Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
- Автор: Аллингем (Аллингхэм) Марджери (Марджори)
- Язык: польский
- Переводчик: Irena Dolezal-Nowicka
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:
Luke siedział bez ruchu, wyglądał, jakby skamieniał, a kiedy się wreszcie odezwał, mówił bardzo cicho:
– Powinienem złożyć wymówienie.
– Pan ją zna?
– Trochę! – Wstał, nadal patrząc na Campiona z respektem. – Wiedziałem nawet, że ją raz odwiedził. Jeden z moich ludzi powiedział mi, że widział go wychodzącego z jej domu. To było na samym początku sprawy. Ale ja o tym na śmierć zapomniałem. Pan to wywnioskował tylko na podstawie rozumowania, podczas gdy ja miałem informację w ręku i nie wykorzystałem jej.
– Może się mylę. – Campion robił wrażenie, ze mu przykro z powodu gwałtownej reakcji, z jaką spotykał się jego sukces.
– Ależ nie! – Charlie Znowu się ożywił. W przeciągu kilku chwil znowu wróciła mu energia i ubyło mu z' dziesięć lat. -Ma pan rację co do tej wróżki. Nazywa siebie Córą Faraona. Wróży za dziesiątkę. Zostawiliśmy ją w spokoju, ponieważ robiła wrażenie zupełnie nieszkodliwej. – Na twarzy inspektora malowało się wielkie skupienie; szukał w pamięci odpowiedniego obrazu. – Ależ tak! – zawołał z przekonaniem. – Tak, to ona. Nazywa się naprawdę… niech sobie przypomnę… nazywa się, Boże Wszech-
– mocny! – Oczy jego rozszerzyły się ze zdumienia. – Czy pan wie, kim ona jest, panie Campion? Ona jest siostrą, do diaska, musi być jego siostrą! Nazywa się Congreve! To siostra starego Wargacza z banku. O Boże, nie pozwól mi umrzeć, zanim tam pójdę!
Był tak przejęty, że nie słyszał nawet uporczywego pukania do drzwi, które nagle się otworzyły i na progu ukazała się zachwycająca, choć może nie w porę, Kłytia White. Nie uświadamiając sobie, że pojawiła się w krytycznym momencie, stała w całej krasie swej urody patrząc na Lukę^, trochę przelękniona, a trochę wyzywająca. Dopasowana sukienka uwydatniała wdzięki jej młodego ciała. Szeroka spódnica była może nieco zbyt szeroka, fantazyjnie zawiązana szarfa w kropki sprawiała, że wyglądała jak przebrany kociak, zaś elegancki kapelusik siedział może zbyt prosto na jej starannie uczesanych włosach.
– No jak? – spytała bez tchu.
Charlie Luke zatrzymał się, choć spieszno mu było do obowiązków służbowych. (Campion jeszcze nigdy nie czuł do niego tak wielkiego szacunku jak w tej chwili). Stał oglądając ją uważnie, zmrużywszy oczy, skoncentrowany tylko na niej.
– Wiesz, co ci powiem – odezwał się w-reszcie. – Zdejmij tę szarfę, a w niedzielę wezmę cię do kina.
22. Supły się rozplątują
Charlie Luke pojawił się znowu rankiem w dniu, na który zapowiedziane zostało przyjęcie panny Evadne. Campion leżał jeszcze w łóżku, ale już nie spał.
Obudził się z dręczącym w podświadomości pytaniem. Im bardziej się nad nim zastanawiał, tym bardziej oczywiste i proste się wydawało.
Spojrzał na zegarek, była za piętnaście siódma. W tej samej chwili uświadomił sobie, że w domu panuje nie zwykły ruch, ale wielkie zamieszanie. Włożył prędko szlafrok i otworzył drzwi swego pokoju. Od razu uderzył go dziwny zapach, świadczący wyraźnie o tym, że panna Jessica znowu gotuje. Nie zdążył się nad tym głębiej zastanowić, gdyż stojąca na podeście panna Roper uderzyła właśnie Luke'a w policzek. Była zła jak kokosz, której przeszkadzają wysiadywać jajka…
Inspektor, szary ze zmęczenia, ale mimo to w dobrym humorze, podniósł ją za łokcie i trzymał w powietrzu nad ziemią, wymachującą nogami.
– No, cioteczko – mówił – bądź grzeczna, bo inaczej przyślę tu do ciebie prawdziwego policjanta w hełmie.
