Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 413 414 415 416 417 418 419 420 421 ... 508
Перейти на страницу:

właściwie wykrzyczał w twarz Pottera.

Ale na szczęście chłopak najwyraźniej tego nie zauważył... albo nie zrozumiał.

To dobrze.

- Nie o to chodzi! - Potter również odpowiedział krzykiem. - Jeszcze niedawno

zrobiłbym to bez wahania. Nie zależało mi. Ale teraz... teraz mam... coś. Ciebie. I

boję się, bo nie chcę tego stracić. Kiedyś zabicie Voldemorta było dla mnie

najważniejsze. Teraz... teraz ty jesteś najważniejszy! Nie rozumiesz tego? -

dokończył cicho.

Severus zacisnął usta, starając się nie zwracać uwagi na otwierającą się pod nim

przepaść.

Jak mógłby tego nie rozumieć? Rozumiał aż za dobrze...

Ale z pewnością tego nie zaakceptuje. Nie zaakceptuje niczego, co mogłoby zagrozić

jego największemu pragnieniu. Pragnieniu, które do tej pory utrzymywało go przy

życiu... Choćby miał to wyrwać z siebie gołymi rękami, niezależnie od tego, jak

bolesne to będzie i jak wiele krwi przy tym straci...

- Czasami priorytetem jest to, co ważne, a nie to, co osobiste - wypowiedział

zachrypniętym, odległym głosem. - I należy się z tym pogodzić, Potter.

- Nie! Nigdy się z tym nie pogodzę! Można to połączyć...

- Połączyć? - przerwał mu Snape. - Wierz mi, że nie można. Jeżeli dopuścisz do

priorytetów osobiste uczucia, to już jesteś przegrany.

Ten głupi chłopak niczego nie rozumiał! Nie, on po prostu wpieprzał się w jego życie,

nie bacząc na nic i naiwnie myśląc, że uczucia to coś, co można nosić w sobie jak

zbroję i co nie ma żadnego wpływu na zwycięstwo. Na przetrwanie.

A to była słabość. Straszliwa, żałosna słabość i tylko głupcy pozwalali, aby nimi

zawładnęła, aby nimi kierowała... Głupcy z sercem na dłoni, którzy myślą, że ta

słabość da im jakąkolwiek ochronę, że pozwoli im przeżyć... Ale to nie jest żadna

zbroja. To zasłaniające widok i utrudniające ruchy łachmany. To coś, co może cię

jedynie zabić. I zrobi to przy pierwszej, nadarzającej się okazji.

Potter zmarszczył brwi, wpatrując się w Severusa badawczym, lustrującym

wzrokiem. I po chwili zapytał, mrużąc oczy:

- A jakie są twoje priorytety, Severusie?

Posuwali się po niebezpiecznej krawędzi, z każdą chwilą coraz bardziej zbliżając się

ku przepaści.

- Nie prowokuj mnie, Potter - warknął Snape, starając się zapanować nad drżeniem

głosu.

- Nie mam takiego zamiaru - odpowiedział spokojnie Harry. - Chcę tylko wiedzieć, co

tak ważnego przeszkadza ci w... byciu ze mną. Czasami odnoszę wrażenie, że

swoim zachowaniem próbujesz mnie do siebie zniechęcić. Jakbyś chciał trzymać

mnie na dystans. Nie rozumiem, dlaczego tak postępujesz. Ale chcę, żebyś wiedział,

że twoje próby są daremne. To jest niemożliwe, ponieważ ty zawsze jesteś ze mną...

- Harry przesunął dłoń i położył ją na swoim sercu - ...tutaj - szepnął cicho.

Zawsze.

To wydarzyło się w ciszy. Zagłuszyła walący się mur, pękającą tarczę, rozbijającą się

w pył barierę. Wypełniła każdą szczelinę, rozlewając się po ciele Severusa płynnym

spokojem i sprawiając, że na jedną krótką chwilę wszystko, co mogłoby go zakłócić,

odpłynęło... Czarny Pan, każda rzucona klątwa, każda penetracja umysłu, każdy

wrzask cierpienia oraz gasnące oczy...

Pozostał tylko on. Tylko Potter.

A także pragnienie. Tak silne, że niemal ogłuszające. Teraz, kiedy nie było w nim

niczego, kiedy wszystko, co do tej pory utrzymywało go na powierzchni, zniknęło,

kiedy wszystko, czym się karmił, zostało z niego wyssane... pozostał jedynie głód. I

próżnia. Próżnia, którą tylko Harry potrafił wypełnić... którą tylko on był w stanie

wypełnić.

