Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
- Автор: Тертлдав Гарри Норман
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-875-2
- Переводчик: Anna Reszka
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:
Po zaledwie kilku minutach otoczyli go towarzysze, którym najbardziej ufał. Na ich twarzach malowała się ciekawość. Poprowadził ich w noc, mówiąc przez cały czas o mało ważnych rzeczach. Na próżno starał się zachować pozory normalnej narady.
Gdy znaleźli się poza obozem, zrezygnował z udawania i opowiedział o tym, co zaszło. Zapadła cisza. Towarzysze pogrążyli się w rozmyślaniach, podobnie jak on w drodze powrotnej z namiotu Soteryka.
Pierwszy przerwał milczenie Gajusz Filipus.
— Gdyby to zależało ode mnie, powiedziałbym im „nie”. Nie mam nic przeciwko wyspiarzom; są dzielnymi żołnierzami i dobrymi kompanami do wypitki, ale nie chcę spędzić reszty swoich dni wśród barbarzyńców.
Starszy centurion miał wysoko rozwinięte poczucie wyższości, które Rzymianie odczuwali wobec innych ludów z wyjątkiem Greków. W tym świecie Videssos było wzorcem, według którego oceniało się takie rzeczy. Centurion identyfikował się z mieszkańcami Imperium zapominając, że oni uważają go za takiego samego barbarzyńcę jak Namdalajczyków.
Gorgidas rozumiał to doskonale, ale jego decyzja była identyczna.
— Wiele lat temu zostawiłem Elis dla Rzymu, ponieważ wiedziałem, że mój dom to zaścianek. Mam postąpić odwrotnie? Nie. Zostaję tutaj. Muszę się jeszcze dużo nauczyć. Mieszkańcy Duchy mało wiedzą o świecie i o sobie.
Pozostali dwaj przyjaciele nie śpieszyli się z odpowiedzią.
— Stawiasz przed nami niełatwy wybór, Skaurusie — odezwał się w końcu Viridoviks — ale jestem za zmianą. Być może z tych samych powodów, dla których ci dwaj są przeciwko. Łatwiej mi się dogadać z wyspiarzami niż z chytrymi, wyniosłymi imperialnymi. Człowiek nigdy nie wie, co taki sobie myśli, póki któregoś dnia nie poczuje sztyletu miedzy żebrami tylko dlatego, że nie spodobał się tamtemu krój tuniki. Tak, ja jadę.
W ten sposób został tylko Kwintus Glabrio. Sadząc po bólu malującym się na twarzy młodszego centuriona, dla niego był to najtrudniejszy wybór.
— Ja też — oznajmił w końcu. Zrobił jeszcze bardziej nieszczęśliwą minę, kiedy stojący obok niego Gorgidas gwałtownie zaczerpnął powietrza. — Chodzi głównie o ziemię — mówił dalej. — Z jej powodu wstąpiłem do legionów. To byk szansa, że pewnego dnia będę panem samego siebie, a nie czyimś niewolnikiem. Bez ziemi człowiek tak naprawdę nie ma niczego.
— Jest się większym niewolnikiem ziemi niż drugiego człowieka — odparował Gajusz Filipus. — Zostałem żołnierzem, żeby uchronić się przed śmiercią głodową na nędznym skrawku kamienistej ziemi, na której się urodziłem. Chcesz chodzić za wolim zadkiem od wschodu do zachodu słońca, chłopcze? Musisz być stuknięty.
Lecz Glabrio tylko potrząsnął głową. Gorzkie wspomnienia centuriona nie mogły zniszczyć jego marzenia, ważniejszego nawet niż więź z Gorgidasem. Lekarz miał minę żołnierza zmagającego się z bólem, ale nie poskarżył się na decyzję towarzysza, choć jego oczy wyrażały co innego. Myśląc o własnych obawach, Marek tym bardziej go podziwiał. Zastanawiał się, w jaki sposób wpłyną na jego wybór.
Centurionowie byli zbyt zdyscyplinowani, a Gorgidas zbyt uprzejmy, żeby zadać oczywiste pytanie, za to Viridoviks się nie krępował:
— A co wy, panie, zamierzacie zrobić?
Skaurus miał nadzieję, że towarzysze będą zgodni w decyzjach, ale okazało się, że ich zdania są podzielone, podobnie jak on był rozdarty wewnętrznie. Przez długą chwilę stał w milczeniu czując, że szala przechyla się to na jedną, to na drugą stronę.
— Po nieskutecznym szturmie Gavras nie ma realnej szansy zdobycia miasta, a bez niego przegra wojnę domową — odezwał się. — Chyba udam się do Namdalen. Pod rządami Sphrantzesów Imperium upadnie, zresztą nie zamierzam im służyć. Już chyba Yezda są lepsi, bo przynajmniej nie noszą maski cnoty.
