Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]

Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:

Kryminalna zagadka w świecie Dysku.
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 77
Перейти на страницу:

— Co mówili? — zainteresował się Vimes.

Drumknott zastanowił się.

— Niech pomyślę… „Tyżeś to zrobił, przyznaj się, wszyscy cię widzieli, mamy tłum ludzi, którzy twierdzą, że tyżeś to zrobił, żeś to zrobił na pewno, przyznaj się”. Taki był ogólny temat przesłuchania. Wtedy powiedziałem, że to nie ja, co zdaje się zaskoczyło przesłuchującego funkcjonariusza.

Delikatnie polizał palec i przewrócił kartkę.

Vimes patrzył na niego uważnie.

W porannym powietrzu donośnie rozlegał się odgłos pracujących pił. Kapitan Marchewa zastukał do bramy tartaku, którą mu w końcu otworzono.

— Dzień dobry panu — powiedział. — O ile się orientuję, macie tutaj golema?

— Mieliśmy — odparł handlarz drewna.

— Ojej, następny — westchnęła Angua.

To już razem cztery. Ten w kuźni uklęknął pod młotem, ten u kamieniarza był teraz dziesięcioma palcami stóp sterczącymi spod dwutonowego bloku piaskowca, pracującego w dokach widziano ostatnio w rzece, kiedy maszerował w stronę morza, a teraz kolejny…

— Dziwna sprawa — mówił kupiec, stukając pięścią w pierś golema. — Sidney opowiadał, że piłował twardo, aż do chwili, kiedy odpiłował sobie głowę. Muszę dzisiaj wysłać spory transport jesionowych desek. I kto je popiłuje, jeśli wolno spytać?

Angua podniosła głowę golema. Jeśli w ogóle miał na twarzy jakiś wyraz, był to wyraz absolutnego skupienia.

— A jeszcze — odezwał się handlarz drewna — Alf mówił mi, że zeszłej nocy słyszał pod Bębnem, jak to golemy mordują ludzi…

— Śledztwo trwa — odparł Marchewa. — A teraz, panie… Preble Skink, prawda? Pański brat ma sklep z olejem do lamp, na Kablowej? A pańska córka jest pokojówką na uniwersytecie?

Handlarz drewna osłupiał. No, ale Marchewa znał przecież wszystkich.

— Tak…

— Czy pański golem opuścił tartak wczoraj wieczorem?

— No tak, dość wcześnie. Chodziło o jakiś dzień święty. — Popatrzył nerwowo na parę strażników. — Trzeba ich wtedy zwalniać, w przeciwnym razie słowa w ich głowie…

— A potem wrócił i pracował przez całą noc?

— Tak. Co jeszcze mógłby robić? Alf przyszedł na ranną zmianę i mówił, że zobaczył go, jak wychodzi z jamy pod piłą, stoi chwilę, a potem…

— Czy wczoraj ciął sosnowe belki? — wtrąciła Angua.

— Zgadza się. Gdzie ja teraz na szybko znajdę drugiego golema, pytam?

— Co to jest? — Ze stosu trocin podniosła prostokąt w drewnianych ramach. — Jego tabliczka, prawda?

Podała ją Marchewie.

— „Nie będziesz zabijał” — przeczytał powoli Marchewa. — „Glina z mojej gliny. Wstyd”. Domyśla się pan może, dlaczego to napisał?

— Nie mam pojęcia — zapewnił Skink. — Zawsze robił różne głupoty. — Poweselał nagle. — Zaraz, a może go przymuliło? Rozumiecie? Glina… muł… Przymuliło?

— Niezwykle wręcz zabawne — stwierdził posępnie Marchewa. — Zabiorę tabliczkę jako dowód. Do widzenia.

— Czemu pytałaś o sosnowe belki? — zwrócił się do Angui, kiedy wyszli już na ulicę.

— W tej piwnicy wyczułam żywicę sosnową.

— Żywica sosnowa to tylko żywica sosnowa, prawda?

— Nie. Nie dla mnie. Ten golem tam był.

— Wszystkie były. — Marchewa westchnął. — A teraz kolejno popełniają samobójstwa.

— Nie można odebrać życia, którego nie ma — przypomniała Angua.

— No to jak to nazwać? Niszczeniem własności? Zresztą teraz nie możemy ich już zapytać.

Stuknął w tabliczkę.

— Udzieliły nam odpowiedzi — rzekł. — Może zdołamy ustalić, jak powinny brzmieć pytania.

