Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 163
Перейти на страницу:

– Nie myśl, że jesteś przez to mniej wart – powiedział Llaque do Santiago. – We Frakcji Studenckiej równie przydatni są ci, co walczą, jak i sympatycy.

Podał im rękę, cześć, towarzysze, i wyszli w dziesięć minut po nim. Dzień był pochmurny i wilgotny, księgarnia Matiasa została daleko za nimi, kiedy weszli do „Bransa” na Colmena i poprosili o kawę z mlekiem.

– Można cię o coś spytać? – powiedziała Aida. – Czemu nie chciałeś? Jakie masz wątpliwości?

– Już ci raz mówiłem – powiedział Santiago. Jeszcze co do pewnych spraw nie jestem przekonany. Chciałbym…

– Jeszcze nie jesteś pewien, czy przypadkiem nie ma Boga? – roześmiała się Aida.

– Nie można podważać niczyjej decyzji – powiedział Jacobo. – Daj mu spokój, zostaw mu trochę czasu.

– Nic nie podważam, ale coś ci powiem rzekła Aida ze śmiechem. – Ty się nigdy nie zapiszesz, a kiedy skończysz San Marcos, zapomnisz o rewolucji i będziesz adwokatem w International Petroleum i członkiem ekskluzywnego klubu.

– Możesz się nie martwić, przepowiednia się nie sprawdziła – powiedział Garlitos. – Nie jesteś ani adwokatem, ani członkiem klubu, Zavalita. Ni to proletariusz, ni to burżuj. Tylko coś pośredniego, takie biedne małe gówienko.

– A co się stało z tym Jacobem i z Aida? – mówi Ambrosio.

– Pobrali się, pewnie mają dzieci, nie widziałem ich całe lata – mówi Santiago. – O Jacobie mam wiadomości wtedy, kiedy czytam w gazetach, że go aresztowali albo że właśnie wyszedł z więzienia.

– Ciągle jeszcze gryzie cię zazdrość – powiedział Garlitos. – Zabronię ci o tym gadać, bardziej ci to szkodzi niż mnie jeden głębszy. Bo to jest twój nałóg, Zavalita: ten jakiś Jacobo i ta cała Aida.

– To straszne, co piszą w dzisiejszej „La Prensa” – powiedziała señora Zoila. – Nie powinni pisać o takim okrucieństwie.

Zazdrość o tę historię z Aida? Już teraz nie, myśli. Więc o coś innego, Zavalita? Musiałbym go zobaczyć, myśli, pogadać z nim, dowiedzieć się, czy to pełne poświęceń życie uczyniło go lepszym czy gorszym. Myśli: dowiedzieć się, czy ma spokojne sumienie.

– Całe życie oburzasz się na różne kryminalne wybryki, ale zawsze przede wszystkim o tym czytasz – powiedziała Teté. – Jakaś ty zabawna, mamo.

Przynajmniej nie czuł się samotny, myśli, zawsze miał być otoczony, zawsze w towarzystwie, zawsze na kimś mógł się wesprzeć. To coś niejasnego, coś oślizgłego, co się wyczuwało podczas dyskusji w kółku, i w komórce, i we Frakcji, myśli.

– Znowu jakiś potwór porwał i zgwałcię nieletnią? – powiedział don Fermín.

– Od tego dnia widywaliśmy się jeszcze rzadziej – powiedział Santiago, – Nasze kółka naukowe przekształciły się w komórki partyjne, ale w dalszym ciągu byliśmy rozdzieleni. A na zebraniach Frakcji było wkoło nas pełno innych ludzi.

– Jesteś jeszcze bardziej wulgarny niż gazety – powiedziała señora Zoila. – Mógłbyś tego nie mówić przy Teté.

– Ale ilu ich tam było i co takiego robili? – powiedział Garlitos. – Za czasów Odrii nigdy nie słyszałem o Cahuide.

– No wiesz mamo, tak jakbym ciągle miała dziesięć lat – rzekła Teté.

– Nigdy nie wiedziałem, ilu – powiedział Santiago. – Ale coś tam się robiło przeciw Odrii, przynajmniej na uniwersytecie.

– No to powiedzcie wreszcie, co za straszna wiadomość – rzekł don Fermín.

– A u ciebie w domu wiedzieli, że politykujesz? – powiedział Garlitos.

– Sprzedają własne dzieci! – powiedziała señora Zoila. – Czy może być coś bardziej okropnego?

– Starałem się nie widywać rodziny ani nie rozmawiać z nimi – powiedział Santiago. – Ze starymi układało się coraz gorzej.

W Puno nie było deszczu, całe dni, całe tygodnie bez deszczu, posucha zniszczyła zbiory, dziesiątkowała bydło, wioski opustoszały, i w gazetach pojawiły się fotografie Indian na tle zdewastowanego przez suszę krajobrazu, Indian wędrujących po spękanej ziemi, z dziećmi na plecach, i bydła, które dogorywało z szeroko otwartymi oczyma; pojawiły się opatrzone znakami zapytania tytuły i podtytuły.