Choć podjął decyzję, wcale nie był pewien, czy jest właściwa.
— Nie będę wydawał nikomu rozkazów w tej sprawie. Niech każdy zrobi, jak chce. Gajuszu, przyjacielu, wiem, że doskonale poradzisz sobie z ludźmi, którzy zadecydują tak samo jak ty.
Objęli się. Skaurus był zaszokowany, kiedy zobaczył łzy na policzkach weterana.
— Człowiek robi to, co uważa za słuszne — stwierdził Gajusz Filipus. — Dawno temu, kiedy byłem zaledwie chłopcem, walczyłem u boku Mariusza w wojnie domowej, a mój najbliższy przyjaciel po stronie Sulli. Podczas bitwy zabiłbym go, gdybym mógł, ale wiele lat później spotkałem go przypadkiem w szynku i razem się upiliśmy. Może tak będzie z tobą i ze mną któregoś dnia.
— Może — szepnął Marek. Jego twarz również była mokra.
Teraz z kolei Viridoviks uściskał Gajusza Filipusa, mówiąc:
— Niech mnie rozdziobą kruki, jeśli nie będę za tobą tęsknił, ty twardy kurduplu!
— A ja za tobą, ty wielki dzikusie!
Gorgidas i Glabrio, przywykli do zachowywania dyskrecji, nie zdradzili się z myślami.
— Nie ma sensu robić w nocy zamieszania w obozie — stwierdził Marek. — Poranna musztra będzie odpowiednią porą, żeby przedstawić żołnierzom sytuację. Do tego czasu zachowajcie milczenie.
Wszyscy pokiwali głowami. Wrócili do obozu wolnym krokiem. Dumali o tym, że może ostatni raz są razem. Nagle w ich myśli wdarły się ochrypłe okrzyki dobiegające zza murów miasta. Brzmi to tak, jakby wybuchły zamieszki albo jakby mieszkańcy coś świętowali — pomyślał trybun gorzko. Znowu przeklął Sphrantzesów za to, że zmusili go do podjęcia decyzji, której nie chciał podejmować.
Wartownicy oklapli jak kwiaty w czasie suszy, kiedy oficerowie minęli ich, nie zdradzając się, o czym rozmawiali. W całym obozie legioniści zerkali w ich stronę.
— Niech was diabli! — krzyknął Viridoviks. — Nie wyrosła mi druga głowa ani grzebień z fioletowych piór, przestańcie więc wlepiać we mnie gały!
Wybuch Celta poskutkował. Żołnierze wrócili do kolacji, rozmów lub nie kończących się gier hazardowych.
— Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Muszę zająć się rannymi, choć niewiele mogę dla nich zrobić — powiedział Gorgidas.
Był niepocieszony tym, że nadal leczył rany substancjami tamującymi krwawienie, maściami, opaskami uciskowymi i łubkami. Nepos twierdził, że Grek ma talent i może się nauczyć videssańskiej sztuki uzdrawiania, ale jego wysiłki nie przynosiły rezultatów. Skaurus podejrzewał, że głównie z tego powodu Gorgidas zdecydował się zostać w Videssos.
Kwintus Glabrio poszedł za lekarzem, mówiąc coś do niego głosem zbyt cichym, by Skaurus usłyszał. Zobaczył, że Gorgidas twierdząco kiwa głową.
Ktoś pomachał bukłakiem wina. Viridoviks ruszył w tamtą stronę, jak przyciągany przez magnes.
Helvis spała, kiedy trybun wszedł do namiotu. Dotknął jej policzka. Kobieta poruszyła się i usiadła, starając się nie obudzić Malrika i Dostiego.
— Jest późno — poskarżyła się sennym głosem. — Czego chcesz?
Skaurus opowiedział jej o planach brata. Mówił zwięźle jak do swoich oficerów. Kiedy skończył, nie odzywała się przez całą minutę.
— Co zrobisz? — zapytała w końcu.
Powiedziała to dziwnym, bezbarwnym głosem, w napięciu czekając na odpowiedź.
— Pojadę — odparł krótko.
Powody nie miały teraz znaczenia. Najważniejsza była sama decyzja.
Mimo ciemności zobaczył, że jej oczy się rozszerzają. Przygotowała się na „nie” i nieuchronny wybuch.
— Pojedziesz? Pojedziemy? — wykrztusiła i roześmiała się, zapominając o śpiących dzieciach.
Zarzuciła mu ramiona na szyję i pocałowała go w usta. Jej radość wcale go nie upewniła w trafności podjętej decyzji, a wręcz pogłębiła wątpliwości. Podniecona, nie zauważyła jego ponurego nastroju.