Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
- Автор: Аллингем (Аллингхэм) Марджери (Марджори)
- Язык: польский
- Переводчик: Irena Dolezal-Nowicka
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:
Wzięła garnek, poleciła wzrokiem Campionowi, żeby jej otworzył drzwi i wyszła z godnością, której nie powstydziłaby się królowa. W progu zatrzymała się i spojrzała na Glossopa.
– Dziękuję panu za tak rycerskie usiłowania – powiedziała do sir Williama. – Oboje nie dorównujemy temu uprzejmemu człowiekowi.
Najwidoczniej uświadomiła sobie własną niedelikatność i to miała być swojego rodzaju gałązka oliwna. Campion uśmiechając się zamknął za nią drzwi i spojrzał na swego gościa
Sir William, który dziwnie raził na tle tego pokoju patrzył na niego ponuro.
– Czekałem na pana, kiedy weszła ta kobieta – powiedział. – Robiła wrażenie, że mnie zna. Za kogo mnie wzięła, za policjanta?
Campion spojrzał w smutne, mądre oczy człowieka, który rozstrzygał doniosłe problemy finansowe, z pewnym zaambarasowaniem.
– Ależ nie. Obawiam się, że wzięła nas obu za ludzi związanych ze sceną.
– Ja i aktor! – Glossop odruchowo przejrzał się w dużym, w kształcie serca lustrze i po raz pierwszy prawie się uśmiechnął. – Boże miłosierny – westchnął, ale nie sprawiał wrażenia obrażonego.,-Nagle przyszła mu jakaś inna myśl do głowy. – Czy to ona Jest pańską morderczynią?
– W drugiej kolejności – wyjaśnił wesoło Campion. – Pańska wizyta, sir Williamie, zaskoczyła mnie. Czym mogę służyć?
Gość spojrzał na niego w zamyśleniu.
– Tak – powiedział wreszcie. – Oczywiście po to tu jestem. – Usiadł na fotelu, zwolnionym przez pannę Evadne i wyjął z kieszeni małą lśniącą fajkę, którą nabił i za: palił.
– Rozmawiałem ze Stanislausem Oatesem, a właściwie to on rozmawiał ze mną – zaczął wreszcie. – W liście do nadinspektora Yeo postawił pan pewne pytanie. Czy wie pan, o czym mówię?
– Nie mam pojęcia.
– Świetnie. – Przybyły odczuł wyraźną ulgę. – Pański list do nadinspektora był całkowicie osobisty. Trafił do Oatesa. Oates na szczęście wspomniał mi o nim podczas naszej rozmowy, ponieważ tak się składa, że akurat razem pracujemy nad pewnym zagadnieniem. To znaczy, że chodzi o czterech godnych zaufania ludzi. W porządku. A teraz niech mi pan powie, panie Campion, co pan wie o spółce akcyjnej „Brownie Mines Company".
Jasne oczy za okularami w rogowej oprawie stały się nagle zupełnie bez wyrazu. Campion westchnął. Spłynęło na niego dziwne przeczucie. Nieoczekiwany dreszcz, tak dobrze znany z przeszłości, uświadomił mu, że karta się odwróciła.
– Prawie nic – -powiedział. – Kobieta, która została zamordowana, miała pewną ilość akcji tego towarzystwa. Są one uważane za bezwartościowe. Kilka miesięcy temu były jakieś plotki na ich temat i to wszystko, co wiem.
– Doprawdy? Wobec tego jest lepiej, niż myślałem. Musi pan zachować całkowitą dyskrecję na temat tej sprawy.
– Jeśli tylko będę mógł – poprawił go uprzejmie Campion..
Sir William potrząsnął głową.
– To nie wystarczy, mój drogi chłopcze. Nie może być żadnych o tym wzmianek. Czy pan mnie zrozumiał? Nie może być najmniejszej wzmianki,w gazecie ani gdzie indziej. Żadnej, powiadam. Czy mam to wyjaśnić wyraźniej?
– Bardzo to wygodne dla mordercy – rzekł sucho Campion.
– Przepraszam, o co chodzi? Och, rozumiem. Dobry Boże, pan podsuwa myśl, że. ta nieszczęsna kobieta została otruta dlatego, że posiadała…
– Nie tyle podsuwam, co pytam.- Campion wyglądał w tej chwili jak chuda sowa. – Znałem najprawdziwszych morderców wynajmowanych za tak niewielką sumę jak trzy funty i dziesięć szylingów. Moja… hm… klientka posiadała do spieniężenia, o ile dobrze pamiętam, około ośmiu tysięcy akcji tego koncernu o czarującej nazwie. Musi pan zrozumieć, że to jest istotne i dla mnie i policji, jeśli istnieje szansa, że mogą one kiedykolwiek przynieść zysk. Naszym obowiązkiem Jest sprawdzić to. Oprócz tego z pewnością nie miała nic, co mogłoby mieć jakąś wartość, nawet problematyczną.
