Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Cholera, zabolało go to...
- J-ja... muszę iść - wymamrotał cicho chłopak.
Severus zacisnął usta, przyglądając się, jak Potter zsuwa się z jego kolan i rzuciwszy
niewyraźne "dobranoc", niemal wybiega z salonu. Kiedy przebrzmiało już echo
zatrzaskiwanych drzwi, Severus odwrócił głowę w stronę kominka.
Czy on niczego się nie nauczył? Przecież już dawno dał mu jasno do zrozumienia, że
pocałunek to pewna granica, pewna bariera, której Severus nigdy nie przekraczał. I z
pewnością nie zamierzał tego zrobić teraz. Był zbyt intymny. Wymagał...
zaangażowania.
Potter nie miał prawa tego żądać. Nie miał prawa stawiać go w takiej sytuacji.
Impulsywny, samolubny gówniarz, który nigdy nie myśli o konsekwencjach! Nie zdaje
sobie sprawy z niebezpieczeństwa, nie rozumie, że dopuszczenie do tego grozi...
utratą kontroli.
Możesz zanurzyć dłonie w strumieniu, aby nabrać wody i ugasić pragnienie, ale gdy
pochylisz się za bardzo, aby dotknąć wargami powierzchni wody... możesz bardzo
łatwo stracić równowagę, wpaść w zdradliwe głębiny i utonąć. To było zbyt duże
ryzyko, a Severus nie mógł sobie na nie pozwolić. Stawka była zbyt wysoka.
I chłopak będzie musiał się z tym pogodzić, czy mu się to podoba, czy nie.
Spojrzenie Severusa ponownie spoczęło na drzwiach.
Do cholery z nim!
Błyskawicznie zerwał się z fotela, złapał odłożoną na czarny fotel pelerynę-niewidkę i
wypadł za drzwi.
*
To była dobra decyzja. Gdyby tego nie zrobił... gdyby za nim nie poszedł... chłopak
mógłby zrobić sobie jeszcze większą krzywdę. W chwili, w której zobaczył jego
pokaleczone dłonie... zrozumiał, jak bardzo Potter był... kruchy. Jak bardzo uzależnił
się od niego, dostosowując swoje szczęście do relacji z Severusem. I jak bardzo ta
myśl... niepokoiła.
Dlatego też odsunął ją, poświęcając swe myśli treningom z Nottem. Chłopak nie był
tak zdolny jak Malfoy czy Zabini, których wyszkolił już jakiś czas temu, ale brak
umiejętności nadrabiał zaangażowaniem. Szkoda jednak, że marnował swą moc na
bezsensowne mordowanie zwierząt, karmiąc swą ciemność byle czym, bez celu, bez
finezji i bez kontroli. Ale skoro jego ojciec nalegał na to, by Severus nauczył jego
syna wszystkich najbrutalniejszych zaklęć, to nie mógł odmówić, szczególnie że
chłopak mógł w ten sposób zaspokoić swą nienasyconą, młodzieńczą i
bezproduktywną żądzę krwi, nie ściągając przy tym na siebie i na Severusa
kłopotów.
Ale oczywiście nie dotyczyło to Pottera, który sam potrafił być często jednym wielkim
kłopotem. Kiedy chłopak wpadł do jego gabinetu, wrzeszcząc niczym opętany, że
Severus zdradza go z Nottem - chociaż sam ten pomysł był tak absurdalny, że tylko
obłąkaniec mógł na coś takiego wpaść - demolując mu gabinet i niemal tracąc
oddech na samą myśl, że Severus mógł dotknąć kogokolwiek, kogokolwiek poza
nim... uczucie, które pojawiło się wówczas w Severusie, było... niespotykane.
Zazdrość Pottera była tak destrukcyjna, tak kąsająca, tak niszczycielska... że, niczym
wypełniony lawą pocisk, trafiła wprost w jego erekcję, wypełniając go tak wielkim
głodem, iż nie mógłby dalej funkcjonować, gdyby go nie zaspokoił... gdyby nie
udowodnił temu nieobliczalnemu dzieciakowi, jak bardzo go pożąda... i że jest jedyną
osobą, która daje mu tak wielkie spełnienie...
- Jesteś... tylko... ty... Potter...
Kiedy wymawiał te słowa... kiedy zagłębiał się w nim, w jego drżącym ciele, w jego
zachłannym spojrzeniu... przyjemność była tak silna, że niemal go zabiła.
