Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 151
Перейти на страницу:

– Widzisz? – Starzec pokiwał głową. – Oto opadają zasłony. Wy, Issarowie, mamicie świat swoimi zamaskowanymi twarzami, opinią bezwzględnych morderców, wprawą w zabijaniu. Ludzie się was boją, a to sprawia, że w czasie walki są słabi i dają się łatwiej pokonać, co dorzuca kolejny kamyczek do tworzonej przez was legendy. Ale gdy zedrzeć maskę, zobaczymy młodą, przestraszoną dziewczynę, która nie różni się wcale od innych kobiet.

Uniósł dłoń i śmiechy zamarły.

– A więc jak będzie? Ocalisz swoją duszę i przy okazji życie księcia, czy skażesz siebie na potępienie, a jego na śmierć? Teraz odejdziemy kawałek i zostawimy cię tu na kwadrans. Podobno najważniejsze decyzje człowiek powinien zawsze podejmować w samotności. – Wywarczał kilka słów i dwóch bandytów podeszło i błyskawicznie zakneblowało ją resztkami ekchaaru. – To, żebyś przypadkiem nie odgryzła sobie języka.

Wstał i zniknął gdzieś za jej plecami.

– Kwadrans. Jeśli nie podejmiesz właściwej decyzji, resztę dnia spędzisz w towarzystwie moich ludzi. Wszystkich.

Została sama.

*

Miotła. Popiół. Praca.

Płomienie na środku komnaty zdradzały nie swoje sekrety, jakby były gromadką starych plotkarek. Wydarzenia na pustyni, setki mil od Konoweryn, miały wstrząsnąć Południem, zaważyć na losach całych narodów, a przecież oglądało się je niczym bajkę utkaną z ognia przez zdolnego czarownika. I to bajkę, której mroczne, ponure zakończenie jest znane wszystkim. Tymczasem, choć nie padło ani jedno słowo, od mężczyzny w czerwieni biło takie poczucie triumfu, że nawet deszcz bożego łupieżu zdawał się opływać go łagodną spiralą.

Zwycięstwo, mówił sposób, w jaki wojownik rozparł się na kamiennym tronie. Olśniewające, bezwzględne zwycięstwo. Nastał czas podziału łupów i uczt dla triumfatorów. I… żadnej łaski dla pokonanych.

To nie taka gra.

Kobieta w granatowej szacie siedziała na swoim miejscu bez ruchu, jakby jakiś czar zmienił ją w posąg. Wydawało się, że nie oddycha.

Omiótł starannie podstawę jednego z pustych tronów, nim zerknął na scenę w głębi płomieni. Dziewczyna siedziała pod skałą, niebo na wschodzie przestało się rumienić, złocąc się już zapowiedzią świtu.

Jeśli dobrze rozumiał, ostatniego w jej życiu.

Barbarzyńcy i ich przesądy.

Popracowaliby kilka stuleci miotłą, to zrozumieliby, co jest naprawę ważne.

No cóż. Wyglądało na to, że tu i tam wszystko zamarło, oczekując na nieuchronny finał.

Jego uwagę przyciągnął ruch. Kitchi od Uśmiechu wachlowała się leniwie dłonią, patrząc na zaproszoną nieznajomą takim wzrokiem, jakim rybak obserwuje rzuconą na wodę przynętę.

Sługa oglądał podlotka z boku, więc nie wiedział, jakie spojrzenie służka Pani Losu dostała z powrotem.

Doszedł do wniosku, że żadne, bo pstrokata, irytująca Kitchi nie patrzyła na nią, tylko na cień za jej plecami.

I w chwili gdy cień ożył i wypluł z siebie młodego mężczyznę w pustynnym stroju, z rękojeściami mieczy wystającymi znad barków, wiadomo było, że gra wcale się jeszcze nie skończyła.

Może dopiero teraz się zaczyna.

Tworzyli interesującą parę, on, wysoki, żylasty, z twarzą ozdobioną imponującą szramą i nosem złamanym raczej niejeden raz, i ona, drobna, szczupła, niemal po dziecięcemu krucha. Nachylał się nad nią i mówił szeptem, gwałtownie wyrzucając z siebie słowa w jakimś dzikim dialekcie, a choć nie gestykulował ani nie robił groźnych min, coś w jego postawie przyciągnęło uwagę wszystkich zgromadzonych. Jakby węszyli obietnicę rozlewu krwi.

