Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Серия: Ludzie jak bogowie #2
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wsp
- ISBN: 83-7018-082-5
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]». Краткое содержание книги:
Twierdzę, że ta druga strona ich działania, budząca podziw kosmiczna praca inżynieryjna, jest sama w sobie obiektywnie pożyteczna. Nie będę wyliczał tu osiągnięć technicznych Niszczycieli, gdyż znacie je lepiej ode mnie. Twierdzę tylko, że bezimienni autorzy tych sukcesów są najlepszymi potencjalnymi przyjaciółmi. Spytacie, gdzie ich szukać? Nie znajdziecie ich na powierzchni. Zbyt wielki jest ucisk, który ich krępuje, zbyt ciężkie kary grożą za najmniejszą przewinę. Czy jednak ogrom ucisku i okrucieństwo kar nie świadczą o potędze ukrytej opozycji? Dawny Niszczyciel, nasz przyjaciel Orlan, powiedział, że wystarczy jeden cios, aby imperium Niszczycieli rozpadło się z trzaskiem. A więc zadajmy ten cios, przyjaciele!
— Możesz odpocząć, Eli — powiedział Gracjusz, kiedy opadłem na fotel. — Przerwaliśmy na razie transmisję, aby Galaktowie mieli czas zastanowić się nad twoją przemową.
Wyszedłem do saloniku. Obstąpili mnie przyjaciele. — Okazuje się, że jest pan świetnym mówcą, admirale — rzekł Romero z szacunkiem.
— Przemówienia są dobre jedynie wówczas, kiedy przynoszą dobre rezultaty — powiedziałem zniecierpliwiony. — Jeśli Galaktowie nie udzielą nam poparcia, to znaczy, że mowa była do niczego.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilkę, póki nie usnąłem nagle. Mary powiedziała mi później, że rzucałem się i jęczałem przez sen. Obudziłem się szarpnięty przez żonę za rękaw.
Do saloniku weszli Gracjusz i Tigran. Po raz pierwszy i ostatni zobaczyłem Galaktów zdenerwowanych, bez zwykłych uprzejmych uśmiechów na twarzy.
— Admirale Eli — powiedział uroczystym tonem Gracjusz. — Oto nasza decyzja. Po wielu tysiącleciach Galaktowie znów wychodzą w przestrzeń międzygwiezdną. Wy, ludzie, jesteście dziś od nas potężniejsi, wobec czego poddajemy się waszym rozkazom. W najbliższym czasie w pobliżu sfery asteroidów zbierze się eskadra układu Płomienistej składająca się z trzydziestu pięciu okrętów bojowych. Z innych układów gwiezdnych wyruszą dalsze eskadry, łącznie czterysta pięćdziesiąt gwiazdolotów. Obejmuj więc dowództwo nad flotą Galaktów, admirale ludzi!
13
Nie czekałem na eskadry Galaktów z innych systemów układów gwiezdnych. Andre doniósł mi z Trzeciej Planety, że przeciwko okrętom Allana wyruszyło gigantyczne zgrupowanie krążowników Niszczycieli. Nie ulega wątpliwości, że Zływrogi nie będą zwlekać z decydującym starciem. Jeśli chcieli odnieść sukces, musieli zniszczyć flotę Allana, zanim nadciągną okręty Galaktów. Sam bym tak postępował na ich miejscu, a nie miałem powodu uważać Niszczycieli za głupszych od siebie.
Kiedy trzydzieści pięć gwiazdolotów z Płomienistej zebrało się w ustalonym miejscu, zarządziłem wymarsz. Pozostałe eskadry Galaktów miaty zgrupować się w dwie flotylle i przebijać się, każda własną trasą, do rejonu ataku Allana. Na „Cielcu” znów podniosłem admiralski proporzec. Statkiem dowodził Osima, pomagał mu Tigran, który w ten sposób zapoznawał się z urządzeniami ziemskich okrętów.
Szliśmy w obszarze nadświetlnym, ale tylko jakieś dwieście razy wyprzedzaliśmy światło, gdyż statki Galaktów nie osiągały wyższej prędkości.
W trzecim miesiącu podróży zaszły dwa ważne wydarzenia. Nadeszła informacja, że druga flotylla Galaktów w składzie dwustu okrętów ruszyła w przestrzenie międzygwiezdne i z pełną szybkością mknie w naszym kierunku. Następne dwieście dwadzieścia gwiazdolotów trzeciej flotylli naszych sojuszników wyruszy w drogę za parę dni. Druga wiadomość była niepokojąca: na trawersie naszej flotylli pojawiły się krążowniki Niszczycieli.
