Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Tylko dzięki niej nie postradał jeszcze zmysłów, wykonując najbrutalniejsze,
najokrutniejsze rozkazy Czarnego Pana. Tylko dzięki niej potrafi dokonywać
wszystkich tych mordów i egzekucji, a nawet przekonać samego siebie, że to, co
robi, jest właściwe... że jest potrzebne. Tylko dzięki niej potrafi rozgraniczyć tamten
świat od tego i nie pozwolić, aby ideologia Czarnego Pana przesiąkła do jego
umysłu, zamieniając go w bezwolną maszynę do zabijania. Tylko dzięki niej nie stał
się takim psychopatą, jak cała reszta popleczników Czarnego Pana, nawet jeżeli
czasami dzieli go od tego cienka granica...
Trudno - żyjąc w morzu krwi - widzieć cokolwiek w innej barwie niż purpura... Trudno
nie pogrążyć się w całkowitym mroku, kiedy przez tak długi czas zabijało się i
torturowało... a potem powracało się do tego miejsca wypełnionego śmiechem i
beztroską, zastanawiając się, który świat jest bardziej realny... i ile czasu minie,
zanim do tego także wleje się mrok i dłoń Severusa stanie się dla tych wszystkich
dzieciaków oprawcą i katem...
Wciąż tylko grał. Każde kolejne miejsce było jedynie sceną, na której przywdziewał
nową maskę. Inną dla Czarnego Pana, inną dla Dumbledore'a, inną dla studentów i
nauczycieli, inną dla całego Czarodziejskiego Świata, inną dla swych ofiar...
Czasami już sam nie wiedział, która z nich jest prawdziwa.
Był sługą, szpiegiem, nauczycielem, Śmierciożercą, oprawcą, zdrajcą... a teraz
nawet... kim był dla Pottera? Kochankiem? Cóż za trywialne określenie... Grał tak
wiele różnych ról, że ktoś inny na jego miejscu już dawno pomyliłby kwestie i
skończył w Świętym Mungu...
Kontrola. Tylko dzięki niej utrzymywał się jeszcze na powierzchni.
Ale kiedy tylko skończy eliksir i odeśle Czarnego Pana z tego świata... wtedy
pozostanie mu do odegrania tylko jedna, jedyna rola...
...rola Severusa Snape'a.
***
Severus przechylił fiolkę i wstrzymał oddech, przyglądając się pojedynczym kroplom
opadającym do eliksiru. Jedna, druga, trzecia...
...trzynaście!
Gwałtownie cofnął dłoń, patrząc, jak eliksir zaczyna syczeć i powoli zmieniać barwę
na ciemny turkus.
Na jego twarzy pojawiła się głęboka ulga i wyraz chłodnej satysfakcji.
Idealnie. Tym razem wszystko poszło zgodnie z planem i żaden wpadający mu do
gabinetu Gryfon nie spowodował kolejnej katastrofy.
Odłożył fiolkę na blat i po raz kolejny zajrzał do rozłożonej na stole księgi.
Teraz, zgodnie z zapisem, powinien zostawić go na kilka dni, ale później...
Zmarszczył brwi, pochylając się nad księgą.
Kolejny fragment instrukcji był niejasny. Zauważył to już na samym początku, ale
sądził, że zanim dotrze do tego etapu, zdoła w jakiś sposób rozwikłać te zawiłe
symbole i zyskać pewność, co do swoich przypuszczeń... ale wciąż się wahał.
Przesunął palcami po nakreślonymi wieki temu, nieco już wyblakłymi znakami.
Znaczenia słów zmieniały się na przestrzeni wieków. Za każdym razem, kiedy miał
do czynienia ze starym tekstem, dokładnie badał etymologię każdego wyrazu,
uwzględniając pochodzenie i szacowany wiek księgi. Wymagało to czasu, ale
opłacało się. Przy warzeniu tego typu eliksirów każdy, nawet najmniejszy błąd mógł
zakończyć się katastrofą.
Ale tym razem problem sięgał jeszcze dalej. Znaczenie run zmieniało się w
zależności od sąsiadujących z nimi symboli. Jeden znak mógł mieć kilka różnych
znaczeń, a doliczając do tego upływ czasu, przenoszenie się znaczeń wyrazów i
niemal wymarły już dialekt, w którym napisana była księga... rozpiętość możliwości
była niemal nieograniczona. Dlatego tym razem będzie zmuszony poszukać
specjalisty. I nakłonić go do współpracy.
