Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
powróci do swoich komnat i zaleje się w trupa. Jeszcze tylko na małą chwilę wzbudzi
we wpatrzonych w siebie z goryczą oczach ten sam ogień, który widział w nich tak
wiele razy... i który znowu pragnął ujrzeć.
Jeszcze przez chwilę.
***
Nad domami unosiła się ognista łuna, rozświetlając pogrążoną w ciemności okolicę.
Powietrze wypełniały przedagonalne wrzaski, okrzyki bólu, trwogi i rozpaczliwego
cierpienia. Odziane w czerń sylwetki snuły się niczym cienie pomiędzy leżącymi na
ulicy, rozszarpanymi albo spalonymi ciałami, podążając za garstką ocalałych mugoli,
którzy próbowali jeszcze uciekać.
Severus odwrócił wzrok od rzucającego się po ziemi, płonącego niczym żywa
pochodnia mężczyzny i spojrzał w głąb ulicy. Śmierciożercy nie oszczędzali nikogo.
Widział, jak Adraught ciągnie za włosy młodą kobietę, wlokąc ją za sobą po ziemi.
Słyszał jej rozpaczliwe zawodzenie, ale to prawdopodobnie nie ból był tego
przyczyną, a martwe, dwuletnie dziecko, które kobieta trzymała za nogę, ciągnąc je
za sobą, jakby wciąż wierzyła, że nie jest jeszcze za późno. Ale było. Severus widział
połyskującą w blasku ognia smugę krwi, która wiła się za nimi po ziemi.
- Pomocaaaaarrrggghhh!
Severus odwrócił się akurat w momencie, kiedy młody chłopak o rozczochranych,
czarnych włosach przewracał się wprost na niego. Jego krew siłą rozpędu spryskała
białą maskę i szatę, w którą przyodziany był mężczyzna. Severus złapał go
mimowolnie i w tej samej chwili cała okolica pogrążyła się w gęstej ciemności, w
której jedyne światło padało na zastygłą w wyrazie przerażenia twarz chłopca...
ciemne, rozwichrzone włosy, tak znajome... i... i nagle Severus został uderzony wizją,
w której te jasnobłękitne, gasnące oczy zmieniły barwę na szmaragdową zieleń,
ukrytą za okrągłymi okularami, i doznał wrażenia, jakby coś złapało go za gardło i
próbowało wciągnąć w grząskie bagno mroku, w którym klęczał, trzymając w
ramionach wiotkie, martwe ciało...
Czy tak to będzie wyglądało? Czy tak właśnie będzie trzymał Pottera po tym, kiedy
Czarny Pan odbierze mu moc i życie?
- Zostaw to ścierwo - usłyszał przebijające się przez ciemność prychnięcie i wszystko
powróciło. Jednak wydawało się dobiegać jakby zza szyby. Wrzaski, płomienie,
tryskająca krew. Jego własna ręka unosząca się i rzucająca klątwę. Ciało kobiety
tarzającej się w męczarniach po trawniku. Tubalny śmiech Blackwooda oraz jego
pełne ekscytacji słowa.
Ale pomimo całej otaczającej go kaźni, Severus wciąż widział jedynie te ciemne
włosy i wypełnione pustką oczy. I nie był w stanie oderwać od nich wzroku. Dopóki
nie dotarł do niego głos Blackwooda, wypowiadający to jedno, znajome słowo:
- ...Pottera w swoje ręce, to pozwoli nam się z nim trochę zabawić...
Severus oderwał spojrzenie od leżącego na ziemi ciała i powoli odwrócił głowę w
stronę stojącego obok niego mężczyzny. Powietrze wypełnił lodowaty podmuch.
- Nie mów, że nie miałeś na to ochoty przez te wszystkie lata, kiedy był zaledwie na
wyciągnięcie twojej ręki - kontynuował Śmierciożerca. - Wyobraź to sobie...
przerżnąć ich "Złotego Chłopca", ich "cudeńko", "nadzieję czarodziejskiego świata", tego parszywego "Wybrańca"... Wgnieść go w ziemię, zdeptać, zadać mu taki ból, jakiego nigdy sobie nie wyobrażał, a potem rżnąć go do utraty przytomności, tak jak
kiedyś to robiliśmy... Och, to będzie coś pięknego! - Z ust Blackwooda wydobył się
gardłowy śmiech przypominający charczenie.