Sir William-wstał.
– Rozumiem, o co panu chodzi – powiedział wolno. – Ale docenia pan chyba, jaką wagę do tego przywiązuję, gdyż w przeciwnym wypadku nie byłoby mnie tutaj. Najpierw się upewniłem, że to panu poruczono odpowiedzialne zadania, chociaż oczywiście wiedziałem, że pan nie zdaje sobie sprawy z doniosłości tego aspektu sprawy, gdyż po prostu pan o nią pytał. Dlatego postanowiłem tu przyjść jak najśpi-eszniej i skłonić pana do milczenia.
– Niech pan posłucha – Campion postanowił sam rozegrać tę partię. – Ani ja, ani inspektor Luke nie chcemy mieszać się do spraw wielkiej finansjery. Złapaliśmy trop mi chcemy tylko wiedzieć, czy może nam się przydać. Nie obchodzi nas, czy to jest ważne dla pana, czy dla rządu Jego Królewskiej Mości. Pan powie nam, dlaczego „Brownie" jest taki niebezpieczny, a my nie będziemy wymieniać go nazwy.
– Jaki znowu Brownie? Och, rozumiem, to taka figura retoryczna. Nie chciałbym powiedzieć za dużo, gdyż im mniej ludzi wie coś w tej sprawie, tym lepiej, ale powiem mu. Istnieją trzy Opuszczone kopalnie złota, oczywiście e powiem gdzie, w których, zdaniem fachowców, znajduje się pewien metal.
– Bez nazwy – wtrącił Campion.
– Właśnie. Pewien niezwykle rzadki metal, który jest potrzebny do wyrobu pewnych rzeczy istotnych dla obronności naszego kraju – urwał. Campion spuścił wzrok. Sir William odchrząknął. – Właśnie przeprowadzane są badania i trzeba zachować absolutną tajemnicę..Niech pan tylko sam pomyśli, o jaką stawkę chodzi!
Campion nie miał pojęcia, czy firma,,Brownie" zatopiła swoje kopalnie w Chelsea, czy w Peru. Starał się zrobić inteligentną minę, podczas gdy nowa myśl przyszła do głowy sir Williamowi.
– Utrzymujemy to w całkowitej tajemnicy. Jeżeli ktoś zamordował tę starą kobietę, żeby zdobyć pakiet jej akcji, to jest niebezpiecznym przestępcą i musiał nastąpić jakiś poważny przeciek informacji. Pan musi go schwytać i to im prędzej, tym lepiej.
– Inna sprawa, że to musi być zupełnie bezmyślny facet – powiedział spokojnie Campion. – Doskonale. Wiemy w każdym razie jedno, a mianowicie, że w tej sprawie jest motyw.
Sir William spojrzał na niego zamyślony.
– I to bardzo poważny – powiedział. – Zostawiam to panu. W razie czego poroszę mnie zawiadomić listownie. Że polegam na pańskiej dyskrecji, oczywiście, nie potrzebuję wspominać. – Ton jego głosu i wyraz twarzy zaprzeczały tym słowom.
Campion nie miał czasu zrobić obrażonej miny. Nowa myśl przyszła mu do głowy.
– Czy było ciemno, kiedy pan tu wchodził? – spytał.
– Niezupełnie, obawiam się. – Sir William miał skruszoną, minę. – Domyślam się, o co panu chodzi. Sądzi pan, że ktoś mógł mnie poznać. I ja o tym pomyślałem, kiedy zobaczyłem tyle osób przed domem. Nie przyszło mi do głowy, że tu będą jacyś gapie. Okropność! – Urwał zastanawiając się. – To dziwna, chyląca się do upadku dzielnica. Widzę, że tu, na Apron Street, jest filia Banku Clougha. We współczesnym świecie występują niezwykłe anomalie!.
– O ile wiem, to staroświecka firma.
. – Wręcz archaiczna. Absolutnie zdrowa finansowo, ale żyjąca przeszłością. Egzystują jeszcze dwie albo trzy filie, jedna w Leamington, jedna w Tonbridge i jedna w Bath. Ten bank obsługiwał wytwornych ludzi, należących do klasy, która praktycznie biorąc wyginęła. Płacą oni mniej niż inne banki tego rodzaju, ale zapewniają dobrą obsługę. -Westchnął. – Niezwykły jest dzisiejszy świat! No cóż, przykro mi, jeśli nie powinienem był przychodzić tutaj. Ponieważ bałem się, żeby nie widziano nas razem, wolałem tu przyjść niż umawiać się z panem w klubie czy w biurze. Nie sądzę, by mnie ktoś poznał. Zresztą, jeśli nie będzie żadnej wzmianki na temat sprawy, jaką omawialiśmy, iskra nie zapali lontu. Tylko my dwaj orientujemy się, nieprawdaż?