Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Wielkiej Brytanii. Powinien mi je dostarczyć zaraz po Nowym Roku. Podobno
najwięcej pojawia się ich w sylwestrową noc, wtedy kiedy wszystko umiera, by
następnego dnia narodzić się na nowo.
Czarny Pan pokiwał głową z aprobatą.
- Znakomicie. Jeżeli pojawią się jakiekolwiek problemy, natychmiast mnie o nich
informuj.
- Oczywiście, mój Panie. - Severus skłonił się i w tym samym momencie usłyszał
podniesiony głos:
- Glizdogonie!
Drzwi uchyliły się i do środka wsunął się niski, drżący człowieczek.
- Tak, mój Panie?
- Przyprowadź do mnie Bellatriks i Blackwooda.
- Już pędzę, mój Panie.
Nie minęła chwila, gdy drzwi ponownie się rozwarły i do środka wkroczyła Bella, a tuż
za nią jej wysoki, potężnie zbudowany kuzyn.
- Wzywałeś nas, Panie? - zapytała kobieta, kłaniając się w pas i wpatrując w
Voldemorta z uwielbieniem. Jej wzrok na chwilę spoczął na Severusie i mężczyzna
wyczuł w nim pełną ekscytacji ciekawość. Czarny Pan już jakiś czas temu
poinformował go, że wtajemniczył w ich plan Bellatriks, ponieważ już wiele razy
udowodniła mu, że jest mu najwierniejsza. Zrobił to, by Severus mógł korzystać z jej
pomocy, gdyby pozyskanie któregokolwiek ze składników było jeszcze bardziej
problematyczne niż tych, które udało mu się zdobyć do tej pory.
Severus nie był z tego zadowolony. Wiedza Bellatriks jedynie mu przeszkadzała.
Kobietę ogromnie bawiło jego zadanie i nie potrafiła powstrzymać się przed
przypominaniem mu o tym podczas każdego spotkania, zmuszając go do tego, by
opowiadał jej coraz pikantniejsze szczegóły o tym, co robi z Potterem, a następnie
wyśmiewała się z chłopaka i komentowała wszystko ociekającym obrzydzeniem
tonem.
Czarny Pan spojrzał na trzech stojących przed nim Śmierciożerców i oświadczył:
- Chcę omówić z wami szczegóły najbliższego ataku. Wspominałem o nim podczas
dzisiejszego zebrania. Zdecydowałem, że to wy trzej go poprowadzicie.
Bellatriks wydała z siebie okrzyk zachwytu, a Blackwood uśmiechnął się paskudnie.
Jedynie Severus zachował kamienny wyraz twarzy.
- Hampstone ma spłonąć - kontynuował Czarny Pan. - Macie dokonać jak
największych zniszczeń. To ma być spektakularne widowisko. Wybijcie jak najwięcej
tych żałosnych ścierw, zanim zostaniecie wykryci. - Oblicze Voldemorta wykrzywił
okrutny uśmiech. - Chcę, aby Czarodziejski Świat na długo zapamiętał świąteczny
prezent, który dla nich przygotowałem...
***
Przez korytarze Hogwartu przesuwał się cień. Na moment wkraczał w światło, kiedy
przechodził obok umieszczonych na ścianie pochodni, by po chwili ponownie
pogrążyć się w mroku. Czarna peleryna powiewała za nim, przypominając ciągnącą
się jego śladem smugę lodowatej ciemności. Sunął wprost w stronę lochów. I w
końcu dotarł pod drzwi swego gabinetu. Wyszeptał hasło i wszedł do środka.
Przemierzył gabinet w kilku krokach i po chwili znalazł się w salonie. Skrzaty rozpaliły ogień w kominku, ale w momencie, kiedy mężczyzna znalazł się w pomieszczeniu,
płomienie przygasły, a powietrze ochłodziło się.
Skierował swoje kroki w stronę barku, opierając się dłońmi o ciemny blat i
opuszczając głowę. Na jego ściągniętej twarzy widniało silne wzburzenie. Oczy
przypominały wykrzesane z lodu kryształy, w których odbijała się... dusząca, niemal
desperacka wściekłość. I wykrzywione paskudnym uśmiechem oblicze Czarnego
Pana.
Wciąż było mu mało. Wciąż chciał więcej wspomnień, więcej i więcej, by napawać się
nimi, by upajać się upokorzonym Potterem... by się z niego naśmiewać.
Severus zacisnął pięści. I uderzył nimi w blat, wydając z siebie odgłos
przypominający warkot oszalałego zwierzęcia.
