Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
— My nie valutčyki, — pačulisia asobnyja pakryŭdžanyja hałasy ŭ teatry, — ale heta niemahčyma.
— Całkam da vas dałučajusia, — cviorda skazaŭ artyst, — i spytajusia ŭ vas: što mohuć padkinuć?
— Dzicia! — kryknuŭ niechta z zały.
— Voś heta praŭda, — pacvierdziŭ viadučy prahramy, — dzicia, ananimnaje piśmo, prakłamacyju, adskuju mašynu ci mała što jašče, ale čatyrysta dalaraŭ nichto nie budzie padkidać, bo hetakaha idyjota niama na sviecie, — i, zviarnuŭšysia da Mikanora Ivanaviča, artyst dadaŭ z dakoram i sumam: — Zasmucili vy mianie, Mikanor Ivanavič! A ja na vas spadziavaŭsia. Dyk voś, numar vaš nie prachodzić.
U zale pačuŭsia svist u adras Mikanora Ivanaviča.
— Valutčyk jon, — vykrykvali ŭ zale, — z-za takich my, nievinoŭnyja, pakutujem!
— Nie svaryciesia na jaho, — miakka skazaŭ kanfieranśie, — jon pakajecca. — I, pahladzieŭšy na Mikanora Ivanaviča poŭnymi ad sloz błakitnymi vačyma, dadaŭ: — Nu, idzicie, Mikanor Ivanavič, na miesca!
Pasla hetaha artyst pazvaniŭ zvanočkam i hučna abjaviŭ:
— Antrakt, niahodniki!
Uražany Mikanor Ivanavič, jaki zusim niespadziavana staŭ udzielnikam niejkaj teatralnaj prahramy, znoŭ apynuŭsia na svaim miescy na padłozie. Tut jamu sasniłasia, što ŭ zale zapanavała ciemra i što na scienach vyskačyli čyrvonyja pałkija słovy: „Zdavajcie valutu!” Potym znoŭ raschinułasia zasłona, i kanfieranśie zaprasiŭ:
— Prašu na scenu Siarhieja Hierardaviča Dunčyla.
Dunčyl akazaŭsia dabračynnym, ale mocna zaniadbanym mužčynam hadoŭ piacidziesiaci.
— Siarhiej Hierardavič, — zviarnuŭsia da jaho kanfieranśie, — voś užo paŭtara miesiaca vy siedzicie tut, uparta admaŭlajeciesia zdać valutu, jakaja zastałasia ŭ vas, u toj čas jak krainie jana patrebna, a vam zusim nie, a vy ŭsio ŭparciciesia. Vy — čałaviek intelihientny, cudoŭna ŭsio heta razumiejecie i ŭsio ž nie chočacie pajsci nam nasustrač.
— Na žal, ničoha zrabić nie mahu, bo valuty ŭ mianie bolš niama, — spakojna adkazaŭ Dunčyl.
— Dyk, moža, josć brylanty? — spytaŭsia artyst.
— I brylantaŭ niama.
Artyst apusciŭ hałavu i zadumaŭsia, a potym plasnuŭ u ładki. Z-za kulisaŭ vyjšła na scenu pani siaredniaha ŭzrostu, modna apranutaja, u palito biez kaŭniara i ŭ maleńkim kapialušyku. Pani była ŭstryvožanaja, a Dunčyl pahladzieŭ na jaje i navat vokam nie mirhnuŭ.
— Chto hetaja pani? — spytaŭ viadučy prahramy ŭ Dunčyla.
— Heta maja žonka, — z hodnasciu adkazaŭ Dunčyl i pahladzieŭ na doŭhuju šyju pani krychu niepryjazna.
— My patryvožyli vas, pani Dunčyl, — zviarnuŭsia da žančyny kanfieranśie, — voś čamu: my chacieli spytać, ci josć u vašaha muža valuta?
— Jon tady ŭsio addaŭ, — uschvalavana skazała pani Dunčyl.
— Nu, — skazaŭ artyst, — nu što ž, kali tak, dyk tak. Kali ŭsio zdaŭ, to vam daviadziecca zaraz razłučycca z Siarhiejem Hierardavičam, ničoha nie zrobiš! Kali chočacie, vy možacie pakinuć teatr, Siarhiej Hierardavič, — i artyst zrabiŭ carski žest.
Dunčyl zaviarnuŭsia i z hodnasciu pajšoŭ za kulisy.
— Adnu chvilinku! — spyniŭ jaho kanfieranśie. — Dazvolcie mnie na razvitannie pakazać vam jašče adzin numar našaje prahramy, — i znoŭ plasnuŭ u ładki.
Čornaja zadniaja zasłona raschinułasia, i na scenu vyjšła junaja pryhažunia ŭ balnaj sukiency, jakaja trymała ŭ ruce załaty padnosik, na im lažaŭ toŭsty pakunak, pieraviazany cukierkavaj stužkaju, i brylantavaje kale, ad jakoha va ŭsie baki adskokvali sinija, žoŭtyja i čyrvonyja ahni.
Dunčyl stupiŭ krok nazad, tvar jaho pabialeŭ. Zała zamierła.
— Vasiemnaccać tysiač dalaraŭ i kale na sorak tysiač zołatam, — uračysta abjaviŭ artyst, — chavaŭ Siarhiej Hierardavič u horadzie Charkavie na kvatery ŭ svajoj kachanki Idy Hierkułanaŭny Vors, jakuju my majem radasć bačyć zaraz i jakaja achvotna dapamahła nam hetaje bahaccie znajsci, marnaje i miortvaje ŭ rukach pryvatnaje asoby. Vialiki dziakuj, Ida Hierkułanaŭna.
