Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классические детективы » Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]

Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:

Wszyscy miłośnicy Herkulesa Piorota z pewnością pokochają także Alberta Campiona. Ten niezwykłe inteligentny i błyskotliwy detektyw amator, bohater siedemnastu powieści Margery Allingham, z pomocą służącego, Lugga – zresztą byłego włamywacza – rozwiązuje równie skomplikowane zagadki jak te, z którymi przyszło się zmierzyć słynnemu Belgowi…
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 57
Перейти на страницу:

– Gdzie zdobyła truciznę?

Opadł na oparcie fotela przybierając minę tak obojętną aż się to wydawało podejrzane:

– Tego pan musi się dowiedzieć. Ja nie znam żadnych szczegółów.

– Dlaczego umył pan szklanki i filiżanki w jej pokoju?

Zawahał się.

– Nie wiem – powiedział wreszcie. – Szczerze mówiąc, poszedłem na górę dlatego, że ta poczciwa kobieta, która dba o nas, oczekiwała tego ode mnie. Stałem patrząc na Ruth i zastanawiając się, że to było bardzo niefortunnie, iż odziedziczyła ten fatalny rodzaj zdolności matematycznych. I w tej samej chwili pomyślałem sobie, że musiała się otruć. Wymyłem naczynia w jej pokoju, żeby ktoś inny nie wziął czego niebezpiecznego przez pomyłkę.

– To ci historia! – Luke dał gwałtownie wyraz swemu niedowierzaniu. – Czy chce pan przez to powiedzieć, że kiedy pańska siostra się otruła, nic pan nie zrobił, jednak jak tylko doktor przyszedł do pana z anonimowym listem, zaczai pan aktywnie działać?

Lawrence zignorował go.

– Był to pierwszy dokument tego rodzaju, jaki Widziałem w życiu – wyjaśnił Campionowi. – Niezwykła zjadliwość tego listu wywarła na mnie psychologiczny wpływ. Byłem zafascynowany. Nie wiem, czy pan kiedykolwiek tego doświadczył?

Campion doskonale go rozumiał i w jego następnym pytaniu był cień przeprosin.

– Czy w wyniku swych dociekań doszedł pan do wniosku, że to pańska siostrzenica je pisała?

Lawrence odwrócił głowę..

– Jeśli podsłuchiwał pan moją rozmowę z nią, to pan wie.

– Czy ma pan jakieś dowody?

Spojrzał na niego mocno zaczerwieniony,

– Drogi panie, moje badania to moja sprawa. Trudno, żebym wynikami ich dzielił się z panem, zwłaszcza, że dotyczą mojej własnej rodziny.

Campion milczał chwilę.

– Pragnąłbym jednak przypomnieć panu, że proces eliminacji ma pewne mankamenty – zaryzykował wreszcie.

Lawrence przestał się gniewać. Miał minę dziecka, które się uspokaja po płaczu.

– Tak pan uważa? – spytał z zaciekawieniem.

Campion zachował powagę.

– Młodsi są zawsze tajemniczy – zauważył. – Nawet jeśli z biegiem lat wydaje nam się, że coraz lepiej znamy ludzi w ogóle, oni pozostają zagadką.

Luke nie mógł dłużej wytrzymać.

– Ale co ma piernik do wiatraka? – spytał.

Odpowiedział mu Lawrence:

– Krótko mówiąc, kiedy utwierdziłem się w przekonaniu, że nikt inny w domu nie mógł napisać tych listów, zainteresowałem się osobą, której naprawdę nie znam. Zauważyłem, że posiada jakąś tajemnicę. -'Twarz jego stężała w grymasie obrzydzenia. – Nie wiedziałem wtedy, co to jest.

– Kto odkrył panu tę straszną tajemnicę? – Rozbawienie Luke'a było okrutne. – Zapewne kapitan.

– Tak. Rozmawiałem z nim na inny temat i wtedy mi powiedział. Wszystko. Bez obsłonek. Nie uwierzyłem mu, ale poprosiłem, żeby zabrał mnie do szpitala, gdzie leży ten łobuz i tam… tam zastaliśmy Kłytię. – Spojrzał tak, jakby samo wspomnienie przyprawiło go o mdłości. Raz jeszcze Campion przejął inicjatywę.w swoje ręce.

– Nie rozumiem, dlaczego swoje podejrzenia ograniczył pan do domowników.

– Ależ to zupełnie oczywiste. – Lawrence wstał zrzucając papiery i książki i rozplatając swoje ciężkie palce. – Przemyślałem to wielokrotnie – stwierdził, dziwną intonacją podkreślając słowa. – Mam na to oczywisty, nie do odparcia dowód. – Poczłapał do skrzyni stojącej we wnęce okiennej. – Gdzieś tu schowałem kopię pewnego listu. – Za mocno szarpnął szufladę i masa papierów wypadła na podłogę.

– Dajmy temu spokój- -Luke najwyraźniej był zmęczony. – Znam go na pamięć.

– Doprawdy? Lawrence patrzył bezradnie na stos.

