Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]

Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:

Kryminalna zagadka w świecie Dysku.
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 77
Перейти на страницу:

Za powszechną zgodą krzesło przewodniczącego zajęła i wypełniła należycie pani Palm, kierująca Gildią Szwaczek[15], jako jedna z najbardziej poważanych przywódców gildii.

— Proszę o ciszę! Panowie!

Gwar nieco przycichł.

— Doktorze Downey?

Szef Gildii Skrytobójców skinął głową.

— Przyjaciele, sądzę, że zdajemy sobie sprawę z sytuacji… — zaczął.

— Tak. Podobnie jak wasz księgowy! — odpowiedział ktoś.

Zabrzmiały nerwowe śmiechy, ale nie trwały długo, bo żaden człowiek nie lubi śmiać się zbyt głośno z kogoś, kto dokładnie wie, ile ów człowiek jest wart martwy.

Downey uśmiechnął się lekko.

— Raz jeszcze spieszę zapewnić panów… i panie… że nie jestem świadom żadnego działania dotyczącego lorda Vetinari. Zresztą nie wyobrażam sobie, by w takiej sprawie skrytobójca użył trucizny. Jego lordowska mość spędził kilka lat w szkole skrytobójców. Wie, co to znaczy ostrożność. Nie wątpię, że dojdzie do siebie.

— A jeśli nie? — spytała pani Palm.

— Nikt nie żyje wiecznie — odparł Downey spokojnym głosem kogoś, kto osobiście przekonał się o prawdzie tych słów. — Wtedy z pewnością zyskamy nowego władcę.

W sali zapadła cisza. Nad każdą z głów unosiło się bezgłośnie jedno słowo: Kto?

— Chodzi o to… Chodzi o to… — odezwał się Gerhardt Sock, przewodniczący Gildii Rzeźników — że był… musicie przyznać… był… No bo przypomnijmy sobie niektórych wcześniejszych…

W grupowej świadomości zamigotały słowa: „Lord Snapcase, na przykład… Vetinari przynajmniej nie jest wariatem”.

— Muszę przyznać — rzekła pani Palm — że pod Vetinarim bezpieczniej można chodzić po ulicach…

— Pani wie to najlepiej, madame — powiedział Sock.

Pani Palm obrzuciła go lodowatym wzrokiem. Kilka osób zachichotało.

— Chodzi mi o to, że skromna wpłata na rzecz Gildii Złodziei wystarcza, by zapewnić całkowite bezpieczeństwo — dokończyła.

— No i, w samej rzeczy, mężczyzna może odwiedzić dom o złej…

— Dom negocjowalnej gościnności — poprawiła szybko.

— Istotnie, i być pewnym, że nie obudzi się rozebrany do naga i pobity — stwierdził Sock.

— Chyba że takie właśnie ma gusta. Naszym celem jest dawanie satysfakcji. Bardzo precyzyjnie, jeśli trzeba.

— Rzeczywiście, życie pod Vetinarim jest spokojniejsze — zgodził się pan Potts z Gildii Piekarzy.

— Wszystkich ulicznych aktorów i mimów kazał wrzucić do jamy ze skorpionami — dołączył Boggis z Gildii Złodziei.

— To prawda. Nie zapominajmy jednak, że człowiek ten ma również swoje wady. Jest kapryśny.

— Tak pan sądzi? W porównaniu z tymi, których mieliśmy wcześniej, jest przewidywalny jak skała.

— Snapcase był przewidywalny — mruknął ponuro pan Sock. — Pamiętacie, jak swojego konia zrobił rajcą miejskim?

— Ale musi pan przyznać, że nie był to zły rajca. W porównaniu z niektórymi innymi.

— Jak sobie przypominam, innymi byli w tym okresie wazon z kwiatami, kopczyk piasku i trójka ludzi, którym ścięto głowy.

— A pamiętacie te walki? — odezwał się Boggis. — Wszystkie małe bandy złodziei bijące się stale między sobą? W końcu mało kto miał jeszcze dość energii, by rzeczywiście coś ukraść.

— Teraz wszystko jest bardziej… przewidywalne.

Znów zaległa cisza. O to przecież chodzi, prawda? Sprawy teraz toczyły się w sposób przewidywalny. Cokolwiek by mówić o Vetinarim, pilnował, żeby po dzisiaj zawsze przychodziło jutro. Jeśli nawet człowieka mordowali nocą w jego własnym łóżku, mógł być pewien, że robią to po wcześniejszym umówieniu.

— Pod lordem Snapcase życie było bardziej ekscytujące — odezwał się ktoś.

— Jasne. Aż do chwili, kiedy spadała twoja głowa.

— Problem polega na tym — rzekł Boggis — że to stanowisko doprowadza ludzi do obłędu. Bierze się normalnego faceta, nie gorszego niż ktokolwiek z nas, a po kilku miesiącach zaczyna gadać do mchu i każe ludzi żywcem obdzierać ze skóry.

