Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 401 402 403 404 405 406 407 408 409 ... 508
Перейти на страницу:

A kiedy tylko wejdzie... nie pozwoli mu nawet zaczerpnąć tchu, zanim zatopi w nim

swe dłonie, swe usta i swego penisa...

Gdzie go weźmie? Przy drzwiach, tak jak ostatnio? Nie, okazałby w ten sposób zbyt

dużą niecierpliwość... chłopak sam musi do niego przyjść.

Na podłodze? Mógłby zacisnąć dłonie na tych gładkich pośladkach, rozszerzając je,

by mieć jak najdoskonalszy widok, a potem obserwować, jak jego penis wsuwa się w

ten mały, ciasny tyłek, jak zagłębia się w zaczerwienionej, pulsującej otchłani i jak

Potter skamle, drapiąc paznokciami podłogę...

Nie, jakkolwiek kusząca wydawała się ta wizja, to nie pomoże mu zrobić kolejnego

kroku w pożądanym kierunku.

Może tutaj, na fotelu? Mógłby obserwować, jak Potter porusza się na nim, zataczając

biodrami koła na jego kolanach... mógłby obserwować jego twarz w chwili

największego uniesienia... mógłby znowu zobaczyć ten moment... moment, w którym

wszystko odpływało z jego twarzy, pozostawiając jedynie czyste, promieniujące z niej

spełnienie... Otwarte od krzyku usta, czarne kosmyki przyklejone do zroszonego

potem czoła, zaciśnięte, drgające pod powiekami oczy... W tym jednym, jedynym

momencie Potter zmieniał się. Już nie był Chłopcem, Który Przeżył ani krnąbrnym

szesnastolatkiem... był czymś doskonałym.

Severus zamrugał i szybko poprawił szatę, zasłaniając napierającą na materiał

spodni erekcję. Ponownie zerknął na zegar i w tym samym momencie usłyszał...

odległy trzask otwierających się drzwi.

Powietrze wypełniło się czerwienią i żarem płomieni, a cienkie wargi rozciągnęły się

w lekkim uśmiechu. Zdążył go jednak ukryć, zanim drzwi komnat otworzyły się i do

środka wszedł Potter, ściskając w rękach... kilka podręczników.

Płomienie natychmiast zgasły, zastąpione wpełzającym na ściany mrokiem,

pachnącym chłodnym rozczarowaniem i ciągnącym się za nim, niczym ogon komety,

mroźnym gniewem.

*

Powietrze wydawało się syczeć. Nie było widać niczego, poza parującą, wypełnioną

żarem czerwienią. Przesiąkała przez skórę, więziła oddech, wpływała do ust.

Wypełniała całą przestrzeń, przynosząc ze sobą serię różnych dźwięków.

Bum. Bum. Bum. Bum. Bum.

Przypominało to odgłos szaleńczo bijącego serca. I... były też oddechy. Dwa

mieszające się ze sobą oddechy, płytkie i niemal zachłanne. I... jęki. Odbijające się

echem, przenikające przez siebie i tworzące całą feerię odgłosów spełnienia.

Promieniująca ciepłem, wilgotna skóra, ślizgająca mu się pod palcami. Gorący

oddech, łaskoczący jego szyję. Słodki, mdlący zapach rozczochranych włosów,

zmieszany z wonią emanującej pragnieniem skóry. Duszące opary jęków i to drobne

ciało, napinające się i drżące przy każdym pchnięciu.

Był w nim. Szybkimi, płynnymi ruchami torował sobie drogę przez zaciskające się

wokół niego mięśnie, smakując wargami tę ciepłą, gładką skórę. Potter był wszędzie.

Czuł go każdym zmysłem, każdym oddechem, każdym pchnięciem. Jego naprężone

ciało wznosiło się i opadało, dając mu tak wielką przyjemność... nie pamiętał, by

kiedykolwiek przedtem...

I te zielone, rozszerzone oczy... zamglone, pogrążone w agonii przyjemności,

uwięzione za okrągłymi okularami, zaparowanymi teraz i lekko przekrzywionymi. I...

upojony, zachrypnięty szept:

- Doprowadzasz mnie do szaleństwa...

Tak, słodki Merlinie, tak!

Miał ochotę mu powiedzieć: Tak, tylko ja potrafię to robić. Tylko ja potrafię cię

okiełznać, zniewolić, sprawić, że wciąż będziesz wracał po więcej i więcej... a potem,

omdlewając z rozkoszy, będziesz sączył do mych uszu te słodkie zapewnienia, od

których będę robił się jeszcze twardszy i będę pieprzył cię jeszcze mocniej, by

wydobyć z ciebie kolejne wyznanie...

