Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 163
Перейти на страницу:

– Bo w San Marcos się zgnoiłem – mówi Santiago. – A w tym kraju można albo samemu się zgnoić, albo gnoić innych. Niczego nie żałuję, Ambrosio.

– Te gazety lubują się w brudach – powiedział Jacobo. – Jeśli w którymś z nas osłabnie morale, wystarczy rzucić okiem na jakąkolwiek z naszych gazet, a natychmiast wraca człowiekowi zdrowa nienawiść do peruwiańskiej burżuazji.

– Być może, że nasze wypociny ożywiają buntowniczego ducha u szesnastolatków – rzekł Garlitos. – Więc niech cię nie gryzie sumienie, Zavalita. Pociesz się, że jeszcze ciągle pomagasz twoim dawnym kumplom, wprawdzie nie bezpośrednio, ale dobre i to.

– Nie żartuj, zresztą może i tak jest – rzekł Santiago. – Za każdym razem kiedy piszę o czymś, do czego sam czuję odrazę, w moim artykule umieszczam możliwie najwięcej obrzydliwości. No i potem czyta to jakiś chłopak, zbiera mu się na wymioty i, jakby to powiedzieć, coś tam do niego dociera.

Na drzwiach była wywieszka, o której mówi Washington. Nierówne litery „Academia” niemal zupełnie pokrywał kurz, ale rysunek – stół, kij bilardowy i trzy bile – był całkiem wyraźny, a poza tym z wnętrza dochodził stuk kuł zderzających się w karambolach: to tutai.

– Teraz się okazuje, że Odria jest arystokratą – śmiał się don Fermín. – Czytaliście „El Comercio”? Wywodzi się z jakichś tam baronów i jak tylko zechce, może odnowić swój tytuł.

Santiago pchnął drzwi i wszedł do środka: pół tuzina bilardowych stołów i między sufitem z gołych desek a zielonym suknem na stołach twarze ledwie widoczne w kłębach dymu; nad stołami unosiła się plątanina drutów; gracze zaznaczali punkty na kijach.

– Co miał wspólnego strajk tramwajarzy z twoją ucieczką 7, domu? – rzekł Garlitos.

Minął salę gry, potem drugą salkę, w której tylko jeden stół był zajęty, potem podwórze zawalone kubłami na śmieci. W głębi, za figowcem, kryły się małe zamknięte drzwiczki. Zapukał dwa razy, odczekał chwilę i znów dwa razy, i w tym samym momencie otworzono.

– Odria nie zdaje sobie sprawy, że pozwalając na tego rodzaju wazeliniarstwo wystawia się na pośmiewisko całej Limy – powiedziała pani Zoila. – Jeśli on jest baronem, to czym dopiero my jesteśmy?

– Apriści jeszcze nie przyszli – powiedział Hektor. – Wejdź, towarzysze już czekają.

– Do tej pory nasza praca nie wykraczała poza sprawy studenckie – mówił Santiago. – Zbiórki pieniędzy na aresztowanych studentów, dyskusje w zrzeszeniu, rozpowszechnianie ulotek i numerów „Cahuide”. Ten strajk tramwajarzy to była okazja, żeby przejść do poważniejszych rzeczy.

Wszedł, a Hektor zamknął za nim drzwi. Było to pomieszczenie jeszcze starsze i jeszcze brudniejsze niż sale gry. Cztery stoły bilardowe odsunięto pod ściany, żeby zyskać trochę miejsca. Delegaci Cahuide rozproszyli się po sali.

– A czy to wina Odrii, że ktoś wypisuje artykuły o jego szlachectwie? – powiedział don Fermín. – Czego to cwaniacy nie wymyślą, żeby zdobyć trochę grosza. Nawet drzewo genealogiczne potrafią wyssać z palca!

Washington i Indianin Martínez rozmawiali stojąc przy drzwiach, Solórzano, przy stole, przerzucał stare tygodniki, Aidę i Jacoba ledwo było widać w jakimś ciemnym kącie, Ave rozsiadła się na podłodze, a Hektor przez szpary w drzwiach obserwował podwórze.

– Strajk tramwajarzy nie był polityczny, chodziło tylko o podwyżkę płac – powiedział Santiago. – Ich związek przysłał pismo do Zrzeszenia na Sam Marcos prosząc studentów o poparcie. W naszej Frakcji uznano to za wielką okazję.

– Mówiliśmy apristom, żeby przychodzili pojedynczo, ale oni mają w nosie wszelkie względy bezpieczeństwa – rzekł Washington. – Przyjdą całą gromadą, jak zwykle.