***
Za dziesięć minut w moim gabinecie, Potter.
Severus wpatrywał się w zielony kamień, zastanawiając się, co go, u licha, podkusiło,
by wysyłać tę wiadomość.
Chłopak nie odzywał się do niego od czasu, gdy Severus związał go i zerż... ukarał
podczas ostatniego szlabanu. Wciąż czuł na sobie jego pełne wyrzutu spojrzenia i
szczerze powiedziawszy, zaczęło go to już nieco denerwować.
W końcu postanowił coś z tym zrobić. A skoro ukończył już mikstury, które miał
uwarzyć dla Czarnego Pana i kilkorga Śmierciożerców, eliksir nie wymagał aktualnie
zbyt dużej uwagi i Severus miał dzisiaj wolny wieczór... nic nie stało na przeszkodzie,
aby nie mógł...
Kamień rozjarzył się, przerywając jego myśli. Severus odczytał wiadomość:
Przykro mi, ale nie mogę przyjść, ponieważ właśnie odrabiam szlaban, który mi
przydzieliłeś. A że czyszczenie łazienek to bardzo długa i żmudna praca,
podejrzewam, że zajmie mi ona kilka najbliższych dni, a może nawet jeszcze dłużej.
Severus z trudem powstrzymał się przed zgnieceniem kamienia.
Bezczelność Pottera osiągnęła już taki pułap, że tylko jakimś dziwnym trafem nie
runął jeszcze razem z nią na sam dół. Jak śmiał obracać jego słowa przeciwko niemu
samemu? Jak śmiał wykorzystywać przeciwko niemu szlaban, który Severus sam mu
przydzielił? Jak śmiał zmuszać go do szukania siebie po wszystkich łazienkach?
Jakiś cichy głosik w jego głowie przypomniał mu, że w zasadzie wcale nie musi go
szukać. Może to zignorować. Może poczekać do szlabanu.
Ale wtedy Potter pomyśli, że wygrał, a na coś takiego Severus nigdy nie pozwoli.
Jeszcze raz spojrzał na trzymany w ręku klejnot i wcisnął go do kieszeni szaty.
Potter znowu to robił. Znowu zmuszał go do działania. Do... zaangażowania.
Powinien przybiec do niego na każde zawołanie, a nie nagle wyciągać swe małe
pazurki i warczeć. Wymagał. Wymagał znacznie więcej, niż Severus początkowo
sądził. A najgorsze było to, że Severus musiał te wymagania spełniać, aby chłopak
nie przegryzł smyczy i nie odbiegł za daleko.
Och, tym razem mu nie popuści. Tym razem zaciśnie ją tak mocno, by Potter nawet
nie pomyślał o tym, żeby znowu się szarpać... i że warczenie na właściciela może mu
ujść bezkarnie...
Severus był już w połowie korytarza, kiedy echo zatrzaskiwanych z hukiem drzwi w
końcu ucichło.
*
Drzwi, w które wpatrywał się Severus, trawił ogień. Tak samo, jak jego ciało.
Wciąż nie był w stanie pozbyć się z głowy obrazu Pottera i... Weasleyówny. Wciąż
nie mógł pozbyć się wrażenia, jakby coś pożerało od środka jego wnętrzności, kiedy
zobaczył ich razem w łazience, samych, śmiejących się... i wciąż widział jej usta na
jego wargach i słyszał, jak mówi, że Potter należy do niej... do niej!
Płomienie zamieniły się w pożogę, pożerając ciemne drewno i odzianą w czerń
sylwetkę.
Potter stanowił jego własność. Jego miejsce było tutaj. W komnatach Severusa. W
jego dłoniach. Nikt inny nie miał prawa go dotykać. Myśleć o nim. Bezcześcić go.
Tylko on.
Severus przymknął na chwilę powieki i oblizał wargi, starając się ugasić ten szalejący
pożar, który rozpalał się w jego żyłach za każdym razem, gdy przypominał sobie
skamlenie wczepionego w jego szatę Pottera i jego gorące zapewnienia:
Jestem tylko twój. Zawsze będę tylko twój. Nikt inny mnie nie interesuje. Należę tylko
do ciebie!
Och, jakąż miał wtedy ochotę zgnieść go w swoich rękach. Pogruchotać jego kości,
rozszarpać go na maleńkie kawałeczki... wbić się w niego swym pulsującym
szaleńczo penisem tak głęboko, by poczuł w gardle jego spermę, rozerwać go nim