Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]

Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:

Kryminalna zagadka w świecie Dysku.
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 77
Перейти на страницу:

Nie, wcale nie trzeba. Eleganckie rozwiązanie to znalezienie sposobu, by ofiara sama ją sobie aplikowała.

Vimes przejrzał papiery. Najwyraźniej Vetinari czuł się już tak dobrze, że wstał i przeszedł tutaj — ale tutaj właśnie stracił siły.

Nie można zatruć drzazgi ani gwoździa, bo przecież nie będzie stale się o niego kaleczył…

Na wpół zagrzebana między papierami leżała książka; tkwiło w niej mnóstwo zakładek, głównie z oddartych kawałków starych listów.

Co Vetinari robił codziennie?

Vimes otworzył książkę. Każdą stronę pokrywały ręcznie pisane symbole.

Taką truciznę jak arszenik trzeba wprowadzić do organizmu. Nie wystarczy jej dotknąć. A może wystarczy? Czy istnieje jakaś odmiana arszeniku, która może truć przez skórę?

Nikt nie mógł tu wejść. Vimes był tego prawie pewien.

Jedzenie i napoje były prawdopodobnie czyste, ale na wszelki wypadek trzeba posłać Detrytusa, żeby po swojemu porozmawiał sobie z kucharzami.

Coś, co wdychał? Jak można tego dokonać — dzień po dniu, tak żeby nie wzbudzić żadnych podejrzeń? Zresztą trzeba jakoś dostarczyć truciznę do pokoju.

Może coś, co już jest w pokoju? Cudo kazał położyć inny dywan i zmienić łóżko. Co jeszcze można zrobić? Zedrzeć farbę z sufitu?

Co takiego Vetinari mówił Cudowi o truciznach? „Umieścimy go tam, gdzie nikt w ogóle nie zajrzy…”.

Vimes uświadomił sobie, że nadal wpatruje się w książkę. Nie było w niej ani jednego znaku, który potrafiłby rozpoznać. To na pewno jakiś szyfr. Znając Vetinariego, szyfr nie do złamania przez nikogo o normalnym umyśle.

Czy można zatruć książkę? Ale… co z tego? Są przecież inne. Trzeba by wiedzieć, że będzie tę właśnie przeglądał, bez przerwy. A nawet wtedy jakoś trzeba wprowadzić w niego truciznę. Człowiek może się zadrapać raz, ale potem już będzie uważał.

Vimes czasami trochę się niepokoił własną skłonnością do podejrzewania wszystkiego. Jeśli człowiek zaczyna sądzić, że można kogoś otruć słowami, to równie dobrze może oskarżyć tapetę o wywołanie szaleństwa. Co prawda ten ohydny zielony kolor każdego mógłby doprowadzić do obłędu…

— Bingely biip bip!

— No nie…

— To twoje budzenie, godzina szósta! Dzień dobry! Oto twoje dzisiejsze spotkania, Tutaj Wstaw Imię! Godzina dziesiąta…

— Zamknij się! Cokolwiek miałem na dziś w terminarzu, stanowczo nie…

Vimes przerwał. Odłożył pudełko.

Wrócił do sekretarzyka. Jeśli przyjąć jedną stronicę dziennie…

Lord Vetinari miał doskonałą pamięć. Ale przecież każdy zapisuje różne rzeczy, prawda? Nie można pamiętać o wszystkich drobiazgach. Środa: 15.00 rządy terroru; 15.15 oczyścić jamę ze skorpionami…

Podniósł terminarz do ust.

— Zapisz notatkę — polecił.

— Hurra! Mów śmiało. Tylko nie zapomnij najpierw powiedzieć „notatka”!

— Porozmawiać z… A niech to! Notatka: Co z dziennikiem Vetinariego?

— To wszystko?

— Tak.

Ktoś zastukał delikatnie. Vimes ostrożnie uchylił drzwi.

— Ach, to ty, Tyłeczek.

Zamrugał. Coś mu nie pasowało.

— Zaraz przygotuję tę miksturę pana Pączka. — Krasnolud spojrzał na łóżko. — Oj… nie wygląda dobrze, co?

— Niech go przeniosą do innego pokoju — polecił Vimes. — Każ służbie przygotować nową sypialnię, jasne?

— Tak jest, sir.

— A kiedy już skończą, wybierzesz inny pokój, losowo, i tam go przeniesiesz. I zmienisz wszystko, rozumiesz? Każdy mebel, wazon, dywanik…

— Eee… Tak jest.

Vimes zawahał się. Wreszcie zrozumiał, co go dręczyło przez ostatnie dwadzieścia sekund.