— Jak to: nic? — zdumiał się Vimes. — To przecież musi być książka! Liże palce, kiedy przewraca kartki, i codziennie przyjmuje małą dawkę arszeniku! Przerażająco sprytne!

— Przykro mi, sir. — Cudo cofnęła się o krok. — Nie ma nawet śladu. Nie wykrył go żaden test, jaki znam.

— Na pewno?

— Mogę posłać książkę na Niewidoczny Uniwersytet. W budynku Magii Wysokich Energii skonstruowali nowy rezonator morficzny. Magia bez trudu…

— Lepiej nie — przerwał Vimes. — Nie mieszajmy do tego magów. Do licha! Przez pół godziny naprawdę wierzyłem, że znalazłem…

Usiadł przy biurku. Coś nowego nie pasowało teraz u krasnoluda, ale znowu nie bardzo mógł konkretnie stwierdzić, co to takiego.

— Coś nam tutaj ucieka, Tyłeczek — powiedział.

— Tak jest, sir.

— Przyjrzyjmy się faktom. Jeśli chcemy otruć kogoś powoli, musimy podawać mu truciznę przez cały czas, a przynajmniej każdego dnia. Wykluczyliśmy wszystko, co Patrycjusz mógłby robić. Nie może to być powietrze w pokoju, przecież codziennie tam bywamy. Nie jest to pożywienie, tego jesteśmy praktycznie pewni. Czy coś go użądliło? Da się zatruć komara? Potrzebny jest…

— Przepraszam, sir.

— Detrytus? Myślałem, że nie masz służby.

— Kazałżem im dać mi ten adres do tej pokojówki, tej Easy, jak pan mówił — odparł ze stoickim spokojem Detrytus. — Żem poszedł, a tam różni ludzie zaglądali do środka.

— Jak to?

— Sąsiedzi i w ogóle. Płaczące kobiety koło drzwi. Ale żem pamiętał, co pan mówił o tym słowie na diplo…

— Dyplomacji — podpowiedział Vimes.

— No. Nie wrzeszczeć na ludzi i takie tam. Żem pomyślał, to delikatna sytuacja. I jeszcze rzucali we mnie różnymi rzeczami. No to żem wrócił tutaj. Żem zapisał ten adres. A teraz idę do domu.

Zasalutował, zachwiał się lekko od silnego uderzenia w skroń i wyszedł.

— Dziękuję, Detrytus — rzucił Vimes.

Spojrzał na kartkę zapisaną dużymi, okrągłymi literami.

— Pierwsze piętro od tyłu, ulica Kogudziobna 27 — przeczytał. — Coś takiego!

— Zna pan te okolice, sir?

— Powinienem. Urodziłem się na tej ulicy. To jeszcze za Mrokami. Easy, Easy… Tak. Teraz sobie przypominam. Mieszkała tam pani Easy. Chuda kobieta. Dużo szyła. Liczna rodzina. No, wszystkie rodziny mieliśmy tam liczne, to był jedyny sposób, żeby się rozgrzać…

Zmarszczył czoło, wpatrzony w kartkę. To chyba nie jest żaden konkretny trop. Pokojówki zawsze brały wolne, żeby odwiedzać swoje matki, kiedy zdarzały się jakieś rodzinne kłopoty. Jak to mówiła jego babcia? „Twój syn jest synem, póki nie weźmie sobie żony, ale córka jest córką do końca życia”. Wysłanie tam strażnika prawie na pewno będzie stratą czasu…

— No, no… Kogudziobna…

Znowu spojrzał na kartkę. Równie dobrze można by ją nazwać Aleją Wspomnień. Nie, na pewno nie warto marnować sił straży na takie bezsensowne wyprawy. Ale on sam może zajrzeć. Po drodze. Może dzisiaj…

— Ehm… Tyłeczek?

— Tak, sir?

— Na twoich… na wargach. Czerwone. Na wargach…

— Szminka, sir.

— Och… no tak. Szminka? Świetnie. Szminka.

— Dała mi ją funkcjonariusz Angua, sir.

— To ładnie z jej strony — przyznał Vimes. — Tak sądzę.

Nazywano ją Salą Szczurów. W teorii z powodu wystroju. Któryś z byłych mieszkańców pałacu uznał, że fresk z tańczącymi szczurami będzie prawdziwym przebojem dekoratorskim. Szczurzy deseń zdobił dywan. Na suficie szczury tańczyły w kręgu, ze splecionymi pośrodku ogonami. Po półgodzinie w tym pomieszczeniu ludzie mieli ochotę się wykąpać.

Wkrótce więc popłyną rzeki gorącej wody — sala wypełniała się szybko.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 77
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)