Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Boga [Children of God - pl]
Dzieci Boga [Children of God - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Boga [Children of God - pl]

Электронная книга - «Dzieci Boga [Children of God - pl]». Краткое содержание книги:

Debiutancka powieść Mary Dorii Russell „Wróbel” zdobyła dla autorki powszechne uznanie. Oto kontynuacja owej jednej z najwspanialszych powieści fantastycznych ostatnich lat. Zaledwie ojciec Emilio Sanchez, jedyny członek pierwszej wyprawy, który powrócił na Ziemię, zdołał odzyskać zdrowie i równowagę psychiczną po straszliwych przejściach na planecie Rakhat, Towarzystwo Jezusowe prosi go (a właściwie zmusza), by zechciał wziąć udział w kolejnej misji. Sancheza dręczą wspomnienia i lęki, ale nie może uciec od swojej przeszłości. Rozpoczyna się druga batalia o rozum i duszę tak ciężko doświadczonego przez los kapłana.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 137
Перейти на страницу:

— Nie trzeba niczego wyjaśniać, don Emilio. Naprawdę, bardzo mi przykro, że zawracałam ci głowę…

— Nie! Proszę. Pozwól mi… Signora Giuliani, bardzo bym chciał, żebyśmy spotkali się wcześniej… może o wiele, wiele wcześniej. Wszystko plączę. — Spojrzał w niebo, niezadowolony z samego siebie. — W chrześcijaństwie jest… uważa się… że dusza różni się… że jest czymś wyższym od fizycznego ja… że świadomość jest czymś innym od ciała, żyje jakby własnym życiem. Wiele czasu upłynęło, zanim zrozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi. Teraz ciało, umysł, dusza… to dla mnie jedno. — Odwrócił głowę, pozwalając, by wiatr zdmuchnął mu włosy z oczu wpatrzonych w jasną linię horyzontu, gdzie świetlistość morza spotykała się z niebem. — Teraz wierzę, że wybrałem celibat jako ścieżkę do Boga, ponieważ właśnie ona sprawia, że ciało, umysł i dusza stają się jednym.

Zamilkł na chwilę, zbierając myśli.

— Kiedy… Musisz zrozumieć, że to nie był jeden gwałt. Było ich wiele, rozumiesz? — Zerknął na nią, ale potem znowu utkwił spojrzenie w morzu. — Było ich siedemnastu, a ciągnęło się to miesiącami. I wówczas, i później starałem się oddzielić to, co działo się ze mną fizycznie, od tego… co to dla mnie znaczyło. Wmawiałem sobie: to tylko moje ciało. To nie dotyka mojego prawdziwego ja. Ale nie mogłem w to naprawdę uwierzyć, nie potrafiłem tak myśleć. Wybacz mi, signora. Nie mam prawa żądać, aby pani tego wysłuchiwała. Znowu zamilkł, prawie pokonany.

— Ja słucham — powiedziała.

Ty tchórzu, zwymyślał się w duchu. Mów. Powiedz wszystko.

— Signora, chcę, żeby między nami nie było żadnych nieporozumień. Bez względu na aspekty prawne, nie jestem księdzem. Moje śluby zostały unieważnione. Gdybyśmy się spotkali kiedy indziej, chciałbym, żeby nas łączyło coś więcej niż przyjaźń. Ale to, co kiedyś dobrowolnie oddałem Bogu, jest teraz stłamszone przez… — Przez mdłości. Strach. Wściekłość. Spojrzał jej w oczy i zrozumiał, że winien jest jej prawdę: tyle prawdy, ile sam potrafi znieść. — Przez wstręt — powiedział w końcu. — Jestem wciąż rozbity. Czy możesz zgodzić się, że to, co ci dam za twoją przyjaźń, będzie czymś mniejszym?

Proszę, zrozum to, błagał ją w myślach. Moje ciało zostało uzdrowione, moja dusza wciąż krwawi. A dla mnie to jedno.

Wiatr, który tu, blisko morza, nigdy nie ustawał, szumiał jej w uszach i przynosił zapach wodorostów i ryb. Spojrzała tam, gdzie on patrzył, na zatokę poznaczoną cekinami światła.

— Emilio, oferujesz mi uczciwość — powiedziała z powagą. — A uczciwość, jak sądzę, nie jest wcale czymś mniejszym od przyjaźni.

Przez chwilę panowała cisza, przerywana jedynie kwileniem mew. W oddali, przy podjeździe, zakaszlał strażnik i rzucił niedopałek na ziemię, rozgniatając go podeszwą. Czekała, ale było jasne, że Sandoz zrobił już wszystko, na co go było stać.

— No, ąle kawy możesz się chyba napić — powiedziała w końcu, przypomniawszy sobie o Celestinie i o śwince morskiej.

Rozległ się zduszony śmiech, po którym można było poznać, jak wielkie towarzyszy mu napięcie, a uzbrojone w protezy ręce powędrowały do głowy, jakby chciał przeczesać włosy palcami, po czym wróciły do boków.

— Chyba wolałbym napić się piwa — wyznał szczerze — ale jest dopiero dziesiąta.

— Podróże kształcą. Słyszałeś o chorwackim śniadaniu? — Potrząsnął głową. — Kieliszek śliwowicy, a potem espresso.

— Tego mi chyba trzeba — odpowiedział z lekkim ożywieniem, po czym zamilkł.

