Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Niezwyciężony [Invincible - pl]
Niezwyciężony [Invincible - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niezwyciężony [Invincible - pl]

Электронная книга - «Niezwyciężony [Invincible - pl]». Краткое содержание книги:

Admirał John Black Jack Geary został wybudzony z hibernacji, by poprowadzić flotę Sojuszu do walki ze Światami Syndykatu. Jego przełożeni zaczęli jednak kwestionować lojalność admirała wobec rządu. Zlecono mu więc, jako głównodowodzącemu Pierwszą Flotą, wyprawę poza granice syndyckiej przestrzeni, wysłano na misję, z której ani on, ani tym bardziej służący pod nim ludzie nie powinni wrócić…
Spotkanie z Obcymi, zwanymi enigmami, potwierdziło obawy Geary’ego. Zaatakowany bez ostrzeżenia rozkazał swoim okrętom skoczenie do kolejnego systemu, gdzie trafił na celownik armady należącej do innej, równie wrogiej rasy. Istoty te, ignorując wezwania pokojowo nastawionych ludzi, wysłały z niewyobrażalnie potężnej fortecy strzegącej punktu skoku setki samobójców. Po ich pokonaniu Geary staje przed kolejnym, jeszcze poważniejszym problemem. Jak opuścić ten system, nie ponosząc przy tym gigantycznych strat. Musi jednak stąd odlecieć, choć za kolejną studnią grawitacyjną mogą na niego czekać enigmowie…
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 102
Перейти на страницу:

Carabali też to widziała. Na polu walki pojawiło się więc jeszcze więcej komandosów, wchodzących na pokład wraku tak szybko jak to tylko możliwe przez prowizoryczne śluzy powietrzne. Formowano z nich grupy uderzeniowe, które posyłano do najbardziej zagrożonych korytarzy, by atakowali od tyłu zaskoczonych zeków.

Tym sposobem udało się kolejno oswobodzić wszystkie posterunki. Gdy zakończono tę fazę operacji, przystąpiono natychmiast do kolejnego szturmu i rozgoniono przeciwnika, nie dając mu szansy na ponowne skoncentrowanie sił i uderzenie na odizolowane umocnienia.

W końcu ataki na barykady zaczęły słabnąć, najpierw w jednym miejscu, potem w innym, aż wreszcie ustały całkowicie. Gdy w korytarzach zapadła cisza, wszyscy mieli wrażenie, że wróg odstąpił tylko na chwilę, by odsapnąć i przygotować się do kolejnego szturmu. Wtedy Carabali wydała następne rozkazy i komandosi wyszli zza barykad i innych umocnień, wysadzając gródź za grodzią, by ominąć korytarze zapchane ciałami poległych Obcych.

— Twarde dranie — mruknął jeden z żołnierzy korpusu, obchodząc zwał nieruchomych krodźwiedzi. Ich pancerze były poszarpane, dzięki brakowi grawitacji wielkie krople purpurowej krwi wisiały nad ranami.

— Tyle dobrego, że nie ma ich tu więcej — przyznał jeden z jego kompanów.

— Właśnie że jest ich tu więcej — warknął ich sierżant. — Trzymajcie broń w pogotowiu, gęby na kłódki i zachowujcie czujność.

Maszerujący w głąb wraku komandosi napotykali rozproszone oddziały zeków, którzy rzucali się na nich w beznadziejnych i bezsensownych próbach ataku kończących się dopiero wtedy, gdy poległ ostatni z Obcych. Geary przyglądał się tymczasem, jak ikonki z symbolami poszczególnych jednostek przesuwają się w głąb superpancernika i w końcu mijają punkty, w których nastąpił pierwszy kontratak.

— Co, u licha? — zapytała porucznik, której oddział wszedł do wielkiej sali znajdującej się niemal w samym środku wraku. Sklepienie tego pomieszczenia zdawało się wisieć na wysokości ponad sześciu metrów. Pokład natomiast… nie był wcale pokładem, pokrywała go bowiem szczelnie zieleń. Rząd za rzędem uprawiano tutaj w wielkich pojemnikach wysokie rośliny obwieszone czymś, co mogło być owocami albo nasionami.

— Odnawianie zapasów żywności i tlenu w jednym — zauważył sierżant, pochylając się, by obejrzeć dokładniej zawartość jednego z pojemników. — Mój ojciec pracował w podobnych zakładach w zamkniętym mieście, zanim system Huldera został opuszczony. Poza tym, jeśli się nie mylę, krodźwiedzie utylizowały tutaj choć część swoich odchodów, przerabiając je na nawóz. Na szczęście te pojemniki są szczelnie zamknięte, bo przy zerowej grawitacji wokół latałoby pełno gówna.

Podwładni sierżanta jęknęli z obrzydzenia, zaczęli też uważnie patrzeć, gdzie stawiają stopy i czego dotykają.

