Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Niezwyciężony [Invincible - pl]
Niezwyciężony [Invincible - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niezwyciężony [Invincible - pl]

Электронная книга - «Niezwyciężony [Invincible - pl]». Краткое содержание книги:

Admirał John Black Jack Geary został wybudzony z hibernacji, by poprowadzić flotę Sojuszu do walki ze Światami Syndykatu. Jego przełożeni zaczęli jednak kwestionować lojalność admirała wobec rządu. Zlecono mu więc, jako głównodowodzącemu Pierwszą Flotą, wyprawę poza granice syndyckiej przestrzeni, wysłano na misję, z której ani on, ani tym bardziej służący pod nim ludzie nie powinni wrócić…
Spotkanie z Obcymi, zwanymi enigmami, potwierdziło obawy Geary’ego. Zaatakowany bez ostrzeżenia rozkazał swoim okrętom skoczenie do kolejnego systemu, gdzie trafił na celownik armady należącej do innej, równie wrogiej rasy. Istoty te, ignorując wezwania pokojowo nastawionych ludzi, wysłały z niewyobrażalnie potężnej fortecy strzegącej punktu skoku setki samobójców. Po ich pokonaniu Geary staje przed kolejnym, jeszcze poważniejszym problemem. Jak opuścić ten system, nie ponosząc przy tym gigantycznych strat. Musi jednak stąd odlecieć, choć za kolejną studnią grawitacyjną mogą na niego czekać enigmowie…
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 102
Перейти на страницу:

— Zekowie walczą do ostatniej kropli krwi, a gdy widzą, że zaraz ich pokonamy, po prostu umierają. Nie wiemy, czy mają na sobie albo w pancerzach jakieś samobójcze mechanizmy, czy może chodzi raczej o psychiczne nastawienie. Zabijają też swoich rannych, jeśli widzą, że mogą wpaść żywcem w nasze ręce.

— Przodkowie, miejcie nas w swojej opiece.

Carabali się skrzywiła.

— Niech pan się nad tym zastanowi, admirale. Gdyby był pan krową i widział, jaki los spotyka inne osobniki pańskiego gatunku, które zostały schwytane, nie postąpiłby pan jak oni? Chronią swoich rannych przed znacznie gorszym losem. Moi ludzie wciąż przeszukują pola walki. Chcemy znaleźć zeków, którzy odnieśli tak poważne rany, że stracili przytomność i nie zostali dobici czy też raczej ocaleni przez swoich towarzyszy… — Carabali się zawahała. — A skoro o martwych wrogach mowa…. Admirale, po bitwach trzeba pogrzebać poległych przeciwników. W czasie ostatniej wojny różnie z tym bywało, mimo że naszym wrogiem byli ludzie, jednakże odkąd to pan objął dowodzenie, traktowaliśmy ciała z należytym szacunkiem. Ale teraz… Admirale, na pokładzie superpancernika jest mnóstwo ciał, nie mówiąc już o hektolitrach krwi unoszących się nad pobojowiskami. Niektórymi korytarzami nie sposób przejść. Nie uruchomiliśmy jeszcze wentylacji, ponieważ nie wiemy jak. Co mamy zrobić z zabitymi?

Jak zapewnić przyzwoity pochówek tylu poległym wrogom, zwłaszcza że większość z nich została rozerwana na strzępy? zaczął się zastanawiać Geary. Trzeba ich jakoś usunąć z pokładu superpancernika, inaczej jego pokłady zamienią się w ciągu kilku dni w prawdziwe piekło.

— Pani generał, potraktujemy szczątki jak najlepiej. Niech pani ludzie zajmą się uprzątaniem zwłok. Nasi lekarze prosili o przekazanie im kilku ciał do dalszych badań, ale wszystkie pozostałe proszę zgromadzić w jednej z ładowni. Gdy zapełnicie ją, otworzymy śluzy i wystrzelimy je w kosmos, tak by poleciały w kierunku tutejszej gwiazdy centralnej. Po oczyszczeniu ponownie zaczniecie napełniać ładownię.

— Tak jest. Potrzebowalibyśmy jednak pomocy ze strony marynarzy, jeśli ta robota ma iść szybko i sprawnie. To nie będzie łatwe zadanie, gdyż zwłok są całe stosy.

Geary pokręcił głową, przyjrzawszy się uprzednio statusom floty.

— Każdy marynarz, jakiego mam do dyspozycji, jest teraz zajęty naprawami własnych jednostek albo pomaga w usuwaniu szkód na innych okrętach. W pierwszej kolejności muszę zadbać o to, by cała flota odzyskała pełną zdolność bojową. — Kogo tu jeszcze mamy? zastanowił się w duchu. Starszych oficerów uwolnionych z obozu pracy na Dunai. Obywateli Światów Syndykatu, których więzili Enigmowie. Niewielu ich było w sumie, ale to i tak lepsze niż nic. — Zapytam, czy nie będzie ochotników wśród pasażerów naszych transportowców, sprawdzę też, czy nasze jednostki pomocnicze nie wygospodarują trochę sprzętu, który może odwalać sam taką robotę.

Carabali nie kryła zawodu, ale skinęła posłusznie głową.

— Rozumiem. Nikomu nie jest lekko, ale choćby kilkudziesięciu ludzi przysłanych do pomocy moim chłopcom może zrobić różnicę.

— Zadbam o to, pani generał.

* * *

Na zbadanie wraku trzeba było dwóch całych dni. Komandosi, w asyście niewielkich bezzałogowych sond, przeczesywali kolejno sekcje kadłuba, które następnie Carabali uznawała za oficjalnie zdobyte. Wcześniej jednak inżynierowie floty, tak bardzo potrzebni na remontowanych jednostkach, zostali oderwani od prac z myślą o pomocy w rozgryzieniu systemów sterowania, aby ludzie zyskali pewność, że nie czeka ich z tej strony żadna niespodzianka.

