Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gwiezdny taniec [Stardance - pl]
Gwiezdny taniec [Stardance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gwiezdny taniec [Stardance - pl]

Электронная книга - «Gwiezdny taniec [Stardance - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiezdny taniec [Stardance - pl]
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 65
Перейти на страницу:

— Zakłada pan, że skoro jesteśmy Gwiezdnymi Tancerzami, to automatycznie potrafimy służyć panu za tłumaczy. Nie mogę tego gwarantować. Odważę się powiedzieć, że lepiej niż ktokolwiek z tu obecnych znam taśmy z „Gwiezdnym tańcem” — nawet te objęte cenzurą. To ja je kręciłem. To ja tak długo manipulowałem szybkościami i kadrowaniem podczas montażu, aż poznałem z nazwy każdą klatkę i niech mnie diabli, jeżeli rozumiem ich jeżyk. No tak, miałem pewne przebłyski, przeczucia, ale… Shara ich rozumiała — z grubsza, intuicyjnie, wkładając w to wiele wysiłku, ale rozumiała. Nie jestem nawet w połowie takim choreografem, jakim była ona, ani też w połowie takim tancerzem. Nie dorównuje jej żadne z nas. Nie dorównuje jej nikt, kogo znam. Sama mi powiedziała, że kontakt, jaki z nimi nawiązała odbywał się bardziej za pośrednictwem telepatii niż choreografii. Nie mam pojęcia, czy którekolwiek z nas potrafi poprzez taniec nawiązać z nimi taki właśnie telepatyczny kontakt. Nie byłem tam; siedziałem w tym przerośniętym toroidzie, cztery grodzie stąd i tylko ten show filmowałem. — Zaczynałem się podniecać. Nagromadzone we mnie emocje znajdowały teraz swoje ujście. — Przepraszam, generale — zwróciłem się do Chińczyka — ale nie jest to coś, co można załatwić rozkazem.

Sekretarz nie okazywał niepokoju.

— Czy korzystał pan z pomocy komputerów?

— Nie — przyznałem. — Przymierzałem się do tego, ale dopiero wtedy, gdy znajdę chwilę czasu.

— Nie sądzi pan chyba, że to zaniedbaliśmy. Podobnie jak pan, nie dysponujemy słowniczkiem obco — ludzkim, ale wiemy już sporo. Potrafi pan choreografować przy wykorzystaniu komputera?

— Jasne.

— Zawartość pamięci naszego komputera pokładowego powinna panu zapewnić w drodze do Saturna materiał do rocznych studiów nad jeżykiem obcych. Dostarczy ona panu „słownika” oo najmniej wystarczającego do rozpoczęcia pracy nad poszerzaniem go oraz obszernych, można by rzec hipotetycznych sugestii co do metodyki postępowania. Badania te przyniosły już pewne wyniki. Pan i pańska grupa jesteście być może jedynymi żyjącymi ludźmi, zdolnymi do oceny tych danych i wykorzystania ich w praktyce. Widziałem taśmy z waszych występów i sądzę, że jeśli ktoś w ogóle potrafi tego dokonać, to tylko wy. Wszyscy jesteście ludźmi unikatowymi — przynajmniej w dziedzinie, którą się zajmujecie. Myślicie jak ludzie — ale nie tak samo jak ludzie.

To była najniezwyklejsza opinia, jaką kiedykolwiek usłyszałem; oszołomiła mnie bardziej niż wszystko, co tego dnia zostało powiedziane.

— Mówię oczywiście o was wszystkich — ciągnął dalej. — Być może poniesiecie porażkę. W takim przypadku dla grupy dyplomatów, z których tylko jedna osoba ma minimalne doświadczenie z zakresu warunków życia w stanie nieważkości jesteście najlepszymi nauczycielami i przewodnikami, jakich można sobie wyobrazić. Cokolwiek się wydarzy, będą oni potrzebowali do pomocy ludzi, którzy w kosmosie czują się jak w domu.

Wyjął papierosa, a amerykański cywil włączył dyskretnie klimatyzacje. Przypalił sobie sam zapałką.

— Jestem przekonany, że wszyscy dacie z siebie wszystko. Wszyscy ci z waszego zespołu, którzy zgodzą się lecieć. Mam nadzieje, że będą to wszyscy. Ale nie możemy czekać na przybycie pańskich przyjaciół, panie Armstead; wszyscy znajdujemy się po ogromną presją. Jeśli ma pan zostać przedstawiony misji dyplomatycznej, musi to nastąpić teraz.

Ująłem Norrey ta rękę; ona uścisnęła moją.

I pomyśleć, że mogłem sobie wieść życie anonimowego wideooperatora — alkoholika w New Brunswick.

— Idziemy, sir — powiedziałem zdecydowanie.

* * *

— Wpuszczasz mnie w maliny — wykrzyknął Raoul.