Rzadko bywałem w sterówce, aby nie przeszkadzać Osimie w szkoleniu Tigrana, za to prawie nie wychodziłem z sali obserwacyjnej. Byłem tam również, kiedy pojawiły się statki przeciwnika. Krążowniki Zływrogów lokalizowane na falach przestrzennych rozjarzyły się na ekranach zielonymi punkcikami. W kilka godzin po zjawieniu się pierwszego naliczyłem ich przeszło pięćdziesiąt i ciągle jeszcze zapalały się nowe punkciki.
— Niepokoi mnie ta sytuacja — przyznał się Orlan który również znajdował się na sali. — Wielki obmyślił jakiś podstęp. Obawiam się, że postara się nie przepuścić nas do rejonu walki z eskadrami Allana.
Nie widziałem na razie powodu do niepokoju. Nie wątpiłem wprawdzie, że Niszczyciele będą chcieli nawiązać z nami kontakt bojowy jeszcze w drodze, ale „Cielec” z jego urządzeniami anihilacyjnymi stanowił obiekt trudny do zniszczenia. Przekazałem na Trzecią Planetę, że widzę wroga. Andre wykrywał każdy okręt wrogów spieszących w naszym kierunku. Zaniepokojony ich nieoczekiwanie wielką liczbą radził nam zmienić kurs w kierunku Pomarańczowej. Na bliskie dystanse mechanizmy Stacji działają skutecznie, ale generatory dalekiego zasięgu jeszcze nie zostały odbudowane, chociaż pracowano nad tym dzień i noc. „Waszą eskadrę zdołamy osłonić jedynie w rejonie Pomarańczowej” — donosił Andre.
Długo zastanawiałem się nad depeszą. Wszystko protestowało we mnie przeciwko ucieczce pod osłonę Stacji. Przecież wrogowie dążyli do tego, abyśmy zrezygnowali z połączenia się ze statkami floty Allana. Obiekcje te przekazałem dowódcom wszystkich statków swojej flotylli.
Było już jasne, że przeciwnik zgromadził przeciwko nam wielkie siły. Cała północna półkula niebieska usiana była zielonymi ognikami. Naliczyłem ich ponad dwieście. Orlan był przekonany, że Wielki Niszczyciel nie chcąc osłabiać swoich głównych sił powstrzymujących Allana zmobilizował do walki z nami wszystkie swoje rezerwy kosmiczne. Dobre w tym było jedynie to, że dwóm pozostałym flotyllom Galaktów nie groziło już spotkanie z większymi zgrupowaniami wroga.
Flota przeciwnika zachowywała się na pozór spokojnie, szła zwartą grupą kursem równoległym do naszego, nie wyprzedzając i nie pozostając w tyle. Znajdowaliśmy się wówczas dokładnie na trawersie Pomarańczowej. Dogodniejszej sposobności do ukrycia się w zasięgu działania mechanizmów Stacji niż wtedy być nie mogło, każda godzina dalszego lotu oddalała nas bowiem od Trzeciej Planety.
— Musimy zdecydować się — powiedziałem do Gracjusza. — Ludzie są zdania, że ucieczka spowoduje fiasko wyprawy, natomiast kontynuowanie marszu może doprowadzić do starcia z wrogiem.
— Obraliśmy cię dowódcą, Eli — rzekł Galakt po krótkim wahaniu — nie po to, aby przy pierwszej sposobności podnieść bunt. Jestem za kontynuacją wyprawy i przekazałem swoją opinię na wszystkie okręty flotylli. Właśnie teraz odebrałem wiadomość, że załogi zgadzają się na dalszy marsz.
Zaczęliśmy się oddalać od Pomarańczowej. Poleciłem komputerowi, aby obliczył, kiedy przekroczymy granice działania małych generatorów Stacji. MUK zawiadomił, że od tej granicy dzieli nas zaledwie kilka dni lotu.
Zdaniem Orlana flota Niszczycieli będzie towarzyszyć nam nie atakując do końca strefy działania generatorów małego zasięgu Stacji Metryki. Kiedy nie będziemy mogli liczyć na pomoc Trzeciej Planety, natychmiast ruszą do szturmu. Dowódcy Zływrogów zdają sobie sprawę, że główną siłą naszej eskadry jest „Cielec” i będą manewrować krążownikami tak, żeby nie znaleźć się na linii strzału jego anihilatorów. Przy tych manewrach mogą trafić pod ogień broni biologicznej Galaktów. Załogi wielu statków mogą wprawdzie wtedy zginąć, ale nie wiadomo, kto kieruje gwiazdolotami Niszczycieli. Co się stanie, jeżeli przy sterach siedzą już martwe automaty zdalnie sterowane przez centralny mózg?
Nie mogę powiedzieć, aby ponure prognozy Orlana nie zrobiły na nas wrażenia. Współczułem milczącemu Gracjuszowi, który musiał czuć się gorzej niż my, od dzieciństwa przywykli do myśli, że w każdej chwili możemy zginąć.