Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классические детективы » Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]

Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:

Wszyscy miłośnicy Herkulesa Piorota z pewnością pokochają także Alberta Campiona. Ten niezwykłe inteligentny i błyskotliwy detektyw amator, bohater siedemnastu powieści Margery Allingham, z pomocą służącego, Lugga – zresztą byłego włamywacza – rozwiązuje równie skomplikowane zagadki jak te, z którymi przyszło się zmierzyć słynnemu Belgowi…
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 57
Перейти на страницу:

Była to mała, lecz wyczerpująca biblioteczka z dziedziny kryminologii.

Wziął do ręki „Materia medica", spojrzał na stronę tytułową, westchnął ze zrozumieniem i nadal.przeglądał książki, kiedy inspektor Luke przeszkodził mu.

– Żebym tak skonał!

To stare andrusowskie wyrażenie zabrzmiało tutaj szokująco. Campion spojrzał na niego zaskoczony i zobaczył oczy Luke'a wprost okrągłe ze zdumienia: w ręku trzymał kartkę papieru, którą zdjął z kominka.

– Znowu nasza wulgarna Pytia – powiedział. – Niech pan tylko spojrzy.- Campion podszedł do niego i razem przeczytali taki sam list, jaki dostał doktor. W trakcie czytania Campion poczuł chłód, który przenikał go zawsze, ilekroć miał do czynienia z chorobą psychiczną. Było to świadectwo szaleństwa wyrachowanego i rozwścieczonego.

Wiadomość wybrana z masy odrażających słów była prosta:

Ograbiłeś… głupiego..

Koperta, która nadal leżała na półeczce, była poprawnie zaadresowana do Lawrence'a Palinode'a, a stempel miejscowej poczty wyraźnie odbity.

– Wysłany wczoraj rano. -: Luke odłożył list na miejsce. – Nie wiem, czy to pierwszy list, jaki otrzymał. Jeśli nie, to dlaczego, u diaska, nie zawiadomił nas o tym? Dziwne to bardzo.

Przeszedł wzdłuż pokoju bawiąc, się hałaśliwie monetami w kieszeniach. Idący za nim Campion wprost słyszał, jak jego mózg pracuje.

– No, cóż, trzeba będzie z nim znowu porozmawiać – ciągnął, kiedy znaleźli się w drugiej połowie rozległego pokoju. – Muszę przyznać, że nie zrozumiałem co najmniej połowy z tego, co do mnie mówił ostatnim razem, ale to pewno z powodu braku odpowiedniego wykształcenia. – Rozłożył ręce gestem bezradności. – Trzeba będzie jeszcze raz spróbować.

Campion dotknął jego ramienia.

– I to zaraz.

Z hallu dobiegła do nich wyraźnie podniecona rozmowa, w której górował gęgający głos Lawrence'a. Drzwi trzasnęły i nastąpił moment ciszy, wreszcie usłyszeli, jak mówi:

– Wejdź! Natychmiast!

Luke i Campion, zasłonięci przez skrzydło rozkładanych drzwi, nawet nie drgnęli. W ciemnym kącie byli raczej słabo widoczni.

Lawrence spiesznie wszedł do pokoju. Sięgnął do przełącznika światła i niezwykle czymś pochłonięty nie zwrócił uwagi, że już jest zapalone. Wysoki, kościsty, był bardziej niezgrabny niż zwykle, a trząsł się przy tym tak bardzo, że drzwi, o które oparł rękę, drżały wyraźnie, a książka ze stosu na krześle zsunęła się na ziemię.

Pochylając się po nią strącił inne, zrobił ruch, żeby je podnieść, ale zmienił zamiar i wyprostował się z gestem rezygnacji.

– Wejdź! – powtórzył, a ton jego głosu wprawił w wibrację struny pianina. -.Wejdź w tej chwili!

Do pokoju weszła powoli Kłytia White, blada, z podkrążonymi oczami, błękitnoczarne włosy, zwykle gładko zaczesane, były potargane, a brzydka sukienka zwisała niedbale.

– Kapitan poszedł na górę – powiedziała tak cicho, że ledwie ją słyszeli.

– Nic mnie to nie obchodzi.- Zamknął drzwi i oparł się o nie, rozkrzyżowawszy się na nich w sztucznej, choć nieświadomie, pozie. Jego usta, zwykle blade i zaciśnięte, teraz zaróżowiły się. Nagie oczy bez okularów sprawiały wrażenie niewidzących. Był bliski łez. Nareszcie dał się słyszeć jego nieprzyjemnie brzmiący, donośny głos:

– Nieszczęsna dziewczyno!

Byli świadkami sceny z kiepskiego melodramatu, całkowicie absurdalnej a jednak zdumiewającej szczerością. Jego cierpienie było wprost namacalne.