Mężczyzna pochylił się nagle niżej i jego szept ucichł, choć dało się dostrzec, że nadal porusza ustami. Czarnowłosa odwróciła się wreszcie w jego stronę i położyła mu palec na wargach. Rzuciła pytanie, krótkie, ledwo kilka słów, a z twarzy wojownika odpłynęła krew. Ale odpowiedział bez śladu wahania, skinięciem głowy i przyłożeniem dłoni do serca. Ci barbarzyńcy i ich pierwotne w swojej prostocie gesty. W pewien sposób było to nawet piękne.

Dziewczyna wstała i zrobiła kilka kroków, zatrzymując się tuż przed ścianą płomieni.

– Krew woła, krew idzie – powiedziała dźwięcznym głosem, jakby była książęcym heroldem ogłaszającym wolę władcy. A potem dodała, patrząc wyzywająco na Kitchi od Uśmiechu – kości się toczą.

Rozległo się syknięcie i towarzyszący jej wojownik znikł.

*

Cisza. Tylko kamienne ściany wokół, pełne odcieni szarości i brudnego brązu, powoli nasycających się barwą, w miarę jak nadchodził świt. Z miejsca, gdzie ją związali, Deana widziała różowiejący horyzont. Jeszcze dwa, może trzy kwadranse, a słońce wyjrzy zza niego, pocałuje jej twarz i wtedy… Czy… czy poczuje to samo, co czuł Yatech, gdy wyrąbywał w ścianie dziurę w miejscu, gdzie widniało jego imię? Gdy odrzucał wszystko, co wiąże się z byciem Issaram, by stać się gaaneh – skorupą pozbawioną duszy. Czy gdy umierał na pustyni, jego ciało poddało się bez walki, bo nie było w nim ducha, który napełniałby go siłą, czy wręcz przeciwnie, rzucał się i przeklinał, złorzecząc ludziom, bogom i demonom, ponieważ nie miał duszy i wiedział, że poza śmiercią nie ma już nic?

Czy gdy już umrze, choć jej ciało nadal będzie oddychać, w ogóle ją obejdzie, co z nią zrobią?

Pustynny skoczek przebiegł kilka kroków od niej, najpewniej spiesząc się do nory przed świtem.

Ona nie miała się gdzie schować.

– Jestem ciekaw, Deana, czy choć przez mgnienie oka przyszło ci do głowy, by go posłuchać. By wydać swoich towarzyszy w zamian za szybką śmierć i ocalenie duszy. Pamiętaj, że osłabisz plemię.

Aż podskoczyła, waląc głową o kamień i wytrzeszczając oczy. Stał obok niej, dziwacznie ubrany, bez zasłoniętej twarzy, tylko miecze nosił tak jak dawniej, na plecach. To oczywiste, że nie usłyszała, jak nadchodził, zawsze potrafił ją zaskoczyć.

Pochylił się i zdjął jej knebel.

– Pomyślałaś?

Nie odpowiedziała, mierząc go wzrokiem. Na pierwszy rzut oka obce było w nim wszystko – ubiór, sposób mówienia, gesty. Te miesiące zmieniły go bardziej niż… Nie! Odwróciła wzrok. To nie jest Yatech! To tylko pusta skorupa, ciało bez duszy, albo – co gorsza – ciało zamieszkane przez coś, kogoś innego. Jego oczy… Harudi, strzeż mnie swoim mieczem, pomyślała. Jakby patrzył na nią stuletni starzec.

– Zapewne nie. Oto cała ty, Deana. Poświęcisz nawet własną duszę, dla kogoś, kto zdobył twoją lojalność. Jesteś pewna, że warto? Bo ja nie. Ale idę za nią, bo czasem słyszę, jak płacze, a czasem widzę, jak zapala się w niej ogień. Wiesz, że już w nic nie wierzę? We wspólną duszę, w kendet’h, w Prawa Harudiego. Pokazała mi rzeczy… Wędrowaliśmy, uciekając i ścigając, rzucając wyzwanie bogom i ludziom. Pokazała mi, jak wiele zapomnieliśmy, jak bardzo się mylimy.

Mówił cicho, obojętnym tonem kogoś, kto zbyt długo przebywał tylko w towarzystwie własnych obłąkanych myśli. Kogo nie obchodzi żadna odpowiedź.

– Ona twierdzi, że zbliża się burza, że padają mury, a świat wywróci się na drugą stronę. Że trzeba spłacić stare długi i ukarać kłamców. Słowa i słowa, bełkot niczym nieróżniący się od gadania każdego nawiedzonego szaleńca. Ale widziałem… pokazała mi… czarne góry, siwe niebo… płacz… jakby płakał… Jak usłyszysz taki płacz, żaden inny nie ma znaczenia. Tylko raz spytałem ją, czy też go słyszy, a ona spojrzała na mnie i powiedziała: „Cały czas”. Rozumiesz? Cały czas. Powiedz coś, proszę.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)