Szaleństwo? Istotnie, można powiedzieć, że to właśnie ono staje się naszym

udziałem...

Sięgnął po okulary, zdejmując je z nosa Harry'ego. Pragnąc zobaczyć te oczy w całej

swej okazałości, nie za kawałkami zaparowanego szkła. Musiał je widzieć. Musiał

widzieć to spalające pragnienie, skierowane ku niemu. Tylko i wyłącznie ku niemu.

Dotknąć go...

Złapał twarz Harry'ego i przyciągnął ku sobie, gładząc jego ciemne włosy. Czuł, jak

miękkie kosmyki prześlizgują mu się pomiędzy palcami. Widział, jak powieki

Harry'ego opadają niczym zasłony, oddzielając go od tego, co pragnął oglądać. Ale

wiedział, że to wciąż tam jest. Coś, czego nigdy wcześniej nie widział w żadnych

innych oczach.

Pochylił się i pocałował te powieki. Rozżarzona czerwień zamigotała, zmieniając

barwę na ciepłą biel, ale w tej samej chwili wszystko utonęło w eksplozji, sypiących

się iskrach i syczących płomieniach. A kiedy zasłona żaru opadła, odsłoniła dwie

wyczerpane, rozluźnione sylwetki, przyciśnięte do siebie niczym stopione ze sobą

figury woskowe. Dłoń Severusa gładziła plecy Harry'ego.

Minęła dłuższa chwila, zanim mężczyzna otworzył oczy. Jednak satysfakcja, która w

nich płonęła, zaczęła powoli ustępować miejsca czemuś zimnemu i mrocznemu, co

wkradało się do nich niczym cień, przysłaniając bijący z nich blask, ponieważ po raz

pierwszy... po raz pierwszy myśl o tym, że chłopak będzie musiał zginąć, stała się

tak... niepokojąca.

Do diabła, czyżby naprawdę zaczął popadać w szaleństwo?

Nie. Z pewnością nie.

Zmusił ten chłód, by rozrósł się w nim, by stłumił ogień, zasypując go lodem i

zamieniając w trujące opary, które oplotły jego umysł, wyciszając go i kierując na

właściwe tory...

Nie może pozwolić sobie na takie myśli. Nie może pozwolić sobie na to, aby

cokolwiek odciągnęło go od jego celu... Chłopak nie jest przecież ważny.

Najważniejsze jest pozbycie się Czarnego Pana. Raz na zawsze.

Na cienkich wargach pojawił się triumfalny uśmiech.

I to właśnie on tego dokona.

***

Pomieszczenie było niewielkie. Wypełniał je swąd spalonej skóry i mdły blask

rzucany przez jedyną, znajdującą się na ścianie pochodnię.

Do stojącego na środku pomieszczenia krzesła przywiązany był ciemnowłosy

mężczyzna. Magiczne pęta oplatały jego nagą klatkę piersiową i wykręcone do tyłu

ręce. Ciało pokrywały rany. Płytkie cięcia, z których wciąż sączyła się krew,

spływając po klatce piersiowej i brzuchu wyżłobionymi ścieżkami, ciemne plamy

wypalonej, pomarszczonej skóry, otoczonej rozległymi zaczerwienieniami...

opuszczona twarz i opadające na nią, zlepione krwią kosmyki włosów, które nie były

w stanie zasłonić pokrywających ją głębokich rozcięć. Spływający po czole i karku

pot mieszał się z ciemną posoką. Mężczyzna dyszał ciężko, wpatrując się szeroko

otwartymi oczami w podłogę, na którą co jakiś czas spluwał wymieszaną z krwią

śliną.

- Radzę ci współpracować - powiedział wysoki, odziany w czerń mężczyzna,

wkraczając w krąg światła. Jego głos był niski, głęboki i opanowany. Twarz ukryta

była za białą, przypominającą czaszkę maską. Długie, blade palce zaciskały się

wokół różdżki, a czarne, błyszczące za maską oczy wyrażały jedynie zimne

zdecydowanie.

Przywiązany do krzesła mężczyzna uniósł głowę, spoglądając na stojącego przed

nim Śmierciożercę z pogardą i nienawiścią w oczach.

- Nic ci nie powiem - wycharczał, po raz kolejny spluwając krwią. - Możesz mnie

1 ... 401 402 403 404 405 406 407 408 409 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)