– Na pewno nie są okrutni, mamo, ale przede wszystkim są głodni – powiedział Santiago. – Jeśli sprzedają dzieci, to po to, żeby nie poumierały z głodu.

Susza powodem handlu niewolnikami między Puno i Juliaca?

– Tak, wiem, prowadzili dyskusje na temat wstępniaków w gazetach i czytali marksistowskie książki, ale czy robili coś poza tym? – powiedział Garlitos.

Indianie sprzedają swoje dzieci turystom?

– Nieszczęsne stworzenia, nie wiedzą, co to znaczy dziecko, rodzina – powiedziała señora Zoila. Jak się nie ma co jeść, to się nie ma dzieci.

– Powołano na nowo do życia Zrzeszenie Studentów – powiedział Santiago. – Jacobo i ja zostaliśmy wybrani na delegatów z naszego roku.

– Chyba nie powiesz, że to z winy rządu w Puno nie ma deszczu – rzekł don Fermín. – Odría chce pomóc tym biedakom. Stany Zjednoczone przekazały imponującą ilość darów. Ubranie i żywność.

– Wybory były jakimś wyjściem dla Frakcji – mówił Santiago. – Spośród delegatów z wydziału literatury, prawa i ekonomii ośmiu należało do Cahuide. Apristów było więcej, ale głosując razem z nimi mogliśmy mieć jakąś kontrolę nad organizacją. Apolityczni byli niezorganizowani i łatwo było ich rozpoznać.

– Nie powtarzaj mi ciągle, że pomoc gringów posłuży do napełnienia kieszeni ludziom Odrii – rzekł don Fermín. Odría mnie prosił, żebym przewodniczył komisji, która ma rozdzielać dary.

– Tylko że uzgodnienie czegokolwiek z apristami było okupione nie kończącymi się dyskusjami i walką – powiedział Santiago. – Przez cały rok nic nie robiłem, tylko biegałem na zebrania, zebrania w Zrzeszeniu, zebrania we Frakcji i potajemne zebrania z apristami.

– On zaraz powie, że i ty kradniesz, tato – rzekł Chispas. – Dla mądrali każdy przyzwoity Peruwiańczyk to wyzyskiwacz i złodziej.

– O, znów coś dla ciebie, mamo, patrz, co piszą w „La Prensa” – powiedziała Teté. – W więzieniu w Cuzco umarło dwóch ludzi; podczas autopsji znaleziono w ich żołądkach sprzączki i zelówki od butów.

– Dlaczego tak bardzo cię rozgoryczyła utrata przyjaźni tej pary? – powiedział Garlitos. – Nie miałeś w Cahuide innych przyjaciół?

– Uważasz, mamo, że tylko z głupoty jedli podeszwy butów? – powiedział Santiago.

– Fermín, ten smarkacz niedługo powie, że jestem idiotka, albo zacznie mnie bić – powiedziała pani Zoila.

– Przyjaźniłem się ze wszystkimi, ale to była taka przyjaźń organizacyjna – powiedział Santiago. – Nigdy nie rozmawialiśmy prywatnie. A przyjaźń z Jacobem i Aidą to była kiedyś po prostu sprawa życia.

– Przecież nie powiesz, że gazety kłamią? – rzekł don Fermín. Uważasz, że kiedy mówią o osiągnięciach rządu, to kłamstwo, a kiedy piszą o tych okrucieństwach, to musi być prawda?

– Zamęczasz nas przy każdym obiedzie – powiedziała Teté. – Nie usiedzisz spokojnie, tylko wciąż się kłócisz, mądralo.

– Ale wiesz, coś ci powiem – mówi Santiago. – Wcale nie żałuję, że zamiast na Katolicki poszedłem na San Marcos.

– Patrz, mam tu wycinek z „La Prensa” – powiedziała Aida. – Można się porzygać, kiedy się to czyta.

– Bo wiesz, Ambrosio, dzięki San Marcos nigdy się nie stałem wzorowym studentem ani wzorowym synem, ani wzorowym adwokatem – mówi Santiago.

– Że susza wywołała napiętą sytuację na Południu – powiedziała Aida – że to doskonała pożywka dla agigatorów. To jeszcze nic, czytaj dalej.

– Bo w burdelu jest się bliżej życia niż w klasztorze mówi Santiago.

– Będą stawiać na nogi całe garnizony, będą śledzić poszkodowanych chłopów – powiedziała Aida. Susza jest dla nich problemem, dlatego że może wywołać rozruchy, a nie dlatego że Indianie umierają z głodu. To się nie mieści w głowie!

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)