Pryhažunia ŭsmichnułasia, blisnuła zubami, i pušystyja jaje pavieki zdryhanulisia.
— A za ŭsioj vašaj važnasciu i prystojnasciu, — skazaŭ artyst Dunčylu, — chavajecca prahny pavuk, umieły ačmurała i łhun. Vy zamučyli za miesiac usich svajoj tupoj upartasciu. Idzicie ciapier dadomu, i toje piekła, jakoje naładzić tam vaša žonka, budzie vam pakaranniem.
Dunčyl pachisnuŭsia, i zdavałasia, upadzie, ale niečyja spahadlivyja ruki padchapili jaho. Tut apusciłasia piaredniaja zasłona i schavała ŭsich, chto byŭ na scenie.
Šalonyja apładysmienty skałanuli zału hetak, što Mikanoru Ivanaviču zdałosia, byccam u lustrach zadryžali ahni. A kali pieršaja čornaja zasłona pajšła ŭhoru, na scenie ŭžo nikoha nie było, akramia adzinokaha artysta. Jon sarvaŭ druhi załp apładysmientaŭ, raskłaniaŭsia i zahavaryŭ:
— U asobie hetaha Dunčyla pierad vami vystupaŭ u našaj prahramie typovy asiol. Ja ž havaryŭ učora, što tajnaje zachoŭvannie valuty nie maje nijakaha sensu. Vykarystoŭvać jaje nichto nie moža ni pry jakich umovach, zapeŭnivaju vas. Voźmiem chacia b hetaha Dunčyla. Jon atrymlivaje cudoŭny akład, u jaho ŭsio josć, cudoŭnaja kvatera, žonka i pryhažunia kachanka. Dyk nie, zamiest taho kab žyć cicha i mirna, biez usiakich niepryjemnasciej, zdaŭšy valutu i kamieńčyki, hety zajzdrosny durań damohsia taho, što byŭ vykryty pry ŭsich, i na zakusku atrymaŭ vializnuju siamiejnuju niepryjemnasć. Nu, dyk chto zdaje? Niama žadajučych? U takim razie nastupny numar našaje prahramy — viadomy dramatyčny talent, artyst Sava Patapavič Kuralesaŭ, jaki znarok zaprošany, kab vykanać uryŭki sa „Skupoha rycara” paeta Puškina.
Abiacany Kuralesaŭ nie marudziŭ, zjaviŭsia na scenie i akazaŭsia rosłym i miasistym holenym mužčynam u fraku i biełym halštuku.
Biez usiakaha ŭstupu jon zrabiŭ chmury tvar, nasupiŭ brovy i zahavaryŭ nienaturalnym hołasam, kasavuračysia na załaty zvanočak:
— Kak mołodoj poviesa ždiet svidanija s kakoj-nibud' razvratniciej łukavoj…
I Kuralesaŭ raskazaŭ pra siabie mnoha niadobraha. Mikanor Ivanavič čuŭ, jak Kuralesaŭ pryznavaŭsia, što niejkaja niaščasnaja ŭdava vyła, stojačy pierad im na kaleniach u doždž, ale nie kranuła čorstvaha artystavaha serca. Mikanor Ivanavič da svajho snu zusim nie viedaŭ tvoraŭ paeta Puškina, ale samoha jaho viedaŭ cudoŭna i kožny dzień pa niekalki razoŭ havaryŭ niešta padobnaje na takoje: „A za kvateru Puškin płacić budzie?” albo „Lampačku na lesvicy, značyć, Puškin vykruciŭ?”, „Naftu, značyć, Puškin kuplać budzie?”
Ciapier, pasla znajomstva z adnym z jaho tvoraŭ, Mikanor Ivanavič zasumavaŭ, ujaviŭ žančynu na kaleniach, z siratami na daždžy, i mižvoli padumaŭ: „A hety Kuralesaŭ usio ž typ!”
A toj usio macniej i macniej kajaŭsia i zusim zabłytaŭ Mikanora Ivanaviča, tamu što raptam pačaŭ zviartacca da niekaha, kaho na scenie i nie było, i za hetaha adsutnaha sam i adkazvaŭ, i nazyvaŭ siabie to „hasudaram”, to „baronam”, to „baćkam”, to „synam”, to na „vy”, to na „ty”.
Mikanor Ivanavič zrazumieŭ tolki adno, što pamior artyst niadobraju smierciu, zakryčaŭšy napasledak: „Klučy! Klučy maje!” — pasla hetaha ŭpaŭ na padłohu, chrop i asciarožna zryvaŭ z siabie halštuk.
Pasla taho jak pamiorły Kuralesaŭ abtros pyl z fračnych štanoŭ, pakłaniŭsia, usmichnuŭsia falšyvaju ŭsmieškaju i pajšoŭ pad słabieńkija apładysmienty, kanfieranśie zahavaryŭ:
— My z vami pasłuchali ŭ cudoŭnym vykananni Savy Patapaviča „Skupoha rycara”. Hety rycar spadziavaŭsia, što lohkija nimfy zbiahucca da jaho i adbudziecca jašče mnoha pryjemnaha. Ale, jak bačycie, ničoha nie zdaryłasia, nijakija nimfy nie zbiehlisia da jaho, a muzy nie pryniesli jamu daniny, pałacaŭ jon nijakich nie pabudavaŭ, a naadvarot, skončyŭ vielmi drenna, pamior k djabłu ad insulta na svajoj skryncy z valutaju i kamianiami. Papiaredžvaju vas, što i z vami moža zdarycca niešta takoje, a to i horšaje, kali vy nie zdascie valutu!