Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 137
Перейти на страницу:

A jednak był świadom, że to pragnienie rządzenia własnym ciałem jest przejawem nieokiełznanej pychy i że to właśnie, przynajmniej po części, było przyczyną jego reakcji na gwałty. Kiedy zaczął pojmować, że opór tylko zwiększa jego cierpienia i sprawia jeszcze większą satysfakcję gwałcicielom, próbował poddawać im się biernie, gardzić nimi i lekceważyć, jak tylko potrafił. Przerastało to jednak jego możliwości, było nie do zniesienia. A kiedy poczuł, że już więcej tego nie zniesie, kiedy postanowił, że zabije się, jeśli ktoś będzie chciał go ponownie wykorzystać, zapłacił za to życiem Askamy. Czy gwałt był karą za jego pychę? Straszliwa to lekcja pokory, ale można byłoby ją znieść, gdyby Askama nie umarła za jego grzechy.

To wszystko było bezsensowne.

Dlaczego Bóg nie pozwolił mu zostać w Puerto Rico? Nigdy mu nie zależało na duchowej wielkości. Przez całe lata był, nie uskarżając się na to, solo cum Solus — sam wobec Jedynego, nie słysząc Boga, nie czując Boga, niczego od Niego nie oczekując. Żył w świecie, nie stając się częścią świata, żył w czymś, co niezgłębione, nie stając się tego częścią, wdzięczny za to, że jest tym, kim jest: byłym akademikiem, parafialnym księdzem pracującym w slumsach swojego dzieciństwa.

Lecz później, na Rakhacie, kiedy się otworzył i zrobił w swojej duszy dość miejsca, został — zupełnie nieoczekiwanie — napełniony Bogiem, ba, wręcz zalany Bogiem! Czuł się zalany światłem, ogłuszony przez jego moc. Nie starał się o to! Nigdy się tym nie chlubił, nigdy nie pojmował tego jako rekompensaty za to, co Bogu złożył w ofierze. To, co go napełniło, było nieproporcjonalne, niewymierne, niezasłużone, niewyobrażalne. Była to darmo udzielona łaska Boża. W każdym razie tak uważał.

A może to pycha, a nie ufność wiary, kazała mu uwierzyć, że misja na Rakhat jest częścią jakiegoś planu? Aż do chwili, w której jana’atariski patrol zaczął mordować dzieci, nie było żadnego ostrzeżenia, żadnej najmniejszej oznaki, że popełniają fatalny błąd. Dlaczego Bóg opuścił ich wszystkich — ludzi i Runów jednako? Skąd ta milcząca, okrutna obojętność po tak oczywistej interwencji?

— Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść — poskarżył się przez łzy słowami Jeremiasza po wyjściu Kalingemali Loporego. — Ujarzmiłeś mnie i stałem się pośmiewiskiem.

Oburzony, że czyjaś wiara mogła zostać wystawiona na aż tak ciężką próbę, głęboko zawstydzony, że tej próbie nie sprostał, Emilio Sandoz wiedział tylko jedno: że nie potrafi się z tym pogodzić — i za to był Bogu wdzięczny. Wyrzekł się więc swego ciała, przestał dbać o duszę, oddał je mocy, która go zniewoliła, i starał się żyć tylko swym umysłem, nad którym zachował panowanie. I choć nie odnalazł spokoju, przynajmniej na jakiś czas uzyskał coś w rodzaju zawieszenia broni.

Daniel Żelazny Koń położył temu kres; cokolwiek wydarzyło się na Rakhacie, kogokolwiek można było za to winić, Emilio Sandoz żyje, a jego życie dotyka życia innych ludzi. Trzeba więc stawić temu czoło.

Jadał teraz trzy razy dziennie, jakby pożywienie było lekiem. Zaczął znowu biegać, okrążając rankiem senne ogrody wokół domu rekolekcyjnego, aż doszedł do czterech mil w ciągu pół godziny — dzień w dzień, w słońcu czy w deszczu. Dwa razy dziennie zmuszał się do przerwania pracy i brał hantle, metodycznie ćwicząc mięśnie rąk i ramion, które teraz spełniały podwójną rolę, rządząc jego palcami poprzez mechanizmy protez. W kwietniu zbliżał się już do wagi półciężkiej, a koszule nie wisiały już na nim jak na wieszaku.

Bóle głowy nie ustępowały. Nocne koszmary trwały. Odzyskał jednak utracony teren z wytrwałością piechoty i tym razem postanowił zrobić wszystko, by go już więcej nie utracić.

