Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gwiezdny taniec [Stardance - pl]
Gwiezdny taniec [Stardance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gwiezdny taniec [Stardance - pl]

Электронная книга - «Gwiezdny taniec [Stardance - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiezdny taniec [Stardance - pl]
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 65
Перейти на страницу:

— Kto był tym idiotą? — spytałem bez zastanowienia.

— Ten sam idiota, który wystartował Wozem nie zabierając dodatkowego powietrza. Ja.

Zapadło niezręczne milczenie. A to z kolei spowodowało, że zacząłem przetrząsać mój mózg w poszukiwaniu czegoś mądrego albo pożytecznego, co mógłbym teraz powiedzieć. Albo zrobić. Zastanówmy się: mnie została jeszcze 1/8 zawartości zbiornika powietrza. Norrey około 1/4: nie zużyła tyle co ja podczas ćwiczeń. Wyciągnąłem ręką, odpiąłem pełen zbiornik Norrey i przełożyłem go w milczeniu nad jej ramieniem. Odebrała go ode mnie też się nie odzywając i wydobyła ze schowka zestaw pierwszej pomocy. Wyjęła z niego trójnik, upewniła się, czy oba wtyki są uszczelnione i nasunęła go na butle z powietrzem. Odłączyła od zestawu węże przedłużające i nasunęła je na wtyki trójnika. Tak przygotowaną butle przytroczyła do burty Wozu na później — syfon powietrzny z dwoma słomkami. Potem odwróciła się niezdarnie w swoim siodełku i usiadła twarzą do mnie.

Jeśli ktoś kiedykolwiek będzie wam wmawiał, że obejmowanie się w skafandrach próżniowych jest stratą czasu, nie wierzcie mu. Obejmowanie się nigdy nie jest stratą czasu. Bolały mnie od tego plecy, ale nie zwracałem na nie uwagi.

Słuchawki zatrzeszczały. To Raoul wywoływał nas z mieszkania Toma i Lindy:

— Norrey? Charlie? Z Tomem wszystko w porządku. Lekarz jest w drodze, Charlie, ale nie dotrze tu na tyle szybko, żeby coś wam to — dało. Skontaktowałem się z Kwaterą Główną Sił Kosmicznych. Nie ma w tym rejonie żadnego rozkładowego ruchu, nie ma w pobliżu żadnego statku. Nic, Charlie, zupełnie nic. Co mamy, u diabła, robić? — Harry musiał być bardzo zajęty przy Tomie, bo inaczej złapałby już za mikrofon.

— Powiem ci, co masz robić, stary — powiedziałem spokojnie, robiąc odstępy miedzy poszczególnymi słowami, żeby dać mu ochłonąć! — Wciśnij przycisk „Zapis”. Okay? Teraz włącz głośniki, żeby Harry i Linda mogli być świadkami. Gotowe? Okay. Ja, Charlie Armstead, będąc w pełni władz umysłowych i fizycznych…”

— Charlie!

— Nie psuj taśmy, stary. Nie mam czasu na zbyt dużo powtórek i mam tu coś lepszego do roboty. ,Ja Charlie Armstead…”

To nie trwało długo. Pozostawiłem wszystko Zespołowi — i uczyniłem Grubego Humphreya pełnym wspólnikiem. „Le Maintenant”, zdławioną przez biurokrację, zamknięto przed miesiącem. Potem przyszła kolej na Norrey, a ona powtórzyła wszystko, niemal słowo w słowo.

No i cóż nam wtedy pozostawało? Pożegnaliśmy się z Raoulem, Lindą i Harrym czyniąc to możliwie jak najzwięźlej, po czym wyłączyliśmy nasze radia. Siedzenie na siodełku tyłem do przodu było dla Norrey niewygodne; odwróciła się znowu plecami do mnie, a ja objąłem ją od tyłu jak pasażer motocykla. Nasze hełmy zetknęły się. To, co wtedy sobie mówiliśmy to nie wasz pieprzony interes.

Upłynęła jedna godzina, najpełniejsza godzina w moim życiu.

— Zabił nas ten pośpiech spowodowany upływającą normą czasową — powiedziałem w końcu — głupi, cholerny pośpiech. Dlaczego? A więc nasz metabolizm nie pozwala nam żyć w kosmosie. Coś w tym musi być. Czego my się tak boimy? Co Ziemia ma takiego w sobie, że tak kurczowo się jej trzymamy?

— Ludzi — odparła Norrey poważnie. — Miejsca. Tutaj, w górze, nie ma za dużo ani jednego, ani drugiego.

— Siedem miliardów rojące się w jednym zwietrzałym mrowisku.

— Charlie, spójrz tam — wskazała na Ziemie. — Widzisz te oazę, zawieszoną w kosmosie? Czy stąd wygląda na zatłoczoną?

