Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]

Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:

Po przegranej bitwie, w której zginął władca Videssos, Mavrikios Gavras, Imperium pogrążyło się w chaosie. Rozgorzła walka o władzę. W zamieszaniu wojny domowej nowym Imperatorem ogłasza się Ortaias Sphrantzes, a wówczas rzymski legion pod wodzą Marka Emiliusza Scaurusa staje po stronie prawowitego sukcesora tronu — Thisina Gavrasa...
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 94
Перейти на страницу:

— Wy zrobiliście dla nas więcej w zeszłym roku. — Po chwili milczenia dodał: — Czy możemy prosić o pomoc waszego kłótliwego lekarza?

— Oczywiście — odparł Skaurus.

— Zatem dziękuję. Jego ręce są delikatne, choć język ostry, a ten instrument do wyciągania strzał to sprytne urządzenie.

— Gorgidas! — zawołał Marek.

Grecki lekarz nadbiegł truchtem, powiewając bandażem trzymanym w ręce.

— Czego chcesz, Skaurusie? Jeśli musisz wysyłać ludzi na rzeź, przynajmniej pozwól mi ich teraz poskładać do kupy. Nie chcę tracić czasu na gadanie.

— Zajmij się również Khatrishami, dobrze? Nasi sprzymierzeńcy noszą lżejsze panoplie, więc łucznicy bardziej dali się im we znaki. Pakhymer bardzo chwali twój wyciągacz strzał.

— Łyżkę Dioklesa? Tak, to użyteczne narzędzie. — Wyciągnął je zza paska. Gładki brąz był zaplamiony krwią. Gorgidas pokazał instrument dwóm oficerom. — Możecie mi powiedzieć, czyja to krew; Rzymianina, Khatrisha czy też może imperialnego? — Nie czekał na odpowiedź, tylko mówił dalej: — Ja też nie potrafię tego stwierdzić. Nie przyglądałem się rannym… i nie zamierzam. Jestem zajętym człowiekiem, dzięki wam dwóm, więc łaskawie pozwólcie mi wykonywać pracę.

Pakhymer spojrzał w ślad za nim.

— Czy to oznaczało „tak”?

— To oznaczało, że zajmował się twoimi ludźmi przez cały czas. Powinienem był wiedzieć.

— Tego człowieka prześladują demony — stwierdził Pakhymer powoli. W jego oczach czaił się przesądny lęk. Chciał, by jego słowa zostały wzięte dosłownie. — Demony są dzisiaj wszędzie — mruknął — naruszają Równowagę.

W oczach Videssańczyków Khatrishe byli jeszcze większymi heretykami niż Namdalajczycy. Mieszkańcy Duchy mówili o Zakładzie Phosa z nadzieją, że Phos w końcu pokona Skotosa, natomiast ziomkowie Pakhymera utrzymywali, że walka między dobrem i złem jest wyrównana i nie wiadomo, kto będzie ostatecznym zwycięzcą.

Skaurus był zbyt zmęczony i rozczarowany, by spierać się na temat subtelności religii, której nie wyznawał. Z zaskoczeniem stwierdził, że niebo jest czyste i niebieskie. Gdzie się podziała mgła? Słońce świeciło mu w oczy. Jego cień się wydłużył. Szturm trwał prawie cały dzień. Zważywszy na rezultat, mogli do niego w ogóle nie przystępować.

Kiedy Rzymianie zaczęli odwrót, z murów posypały się szyderstwa. Wybijał się ponad nie grzmiący, pogardliwy śmiech Outisa Rhavasa.

— Wracajcie do mamuś, chłopaczki! — ryczał zbir ze złośliwą radością. — Wzięliście udział w nie swojej grze i dostaliście za to lanie! Wracajcie do domu, bądźcie grzeczni, a nie stanie się wam krzywda!

Marek z trudem przełknął ślinę. Klęska z rąk Rhavasa była pięć razy gorsza niż jakakolwiek inna. Ze zwieszoną głową prowadził do obozu strudzony, wykrwawiony legion.

W Videssos żołnierze Sphrantzesów długo w noc świętowali zwycięstwo. Mieli powody do radości. Żaden ze szturmów Thorisina nie był tak bliski powodzenia jak atak Rzymian, choć Skaurus dobrze wiedział, że legionistom wiele brakowało do zdobycia miasta.

Odgłosy hulanki wprawiały w jeszcze bardziej ponury nastrój armię Gavrasa, która lizała rany za wałem obronnym. Trybun słyszał gniewne rozmowy wokół rzymskich ognisk i nie winił za nie żołnierzy. Walczyli najlepiej jak mogli, lecz kamienie, cegły i żelazo są mocniejsze niż ciało i krew.

Gdy w rzymskim obozie zjawił się jakiś Namdalajczyk, nerwowi wartownicy omal go nie przebili włócznią. Ledwo zdołał ich przekonać, że jest przyjacielem. Zapytał o Skaurusa. Uparł się, że będzie rozmawiał tylko z nim. Trybun poszedł do północnej bramy, wyciągając po drodze miecz. Nie ufał nikomu.