— Vetinari nie jest obłąkany.

— Zależy, jak na to patrzeć. Nikt nie może być taki normalny jak on, nie będąc przy tym szaleńcem.

— Jestem tylko słabą kobietą — oświadczyła pani Palm, ku niedowierzaniu kilkorga obecnych — ale mam wrażenie, że staje przed nami wyjątkowa możliwość. Albo czeka nas długa walka w celu wyłonienia następcy, albo rozstrzygniemy tę kwestię od razu. Słucham?

Przywódcy gildii usiłowali spoglądać na siebie nawzajem, jednocześnie unikając wzroku każdego z pozostałych. Kto może zostać patrycjuszem? Kiedyś prowadzono przewlekłe i wielostronne walki o władzę, ale dzisiaj…

Człowiek mógł zdobyć tę władzę, ale wraz z nią zyskiwał kłopoty. Świat się zmienił. Obecnie trzeba negocjować, trzeba żonglować sprzecznymi interesami. Od lat nikt zdrowy na umyśle nie próbował zgładzić Vetinariego, ponieważ świat z nim u władzy był odrobinę lepszy od świata bez niego.

Poza tym… Vetinari oswoił Ankh-Morpork. Wytresował je jak psa. Wziął drobnego padlinożercę spośród innych padlinożerców, wydłużył mu zęby, wzmocnił szczęki, rozbudował mięśnie, ponabijał ćwiekami obrożę i karmił krwistymi stekami, a potem wycelował nim w gardło świata.

Zebrał wszystkie gangi i walczące grupy, i pokazał, że mały kawałek tortu regularnie lepszy jest od dużego kawałka z wbitym sztyletem. Że lepiej brać mniejszy kawałek, ale powiększać tort.

Ankh-Morpork jako jedyne spośród miast na równinach otworzyło swe bramy dla krasnoludów i trolli (stopy są mocniejsze, stwierdził Vetinari). I to się udało. Przybysze pracowali. Często sprawiali kłopoty, ale głównie sprawiali bogactwo. W rezultacie, chociaż Ankh-Morpork nadal miało licznych wrogów, wrogowie ci musieli finansować swoje armie z pożyczonych pieniędzy. Pożyczonych w większości od Ankh-Morpork, z karnymi odsetkami. Od lat nie wybuchła żadna większa wojna. Ankh-Morpork sprawiło, że stały się nieopłacalne.

Tysiące lat temu dawne imperium wprowadziło Pax Morporkia; mówiło wtedy światu: „Nie walcz, bo cię zabijemy”. Pax obowiązywał na nowo, ale tym razem Ankh-Morpork mówiło: „Jeśli zaczniesz walczyć, zażądamy spłaty twojego kredytu. A przy okazji, to moja pika, którą we mnie celujesz. Zapłaciłem za tę tarczę, którą trzymasz. I zdejmij mój hełm z głowy, kiedy do mnie mówisz, ty paskudny mały dłużniku”.

A teraz cała ta maszyna, która tykała sobie cichutko, aż ludzie całkiem zapomnieli, że to maszyna, i myśleli, że tak po prostu zbudowany jest świat… Ta maszyna nagle szarpnęła.

Przywódcy gildii przeanalizowali swoje myśli i doszli do wniosku, że wcale nie chcą władzy. Chcą, żeby jutro wyglądało tak jak dzisiaj.

— Są krasnoludy — rzekł Boggis. — Nawet gdyby ktoś z nas… Nie twierdzę, oczywiście, że to będzie ktoś z nas… Nawet gdyby ktoś przejął rządy, to co z krasnoludami? Dostaniemy znowu kogoś jak Snapcase, a zacznie się rąbanie kolan na ulicach.

— Nie sugeruje pan chyba jakiegoś, no… jakiegoś głosowania, prawda? Jakiegoś testu popularności?

— Ależ nie. Tylko że… tylko… wszystko się bardzo skomplikowało. A władza uderza ludziom do głowy.

— A wtedy spadają głowy innych ludzi.

— Wolałabym, żeby ten, kto ciągle to powtarza, lepiej przestał — rzekła surowo pani Palm. — Można by pomyśleć, że to jemu ucięli głowę.

— Hm…

— Ach, to pan, panie Slant. Bardzo przepraszam.

— Jako przewodniczący Gildii Prawników — rzekł pan Slant, najbardziej szanowany zombi w Ankh-Morpork — czuję się w obowiązku zalecić w tej materii jak największą stabilność. Czy wolno mi zaoferować pewną radę?

вернуться

15

Jak je eufemistycznie nazywano. Ludzie mówili: „Nazywają siebie szwaczkami… ehm, ehm!”.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 77
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)