez wroga po stoczeniu zaciętej walki wręcz.

Geary cofnął dłoń. Ona wie, co robi. Generał Carabali zdała sobie sprawę z tego, co krodźwiedzie mogą osiągnąć, znając lepiej teren i mając przewagę liczebną. Zamiast utrzymywać pozycje i dać się okrążyć, wycofała swoich żołnierzy, zanim Obcy zdążyli przeprowadzić kontratak, ponosząc przy tym ogromne straty.

— Admirale? Czy pański komunikator działa jak trzeba? — zapytała Desjani tonem, który nie wróżył niczego dobrego jej oficerowi z działu łączności.

— Mój komunikator jest całkowicie sprawny — zapewnił ją Geary. — To ja się wahałem. Nieomal zapomniałem, że generał Carabali zna się na swojej robocie lepiej ode mnie.

Im dalej wycofywali się komandosi, tym szerszy stawał się front, którego musieli bronić. Carabali posłała jednak do akcji odwody i zgromadziła oddziały w okolicach głównych skrzyżowań, gdzie utworzono bastiony, z których żołnierze mogli prowadzić ostrzał z ciężkiej broni w niemal każdym kierunku, ilekroć rozpoczynało się natarcie krodźwiedzi. Pod tak zmasowanym ogniem, który wspierała także broń ręczna i naramienna komandosów, zwarte szeregi Obcych topniały w momencie, uniemożliwiając dotarcie do pozycji zajmowanych przez ludzi.

— Ilu ich tam jest, u licha? — wrzeszczał któryś z żołnierzy.

Niektóre zgrupowania krodźwiedzi zdołały dotrzeć aż do magazynów, z których rozpoczęto akcję abordażową, i zaatakowały pracujące tam oddziały inżynieryjne. Saperzy nie posiadali ciężkiej broni, jak ich koledzy z pierwszej linii, lecz braki te nadrabiali ładunkami wybuchowymi i innym sprzętem burzącym. Geary krzywił się, patrząc na piekło, jakie rozpętali saperzy, by pozbyć się nacierających na nich zeków. Te segmenty wrogiego okrętu z pewnością nie będą się do niczego nadawały, zwłaszcza dla tych, którzy chcieliby się dowiedzieć czegoś więcej o krodźwiedziach i ich technologii.

Admirał, przerażony rzezią, jaką urządzali atakującym ciężkozbrojni komandosi, nie potrafił oderwać wzroku od wyświetlacza, na którym nieprzeliczone rzesze Obcych wciąż szturmowały umocnione pozycje ludzi. W niektórych sektorach krodźwiedziom udało się dotrzeć aż do barykad. Upojeni sukcesem rzucali się masowo na obrońców, co groziło zadeptaniem komandosów. Geary widział, jak o wiele silniejsi od małych istot ludzie są obalani, a ich towarzysze broni cofają się pod naporem wroga. Ograniczeni ciasną przestrzenią pomiędzy barykadami nie mogli tylko strzelać, co też robili nieustannie, mimo że lufy ich blasterów rozgrzewały się już do białości.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)