Okazało się jednak, że zna posłańca. Był nim najemnik o nazwisku Fayard, który kiedyś służył pod rozkazami męża Helvis, Hemonda. Wyszedł z ciemności i namdalajskim zwyczajem uścisnął dłoń trybuna obiema rękami.

— Soteryk pyta, czy napijecie się z nim wina w naszym obozie — powiedział.

Po latach spędzonych w Imperium mówił po videssańsku prawie bez obcego akcentu.

— To tę wiadomość miałeś przekazać mi osobiście? — spytał Skaurus zaskoczony.

— Taki dostałem rozkaz. — Fayard wzruszył ramionami.

Miał zrezygnowaną minę żołnierza nawykłego do przekazywania poleceń, niezależnie od tego, czy widział w nich sens.

— Oczywiście, że przyjdę. Zaczekaj chwilę.

Marek szybko odszukał Gajusza Filipusa i powiedział mu o zaproszeniu Soteryka. Starszy centurion przymrużył oczy i w zamyśleniu pogładził się po brodzie.

— Czegoś od nas chce — stwierdził. — Nie jest zbyt dobry w tej grze, co? Cały obóz zaraz będzie wiedział, że wybierasz się na sekretne spotkanie, skoro jego człowiek właśnie wyśpiewał to przy bramie.

— Może powinienem odsunąć cię od walki — powiedział Marek. — Robi się z ciebie niezły intrygant.

Gajusz Filipus prychnął. Wiedział, że to czcza pogróżka.

— Ha! Nie trzeba być krową, żeby wiedzieć, skąd się bierze mleko.

Skaurus nie mógł zwalczyć pokusy.

— Masz rację. To byłoby wyjątkowo śmieszne. Odszedł pogwizdując. Czuł się lepiej niż kiedykolwiek od czasu nieudanego ataku.

On i Fayard byli trzy razy zatrzymywani w czasie dziesięciominutowego marszu do namdalajskiego obozu i raz wewnątrz palisady. Strażnicy, którzy poprzedniej nocy zignorowaliby cały pluton, teraz sięgali po włócznię albo łuk na najmniejszy ruch. Klęska sprawiła, że ludzie boją się cienia — pomyślał Marek.

Kolejny uzbrojony strażnik stał przed namiotem Soteryka. Przyjrzał się trybunowi z bliska i dopiero wtedy odsunął się, żeby go przepuścić. Fayard dwornie uchylił połę namiotu.

— Ty nie wchodzisz? — zapytał Marek.

— Ja? Na Zakład, nie — odparł Namdalajczyk. — Soteryk oderwał mnie od gry w kości, i to akurat kiedy zaczynałem wygrywać. Więc za pozwoleniem…

Zniknął nie kończąc zdania.

— Wchodź, Skaurusie, a przynajmniej opuść połę! — zawołał Soteryk. — Wiatr zgasi świece.

Jeśli Marek miał jakiekolwiek wątpliwości, czy zaproszenie jest czysto towarzyskie, rozwiały się na widok zgromadzonych. Na macie obok Soteryka siedział Utprand syn Dagobera z zabandażowaną ręką. Jak zwykle, jego zimne oczy i cała postawa były czujne jak u wilka. Obok niego trybun zobaczył dwóch Namdalajczyków, których znał tylko z nazwiska: Clozart Skórzane Spodnie i Turgot Sotevag. Obaj pochodzili z miasta leżącego na wschodnim wybrzeżu wyspy Duchy. Cała czwórka reprezentowała wszystkich wyspiarzy, którzy służyli Gavrasowi.

Przesunęli się, robiąc miejsce Skaurusowi. Turgot zaklął cicho, kiedy się poruszył.

— Mam zabandażowany tyłek — wyjaśnił Rzymianinowi. — Dostałem strzałę prosto w pośladek.

— Twój tyłek nic go nie obchodzi — zagrzmiał Clozart.

Marek stwierdził, że ten mężczyzna o surowej, grubo ciosanej twarzy wygląda głupio w obcisłych skórzanych spodniach — miał prawie pięćdziesiąt lat i pokaźny brzuch — ale sprawia wrażenie twardego człowieka, który działa i nie myśli o konsekwencjach.

— Napij się wina — powiedział Turgot, nalewając gościowi z pękatego dzbana. — Nie chcielibyśmy, żeby Fayard wyszedł na kłamcę, prawda?

Marek potrząsnął głową i z uprzejmości łyknął wina. Mimo ostentacyjnej pogardy dla videssańskich zwyczajów, niektórzy Namdalajczycy z wielkim zapałem bawili się w dwuznaczności, której to gry nauczyli się od Videssańczyków.

Soteryk do nich nie należał. Jednym haustem wychylił swój kubek i zapytał otwarcie:

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)