Dowódcy jednostek pomocniczych zaoferowali ekipom sprzątającym pół tuzina automatów odkażających — samobieżnych jednostek przeznaczonych do wprowadzania na skażone okręty bojowe. Mogły one wyssać krew unoszącą się w korytarzach, zmyć ją z grodzi, pokładów i sufitów, zebrać skrawki rozerwanych ciał, zwanych przez inżynierów odpadami biologicznymi, i dostarczać względnie nietknięte zwłoki krodźwiedzi do wybranych ładowni, znacznie odciążając zapracowanych komandosów. Podoficerowie floty i korpusu pełnili tam naprzemienne wachty, żegnając w uniwersalny sposób poległych Obcych przed wystrzeleniem ich w ostatnią drogę ku tutejszemu słońcu.

Komandosi znaleźli w zwałach trupów sześciu zeków, którzy wciąż żyli, ale odnieśli zbyt poważne rany, by mogli zachować przytomność. Przeniesiono ich do szpitala na „Mistralu”, gdzie przeszli kwarantannę i trafili w ręce lekarzy, którym kazano znaleźć jakiś sposób na ocalenie im życia.

— Co, u licha, zrobimy z tym wrakiem? — narzekała Desjani trzeciego dnia. Była wyczerpana, jak wszyscy wokół niej. — Zabierzemy go ze sobą?

— Tak. Musimy to zrobić.

— Ale jak?

To pytanie było już o wiele trudniejsze.

— Zapytam kapitana Smythe’a. — Admirał przetarł oczy, zdając sobie sprawę, jak bardzo jest otumaniony brakiem snu i zbyt długim przesiadywaniem na stanowisku dowodzenia, z którego nadzorował niemal wszystkie prace remontowe. — Do wszystkich jednostek. Zarządzam jutro dzień wolny. Wszyscy możecie odpocząć, odespać zmęczenie i naładować akumulatory. Na honor naszych przodków, mówił admirał Geary. Bez odbioru.

Desjani spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— Nie stać nas na dzień wolny.

— Wiem.

— W takim razie nie rozumiem…

— I o to chodzi — zaśmiał się. — Harujemy od tak dawna, że wszyscy jesteśmy skonani. Musimy odpocząć, trzeba nam resetu, abyśmy mogli pracować wydajniej.

Kapitan Smythe również zaprotestował:

— Moi ludzie nie potrzebują odpoczynku, admirale. Dając im wolne, tylko ich rozproszymy. Mogliby pracować jeszcze przez dwa albo i trzy dni.

— Chce pan powiedzieć, że pańscy podwładni są w tej chwili w pełni efektywni i pozostaną w tej kondycji jeszcze przez kilka dni? — zapytał Geary.

— To właśnie mówię. Zdaję sobie sprawę z tego, że wzrośnie częstotliwość halucynacji i nieracjonalnych zachowań, ale…

— Proszę dać im odpocząć, kapitanie. To rozkaz. Będę sprawdzał, czy nikt go nie łamie.

On sam, choć próbował zasnąć, nie miał szans na dłuższe leniuchowanie.

— Proszę o pozwolenie na prywatną rozmowę — obwieścił kapitan Badaya, gdy jego hologram pojawił się w kajucie admirała. Wyglądał przy tym na bardziej przygaszonego niż kiedykolwiek.

— Udzielam. Proszę siadać, kapitanie.

— Dziękuję, admirale. — Badaya opadł na fotel we własnej kajucie i pochylił się do przodu, opierając łokcie na kolanach. — Otrzymał pan już mój oficjalny raport dotyczący ostatnich działań?

— Tak. Nie oszczędzał się pan.

— A powinienem? — Badaya wyprostował plecy. — Schrzaniłem to. Nie mogłem przewidzieć, że „Tytan” straci część napędu w najgorętszym momencie starcia. Nie mogłem przewidzieć również, że „Niesamowity” zostanie trafiony w jedną z głównych dysz, a „Znamienitemu” w tym samym czasie padną tarcze, ale powinienem był zareagować na to wszystko lepiej i szybciej. Gdyby nie kapitan Jane Geary, większość okrętów mojego zgrupowania zostałaby zniszczona, a reszta poważnie uszkodzona.

— Kapitan Jane Geary zdecydowała się na ruch, który miał małe szanse powodzenia, ale jakimś cudem dopięła swego — zauważył admirał.

— Podjęła naprawdę dobrą decyzję — upierał się Badaya. — Byłem zajęty kombinowaniem, jak ocalić całą formację, co jak pan dobrze wie, było niemożliwe, ale ona zrozumiała o wiele szybciej, że w tej sytuacji trzeba będzie poświęcić część okrętów. A teraz dotarło do mnie, że pan nie upokarza publicznie oficerów, nawet tych, którzy na to zasługują. Obaj doskonale znamy kilku takich. Ale nie to chciałem powiedzieć. Ma pan moje słowo, że nie będę protestował, jeśli postawi pan innego oficera na czele podformacji, do której będzie należał mój liniowiec. Wiem, że wszyscy koledzy potraktują to jak degradację, ja jednak nie sprawdziłem się na tak wysokim stanowisku. Może z czasem dojdę do tego, jak panować nad dużymi zgrupowaniami okrętów. Jeśli uzna pan to za stosowne, jestem także gotów oddać dowodzenie szóstym dywizjonem liniowców kapitanowi Parrowi z „Niesamowitego”. Nie ma może aż tak dużego doświadczenia jak ja, ale to dobry i utalentowany oficer.

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)