Panna Roper zupełnie osłabła, kiedy ją wreszcie postawił na ziemi, ale nadal tarasowała mu drogę.
– Jeden z pańskich ludzi siedział przy nim całą noc, a ja i Clarrie męczyliśmy się z nim przez cały ranek. Teraz śpi i nie pozwolę go panu obudzić; to chory człowiek.
– Pewno że chory, ale ja muszę się z nim zobaczyć.
Renee powitała Campiona jak wybawiciela.
– Och, kochany – powiedziała – wpłyń na tego głupca, żeby nabrał trochę rozsądku. Kapitan miał wypadek. Nie często mu się to zdarza, ale jak się zdarzy, to go zupełnie zwala z nóg. Charlie wpadł na idiotyczny pomysł, że to kapitan pisał te anonimowe listy, czego -z pewnością nie mógł zrobić," mogę za to ręczyć, chociaż teraz miałabym ochotę ukręcić mu ten stary, głupi łeb. Położyłam go spać i przez najbliższych kilka godzin nie będzie w stanie z nikim rozmawiać. Proszę go zostawić w spokoju. Nie może nawet utrzymać się na nogach, a co dopiero uciec.
Dziwny odgłos dobiegający zza drzwi za nią potwierdził jej diagnozę; zatrzepotała rękami jak ptak.
– Zjeżdżaj pan stąd! – krzyknęła na Luke'a. – Jeżeli w czymś zawinił, odpowie panu, jak tylko trochę oprzytomnieje. Znam go dobrze. Teraz przyznałby się do wszystkiego, byle tylko mieć chwilę spokoju.
Luke zawahał się, a ona odepchnęła go nieco.
– Ładny dzionek mnie czeka – westchnęła z goryczą. – Tyle tego sprzątania, w południe chłopak Kłytii wraca ze szpitala i trzeba go od razu położyć do łóżka, a do tego jeszcze to idiotyczne przyjęcie. Evadne sprosiła chyba pół Londynu. Albercie, weź pana Luke'a do swego pokoju, zaraz wam tam przyślę małe śniadanko.
Głośny jęk z pokoju powalonego wojaka przypomniał inspektorowi o obowiązku.
– Daję mu pół godziny – powiedział, a pochwyciwszy spojrzenie Campiona, podniósł oba kciuki w wiele mówiącym geście. – Trafione w dziesiątkę – dodał zamykając za sobą drzwi pokoju Campiona i odwracając się energicznie od kuszącego, wygodnego fotela. – To pańska zasługa.
– Wróżka złapana? – Campion miał wyraźnie zadowoloną minę.
– Siedzi w ciupie i wypłakuje sobie-oczy. Badaliśmy ją prawie przez całą noc i teraz cały posterunek jest mokry. Śmieszna historia: tak dużo potrafiła pisać, a teraz trudno z niej wyciągnąć słowo, jęczała tylko,';o Boże" przez blisko trzy godziny. – Ustąpił wreszcie wobec zachęcającego gestu Campiona i usiadł w fotelu.
– Czy się przyznała?
– Tak. Znaleźliśmy papier, atrament, koperty i próbkę jej pisma na bibule. Zmiękła dopiero nad ranem. Siedziała przez cały czas jak ropucha. – Wydął policzki, nastroszył brwi, zrobił szybki gest rękoma i nagle miało się wrażenie, że jest w gorsecie. – Wreszcie pękła jak skorupa od jaja. Usłyszeliśmy wszystko o kochanym kapitanie. Jaki był bezradny i zagubiony. Wzruszył ją i skłonił do tego, czego – dobrze wie -nie powinna była robić, gdyż otrzymała bardzo staranne wychowanie. Jak to te stare chłopy robią? Pokazują puste kieszenie, i płaczą?
Rozsiadł się wygodniej na poduszkach i próbował mieć oczy półotwarte.
– Trzeba mu oddać sprawiedliwość, ona go wprowadziła w błąd. Moim zdaniem nie przypuszczał nawet, do czego zmierza ta cała abrakadabra. Zapewne mówił o wszystkim, żeby wydać się bardziej interesującym.
– Tak -powiedział Campion – a jak panu poszło z jej bratem?
Luke zmarszczył czoło.
– Wargacz- umknął nam – wyznał zmartwiony. – Kiedy otworzyła drzwi frontowe, on czmychnął przez kuchenne. Oczywiście w końcu go dopadniemy, ale na razie mamy z tym kłopot.