Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классические детективы » Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]

Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:

Wszyscy miłośnicy Herkulesa Piorota z pewnością pokochają także Alberta Campiona. Ten niezwykłe inteligentny i błyskotliwy detektyw amator, bohater siedemnastu powieści Margery Allingham, z pomocą służącego, Lugga – zresztą byłego włamywacza – rozwiązuje równie skomplikowane zagadki jak te, z którymi przyszło się zmierzyć słynnemu Belgowi…
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 57
Перейти на страницу:

– Czy pisanie listów to jego pomysł?

Zaczerwienione oczy otworzyły się szeroko na skutek tego pytania.

– Chyba nie. Nic o tym nie świadczy. Nasza Pytia chyba kroczyła własnymi drogami. I dlatego to było takie zagmatwane. Zwykle, w tego rodzaju sprawach, wystarczy wpaść na jeden dobry trop, a cała historia pruje się jak sweter cioci Frani. Ale tutaj natknęliśmy się na złośliwą podstarzałą kobietę, podkochującą się po pensjonarsku w kapitanie i mającą zapiekły żal do doktora. Musiał pewno jej ostro przygadać. To jasne jak słońce, chociaż ona zeznała tylko, że chodziła do niego leczyć się na żołądek, a potem przestała. On ostro traktuje historyczki; już mi o tym mówiono. Praktycznie biorąc, jesteśmy w ślepej uliczce.

– Może niezupełnie. Ale najdziwniejsze, że ona chyba ma rację. Oskarżyła doktora o to, że przeoczył morderstwo, a tak przecież było. Ostatecznie miała podstawy, żeby się na niego wściekać.

Luke'owi to nie wystarczyło.

– Dowiedziała się o tym od kapitana. Dlatego chcę z nim sam porozmawiać. Pewno powiedział więcej, niż mu było wiadomo. Pan wie, jak to jest, kiedy taki podstarzały facet dwukrotnie w tygodniu przychodzi ze zwierzeniami. Zapomina o tym, co powiedział ostatnim razem. To ona wyciągnęła to od niego. Skąd Wargacz mógłby wiedzieć, co się tu działo?

Campion nic nie odpowiedział, tylko zaczął się ubierać.

– Kiedy panna Congreve staje przed koronerem? Pan chce tam być?

– O dziesiątej. Porky się nią zajmie. Zostanie skazana na.grzywnę. Czy mógłbym coś dla pana zrobić?

Campion zmarszczył się.

– Osobiście radziłbym panu przespać się z godzinkę albo dwie w moim łóżku. Kiedy się pan obudzi, kapitan będzie mógł rozmawiać, choć nie uczyni tego chętnie. Ja tymczasem chciałbym pójść pewnym tropem, na który wpadłem w nocy… Gdzie znajduje się tutejsze biuro koronera?. ' -

Ostatnie pytanie ucięło protest Luke'a. Zbyt dobrze został wyszkolony, żeby sprzeciwiać się przełożonym. Wyprostował się natychmiast czujny, zainteresowany.

– Barrow Road 25 – odpowiedział Szybko. – Dostałem teraz kilku chłopaków do dyspozycji, nie musi pan sam wszystkiego robić.

Rozczochrana głowa Campiona ukazała się w otworze koszuli.

– Niech pan sobie tym nie zaprząta głowy – powiedział. – Być, może mylę się..

Około dziewiątej zjadł śniadanie, a potem, zbiegł szybko na dół po frontowych schodach, na dole drogę zabarykadowała mu pani Love ze swoim kubłem, W niebieskim zawoju na głowie i białym fartuchu była wesoło łobuzerska jak zwykle.

– Dzisiaj mamy gości! – krzyknęła mrugając załzawionym okiem do niego i dodając nieoczekiwanie szeptem: – Wiele osób przyjdzie z powodu zbrodni. Powiadam. wiele osób przyjdzie z powodu zbrodni. – Roześmiała się jak psotne dziecko. – Niech pan nie zapomni o przyjęciu i przyjdzie na czas. Powiadam, niech pan przyjdzie na czas.

– Och, będę dużo wcześniej – zapewnił ją i wyszedł w słoneczną mglistość ulicy.

A jednak się mylił. Jego pierwsza wizyta zajęła mu cały poranek, a w wyniku jej odbył szereg dalszych. Były to delikatne spotkania, wymagające wiele taktu w tej tak doniosłej sprawie. Wytropił i wypytał różnych krewnych, odkrył różne powinowactwa, a kiedy zachodzące słońce swym czerwonym jak krew blaskiem zalało Apron Street, ukazał się na niej krocząc z wyraźnym ożywieniem.

Najpierw odniósł wrażenie, że Portminster Lodge chyba się pali. Tłum zgęstniał. Corkerdale, w asyście dwóch umundurowanych policjantów, pilnował bramy i murów ogrodu, podczas gdy stojące otworem frontowe drzwi kusiły do wejścia. Najwidoczniej przyjęcie panny Evadne już się zaczęło.