— Jak Boga kocham — zapewniłem go.

— To brzmi jak żart Miltona Berle — upierał się.

— Jesteś za młody, żeby pamiętać Miltona Berle — powiedziała Norrey. Leżała na jednej z koi, zapadając co chwila w drzemkę.

— A czy nie mam biblioteki taśm?

— Zgadzam się z tobą — powiedziałem — ale fakty są faktami. Nasz korpus dyplomatyczny składa się z Hiszpana, Rosjanki, Chińczyka i Amerykanina.

— O Boże — jęknął Tom z sąsiedniej koi, w której półleżał od czasu swego przybycia. Rzeczywiście wyglądał jak jogurt truskawkowy, lekko rozbełtany, i skarżył się na sporadyczny ból oka i ucha. — To ma nawet sens.

— Jasne — zgodziłem się. — To musi być zespół wielonarodowy; całe to gadanie o jednoczeniu się ludzkości w obliczu zagrożenia ze strony obcych to wierutne brednie.

— Z przysłowiowym Człowiekiem Bez Skazy na czele — dopowiedziała Linda.

— Idealny byłby sam Sekretarz Generalny ONZ — wtrącił Raoul.

— Jasne — zgodziłem się — ale on ma do załatwienia jakieś nie cierpiące zwłoki sprawy gdzie indziej.

— Ezequiel DeLaTorre też może być — mruknął w zamyśleniu Tom. Skinąłem głową.

— Nawet ja o nim słyszałem — powiedziałem. — Okay, zdołałem wam powiedzieć wszystko, co wiemy. Komentarze? Pytania?

— Chciałbym dowiedzieć się czegoś bliższego w sprawie tej jednorocznej podróży — odezwał się Tom. — O ile się orientuję, jest to niemożliwe.

— Ja też tak uważam — zgodziłem się z nim. — Długo przebywaliśmy w kosmosie. Nie wiem, czy rozumieją, jak niewielkie długotrwałe przyśpieszenia możemy teraz znieść. Co wy na to, Harry? Raoul? Czy to możliwe?

— Nie wydaje mi się — odparł Harry.

— Dlaczego nie? Możesz to wyjaśnić?

Do przywilejów gości „Skyfac” należy również dostęp do pokładowego komputera. Harry podpłynął do terminala i na ekranie pojawił się wzór:

— To najprostszy wzór na wyrażenie czasu przelotu z planety na planetę — powiedział Stein.

— Jezu.

— I jest za prosty, żeby wyjaśnić to, o co pytasz.

— Hmmm… wspominali o jakimś przerzucie…

— Mam — wykrzyknął Raoul. — Przerzut Friesena. Miałem to na końcu jeżyka. Jasne, to by było to.

— Co? — spytali wszyscy jednocześnie.

— Gdy byłem dzieciakiem, czytywałem wszystkie artykuły dotyczące kolonizacji kosmosu, jakie wpadły mi w ręce — entuzjazmował się Raoul. — Lawrence Friesen wygłosił w Princeton referat… jasne, pamiętam, było to w roku osiemdziesiątym, czy trochę wcześniej. Poczekajcie. — Pokicał jak królik do terminala i zaczął coś na nim przeliczać.

Harry liczył na swoim kalkulatorze osobistym wbudowanym w sprzączkę od pasa.

— A jak zamierzasz uzyskać prędkość 28 kilometrów na sekundę? — spytał sceptycznie.

— Może impulsem nuklearnym? — zasugerował Tom.

— Wcale nie — powiedział Raoul. — Wykorzytując przeniesienie Friesena nie trzeba się uciekać do tego rodzaju środków. Popatrzcie — przełączył terminal na grafikę i zaczął szkicować swój pomysł. — Trzeba zacząć od takiej orbity:

— Orbita rezonansowa 2:1? — spytałem.

— Właśnie — potwierdził.

— Taka, po jakiej krąży „Skyfac”? — spytałem.

— Tak, jasne, to by… hej! Hej, tak… jesteśmy akurat tam, gdzie powinniśmy być. O rany, co za niezwykły zbieg okoliczności.

Harry zaczynał już węszyć pismo nosem. Tom chyba też. .

— No i co? — podpowiadałem.

Raoul skasował grafikę i zrobił jeszcze kilka obliczeń.

— No dobrze, załóżmy, że chcemy, aby prędkość, z jaką porusza się nasz statek zmniejszyła się o niecały kilometr na sekundę. To daje nam… no tak, wyhamowujemy przez prawie dwie minuty z przyśpieszeniem l g. Hmmm. Albo, powiedzmy, przez siedemnaście minut z 0,1 g. No nic. W wyniku tego zaczynamy spadać na Ziemie. O to nam właśnie chodzi, bo chcemy się katapultować okrążając ją. W ściśle określonym momencie zwiększamy więc prędkość o dodatkowe 5,44 kilometra na sekundę.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 65
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)