Poczuł, jak kolana uginają się pod nim, a ręce wyciągają, by sięgnąć po to, czego

potrzebował do przeżycia. I zagarnął to, przyciągając Harry'ego do siebie i już po

chwili zanurzał się w nim, w jego gorącu i zapachu, w jego spojrzeniu i oddaniu,

czując, jak to wszystko wypełnia go, jak rozrasta się w nim, sięgając coraz głębiej i

rozgrzewając każdy fragment jego oblodzonej duszy.

Ale to wciąż było zbyt mało. Pragnął więcej. Pragnął go jeszcze więcej.

Sięgnął więc jeszcze dalej. Do jego umysłu. Otwartego teraz niczym wyciągnięta

dłoń, która pragnie jedynie dawać. I doznał niemal wstrząsu anafilaktycznego, kiedy

został nagle otoczony przez... to. Było wszędzie. Silne i twarde niczym diament, a

jednocześnie miękkie i delikatne niczym puch... i tak niesamowicie ciepłe... i należało

tylko do niego. Cała ta... moc, ponieważ nie potrafił tego inaczej nazwać. Skierowana

tylko ku niemu. Gotowa zrobić dla niego wszystko.

Siła ukryta pod maską... ułomności. Czy tak to właśnie wyglądało? Czy zawsze tak...

parzyło?

Chciał... nie, musiał jej spróbować... jeszcze bardziej się w nią zanurzyć.

I zrobił to.

A rozkosz, której wtedy doznał, wydała mu czymś prawie nieziemskim, pomimo iż

była zaledwie ułamkiem tej drzemiącej w Harrym mocy. Przypominała kąpiel w lawie.

Z której z trudem udało mu się wypłynąć.

Opadł na drżące ciało pod sobą, haustami łapiąc powietrze, które uleciało mu z płuc.

Kręciło mu się w głowie i po raz pierwszy nie był w stanie dojść do siebie po

orgazmie. Miał wrażenie, że całe jego ciało pulsuje od ognia, który przed chwilą je

strawił.

I wtedy poczuł ramiona Harry'ego, oplatające się wokół jego szyi i przyciągające go

jeszcze bliżej.

- Niech cię cholera, Potter... - wysapał z trudem, kiedy udało mu się już odzyskać

głos. Był pewien, że chłopak uśmiechnął się, ale w tej chwili kompletnie go to nie

obchodziło. Chciał po prostu tak pozostać, czując go każdym fragmentem swego

ciała, każdym zmysłem. Jego dotyk, jego zapach, jego spokojny oddech...

Poruszył się i uniósł na rękach, spoglądając na jego zarumienioną twarz i wpatrzone

w siebie z uwagą krystalicznie zielone oczy. Mimowolnie uniósł odzianą w

rękawiczkę dłoń i dotknął blizny w kształcie błyskawicy przecinającej zroszone potem

czoło. Powoli przesunął palec na skroń i policzek, z fascynacją przyglądając się

smudze krwi, którą pozostawiał jego dotyk. Krew tych wszystkich, którzy dzisiaj

zginęli, lśniąca na tej jasnej, nieskazitelnej skórze... była niczym profanacja.

Przesunął palec na brodę i w końcu zatrzymał go na rozchylonych wargach, brukając

je czerwienią.

Przełknął ślinę, czując, że zupełne nagle zasycha mu w gardle.

Przez jedną szaloną chwilę zastanawiał się, czy mógłby polizać te wilgotne usta?

Tylko raz przesunąć po nich językiem, by poczuć ich smak...

Ale wiedział, że gdyby to zrobił, to wykonałby o ten jeden krok za daleko... i nie

mógłby już wtedy powstrzymać się, by nie zanurzyć się głębiej w ich smaku, w ich

żarze... i to byłby jego koniec.

Nie, musi go posmakować w inny sposób. W inny sposób ugasić to wciąż nie do

końca zaspokojone pragnienie, które konsumowało go od środka.

Zaczął więc sunąć dalej, znacząc na skórze krwawy ślad, aż w końcu dotarł do jego

penisa. Zdjął zębami rękawiczkę i owinął dłoń wokół erekcji Pottera. Była tak gorąca,

że niemal parzyła... jak ogień, którego doznał, kiedy był wewnątrz niego. I pragnął go

znowu doświadczyć, pragnął ujrzeć go w tych zielonych oczach, jak najszybciej...

Chłopak jęczał i skamlał, kiedy Severus przesuwał dłonią po jego penisie, za wszelką

cenę pragnąc wyciągnąć z niego orgazm, pragnąc znowu ujrzeć tę jasność

1 ... 413 414 415 416 417 418 419 420 421 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)