– No to każ sobie sprowadzić tego pismaka i niech nam też wygrzebie arystokratyczne tytuły – powiedziała señora Zoila. – Baron Odria, tylko tego brakowało.

Przyszli w kilka minut później, wszyscy razem, tak jak przewidywał Washington; było ich pięciu spośród dwudziestu delegatów apristowskich: Santos Vivero, Arévalo, Ochoa, Huamán i Saldívar. Przemieszali się z ludźmi z Cahuide i bez głosowania postanowiono, że Saldívar poprowadzi zebranie. Jego chuda twarz, kościste dłonie i szpakowata czupryna nadawały mu wygląd odpowiedzialnego człowieka. Jak zwykle na początku pełno było wzajemnych docinków.

– We Frakcji uzgodniliśmy, że postaramy się wywołać na San Marcos strajk dla podkreślenia solidarności z tramwajarzami – powiedział Santiago.

– Wiem, czemu tak dbasz o bezpieczeństwo – powiedział Santos Vivero do Washingtona. – Bo więcej was nie ma, tylko wy, jak rodzynki w cieście, i jakby was zabrali, to koniec z peruwiańskim komunizmem. A nasza piątka jest tylko małą kropelką w apristowskim morzu.

– Chyba w morzu słów – powiedział Washington. Hektor pozostał na swym punkcie obserwacyjnym przy drzwiach; wszyscy mówili półgłosem, był to łagodny, nieprzerwany szmer, z którego raz po raz wznosił się w górę wybuch śmiechu czy okrzyk.

– My, delegaci Frakcji, nie mogliśmy decydować o strajku, mieliśmy tylko osiem głosów w Zrzeszeniu – powiedział Santiago. – Ale razem z apristami mogliśmy. Zorganizowaliśmy spotkanie z nimi w sali bilardowej. No i tak się zaczęło, Garlitos.

– Wątpię, czy oni poprą strajk – szepnęła Aida do Santiago. – Nie są jednomyślni. Wszystko zależy od Saniosa Vivero, jeżeli on się zgodzi, inni pójdą za nim. Sam wiesz, pójdą jak barany, lider zawsze ma rację.

– To była pierwsza wielka kłótnia w Cahuide – rzekł Santiago. – Ja byłem przeciwny temu strajkowi solidarnościowemu; Jacobo stał na czele jego zwolenników.

– Spokój, koledzy – Saldívar dwa razy klasnął w dłonie. – Podejdźcie bliżej, zaczynamy.

– To nie dlatego, żeby się sprzeciwić Jacobowi – powiedział Santiago. – Tylko myślałem, że nie będziemy mieli poparcia wśród studentów, że się nam nie uda. Ale byłem w mniejszości i projekt przeszedł.

– Koledzy to wy – roześmiał się Washington. – Jesteśmy tutaj razem, ale nie mieszaj nas, Saldívar.

– Te zebrania razem z apristami były jak przyjacielskie mecze piłki nożnej – powiedział Santiago. – Zaczynały się od uścisków, a kończyły kuksańcami.

– Niech ci będzie, a zatem koledzy i towarzysze – rzekł Saldívar. – Chodźcie bliżej, bo jak nie, to idę do kina.

Skupili się wokół niego, śmiechy i szepty milkły powoli. Saldívar, przybrawszy nagle grobowo poważną minę, wyjaśnił pokrótce powód spotkania: koledzy, w Zrzeszeniu przedyskutuje się dziś prośbę tramwajarzy, musimy się zastanowić, towarzysze, czy jesteśmy w stanie podjąć wspólne postanowienie. Jacobo podniósł rękę.

– We Frakcji przygotowywaliśmy te zebrania jak popisy baletowe – mówił Santiago. – Obracać się na wszystkie strony, każdy niech wystąpi z innymi argumentami, nie pozostawiać niczyjego sprzeciwu bez odpowiedzi.

Stał przed nimi w niedbale zawiązanym krawacie, potargany, i mówił cichym głosem: strajk to doskonała okazja, by obudzić wśród studenterii świadomość polityczną. Ręce zwisały mu wzdłuż ciała: aby powstał sojusz robotniczo-studenc-ki. Patrząc z powagą w twarz Saldívara: wszcząć akcję, którą będzie można potem rozszerzyć, żądając na przykład uwolnienia aresztowanych studentów i amnestii politycznej. Zamilkł, a wtedy podniósł się Huamán.

– Ja byłem przeciwny strajkowi z tych samych powodów co aprista Huamán – powiedział Santiago. – Ale ponieważ Frakcja uchwaliła strajk, więc mnie wypadło bronić go przeciw Huamánowi. To jest centralizm demokratyczny, Garlitos.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)