Ciągle słyszał w głowie jego śmiech. Jego i Bellatriks. Nie potrafił się ich pozbyć. I tak było zawsze, kiedy wracał ze spotkania.
Severusie, na twoim miejscu odkażałabym swojego fiuta za każdym razem, kiedy
musiałabym go wsadzać w tyłek tego brudnego smarkacza! Jeszcze się czymś od
niego zarazisz... na przykład jakimiś obrzydliwymi... uczuciami.
W czarnych oczach pojawiło się pęknięcie.
Jego ciało zareagowało samoczynnie, zrzucając z niepohamowaną wściekłością
wszystkie szklanki, które stały na blacie. Przestrzeń wypełniła się dźwiękiem
rozbijającego się szkła.
I w tym samym momencie Severus poczuł ciepło w kieszeni. Mimowolnie sięgnął po
kamień i drżącą dłonią przysunął go do twarzy, odczytując wiadomość:
Dobranoc, Severusie.
Przez moment po prostu stał i wpatrywał się w kamień, nie poruszając się. Po chwili
jego powieki przymknęły się, a ramiona rozluźniły. Ogień w kominku zamigotał i
powietrze ociepliło się. Ciemność zaczęła ustępować. Śmiechy ucichły. Kąsające
wzburzenie wycofało się, zastąpione napływającym, kojącym spokojem. Dłonie
przestały drżeć. Kiedy otworzył oczy, po wypełniającym je lodzie nie było już śladu.
Roztopił się.
Mężczyzna uniósł głowę i spojrzał w kierunku swojego laboratorium. Odłożył kamień
do kieszeni i powoli ruszył w stronę biblioteczki, a kiedy ta odsunęła się, ukazując
wejście, skierował swoje kroki wprost ku myślodsiewni. Zatrzymał się nad nią i
spojrzał na kotłujące się w niej złociste pasma, czując na twarzy ich żar. Wyciągnął
ręce, zaciskając je na brzegu misy.
Chciał dotknąć tego żaru. Znowu go w sobie poczuć. Sprawić, by rozlał się w nim
niczym rwąca rzeka. By ponownie go wypełnił.
I zrobił to. Pochylił się, zanurzając w myślodsiewni swoją twarz i pozwalając porwać
się temu wirowi.
***
Wzrok Severusa utkwiony był w Harrym, który trzymał książkę w dłoniach i zdawał
się być całkowicie pochłonięty lekturą. Ale Severus wiedział, że to tylko pozory.
Bowiem wszystko było tylko po to, żeby go kusić. Rozpięty kołnierzyk, który odsłaniał
jasną, gładką skórę i zapraszał, by zatopić w niej zęby. Niechlujnie przekrzywiony
krawat, pognieciona koszula, zbyt szeroko rozstawione nogi.
Tak bezczelnie wyuzdany... Doprawdy, co on sobie wyobraża?
Wzrok Severusa przesuwał się coraz wyżej, zatrzymując się na wargach Pottera,
które chłopak co jakiś czas oblizywał.
Kusił go, bezwstydnie prowokował... Co za złośliwy, podstępny gówniarz...
Harry przerzucił stronę i kolejny raz oblizał wargi, przygryzając je.
Severus zdusił jęk, kiedy jego spodnie stały się ciasne. Pragnął, żeby te usta
zacisnęły się wokół jego penisa. Pragnął zatonąć w gorącej, cudownej wilgoci i
widzieć to lubieżne spojrzenie, patrzące na niego zza zaparowanych okularów, od
którego niemal dojdzie. Pragnął... do diabła, dlaczego nie miałby po prostu wstać i
wziąć tego?
Podniósł się niemal bezszelestnie.
Płomienie, które już od dłuższego czasu lizały jego stopy i pelerynę, teraz
rozprzestrzeniły się na cały dywan, tworząc las ognia. Nie odrywając spojrzenia od
Harry'ego, Severus sięgnął do rozporka i powoli rozsunął go, wyciągając ze spodni
swojego bladego, nabrzmiałego penisa. Był tak gorący, że niemal parzył mu dłoń i aż
pulsował z potrzeby zanurzenia się w tych rozchylonych, wilgotnych wargach...
Niczym w transie, ruszył przez las płomieni, nie spuszczając wzroku z ust Harry'ego.
Jeszcze chwila, już za moment zagłębi się w nich, gasząc to rozsadzające go
pragnienie. Już za chwilę poczuje ulgę...