– Wyglądasz jak moja siostra, kiedy ją zobaczyłem pierwszy raz. – Akcentował ostatnie sylaby nie zdając sobie z tego sprawy, a urywane słowa i nieprzyjemny głosy, sprawiały, że wymówka przekształciła się w gwałtowny atak. – Była czysta jak ty. Ale kłamała. Wymykała się, by potajemnie uprawiać miłość na ulicach jak dziewka.

Nie był ani aktorem, ani adonisem, a jednak budził raczej lęk niż śmieszność. Campion westchnął. Charlie Luke poruszył się.

Kłytia stała sztywno przed swym oskarżycielem. Jej ciemne oczy patrzyły bacznie i z przejęciem, jak oczy dziecka, które wiele przeżyło. Sprawiała wrażenie raczej zmęczonej niż przestraszonej.

– Ona wyszła za mąż za mojego ojca – powiedziała nieoczekiwanie.- Niech wujek nie opowiada, że oszukiwała, tak jak się o mnie opowiada. Ja nie uprawiam w parku miłości.

– Ani na publicznym korytarzu, ani w szpitalu. – Jego pogarda była pełna udręki. – Czynisz to, bo się nie możesz temu oprzeć. Siedzi w tobie jad. Rozgorączkowane dłonie w burzliwej ciemności i kroki ciekawskich przechodniów. Czy wiesz, że mi jest mdło z powodu ciebie! O Boże, napawasz mnie wstrętem! Napawasz mnie wstrętem! Czy słyszysz?

Dziewczyna była wstrząśnięta. Pobladła jeszcze mocniej i zacisnęła usta. Bezwolne pochylenie ciała wyrażało rezygnację nierozumianej młodości.

Spojrzała mu w oczy i przekorny słaby uśmieszek, którego nie mogła opanować, przemknął po jej twarzy.

– Wcale tak nie jest – powiedziała. – Wiesz wuju, wydaje mi się, że ty nic na ten temat nie wiesz, tyle tylko coś przeczytał w książkach.

Zachwiał się,, jakby go uderzyła w twarz, a Campion, który rozpoznał coś znajomego w tym wybuchu, wpatrywał się w niego intensywnie.

Lawrence'a oczywiście rozzłościło to jeszcze bardziej.

Rzucił się w stronę kominka.

– Owszem, czytałem i to nawet dużo. – Schwycił kopertę z kominka i rzucił w jej stronę. – Czy

Skwapliwość, z jaką chwyciła kopertę, sprawiła, że jej zdziwienie było przekonywające. Zdumiona spojrzała na adres.

– Oczywiście, że nie. To nie jest mój charakter pisma.

– Nie? – Pochylił się w jej kierunku z rozpaczą. – Nie? A więc nie jesteś odpowiedzialna za te wszystkie anonimowe listy, które sprowadziły na twoją rodzinę ten straszny rozgłos?

– Nie. – Kiedy zrozumiała oskarżenie, krew napłynęła jej do twarzy. W tej chwili wyraźnie się go bała, a oczy jej zrobiły się czarne i wielkie. – To podłość, co mówisz.

– Podłość? O Boże! Dziewczyno, czy ty wiesz, co piszesz? O Boże'! Z jakich zakamarków podświadomości czerpiesz taki brud? Przeczytaj i wreszcie, na miłość boską, przyznaj się!

Stała niepewnie, z kopertą w dłoni. Zmarszczyła czoło i było tak oczywiste, że wątpi w jego normalność, jakby to głośno powiedziała. Wreszcie wyciągnęła z koperty złożony, brudny świstek, ale ciągle go nie rozkładała.

– Uczciwie mówię, że nigdy, przedtem tego nie widziałam – zaczęła stanowczo, ale bez wiary, że go przekona. – Mówię, wujku, świętą prawdę. Nigdy tego nie widziałam i naprawdę nie jestem tego rodzaju osobą, żeby pisać anonimowe listy. Czy nie-rozumiesz, ze to wszystko, cos tu naopowiadał o młodości, wcale się.do mnie nie odnosi?

– Czytaj, Klytio. – Głos mu się załamał. – Zrobiłaś to i musisz zdać sobie sprawę, jakie to okropne. To twoja jedyna szansa. Zmuszę cię, żebyś to zrozumiała.

Otworzyła kartkę, spojrzała na nią i wyciągnęła rękę na całą długość.

– Nie mam na to ochoty. – W swoim szlachetnym oburzeniu jeszcze bardziej przypominała pannę Evadne. – Czy nie widzisz, że popełniasz fatalną pomyłkę? Nie masz najmniejszego prawa tak mnie traktować. Nie pozwolę na to. Natychmiast weź tę odrażającą kartkę albo ją wrzucę w ogień..

– Przeczytaj. Przeczytaj mi głośno.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)