Większość oddziałów trafiła na podobne pomieszczenia, a potem jeden z plutonów podniósł alarm, zwracając na siebie uwagę Geary’ego.

— Poruczniku, chyba znaleźliśmy ich sterownię, ale nie wygląda na taką, która obsługiwałaby cały rdzeń reaktora.

— A skąd ty to możesz wiedzieć, Winski?

— Pomagałem w przejęciu syndyckiego pancernika na Welfridzie. Był znacznie mniejszy od tego cholerstwa, a i tak miał większą sterownię od tej, w której stoję.

— Taniu — poprosił Geary — mogłabyś rzucić na to okiem? — Przesłał też tę transmisję do kapitana Smythe’a. — Co pan na to?

W głosie Desjani wyczuł powątpiewanie.

— Może to jakaś podrzędna sterownia. Jest zbyt mała, nawet jak na standardy „Nieulękłego”.

Smythe poparł ją, dodając też coś od siebie:

— Może być tak, że trafimy wyłącznie na takie podrzędne sterownie. Obserwując plany pokładów uaktualniane dzięki postępom naszych komandosów, doszedłem do wniosku, że krodźwiedzie nie używają jednego czy dwóch głównych źródeł zasilania, tylko wielu mniejszych reaktorów. Może chodzi im o dodatkowe zabezpieczenie. Albo o uzyskanie rezerw mocy. A może przy jednostkach tej wielkości lepiej jest mieć miejscowe źródła zasilania, zamiast dystrybuować je kilometrami z jednego bądź dwóch głównych reaktorów.

— Dlaczego ich więc nie wysadzili? — Geary wrócił do wcześniej wałkowanego pytania.

— Może nie wpadli jeszcze na to, że można coś takiego zrobić. Może pokonali drapieżców na swojej planecie, odmawiając poddania się, a nie walcząc do ostatniej kropli krwi. — Smythe zmrużył oczy, wykrzywił też usta. — Gdy pokazywał mi pan wygląd tej sterowni, zobaczyłem kilka prowadzących do niej korytarzy wypełnionych zwałami poległych zeków. Dlaczego oni nadal walczą? Dlaczego dają się zabijać w beznadziejnej sytuacji?

— Domyślam się, iż są przekonani, że i tak ich zabijemy, chcą więc odejść z hukiem. — Geary nie lubił krodźwiedzi. Więcej, on ich nienawidził za to, że zmusili go do walki na Pandorze i tutaj, ale musiał też przyznać, choć niechętnie, że czuje szacunek dla ich poświęcenia, podobnie zresztą jak Desjani. Teraz wiedział już, jakim cudem udało im się zawładnąć własnym światem i wyrżnąć całą konkurencję.

To był kolejny powód, dla którego ludzie nie mogli pozwolić, by te istoty poleciały za nimi do przestrzeni Sojuszu.

Komandosi docierali do coraz dalszych zakątków wraku, likwidując po drodze coraz mniejsze skupiska Obcych, którzy wciąż odmawiali kapitulacji i kontynuowali ataki, dopóki nie zostali wszyscy zabici. Tylko z rzadka mniejsze oddziały krodźwiedzi uciekały przed ludźmi, ale gdy zapędzano je w ślepy zaułek, zawracały i ruszały na prześladowców.

Komandosi trafili na koszary, wielkie, ciągnące się w nieskończoność sale oddzielone od siebie hermetycznie zamkniętymi lukami. Na każdym kroku natykali się na pomieszczenia służące Obcym za stołówki, jakby zekowie musieli nieustannie jeść. Trafiono też na szpitale wypełnione zminiaturyzowanym sprzętem medycznym, w których ludzie czuli się tak, jakby trafili do dziecięcych bawialni. I zbrojownie ogołocone z broni. I kolejne sterownie.

W końcu jeden z oddziałów dostał się na mostek superpancernika, do pomieszczenia, w którym fotel dowódcy otaczały trybuny przywodzące na myśl stadiony, jakby wydawanym tutaj rozkazom przyglądały się całe rzesze Obcych.

— To mocno dziwne — stwierdziła Desjani. — Ciekawe, o co tu może chodzić?

— Zabij mnie, ale nie wiem — zapewnił ją Geary.

Moment później zgłosiła się generał Carabali; zdając raport, wyglądała i zachowywała się jak stuprocentowa profesjonalistka.

— Nie natrafiamy już na zorganizowany opór przeciwnika, admirale, ale jestem daleka od twierdzenia, że zabezpieczyliśmy teren. Zalecam więc daleko idącą ostrożność. Moi komandosi pozostaną w gotowości bojowej, a każdy człowiek spoza korpusu, który pojawi się na pokładzie superpancernika, otrzyma eskortę.

— Dziękuję, pani generał — odpowiedział Geary. — Świetna robota. Gratuluję sukcesu i składam kondolencje z powodu poniesionych strat.

— Dziękuję, admirale.

— Schwytaliście jakichś żywych krodźwiedzi?

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)