Obsydianowe oczy nie poruszyły się. Ale coś ukrytego za nimi szarpało się jak w
amoku, jakby próbowało wyrwać się i rzucić stojącemu obok mężczyźnie do gardła. I
rozerwać go na strzępy.
Severus widział to już oczami wyobraźni. Widział, jak Blackwood wije się u jego stóp
w męczarniach, poddawany najstraszniejszym torturom. Widział, jak powoli ulatuje z
niego życie, a wraz z nim także i pragnienie, które ośmielił się poczuć.
Nigdy go nie dotknie. Nigdy nawet się do niego nie zbliży. W ogóle nie ma prawa
oddychać tym samym powietrzem, co Potter. Chodzić po tej samej ziemi. Istnieć tuż
obok niego.
W momencie, w którym go zapragnął, sprowadził na siebie śmierć. I Severus
najchętniej zadałby mu ją już teraz, w tej właśnie chwili, żeby już nawet przez jedną
sekundę nie mógł pomyśleć o tym, co jeszcze zrobiłby z jego Potterem... ale musiał
się powstrzymać. W pobliżu było zbyt wielu świadków.
- Będzie? - zapytał Severus, nie odrywając zamyślonego spojrzenia od Blackwooda,
ale mężczyzna całkowicie je zignorował, dalej snując swój wywód z błyszczącymi
mściwym podekscytowaniem oczami:
- Ustawię się jako pierwszy w kolejce do jego dziewiczej dupy...
Snape zrobił krok w jego stronę. Zamarznięta trawa zaskrzypiała pod jego butami.
Jesteś już trupem, Blackwood... to tylko kwestia czasu.
- Nie mogę się wprost doczekać, kiedy to zobaczę.
***
Chciał po prostu wrócić do swych komnat i odpocząć. Zmyć z siebie cały ten smród
oraz pokrywające jego szatę plugastwo. Oczyścić umysł z obrazów, pozbyć się
wypełniającego go brudu, którym obrósł niczym skorupą, a potem z butelką whisky w
dłoni, stanąć nad żarem buchającym z myślodsiewni i pić łyk za łykiem, pić tak długo,
dopóki nie będzie mu już wszystko jedno i dopóki nie będzie gotów, aby znowu
rzucić się w ogień...
Lecz kiedy tylko przekroczył próg swych komnat i usłyszał za sobą szelest... i
odwrócił się z różdżką przygotowaną do obrony... ujrzał Pottera.
Pottera, którego nie chciał widzieć. Nie teraz, nie w tej chwili, kiedy konstrukcje jego umysłu po całym dniu udawania, mordowania i grania kilku różnych ról były mocno
już nadwątlone... kiedy wiedział, że wystarczy jeden mocniejszy wstrząs, aby nie dał
rady ich już utrzymać... i aby wszystko skończyło się katastrofą.
Próbował się go pozbyć. Próbował wszystkiego. Ale Potter nie wychodził. Nie chciał
iść, nie chciał zostawić go w spokoju. Wciąż tylko uparcie prawił te swoje naiwne,
niedorzeczne brednie i nawet gdy Severus zaczął ciskać w niego klątwami, wciąż
tylko... był. Jak światło, którego nie można w żaden sposób zgasić, a które przez cały
czas razi, aż w końcu pozostaje tylko zakryć przed nim oczy i udawać, że to, co
zostało przez nie wydobyte z mroku, wcale nie istnieje.
I że ten pogłębiający się ucisk w klatce piersiowej także nie istnieje.
- Nie chcę umierać... - szept Harry'ego był niezwykle cichy, ale wystarczył, aby
dokonać pustoszących zniszczeń i obudzić demony. Martwe ciało u jego stóp...
ciemne włosy rozsypane na trawie... nieruchome, pozbawione blasku oczy... i po
wszystkim...
...próżnia.
I nic poza nią.
Zdołał wynurzyć się w ostatniej chwili. Skupił swój wzrok na siedzącym na podłodze
Potterze i jeszcze mocniej zacisnął dłoń na różdżce, którą celował mu między oczy.
- Nie ty jeden jesteś ofiarą w tej wojnie, Potter - wycedził, z trudem panując nad
głosem. - Nie ty pierwszy i nie ostatni. Myślisz, że ci wszyscy, którzy zginęli, także nie pragnęli żyć? Myślisz, że chcieli złożyć swoje życie w ofierze? Myślisz, że tylko ty
musisz poświęcić coś, co jest ci najbliższe?!
Niemal się zachłysnął, kiedy zdał sobie sprawę z tego, co właśnie powiedział, a