Atmosfera wewnątrz-była znakomita. Nastrój gościnności osiągnięto w sposób niezwykle prosty: otwierając wszystkie drzwi na oścież. Ktoś – Campion podejrzewał o to Clarrie'ego – umieścił stary czteroramienny mosiężny świecznik na środkowym filarze schodów; świece chwiały się w przeciągu i sporo stearyny nakapało wokoło. Ogólny efekt był raczej wesoły.

Kiedy postawił nogę na chodniku, w drzwiach salonu ukazała się Renee. W czarnej sukni wyglądała nieoczekiwanie dostojnie, a całość rozjaśniał biały jedwabny fartuszek haftowany w pączki róż. Zrazu pomyślał, że to zmysł aktorski kazał się jej ubrać na wzór scenicznej pokojówki, ale jej pierwsze słowa wyprowadziły go z błędu.

– Ach, to ty, kochany – powiedziała chwytając go za ramię. – Dzięki Bogu, przynajmniej ktoś z odrobiną godności. Ja jedna z całego domu pomyślałam, żeby włożyć żałobę. To nie znaczy, że oni są bez serca, ale tak są zajęci rozmyślaniami, że nie mają czasu nad czymkolwiek się zastanowić. Nie wiem, czy rozumiesz, o co mi chodzi.

– Świetnie. Bardzo ci w tym do twarzy, wyglądasz uroczo.

Roześmiała się, a blask radości rozjaśnił Jej zatroskane oczy.

– Ty wstrętny chłopaku! – skarciła go. – Nie czas teraz na takie komplementy. A szkoda. Czy to prawda,

Albercie – zniżyła głos i rozejrzała się wokoło – że policja wie teraz, kogo ścigać; że zarzuciła sieć?

– Nie słyszałem o tym – powiedział zaskoczony.

– Racja, byłeś przecież cały dzień poza domem. Sądzę, że- się sam o tym przekonasz. Cłarrie nakazał mi, żebym nikomu nie pisnęła o tym ani słówka i oczywiście nie pisnę, ale po domu kręci się z dziesięciu policjantów, którzy nic tylko obserwują i czekają na rozkaz.

– Jaka szkoda, że nikt go nie wydaje.

– Nie ma się z czego śmiać, mój drogi. Muszą przecież mieć dowód, prawda? Och, jakże będę szczęśliwa, kiedy się to wszystko skończy; chociaż to będzie wielki wstrząs, a już przeżyłam niejeden. Weź choćby mego starego kapitana! Wymykał się do wróżki i zabawiał z… och, nie chcę się poniżać, Albercie, ale ze starą wywloką. Zadrwiła sobie ze mnie. Przeraziła go okropnie wypisując te listy, o czym on musiał wiedzieć. Przysięga że nie, stary kłamczuch, ale mu wypaliłam, że wcale mu nie wierzę, może nie jestem najmądrzejsza, ale aż taka głupia z pewnością nie., – Była nastawiona bojowo, ale przy tym bardzo kobieca. W oczach jej paliły się gniewne błyski jak u młodej dziewczyny. – Oczywiście, źle się czuje i głupio mu. Trudno mu nie przebaczyć, ale kiedy zaklął się na wszystkie świętości, że nawet nie przypuszczał, że to ona; dopóki sama się nie przyznała, a do tego miała czelność napisać taki list do Lawrence'a i wrzucić do skrzynki tuż koło domu, miałam ochotę sprawić mu dobre lanie! Kiedy się zorientował, że Lawrence jest na tropie, czmychnął do siebie na górę i upił się butelczyną, o której istnieniu nic nie wiedziałam. Mogłabym go zabić, daję słowo.

Campion roześmiał się.

– A co teraz robisz, cioteczko? – spytał. – Czy przypadkiem nie pilnujesz, żeby nie umknął?

– Kochany! On nawet nie może stanąć na nogach! – Zachichotała złośliwie. – Jest ogromnie skruszony, kołdrę podciągnął pod brodę i czeka, żeby się nim zająć. Po prostu stoję tu, żeby powiedzieć dobrym znajomym, którzy idą na górę, że w kuchni Cłarrie ma- coś w rodzaju barku: trochę dżinu i mnóstwo piwa. Idź na górę i porozmawiaj trochę, ale nic nie pij, a zwłaszcza tego żółtego świństwa, które podają w szklankach. Jessica zrobiła ten napój z krzyżownika, co wywołuje dziwny skutek. Kiedy już dosyć będziesz miał uduchowienia, zejdź do sutereny. Nie mogę pozwolić na to, żeby ludzie, którzy przychodzą do mego domu, nie dostali nic przyzwoitego.

Podziękował jej z uśmiechem prawdziwej czułości. Wieczorne światło padające przez otwarte drzwi oblewało jej twarz, ukazując delikatne rysy i zmarszczki. Kiedy się odwrócił, żeby wejść na schody, zajrzał do pokoju Lawrence'a i wzrok jego padł na kominek. Przez chwilę mu się przyglądał, potem spojrzał na nią z wyrazem zaskoczenia na bladej twarzy.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)