Gwiezdny taniec [Stardance - pl]
- Автор: Робинсон Спайдер, Робинсон Джинн
- Серия: Gwiezdny taniec #1
- Год: 1986
- Язык: польский
- Переводчик: Jacek Manicki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Gwiezdny taniec [Stardance - pl]». Краткое содержание книги:
Około dziewięciu minut przy ciążeniu l g, ale nie można stosować l g, bo ze względu na nas przyśpieszanie musi trwać krótko. Powiedzmy, jakieś 4,6 minuty przy 2 g albo 2,3 minuty przy 4 g.
— No fajnie — wtrąciłem wesoło. — Tylko dwie minuty przy czterokrotnym przeciążeniu. Twarze wędrują nam na tył głowy i jesteśmy jedynymi stworzeniami w układzie z potylicami z przodu. Wal dalej.
— Dostajemy więc takie coś — ciągnął Raoul wciskając znowu klawisz włączający grafikę.
— A potem roczna podróż w stanie nieważkości, podczas której opracowujemy choreografię, wymiotujemy, słuchamy, jak próchnieją nam kości, mordujemy dyplomatów, zjadamy ich i wkuwamy rozmówki obcych. Po roku jesteśmy już na Saturnie. Fajnie, to kolejny szczęśliwy zbieg okoliczności — okno startowe dla jednorocznej podróży na Saturna otwiera się…
— No tak — przerwał mu Harry, zerkając znad swego kalkulatora — w ten sposób dolecisz przez rok do Saturna — z prędkością względną 12 kilometrów na sekundę. To więcej niż prędkość ucieczki dla Ziemi. Jak chcesz ją wytracić?
— Dajemy się schwytać przez pole grawitacyjne Tytana — odparł triumfalnie Raoul.
— Och — stęknął Harry. — Och. Wytracamy osiem albo i dziewięć kilometrów na sekundę.
— O to chodzi — ciągnął Raoul waląc w klawisze. — Spokojnie. 0,1 g przez 2,5 godziny. Albo, żebyśmy wszyscy lepiej to znieśli, 0,01 g przez trochę więcej niż dobę. Eeee… przez 25,5 godziny.
Nie chce się chwalić, ale naprawdę nadążałem za większością głównych tez tego wykładu — monitor komputera to cudowna pomoc dla ignoranta.
— No i dobrze — powiedziałem nagle, zwracając na siebie uwagę wszystkich. — No i dobrze. To jest możliwe. Omawialiśmy te sprawę już na dwie godziny przed przybyciem tu waszego wahadłowca. Powiedziałem wam, czego od nas chcą i dlaczego nalegają, żebyśmy lecieli wszyscy. Chciałbym dać wam czas do namysłu do jutra wieczór. Ale wóz niedługo rusza. To ten cały interes z oknem startowym, o którym wspominałeś, Raoul. — Harry łypnął podejrzliwie okiem, Tom również był poruszony nieprawdopodobieństwem takiego trafu. — A więc — ciągnąłem udając, że tego nie zauważam — muszę mieć wasze ostateczne decyzje najdalej za godzinę. Wiem, że to śmieszne, ale nie mamy wyboru — westchnąłem. — Radzę wam dobrze wykorzystać te godzinę.
— Charlie, do cholery — wykrzyknął autentycznie zdenerwowany Tom — czy to rodzina, czy nie?
— Ja…
— Co to za wygłupy — zgodził się z nim Raoul. — Człowiek nie powinien obrażać swych przyjaciół. Linda i Harry również sprawiali wrażenie urażonych.
— Słuchajcie, idioci — powiedziałem, wytaczając swój najcięższy kaliber — to jest na zawsze. Już nigdy nie pojeździcie na nartach, nie popływacie, nigdy nie pospacerujecie — nawet po Księżycu. Nigdy już się nawet nie wysracie bez pomocy technicznej.
— A gdzie na Ziemi można się teraz wysrać bez pomocy technicznej? — spytała Linda.
— Przestań — warknąłem — nie wyjeżdżaj mi tu z satyrą, zastanów się. Czy muszę się uciekać do argumentów osobistych? Harry, Raoul — jak wam się wydaje, z iloma kobietami umówicie się na randkę w kosmosie? Ile z nich porzuci cały świat, żeby z wami pozostać? Teraz poważnie. Linda, Tom — czy znacie jakikolwiek dowód, który przynajmniej sugerowałby, że połóg w stanie nieważkości jest możliwy? Czy chcecie pewnego dnia ryzykować dwa życia? A może planujecie poddanie się sterylizacji? A teraz przestańcie wszyscy czworo mówić jak bohaterowie komiksu i wysłuchajcie mnie, do diabła! — Ze zdumieniem stwierdziłem, że naprawdę, wpadam w szał. — Nie możemy mieć żadnej pewności, że potrafimy się porozumieć z tymi cholernymi ćmami! Tak długie igranie z losem zmniejsza prawdopodobieństwo powodzenia. Dwa życia, to wystarczające ryzyko. Ludzie, nie jesteście nam do niczego potrzebni — wykrzyknąłem i ugryzłem się w jeżyk.