Trafiła w sedno. Nasza rodzinna planeta, widziana z kosmosu sprawia nieodparte wrażenie jednego, ogromnego, opuszczonego odludzia. Widzi się przeważnie pustynie i tylko od czasu do czasu migoczące punkciki światła lub miniaturowa mozaika dają świadectwo działalności człowieka. Człowiek może skazić jak diabli atmosferę — . widziana na krawędzi, podczas zachodu słońca, nie wygląda na grubszą od skórki jabłka — ale jak dotąd nie poczynił jeszcze widocznych śladów na obliczu swej planety.

— Nie. Ale jest i ty o tym wiesz. Cały czas boli mnie tam noga. Nie ma tam ani chwili prawdziwej ciszy. Śmierdzi. Jest plugawa i opanowana przez bakterie, zasypywana nieszczęściami, pogrążona w zaraźliwym szaleństwie i tkwiąca po pas w rozpaczy. Nie wiem jak, u diabła, mogłem kiedykolwiek chcieć tam wracać.

— Charlie! — dopiero teraz, gdy po to, bym ją usłyszał musiała podnieść głos do krzyku, uświadomiłem sobie, jak głośno musiałem mówić. Urwałem, zły sam na siebie.

— Przepraszam, kochanie — powiedziałem. — Chyba niewiele dbam o Ziemie, od kiedy zamknięto „Le Maintenant”. — Zaczynałem tak, żeby wypadło to na dowcip, ale nie wyszło zabawnie.

— Charlie — powiedziała dziwnym głosem.

— Tak?

— Dlaczego Ośle Drabinki zapalają się i gasną?

Natychmiast sprawdziłem butle z powietrzem, potem trójnik, dołączone doń węże oraz złącza. Nie, dostawała powietrze. Wtedy dopiero obejrzałem się i u diabła, rzeczywiście. Ośle Drabinki zapalały się i gasły w dali jak mrugające lampki choinkowe. Jeszcze raz skrupulatnie sprawdziłem instalacje, powietrzną, żeby się upewnić, czy oboje nie mamy halucynacji i wróciłem do naszego czułego uścisku.

— Zabawne — powiedziałem. — Nie przychodzi mi do głowy żadne uszkodzenie układowe, które wywołałoby taki efekt.

— Coś musiało uderzyć w ekran baterii słonecznej i wprawić go w ruch wirowy.

— Chyba tak, ale co?

— Do diabła z tym, Charlie. A może to Raoul próbuje nam coś zasygnalizować?

— Jeżeli nawet, to do diabła i z nim. Nie mam nic więcej do dodania i niech mnie diabli, jeśli mam ochotę czegoś wysłuchiwać. Nie podnośmy tej cholernej słuchawki. Na czym to skończyliśmy?

— Na wniosku, że Ziemia przyciąga.

— No pewnie, że przyciąga — i to mocno. Dlaczego ktokolwiek na niej żyje, Norrey? A, do diabła i z rym.

— Tak. To nie jest takie znowu złe miejsce. Tam się poznaliśmy.

— To prawda. — Przytuliłem ją trochę, mocniej. — Wydaje mi się, że jesteśmy szczęściarzami. Oboje znaleźliśmy swoją drugą połowę.. I to zanim umarliśmy. Ilu jeszcze jest takich szczęściarzy?

— Chyba Tom i Linda. Poza nimi nie przychodzi mi do głowy nikt ze znajomych.

— Mnie też. Gdy byłem dzieckiem, zdarzało się więcej szczęśliwych małżeństw. — Drabinki zaczęły mrugać dwa razy szybciej. Czyżby drugi nieprawdopodobny meteor? A może obluzował się kawałek płyty, wprawiając resztę w szybsze wirowanie? To rozpraszanie uwagi było denerwujące; dopóki nie dostrzegałem tego migotania, lepiej mi się rozmawiało.

— Chyba nigdy nie zdawałem sobie sprawy, jakie nieprawdopodobne mieliśmy szczęście. Dzielenie go z tobą to dobry interes.

— Och, Charlie — krzyknęła poruszając się w mych ramionach. Pomimo niewygody, obróciła się znowu na swoim siodełku, żeby mnie objąć. Mój skafander próżniowy wbijał mi się w kark, słuchawka z jednej strony uwierała mnie w ucho, a jej silne ramiona wzniecały piekło w moich obolałych plecach, ale nie wydałem jęku skargi. Dopóki jej uścisk nie stał się nagle jeszcze silniejszy.

— Charlie!

— Mhm…

Złagodziła nieco uścisk, ale nic puszczała mnie.

— Co to, u diabła?

Złapałem oddech.

— Co? — obejrzałem się. — Co tu, u diabła? — Oboje spadliśmy z naszych siodełek i dryfowaliśmy na końcach węży powietrznych, niezdolni z wrażenia do jakiegokolwiek działania.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 65
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)