Ale kiedy było już po wszystkim... kiedy obaj leżeli w uścisku, próbując odzyskać
oddech i zmysły... Potter znowu to zrobił. Znowu wypowiedział słowa, których
Severus nie chciał słyszeć...
- Jestem tylko ja. I zawsze będę.
...ponownie ściągając ciemność. I chłód.
***
Severus nienawidził Świąt Bożego Narodzenia. Uważał je za najbardziej
bezproduktywne święto, jakie istniało, służące jedynie pozbawionemu kontroli
obżarstwu, wydawaniu setek galeonów na przedmioty, które nikomu się do niczego
nie przydadzą, udawaniu życzliwości dla całego świata, obwieszaniu każdej możliwej
powierzchni tandetnymi, koszmarnymi ozdobami i spędzaniu czasu z ludźmi, których
wcale nie miało się ochoty oglądać. Śpiewające bombki, migoczące lampki, mieniące
się w oczach kokardki i prześladujące go ze wszystkich stron, wyszczerzone w
uśmiechach twarze doprowadzały go do niestrawności. A coroczna, świąteczna
przemowa Dumbledore'a, której dyrektor zapewne nie oszczędzi im i w tym roku,
była swoistym zwieńczeniem całego tego cyrku.
Jedynym plusem tego zamieszania było to, że na dziesięć dni zamek opustoszeje,
pozwalając mu odpocząć od wszystkich tych rozwydrzonych dzieciaków i od
większości członków grona pedagogicznego. I może nawet zniósłby jakoś ten okres,
gdyby nie jeden irytujący szczegół... a raczej pewna natrętna myśl, która nie dawała
mu spokoju... Potter.
Długo zastanawiał się, co z nim począć, i w końcu zdecydował: nie może pozwolić
mu wyjechać. Potter uwielbia przyciągać kłopoty, a to oznacza, że Severus musi
przez cały czas mieć go na oku. Chłopak powinien więc koniecznie zostać w zamku,
nawet jeżeli to oznaczało całkowite zburzenie jego corocznego rytuału spędzania
tego godnego politowania święta ze swoimi eliksirami, kilkoma interesującymi
lekturami oraz wieloma butelkami jego ulubionej whisky...
I właśnie dlatego szedł właśnie do gabinetu Dumbledore'a, przedzierając się
pomiędzy spieszącymi we wszystkich kierunkach uczniami. Musiał porozmawiać z
dyrektorem i przekonać go do swego pomysłu.
I wtedy Severus go dostrzegł. Wśród tłumu uczniów wypełniających korytarz
dostrzegł czarne, rozczochrane włosy, zbyt duży, pognieciony mundurek, niechlujnie
zawiązany krawat. Potter szedł powoli, pogrążony w rozmowie, jak zawsze otoczony
przez swoich przyjaciół. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech.
W tym samym momencie korytarz pogrążył się w ciemności, przykrywając wszystkich
cieniem. Jedyne światło padało na drobną sylwetkę, na jego uśmiechniętą twarz i
zielone oczy ukryte za okularami. Wszyscy inni uczniowie stali się nic nie znaczącymi
cieniami, ledwie widocznymi w mroku. Severus zwolnił kroku, nie spuszczając
wzroku z chłopaka.
I kiedy już prawie się mijali, Potter nagle oderwał spojrzenie od przyjaciół i spojrzał w bok prosto na niego. Jego oczy rozszerzyły się, a policzki pokryły rumieńcem, po
czym szybko uciekł wzrokiem, a na jego usta wypłynął ten głupkowaty uśmiech.
Korytarz rozświetlił się na chwilę czerwienią, gdy Severus go minął i odwrócił za nim
głowę, wbijając wzrok w oddalającą się sylwetkę.
Doprawdy, czy ten chłopak nigdy nie zmądrzeje?
***
Nie, nigdy nie zmądrzeje - uznał Severus, kiedy kilka dni później znalazł go pod
drzwiami swojego gabinetu, kompletnie pijanego i nie pamiętającego nawet, jak trafić
do własnego dormitorium.
Pozwolenie mu na uczestnictwo w bożonarodzeniowej imprezie okazało się
ogromnym błędem. Nie dość, że Severus nakrył go w dwuznacznej sytuacji z tą rudą
wywłoką, to na dodatek Potter po pijanemu zachowywał się tak, jakby nie wiedział,
co znaczy słowo „umiar” i paplał wszystko, co mu ślina na język przyniosła. Alkohol
definitywnie rozrzedzał mu mózg, sprawiając, że zupełnie nie panował nad tym, co i