Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
- Автор: Аллингем (Аллингхэм) Марджери (Марджори)
- Язык: польский
- Переводчик: Irena Dolezal-Nowicka
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:
– Nie przeczytam.
– Czytaj!
Charlie Luke wyszedł szybko na środek pokoju i schwycił list. Był ogromnie wzburzony.
– Dosyć tego. – W jego głosie zabrzmiała wielka siła.
Wyglądał jak anioł zemsty we współczesnym moralitecie.
Było typowe dla Lawrence'a Palinode, iż nie zauważył, że Luke nie wszedł przez drzwi.
– Nie słyszałem, żeby pan pukał – powiedział z godnością. Była to zapewne jedyna uwaga, jaka mogła zaskoczyć Luke'a w tym momencie. Otworzył usta i zamknął z powrotem, bez słowa, jednak jego pełne dezaprobaty spojrzenie było jak sztylet.
Stał mierząc wzrokiem Lawrence'a przez jakieś piętnaście sekund, zanim spojrzał na Kłytię. Była o wiele bardziej wzburzona niż wuj, ale udawała butę. Gambit Luke'a zaskoczył ją zupełnie.
– Czy masz jakieś ubranie wyjściowe? – spytał. – Wytworne szmatki, które nosisz, jak się masz spotkać ze swoim chłopcem?
Skinęła głową z poczuciem winy.
– Idź i włóż je. Już czas, żebyś dała temu spokój, jak myślisz? – Szerokim gestem ręki ogarnął zarówno wszystkie rodzinne autorytety, jak też inwektywy Lawrence'a na temat stanu umysłowego towarzyszącego dojrzałości płciowej. – Mam w swojej dzielnicy siedemnastoletnie dziewczyny, które od kilkunastu miesięcy są dobrymi żonami i matkami – dodał jakby dla wyjaśnienia. Kiedy zwracał się do Kłytii, cechowała go łagodność i rozsądek.
Mimo różnicy wieku doskonale ją rozumiał. A ona była tego w pełni świadoma.
– Oczywiście, ma pan-rację – powiedziała. – Tak, zaraz się przebiorę.
– Gdzie idziesz? Gdzie idziesz, pytam! – Lawrence ruszył za nią chwytając ją za ramię.
Uwolniła się łagodnie, prawie uprzejmie.
– Żeby wyglądać odpowiednio na mój wiek, wujku. Zaraz wracam.
Stał patrząc tępo na zamknięte drzwi, aż wreszcie odwrócił się i dopiero teraz stwierdził, że w pokoju znajduje się również Campion.
20. Dużo słów
– Wcale nie jestem zachwycony pańskim wtargnięciem tutaj. Wcale nie. – Lawrence wzruszył ramionami z oburzeniem, ale zaraz na jego twarzy pojawił się charakterystyczny, zawstydzony, uśmiech. Usiadł przy tym krańcu stołu, który pełnił rolę biurka, przewracając mały kałamarz. Wytarł plamę bibułą, którą najwidoczniej trzymał w pogotowiu na takie okazje, i dalej ciągnął swoją przemowę, a głos jego to nabierał siły, to. cichł – jak zepsuty głośnik.
– Odbyłem bardzo ważną rozmowę z przedstawicielką mojej rodziny. Proszę nie nadużywać swoich przywilejów zawodowych. Bardzo o to proszę. – Jego długa czerwona szyja chwiała się jak -tyczka obarczona ciężarem. – Pan ma mój list, inspektorze. Proszę mi go oddać.
Charlie Luke spojrzał na kartkę trzymaną w ręku.
– Chce pan przez to powiedzieć, że pan to napisał? – spytał bezceremonialnie.. -
Krótkowzroczne oczy rozszerzyły się z zaciekawienia.
– Ja? Chyba w przystępie aberracji. Ciekawa to teoria, ale nie do utrzymania. Nie. Proszę mi to oddać. W obecnej sytuacji uważam ten list za dość ważny dokument.
– Ja również. – Charlie Luke schował papier do wewnętrznej kieszeni.
Policzki Lawrence'a Palinode pokryły się czerwonymi plamami.
– To nieuczciwe – zaprotestował. – Ma pan przecież wszystkie pozostałe listy.
– Skąd pan wie?
– Mój drogi panie, to nie są banialuki. Ludzie ze sobą rozmawiają, a niektórzy nawet czytają gazety.
Luke był uparty i ponury.
– Na jakiej podstawie przypuszcza pan, że list napisała ta Sama osoba, jeśli nie widział pan pozostałych?
– Ależ ja je widziałem. Widziałem przynajmniej pierwszy i zrobiłem sobie z niego odpis. Pokazał mi go doktor zaraz po otrzymaniu. Kiedy dzisiaj dostałem ten, z pocztą, od razu poznałem pismo madame Pernelle.