— Tyłeczek…

— Tak, sir?

— Ty… no… w uszach?

— Kolczyki, sir — wyjaśnił nerwowo krasnolud. — Prezent od funkcjonariusz Angui.

— Naprawdę? Nie, w porządku… Nie sądziłem, że krasnoludy noszą biżuterię, to wszystko.

— Jesteśmy znane z pierścieni, sir.

— Tak, rzeczywiście.

Pierścienie, tak. Nikt lepiej od krasnoluda nie wykuje magicznego pierścienia. Ale… magiczne kolczyki? Zresztą mniejsza z tym. Istnieją wody zbyt głębokie, by w nie brnąć.

Podejście sierżanta Detrytusa do takich spraw było niemal instynktownie prawidłowe. Całą pałacową służbę ustawił przed sobą w szereg i wrzeszczał na nich ile sił.

Taki Detrytus na przykład, myślał Vimes, zbiegając po schodach. Parę lat temu zwykły prymitywny troll, a teraz wartościowy funkcjonariusz straży — pod warunkiem że każe mu się powtarzać wszystkie rozkazy, by sprawdzić, czy na pewno zrozumiał. Pancerz błyszczy mu chyba nawet bardziej niż Marchewy, ponieważ jego nie nudzi polerowanie. Opanował też policyjną robotę w stylu praktykowanym przez większość sił porządkowych wszechświata, to znaczy, ogólnie rzecz biorąc, wrzeszczy wściekle na ludzi, aż się załamią. Tylko z jednej przyczyny nie zaprowadził jednotrollowych rządów terroru: jego procesy myślowe łatwo mógł zepchnąć z toru ktoś, kto próbował czegoś przerażająco chytrego, na przykład bezpośredniego zaprzeczenia.

— Wiem, żeście to zrobili! — krzyczał Detrytus. — Jak ta osoba, co to zrobiła, się nie przyzna, cała służba, ale cała, trafi do Tant i jeszcze wyrzucimy klucz! — Wskazał palcem krępą posługaczkę. — Tyżeś to zrobiła, przyznaj się!

— Nie.

Detrytus przerwał na moment.

— Gdzieżeś była wczoraj w nocy?! — zawołał po chwili. — Przyznaj się!

— W łóżku, oczywiście.

— Aha! Niezła historyjka! Przyznaj się, zawsze żeś tam jest w nocy?

— Oczywiście.

— Aha, przyznaj się, masz świadków?

— Świntuch!

— Aha, czyli nie masz świadków, żeś to zrobiła, przyznawaj się!

— Nie!

— No…

— Dobrze, wystarczy. — Vimes poklepał go po ramieniu. — Dziękuję, sierżancie. Na dzisiaj wystarczy. Czy są tu wszyscy służący?

Detrytus spojrzał groźnie na szereg.

— I co? Wszyscy żeście są?

Wśród zebranych nastąpiło pełne wahania szuranie nogami, po czym uniosła się niepewna ręka.

— Mildred Easy nie ma od wczoraj — poinformował jej właściciel. — To pokojówka z góry. Jakiś chłopak przekazał od niej wiadomość. Musiała się zobaczyć z rodziną.

Vimes poczuł przebiegający mu po karku najdelikatniejszy dreszcz.

— Ktoś wie, o co chodzi? — zapytał.

— Nie mam pojęcia, proszę pana. Zostawiła wszystkie swoje rzeczy.

— Dobrze. Sierżancie, zanim skończycie służbę, poślijcie kogoś, żeby jej poszukał. Potem możecie się trochę przespać. Wy wszyscy idźcie i bierzcie się do tego, co zwykle robicie. Aha… panie Drumknott?

Osobisty sekretarz Patrycjusza, który z przerażeniem obserwował techniki pracy policyjnej w wykonaniu Detrytusa, spojrzał na Vimesa.

— Tak, panie komendancie?

— Co to za książka? Czy to dziennik jego lordowskiej mości?

Drumknott wziął ją i obejrzał.

— Na to wygląda, istotnie.

— Czy udało się panu złamać szyfr?

— Nie wiedziałem, że pisał szyfrem, komendancie.

— Co? Nigdy pan nie zaglądał do tego dziennika?

— A czemu miałbym zaglądać? Nie jest mój.

— Wie pan oczywiście, że poprzedni sekretarz próbował go zamordować?

— Tak, proszę pana. Muszę też dodać, że zostałem wyczerpująco przesłuchany przez pańskich ludzi. — Drumknott otworzył książkę i uniósł brwi.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 77
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)