— Nie — podjąłem po chwili — to kłamstwo. Nie będę się przy tym upierał. Ale, jeśli to zadanie jest w ogóle wykonalne, możemy sobie poradzić bez was. Norrey i ja mamy osobiste powody, żeby lecieć — ale po co wy macie porzucać swoją planetę?
Zapadło lepkie milczenie. Zrobiłem, co mogłem, Norrey nie miała nic do dodania. Obserwowałem cztery obojętne, nie wyrażające żadnych emocji twarze i czekałem.
W końcu Linda poruszyła się.
— Rozwiążemy problem rodzenia w stanie nieważkości — powiedziała. A w sekundę później dodała: — Kiedy będziemy musieli.
Tom zapomniał o swych dolegliwościach. Posłał Lindzie przeciągłe spojrzenie, uśmiechając się obrzmiałymi, usianymi siateczką popękanych żyłek wargami i powiedział:
— Wychowałem się w Nowym Jorku. Przez całe życie mieszkałem w mieście. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy ile napięcia jest w miejskim życiu, dopóki nie pomieszkałem przez tydzień w domu waszej rodziny. I nie uświadamiałem sobie nawet, jak bardzo nienawidzę tego napięcia, dopóki nie zdałem sobie sprawy jak bardzo się boje, gdy musiałem wracać na Ziemie. — Dotknął jej policzka podeszłymi krwią paznokciami. — Jasne, kiedyś będziemy mieli dziecko — i nie będziemy musieli uczyć go życia w dżungli.
Linda uśmiechnęła się i ujęła jego purpurowe palce.
— Nie będziemy musieli uczyć go chodzenia.
— W stanie nieważkości — odezwał się nieobecnym głosem Raoul — jestem wyższy. — Pomyślałem, że chodzi mu o te kilka centymetrów, o które wyciągają się w stanie nieważkości każde plecy, ale on dodał — W stanie nieważkości nikt nie jest niski.
O rany, on miał rację — w kosmosie nie ma sensu mówienie o kimś, że „sięga nam do pasa”, nie ma więc też sensu mówienie o wzroście.
Ale głos Raoula był niepewny. On nie podjął jeszcze decyzji.
Harry pociągnął z puszki łyk piwa, czknął i wbił wzrok w sufit.
— Po mojemu. Dość długo. Cary ten gips z przystosowaniem. Mógłbym pracować cały rok, a nie pół. Myślało się już o tym — zerknął na Raoula. — Nie wydaje mi się, że będzie mi szczególnie brakowało kobiet.
Raoul wytrzymał jego wzrok.
— Mnie też nie — powiedział i tym razem w jego głosie brzmiała decyzja.
Coś zaświtało w zwojach szarych komórek i szczeka mi opadła.
— O rany!
— To tylko klapki na oczach, Charlie — powiedziała współczująco Linda.
Miała rację. To nie miało nic wspólnego z moją mądrością życiową ani z doświadczeniem, ani ze spostrzegawczością. To była po prostu moja wada wrodzona: klapki na oczach. Nigdy nie nauczę się dostrzegać kwitnącej pod moim nosem miłości.
— Norrey — powiedziałem oskarżycielskim tonem — wiesz, że jestem idiotą, dlaczego mi nie powiedziałaś? Norrey?
Spała pochrapując.
A pozostała czwórka śmiała się ze mnie jak diabli po sekundzie też byłem zmuszony się roześmiać. Każdy człowiek, który nie uważa siebie za głupca, jest cholernym głupcem; każdy człowiek, który stara się, to ukryć jest podwójnym cholernym głupcem, bo jest sam. Śmiejąc się razem pomniejszaliśmy moją głupotę do cechy wspólnie dzielonej i nawet Norrey poruszyła się na swej koi i uśmiechnęła przez sen.
— W porządku — powiedziałem, gdy tylko udało mi się zaczerpnąć tchu. — Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Nie będę walczył z wiatrakami. Kocham was wszystkich i będę ogromnie rad z waszego towarzystwa. Tom, wyciągnij się i prześpij trochę; Raoul, zgaś światło. Idziemy się pakować. Potem wrócimy tu po Norrey i Toma. Zapakujemy twoje komiksy i tunikę na zmianę, Tom. Nadal ważysz około siedemdziesięciu dwóch kilogramów, tak? — Pochyliłem się nad Norrey i pocałowałem ją w czoło. — No, pchajmy ten wózek.