– Co ją do tego skłoniło? Przed chwilą wydawało mi się, że pan oskarżał pannę White?
Wyraz niekłamanego zmartwienia przemknął przez tę twarz o opuszczonej dolnej szczęce, ale Lawrence zaraz się opanował i najwidoczniej dokonał odkrycia.
– To musi być kobieta! – zawołał. – Może nie uważa pan tego za tak wstrząsające, jak ja. – Po chwili potrząsnął głową. – Zapewne ma pan rację. Wiem tylko, że to madame Pernelle.
Tego rodzaju oświadczenie dla celów policyjnych było zupełnie niezadowalające. Grube brwi inspektora zbiegły się jak chmura gradowa. By i zupełnie osłupiały i na nowo rozgniewany przypomnieniem doznanego zawodu.
Campion doszedł do wniosku, że nadeszła odpowiednia chwila dla jego interwencji.
– Nie sądzę, by należało wplątywać w to animo. – mruknął, dodając z przekąsem: – Policja jest zbyt nieruchawa na stosowanie metod psychoanalizy. Czy pan naprawdę.nic nie wie o madame Pernelle, inspektorze?
– Czy nie wiem? Oczywiście, że tak! – Luke był wściekły. – Prowadzi bar na Suffolk Street, tuż koło kościoła. Biedna stara! Gruba jak beczka, ale serce ma złote. Ledwie mówi po angielsku, a już pisać nie potrafi wcale. Pan Palinode już przedtem wystąpił z tym oskarżeniem.i zajęliśmy się tym.
Lawrence westchnął i wzruszył chudymi ramionami.
Campion usiadł i wyjął papierosy.
– O ile sobie przypominam, la Pernelle to również niezwykle jadowita i agresywna sekutnica u Moliera – mruknął wreszcie.
– W,,Świętoszku". Dla człowieka wykształconego to jasne jak słońce. – W głosie Lawrence'a brzmiało znużenie. – Spojrzał na inspektora z łagodnym zgorszeniem. – Bardzo trudno rozmawiać z panem.
– A niech to licho! – mruknął Luke pod nosem.
– Co pana skłoniło do przypuszczenia, że to pańska siostrzenica mogła napisać te listy? – Campion zdjął okulary i mówił tonem konwersacyjnym.
– Wolałbym na to nie odpowiadać.
Pomimo protestującego chrząknięcia Luke'a Campion wskazał głową w kierunku tacy na nóżkach.
– Czy te wszystkie książki są z wypożyczalni?
– Niestety, większość z nich. Moje zasoby finansowe 'nie pozwalają mi na zakup tylu książek, ile bym chciał.
– Od jak dawna ma pan je u siebie?
– Och, widzę, do czego pan zmierza. Od kiedy przeczytałem pierwszy anonimowy list. Naturalnie, trzeba coś niecoś przeczytać na dany temat, zanim człowiek zajmie się praktyką.
– Oczywiście. – Campion był poważny. – Proszę mi wybaczyć, ale czy skoncentrował się pan wyłącznie na anonimowych listach?
– Oczywiście.
– Dlaczego?
Ostatni z Palinode'ów obdarzył, go jeszcze jednym czarującym uśmiechem.
– Ponieważ, moim zdaniem, to jedyna tajemnica – oświadczył pogodnie.
Luke spojrzał na swego towarzysza. Campion robił wrażenie doskonale zorientowanego.
– Tak się też domyślałem – mówił dalej przyjaźnie. – Widzi pan, umył pan wszystkie szklanki i filiżanki. Gdyby się pan ograniczył do jednej, może by nam wybaczono, że doszliśmy do odmiennych wniosków. Dlaczego sądził pan, że siostra popełniła samobójstwo?
Lawrence z roztargnieniem potraktował pytanie.
– . Nie jestem przygotowany do dzielenia się moimi poglądami- powiedział wreszcie – ale fakt, że pan jest tak dobrze poinformowany, oszczędzi wielu kłopotów. Zapewne widział mnie przedsiębiorca pogrzebowy? No cóż, Ruth była postrzelona i zastawiła swój niewielki dochód. Moja siostra Evadne i ja złamaliśmy naszą zasadę niewtrącania się w cudze sprawy i dość ostro wyraziliśmy swoją dezaprobatę. Ruth poszła spać bardzo wzburzona, następnego dnia umarła. Zupełnie nie potrafiła kontrolować swoich wydatków.
– Chce pan powiedzieć, że lubiła hazard?
Podniósł brwi.
– Jest pan tak dobrze poinformowany, że nie rozumiem, dlaczego nie widział pan tak doskonale rzeczy oczywistych przedtem.