Zamierzała odwrócić się, by powędrować w stronę domu, ale napięcie nie pozwoliło jej ruszyć się z miejsca. O wiele później pomyślała: Gdybym się wtedy odwróciła, przegapiłabym moment, w którym się zakochał.

On zapamiętał to inaczej. To, czego doznał, było nie tyle początkiem miłości, ile ustaniem bólu. Było to doznanie równie fizyczne i równie nieoczekiwane jak chwila, w której ręce przestawały go boleć po jakimś straszliwym ataku neuralgii — kiedy ból po prostu mijał, tak nagle i w tak nie wyjaśniony sposób, jak się pojawiał. Zawsze, przez całe życie, uznawał moc milczenia. Nigdy nie potrafił wypowiadać tego, co było w nim naprawdę, no, może czasami, kiedy rozmawiał z Annę. A teraz mógł: do Giny.

— Tęskniłem za tobą — powiedział, odkrywając uczucie, kiedy wyrzekł te słowa.

— To dobrze — odpowiedziała, przytrzymując wzrokiem jego oczy, wiedząc więcej niż on.

Odwróciła się i ruszyła w stronę kuchni.

— Jak tam Elizabeth? — zawołała przez ramię.

— Znakomicie! To kochane zwierzątko. Sprawia mi naprawdę wiele radości — odpowiedział Emilio, podbiegając kilka kroków, aby się z nią zrównać. — John Candotti zrobił jej wspaniałą klatkę, trzy pomieszczenia i tunel. Nazwaliśmy ją Świńskim Królestwem. — Sięgnął zza Giny, by otworzyć drzwi; zamknął palce na klamce, nawet o tym nie myśląc. — Może byś kiedy przyszła na lunch z Celestiną? Nauczyłem się gotować — oświadczył z dumą, przytrzymując przed nią drzwi. — Prawdziwe potrawy. Żadne gotowe świństwa. Zawahała się, zanim przekroczyła próg.

— Przyjdziemy chętnie, ale obawiam się, że Celestina nie zje niczego poza makaronem z serem.

— Kismet! — wykrzyknął z uśmiechem, który ogrzał ich oboje. — Tak się składa, signora, że makaron z serem to moja specjalność.

W miarę jak dni się wydłużały, było coraz więcej wspólnych lunchów, krótkich odwiedzin, telefonów i wiadomości przekazywanych trzy albo cztery razy dziennie. Emilio był u niej w domu, kiedy pocztą nadeszły dokumenty finalizujące rozwód, a Giną i tak się rozpłakała. Wcześnie zrozumiała, że Sandoz nie może jeść mięsa; po jakimś czasie był w stanie jej wyjaśnić dlaczego i znowu się popłakała, tym razem z jego powodu. Kiedy wyraził zachwyt nad rysunkami Celestiny, dziewczynka rozpoczęła masową produkcję i wkrótce nagie ściany jego pokoju były obwieszone barwnymi malunkami przedstawiającymi tajemnicze obiekty. Zadowolona z efektu, Giną pewnego dnia ozdobiła jego okna doniczkami czerwonego geranium, co okazało się dla niego nieoczekiwanym punktem zwrotnym. Już dawno zapomniał, jaką radość sprawiały mu dyżury przy pielęgnacji roślin na „Stelli Maris”, i teraz zaczął sobie przypominać dobre chwile, co pomagało mu w odzyskaniu wewnętrznej równowagi.

Zabierali Celestinę na przechadzki, pocąc się w ostrym blasku mezzogiorno: fioletowe morze na zachodzie, lśniące od słońca skały na wschodzie, cierpkosłodki zapach pyłu, kwiatów i asfaltu gryzący w gardło. Spacerowali, sprzeczając się o głupie drobnostki i ciesząc się sobą, a potem szli do domu na świeży chleb smażony na oliwie z drzewek mających osiemset lat, cukinię zprovolone dolce i migdały w miodzie. Po kolacji Emilio zostawał, żeby ułożyć Celestinę do łóżka, a Giną słuchała, kręcąc głową, jak tych dwoje tworzyło długie, skomplikowane opowieści z wieloma epizodami, o księżniczce z kędzierzawymi włosami, której nie wolno było jeść niczego pomiędzy przyjęciami i o psie, który się nazywał Franco Grossi i towarzyszył księżniczce w wyprawach do Ameryki, na księżyc, do Mediolanu i do Australii. W czerwcu Emilio przyznał się do swoich migren i Giną kupiła mu kilka nowych leków do wypróbowania; jeden z nich okazał się o wiele skuteczniejszy od prograiny.

Oboje rozumieli bez słów, że Emilio potrzebuje czasu, ale wkrótce zaczął dochodzić do wniosku, że nie aż tyle, ile mu się wydawało na początku.

Pewnego wieczoru Giną nauczyła go grać w scopa; kiedy już rozeznał się w regułach, była zdumiona zaciętością, z jaką grał, choć przygnębiało ją, kiedy widziała, z jaką trudnością utrzymuje karty. Kiedy go o to zapytała, zmienił temat, a ona nie nalegała. Później, pewnego letniego poranka, może po to, aby udowodnić, że ręce ma sprawne, on i Celestina postanowili zawiązać sobie samodzielnie sznurowadła, czego oboje od dawna nie robili.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)