Był niezwykle chłodny poranek na początku maja. Celestina byłajuż w przedszkolu. Giną Giuliani wyjrzałaprzez okno w kuchni i zobaczyła jakiegoś mężczyznę rozmawiającego ze strażnikiem przy koiicu podjazdu. Poznała szarą zamszową kurtkę, którą kupiła, zanim rozpoznała samego Sandoza i przez chwilę rozważała, czy nie musi zrobić czegoś ze swoimi włosami, ale się rozmyśliła. Włożyła sweter i wyszła tylnymi drzwiami, żeby się z nim spotkać.

— Don Emilio! — powitała go z szerokim uśmiechem. — Świetnie wyglądasz.

— I czuję się świetnie — powiedział bez śladu ironii, traktując grzecznościowy zwrot jak prawdziwy opis swojego wyglądu, — Nie byłem tego przedtem pewny, ale teraz już jestem. Przyszedłem, żeby przeprosić, signora. Uważałem, że lepiej być szorstkim, niż niepotrzebnie panią niepokoić.

— Mi scuzi? — zapytała, marszcząc brwi.

Signora, dwóch członków załogi „Stelli Maris” zachorowało na Rakhacie. Jeden zmarł tej samej nocy, drugi chorował przez wiele miesięcy i był bliski śmierci, kiedy go zabito — powiedział bez śladu emocji. — Nigdy się nie udało wykryć przyczyny tych chorób, ale jedna z nich była wyniszczającą, powodującą znaczny ubytek wagi. Ach, dobrze zrobiłem, że nie powiedziałem o tym wcześniej — dodał, kiedy jej ręka powędrowała do ust. — Może mi więc wybaczysz. W grudniu zwrócono mi uwagę na to, że mogłem przywlec tę chorobę. — Rozłożył lekko ręce, prezentując niezaprzeczalny dowód. — Jak widzisz, chorowałem na tchórzostwo, a nie najakieś patogenne świństwo z kosmosu.

Przez chwilę nie była w stanie przemówić.

— Więc to była dobrowolna kwarantanna? — zapytała w końcu. — Do czasu, gdy uzyskasz pewność, że jesteś zdrowy?

— Tak.

— Nie widzę w tym żadnego tchórzostwa.

Mewy kwiliły, a on przez chwilę zastanawiał się nad jej słowami.

— Człowiek, z którym rozmawiałem, idąc tutaj, powiedział mi, że ten kawałek wybrzeża jest zawsze strzeżony. Czy to prawda?

— Tak.

Odgarnęła włosy z twarzy i otuliła się szczelniej swetrem.

— Powiedział, że „mafia” to zły termin. W Neapolu to kamorra.

— Tak. Jesteś zaszokowany?

Wzruszył ramionami i spojrzał w bok.

— Powinienem był sam zdać sobie z tego sprawę. Zauważyłem pewne oznaki. No, ale byłem pochłonięty czym innym. — Wpatrzył, się w morze, kontemplując widok, który ona miała z okna swej sypialni. — Bardzo tutaj pięknie.

Przyglądała mu się z boku i zastanawiała, co teraz zrobić.

— Celestina niedługo wróci z przedszkola — powiedziała. — Byłaby niepocieszona, gdyby się dowiedziała, że byłeś. Mógłbyś na nią poczekać? Możemy napić się kawy.

— Co ty o mnie wiesz? — zapytał obcesowo, odwracając się do niej.

Wyprostowała się, zbita z tropu tym pytaniem. Wiem, że traktujesz moją córkę jak małą księżniczkę, pomyślała. Wiem, że potrafię cię rozśmieszyć. Wiem, że… Bezpośredniość jego spojrzenia otrzeźwiła ją.

— Wiem, że opłakujesz swoich przyjaciół… i dziecko, które ukochałeś. Wiem, że czujesz się odpowiedzialny za wiele śmierci. Wiem, że zostałeś zgwałcony.

Nie spuścił wzroku.

— Chciałbym uniknąć nieporozumień. Jeśli mój włoski nie będzie zrozumiały, powiedz mi, dobrze? — Kiwnęła głową. — Zaoferowałaś mi… przyjaźń. SignoraGiuliani, nie jestem naiwny. Potrafię rozpoznać, co się dzieje w innych. Chcę, żeby pani zrozumiała, że…

Poczuła, że robi się jej słabo. Zawstydzona przejrzystością swoich uczuć, zapragnęła, by nagle zatrzęsła się ziemia, żeby jakiś kataklizm zmiótł cały Półwysep Apeniński do Morza Śródziemnego.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)