Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
- Автор: Аллингем (Аллингхэм) Марджери (Марджори)
- Язык: польский
- Переводчик: Irena Dolezal-Nowicka
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:
– Ależ tak, jakie to. niemądre z mojej strony. To takie rodzinne powiedzonko, którego może pan nie znać, chociaż występuje w,,Wytwornych urywkach", w trzecim wydaniu. – Podszedł do szafy bibliotecznej i wrócił z książką w ręku. – Mornington Cawnthrope był krewnym ojca mojej matki. A oto ten urywek.
„Archidiakon Cawnthrope zgubiwszy okulary został poproszony przez żonę, żeby spojrzał w lustro, a zobaczy je. – Ach, przecież nie mogę tego zrobić – rzekł archidiakon – gdyż jak spojrzę, to nie zobaczę. – A jednak, jeśli nie spojrzysz- odparła dama – zapewniam cię, że nie dostrzeżesz ich, ponieważ przez cały czas-siedzą na twoim nosie." – Zamknął książkę.
– Uważaliśmy to zawsze za bardzo zabawne – powiedział.
Campion rzucił z ukosa spojrzenie na Luke'a i był zadowolony, że choć to zostało wyjaśnione. Inspektor patrzył na Palinode'a poważnie, a jego spojrzenie było zupełnie nie do odcyfrowania.
– A więc sądził pan, że to panna White wymyka się z domu.
– Tak sądziłem. – Lawrence z żalem odłożył książkę. – Poszedłem za nią i obserwowałem ją, ale niezbyt mi się to powiodło.- Uśmiechnął się samokrytycznie. – Widzi pan, praktycznie rzecz biorąc jestem zupełnie ślepy w ciemności. Musiałem mieć okropnie głupią minę, kiedy wreszcie wróciłem i okazało się, że to był kapitan Seton, który wyszedł wrzucić list do skrzynki.
Luke westchnął.
– Czy nie widział pan, czy Seton spotkał kogoś na ulicy, przy skrzynce?
Lawrence znowu uśmiechnął się.
– W ogóle nikogo nie byłem w stanie widzieć.
– Czy on sam panu powiedział, że poszedł wrzucić list?
– Nie, tak sobie pomyślałem. Wtedy, kiedy zatrzymałem go w hallu, powiedział mi tylko, że nie ma na imię
Kłytia.
– Kiedy otrzymał pan od niego zapis, jaki zostawiła mu pańska siostra Ruth? – Słowa te zostały wypowiedziane bardzo spokojnie, ale skutek ich był piorunujący: Lawrence Palinode cofnął się gwałtownie zaplątawszy się we 'własne nogi z trudem odzyskał równowagę.
– Kto pana poinformował o tym? – spytał w wielkim podnieceniu. -«Och tak, rozumiem, domyślił się pan tego z listu. Dlatego właśnie rozmawiałem z Setonem dziś po południu. Pomyślałem sobie, że musiał powiedzieć o tym Kłytii, oczywiście, jeśli to ona pisała te straszne listy – mówił bezładnie, a ręce mu drżały. – List oskarża mnie o ograbienie go, co jest śmieszne. Dałem mu przecież sporo pieniędzy, pięć funtów za coś tam, czego nazwy nie pamiętam.
– Czy to były akcje południowoamerykańskie? – Luke starał się wypaść jak najlepiej.
Lawrence spojrzał na niego, jakby pomyślał, że tamten zwariował.
– Nie sądzę. Pamiętam tylko, że były to akcje jakiejś tam kopalni i nie miały, jak już powiedziałem, żadnej wartości. Zostawiła je Betonowi, żeby mu dokuczyć, ponieważ on stale jest bez pieniędzy. Był to żart w jej stylu, niezbyt wyszukany. Kupiłem je od niego kilka tygodni temu, kiedy je otrzymał. Nie należy do naszej rodziny i uważałem za swój obowiązek, żeby nie był pokrzywdzony. We właściwym momencie można sobie pożartować, ale uważałem to za przejaw złego smaku ze strony Ruth. -.Jego wyjaśnienia nie brzmiały zbyt szczerze. Luke nadal był pełen wątpliwości.
– Gdzie znajdują się teraz?
– W bezpiecznym miejscu.
– Czy sprzeda je pan za pięć funtów?
– Z pewnością nie. – Był zmieszany i szukał ratunku w udanej irytacji. – One są częścią rodzinnego majątku.
Campion, który od pewnego czasu milczał, teraz spojrzał bacznie i spytał:.
– A może pan już je sprzedał?
– Nie sprzedałem ich. – W jego zaprzeczeniu zabrzmiała nieoczekiwana nuta uporu. – Nadal znajdują się w moim posiadaniu. Nigdy nie zgodzę się na ich sprzedaż. Czy skończył pan swoje przesłuchanie, panie inspektorze?