– Mogę go wyrecytować choćby w tej chwili – zapewnił go inspektor z przekonaniem. – W każdym razie pierwszą część. Nie przypominam sobie żadnego oczywistego dowodu.

– Była tam pewna uwaga o kwiatach. – Lawrence nerwowo zbliżył się do niego. – Pamięta pan? Po całej masie kalumnii pod adresem doktora, oskarżających go o „ślepotę w ohydnym morderstwie", było dalej napisane „nawet toczące się kołem lilie powiedziałyby każdemu, ale nie głupcowi".

Pełna pasji odraza, z jaką zacytował te słowa, ujawniła całe wzburzenie, jakie te listy w nim wywoływały. W jego świecie wartości takie gwałcenie zasad logiki było wielkim. grzechem.

Luke był bardzo zainteresowany.

– Tak, przypominam to sobie. Kiedy „potoczyły się" kwiaty?

– Tuż przed pogrzebem, kiedy w hallu zebrani byli tylko domownicy. Nie było nikogo obcego. Nawet przedsiębiorca pogrzebowy z synem jeszcze nie przyszli.

– Był to zapewne wieniec z kwiatów? – podsunął Campion, który czuł, że w tej całej historii potrzebna jest akuszerka.

– Oczywiście. – Widoczne było, że teraz chce szybko wszystko wyjaśnić. – Widzi pan, ktoś kupił wieniec, nikt z rodziny. My nie jesteśmy wylewni. Chyba ten aktor Grace, który spędza dużo czasu z naszą przemiłą panną Roper. Ktoś oparł wieniec o ścianę na podeście schodów. Rano w dniu pogrzebu prawie wszyscy zebrali się w hallu. Czekaliśmy na obu Bowelsów. Ja nie zamierzałem jechać, miałem jakąś pracę do skończenia. Ale moje siostry uważały, że powinny wziąć w tym udział. Wszyscy byliśmy obecni, nawet ta podstarzała nimfa, która sprząta dla panny Roper, kiedy nagle nie wiadomo dlaczego, wieniec zaczął się toczyć siejąc płatkami. Był to zabawny incydent, ale pamiętam, że sprzątaczka krzyknęła. Panna Roper podbiegła i chwyciła wieniec.

– A co potem z nim zrobiła? – Charlie Luke słuchał tego opowiadania z mieszaniną podejrzliwości i oczekiwania, z jaką się zwykle traktuje nieprawdopodobne historie.

– Och, położyła go na krześle. Oczywiście' był trochę uszkodzony. Kiedy kondukt wyruszył, leżał na trumnie. – Wzruszył ramionami. – Było to zdarzenie całkowicie nieważne, a teraz wspomina się o nim w liście. I to właśnie przeraziło mnie. Te ohydne listy pisał ktoś z nas. Przecież w tym kryje się czyste szaleństwo. – Zadrżał, a w jego oczach malowały się bezradność i ból. – To straszne.

Luke nadal był spokojny.

– Wydaje mi się, że nie ma pan żadnego dowodu przeciwko pannie White – powiedział. – Takie historyjki ludzie sobie chętnie opowiadają. Ktoś, kto był świadkiem tego, opowiedział komuś, kto tego nie widział, ot i wszystko.

Wyraz twarzy Lawrence'a nagle się zmienił, stała się szkarłatna z oburzenia i odrazy.

– Chce pan przez to powiedzieć, że Kłytia i ten jej zdeprawowany chłopak napisali go razem?

– Nie, proszę pana, wcale nie. Czy nie może pan wyłączyć z tej sprawy siostrzenicy? Nie ma pan najmniejszego dowodu przeciwko niej. Każdy, kto widział wieniec toczący się po schodach, mógł o tym opowiedzieć komu chciał. Sprzątaczka może mieć ciocię, która wpadła na pomysł pisania listów. Panna Roper mogła o tym opowiedzieć stojąc w kolejce po mięso.

– Nigdy w to nie uwierzę, panna Roper jest kobietą na poziomie.

Charlie Luke westchnął głęboko, ale nie zamierzał bronić siebie czy Renee. Zamiast tego spytał gwałtownie:

– Dlaczego śledził pan kapitana Setona na ulicy, przedwczoraj o drugiej godzinie w nocy? – Jeśli myślał, że go zaskoczy, to się mylił.

– To było wprost nie do wytrzymania. – Gęgający głos był opanowany. – Usłyszałem, że ktoś wyśliznął się z domu, sądziłem, że to Kłytia. Dlatego ona przyszła mi na myśl, ponieważ tego właśnie wieczoru posprzeczaliśmy się. Nie wiedziałem, że wróciła do domu, i kiedy na polecenie siostry cawnthrope'owałem do jej pokoju, przekonałem się, że jest w domu. Bardzo była niezadowolona z mojej kontroli.

– Mówiąc,,cawnthrope'owałem" zapewne chciał pan powiedzieć „zajrzałem" – podsunął spiesznie Campion widząc, że twarz Luke'a za chwilę zupełnie pociemnieje.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)