Luke dotknął ramienia Campiona.
– Owszem, skończyłem – powiedział energicznie. – Pan pozostanie.teraz w domu, panie Palinode. A my tymczasem pójdziemy na górę.
Lawrence opadł gwałtownie na fotel stojący koło stołu i przewrócił następny kałamarz.
– Zechce pan zamknąć drzwi za sobą – powiedział przez ramię, wycierając plamę po raz drugi. – Teraz zapewne pójdziecie panowie dręczyć Setona. Czy mogę zapytać, po co?
Charlie Luke mrugnął na Campiona.
– Popatrzymy sobie na niego z bliska – oświadczył wesoło.
21. Zadanie domowe
Charlie Luke wylał resztkę wody na siwą, opuszczoną bezwładnie głowę kapitana.
– To beznadziejne – stwierdził zwięźle i przysiadł na piętach. – Ten stary nicpoń obciągnął chyba całą butelczynę. Musi się porządnie wyspać, zanim coś z niego wyciągniemy.
Skinął głową młodemu detektywowi, który mu towarzyszył, i razem przenieśli starego człowieka na wąskie łóżko.
Campion przyglądał się tej scenie. Od chwili, kiedy razem z Lukiem weszli do tego pokoju i znaleźli kapitana leżącego w fotelu, z korkociągiem i prawie pustą butelką whisky leżącymi u jego stóp, przytulającego do piersi szklankę. Z jego otwartych ust dobywało się głośne chrapanie, przypominające trąbienie.
Młody detektyw, który opatrznościowo przyszedł z wiadomością dla Luke'a, przyłączył się do akcji ratunkowej z entuzjazmem i wprawą. Luke również miał własne metody przywracania do życia pijaków, ale kapitan nie zareagował na żadną z nich.
Znalazłszy się w kłopotliwej sytuacji kapitan szukał ucieczki w. przechowywanej ukradkiem w starym skórzanym pudle na kapelusz butelce i ona go nie zawiodła. W tej chwili duch jego bujał gdzieś daleko, a on sam na razie umkną t przed ponurą rzeczywistością.
Inspektor Luke stał w nogach łóżka z brodą wysuniętą do przodu i. mroczną twarzą.
– Stary dureń – powiedział bez cienia wrogości. – Aż mnie dreszcze wzięły, kiedy go zobaczyłem. Pomyślałem, że zrobił mi to samo, co Tata, Wilde. Od tamtej pory bardzo boję się, żeby ktoś znowu nie łyknął jakiegoś świństwa, kiedy się pojawię.
Campion pomyślał sobie, że potrzebne mu są słowa otuchy.
– A może on się boi Renee, co?
– Renee? – Luke rozejrzał się po pustawym pokoju. – O nie, to ja jestem wrogiem! Pollit, przypilnuj go i posprzątaj tu trochę. My pójdziemy do pana Campiona. – Wszedł pierwszy do pokoju i powiedział: – Proszę, to list od nadinspektora do pana. – Podał mu kopertę. – A dla mnie wiadomości od Porky'ego z posterunku. Zobaczymy, co on tam pisze.
Szybko przeczytał list. Pisane na maszynie kartki wibrowały w jego rękach jak żywe, a kiedy je przekładał, powiewały niby pranie na sznurze.
Campion jeszcze czytał, kiedy inspektor wstał i podniósł roletę o jakiś cal.
– Nadal stoi tłum – zauważył, potem wrócił i usiadł koło Campiona. – Nie podoba mi się to wszystko – stwierdził. – Nikt na tym nie zarabia pieniędzy, oczywiście dużych pieniędzy. Mówię o interesie. Jasa. Coś mi się tu nie widzi. – Znowu rozłożył swoje kartki.
– Tata Wilde miał długi wszędzie naokoło; winien był hurtownikom, gazowni, zadłużony był w banku. Sprawdziliśmy wszystko. Gdyby mu płacono, za to, co robi – cokolwiek by to było – z pewnością nie gromadziłby pieniędzy, ale popłacił rachunki i jadałby przyzwoicie. Doktor w swoim orzeczeniu.napisał,,niedożywiony". Biedny stary! Lubiłem go; miał swój styl, nie wiem, czy pan rozumie, co mam na myśli.
– Szantaż? – podsunął Campion.
– Na to mi wygląda. – Luke potrząsnął głową. – Może coś przeskrobał w swoim czasie. Był aptekarzem przecież. – Odliczył krople z wyimaginowanej butelki.do wyimaginowanej szklaneczki. – Może kiedyś dał komuś niewłaściwe lekarstwo albo próbował pomóc jakiejś dziewczynie w kłopotach. Coś w tym stylu spowodowało, że ktoś go miał w ręku. W ubiegłym roku wiele razy wpadałem do jego sklepu na rozmówkę, ale nigdy nie myślał zabijać się z tego powodu.